Oni skażą Go na śmierć!

3 marca 2021, autor: Krzysztof Osuch SJ

Kto chce być wielki, niech będzie sługą.

Wchodzenie we wspaniały świat Jezusa i Jego Ojca nie dokonuje się łatwo. Trudności apostołów są pouczające i dodają odwagi w naszym zbliżaniu się do Pana Jezusa.

„Mając udać się do Jerozolimy, Jezus wziął osobno Dwunastu i w drodze rzekł do nich: Oto idziemy do Jerozolimy: tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą Go poganom na wyszydzenie, ubiczowanie i ukrzyżowanie; a trzeciego dnia zmartwychwstanie. Wtedy podeszła do Niego matka synów Zebedeusza ze swoimi synami i oddając Mu pokłon, o coś Go prosiła. On ją zapytał: Czego pragniesz? Rzekła Mu: Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie. Odpowiadając Jezus rzekł: Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić? Odpowiedzieli Mu: Możemy. On rzekł do nich: Kielich mój pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej, ale [dostanie się ono] tym, dla których mój Ojciec je przygotował.

Gdy dziesięciu [pozostałych] to usłyszało, oburzyli się na tych dwóch braci. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł: Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (Mt 20,17-28).

 Jezus jeszcze raz przepowiada, co wnet na Niego niechybnie przyjdzie. Wie On, że otworzy się przed Nim morze bólu: fizycznego, psychicznego i duchowego. Z wyprzedzeniem odczuwa ciężar tego, co jest tuż tuż! Wie, że dzięki doskonałej jedności z Ojcem wszystko podejmie, poniesie, przetrzyma, a opadłszy w bruzdę śmierci, powstanie i wejdzie w chwałę Zmartwychwstania…

Jezus nie myśli tylko o Sobie. Troszczy się przede wszystkim o swoich umiłowanych uczniów, którzy w bliskiej przyszłości będą świadkami niepojętego dramatu. Przez (niecałe) trzy długie dni ów dramat jawić się im będzie jako ostateczna i nieodwołalna tragedia. Widok Jezusa poddanego przemocy i strasznemu cierpieniu wywoła w uczniach zwątpienie i rozpacz. To z tego powodu Jezus na różne sposoby i ze znacznym wyprzedzeniem umacniał i przygotowywał swoich uczniów na przeżycie najtrudniejszej Godziny. Jak to czynił? Różnie.

Umacniał ich, okazując swą potęgę na wiele sposobów (w licznych uzdrowieniach, wskrzeszając Łazarza, okazując władzę na żywiołami przyrody czy rozmnażając parę chlebów i rybek…). Trzech uczniów, Piotra, Jakuba i Jana, obdarował krzepiącą wizją Przemienienia na Taborze. Przez to wszystko chciał ich zapewnić, że Jego Ojciec, Dobry i Wszechmocny,  jest z Nim zawsze. I że nic nie dzieje się bez woli i przyzwolenia Ojca!

Jezus nie zadowala się tym wszystkim, co dotąd uczynił dla dobrego przygotowania uczniów na czas dramatycznych wydarzeń. Podejmuje jeszcze jedną próbę, by wprowadzić swych uczniów w tajemnicę swojej Paschy, która w jedno wiąże Krzyż (cierpienie, śmierć) i Zmartwychwstanie (tryumf, pełnię życia, wieczną chwałę). Kolejny raz, bodaj trzeci, próbuje sprowokować uczniów do rozmowy na trudny, ba, najtrudniejszy temat…

Na pewno – gdyby uczniowie zechcieli pytać – Jezus udzieliłby im odpowiedzi na najtrudniejsze pytania. Lecz oni zamknęli się w sobie. Nie potrafili otwarcie zmierzyć się z kolejny raz zapowiadanym niepojętym losem Mistrza! Woleli uparcie trwać przy swojej (także słusznej ale jednostronnej) wizji potężnego Mesjasza. Nie mogli pogodzić się z zapowiadaną słabością i zda się klęską Mistrza. Przytłoczeni niepojętością tego, co Jezus zapowiadał, głucho milczeli lub mówili od rzeczy. A to oburzali się na zabiegi matki synów Zebedeusza…, a to jak kiedyś Piotr (por. Mt 16, 21-28) „tanio” (choć szczerze i z dobroci serca) zapewniali Mistrza: „Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie”!

  • Nasze pójście za Jezusem i wytrwanie z (i przy) Nim do końca – dla nikogo nie jest łatwe.
  • Niby dobrze wiemy, jaka jest rzeczywista (już przebyta) droga Jezusa, a w konsekwencji także Jego uczniów do chwały w domu Ojca.
  • Wiemy, że trzeba zaprzeć samego siebie, brać swój krzyż na każdy dzień, służyć chętnie i pokornie wszystkim – z miłości por. Mt 16, 24n), a jednak rozglądamy się za szerokim i wygodnym traktem do Nieba…
  • Na nasze szczęście Jezus Chrystus jest naszym Pasterzem, dobrym i cierpliwym.
  • Podejmuje wiele starań w swoim Kościele, by pomóc nam przyswoić sobie „mądrość krzyża” i ufnie wstępować w Jego ślady – z codziennym krzyżem ku Golgocie, ale zawsze mając jako cel chwałę Zmartwychwstania.

Zostaw odpowiedź