Przestrzeń dla MODLITWY

29 stycznia 2015, autor: Krzysztof Osuch SJ

W dziedzinie sztuki jest tak, że by móc pięknie śpiewać, grać, malować, to trzeba mieć talent – wrodzone uzdolnienia, które mogą być podjęte i rozwinięte. A jak jest z tą sztuką, której na imię religia i wiara? Czy wszyscy mają „religijny słuch” i zdolność do ufnej wiary? Można śmiało stwierdzić, że tak; że każdy może cieszyć się poznaniem Boga, przyjęciem Jego miłości i zacieśnianiem przyjaźni z Nim. U samych podstaw tego optymistycznego stwierdzenia jest ten ontyczny fakt, że Bóg stworzył nas jako do Niego podobnych i jako wewnętrznie ku Niemu skierowanych.

Święty Augustyn ujął tę prawdę w genialnym zdaniu: „Stworzyłeś nas, Boże, jako skierowanych ku Tobie i niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Tobie, o Panie”.


„Stałem się naprawdę mnichem w dniu, w którym odkryłem, że to nie ja się modlę, ale że to Bóg modli się we mnie. Modlić się, to wejść w modlitwę, jaką Bóg odmawia nieustannie we mnie. Duch Święty przychodzi do mnie, by skierować modlitwę od Chrystusa do Jego Ojca. Otóż Duch to tchnienie Boga. Modlitwa to zatem Bóg, który przychodzi, by oddychać, tak bym ja oddychał Jego własnym tchnieniem. Modlić się to oddychać Bogiem”[1].

 Każdy ma słuch do modlitwy

Nasze codzienne życie składa się z różnych elementów: modlimy się, pracujemy, uczymy się, opiekujemy się innymi, śpimy, jemy, odpoczywamy… Oprócz tych różnorodności jest i taka, że ludzie mają różne talenty i umiejętności, a w życiu społecznym, w rodzinie, we wspólnocie wykonują różne prace. Służymy sobie wzajemnie. Życie na ziemi byłoby niewyobrażalne bez różnorodności osób, talentów, zawodów i bez gotowości wzajemnego dzielenia się owocami swego trudu i różnych umiejętności. To dzięki temu mamy buty na nogach… Nie wszyscy umiemy gotować, a jednak jesteśmy najedzeni. Jeden usługuje wielu innym i wielu innych usługuje jednemu. Jedni specjalizują się w pewnych umiejętnościach, by móc zaoferować owoce swej pracy wielu innym. Dzięki temu nie wszyscy muszą zajmować się wszystkim; byłoby to zresztą niemożliwe.

Są jednak takie ważne dziedziny życia, w których, owszem, ktoś może mieć większe doświadczenie i wiedzę, ale nie może tego dobra komuś drugiemu zwyczajnie dać czy tym bardziej odsprzedać. Owszem, może drugiej osobie pomóc, poradzić, ale nie może jej wyręczyć, zastąpić. Nikt nikogo nie zastąpi w przeżywaniu relacji do siebie samego czy do bliźnich. Tym bardziej nikt nikogo nie wyręczy w przeżywaniu relacji religijnej. Tylko ja sam mogę przeżywać moje relacje z moimi bliźnimi. Tylko ja sam mogę przeżywać moją więź z moim Bogiem Stwórcą, z moim Zbawicielem. Osobą religijną i wierzącą można być tylko za siebie. Każda osoba przeżywa swą więź z Bogiem w sposób sobie właściwy, niepowtarzalny. Także dobrodziejstwami religii i wiary można cieszyć się osobiście.

  • W dziedzinie sztuki jest tak, że by móc pięknie śpiewać, grać, malować, to trzeba mieć talent, wrodzone uzdolnienie, które może być podjęte i rozwinięte. A jak jest z tą sztuką, której na imię religia i wiara? Czy wszyscy mają „religijny słuch” i zdolność do ufnej wiary? Można śmiało stwierdzić, że tak; że każdy może cieszyć się poznaniem Boga, przyjęciem Jego miłości i zacieśnianiem przyjaźni z Nim. U samych podstaw tego optymistycznego stwierdzenia jest ten ontyczny fakt, że Bóg stworzył nas jako do Niego podobnych i jako wewnętrznie ku Niemu skierowanych. Święty Augustyn ujął tę prawdę w genialnym zdaniu: „Stworzyłeś nas, Boże, jako skierowanych ku Tobie i niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Tobie, o Panie”.
  • Tak, nie ma rzeczy ważniejszej i piękniejszej niż to, że jesteśmy (na mocy stwórczego aktu Boga) najściślej związani z naszym Stwórcą, że jesteśmy do Niego podobni. Jesteśmy też od Niego radykalnie zależni i ku Niemu skierowani. I więcej, Bóg w wielokrotnie wypowiadanym zaproszeniu, zachęca nas i wzywa do Przymierza, do komunii, do zjednoczenia. Gdy poznajemy, jak wiele łączy Stwórcę z nami, a nas ze Stwórcą, to stopniowo uświadamiamy sobie naszą tożsamość, czyli to, że jesteśmy chciani i kochani; że jesteśmy godni. Odkrywamy, że nasze życie to czysty dar, a nie np. bezimienny, i w gruncie rzeczy, bezsensowny przypadek.

Najwięcej o nas mówi nam Wcielony Boży Syn – Jezus Chrystus. On sam, stawszy się Człowiekiem, stał się też esencją Dobrej Nowiny dla nas. Cała Ewangelia Jezusa Chrystusa daje się sprowadzić do zapewniania nas, że Bóg Ojciec pragnie naszego wiecznego istnienia i wiecznego szczęścia.

Zdarza się nam czasem doznać wzruszenia, gdy widzimy, że ktoś bezinteresownie pragnie naszego dobra i dobrze nam życzy, ceni nas, szanuje. A co może się zrodzić w naszym sercu, gdy uświadamiamy sobie, że sam potężny Stwórca Wszechświata pragnie nas, ceni i kocha?

Jeśli jednak chcemy, by cały ten zamysł Boga (Jego pragnienie ku nam skierowane) do nas docierał i czynił nasze życie sensownym, pięknym, radosnym, cennym, to musimy się modlić, czyli dać Bogu i sobie czas na spotkanie i na usłyszenie tego, co Bóg ma nam do powiedzenia!

  • Okazuje się jednak, że nie jest łatwo podejmować modlitwę jako spotkanie, w którym i Bóg wypowiada swoje miłosne pragnienie, i człowiek uświadamia sobie oraz też wypowiada swoje najgłębsze pragnienie. Pragnienie Boga, by dać nam Siebie poznać i zjednoczyć nas z Sobą w Miłości, napotyka w nas ludziach na liczne przeszkody.
  • Z pewnym trudem przychodzimy na spotkania z Bogiem. A gdy już przychodzimy, to i tak nie bez oporów wzrastamy i dojrzewamy w przyjaźni i serdecznej zażyłości z Bogiem!
  • Nasuwa się zatem pytanie: dlaczego to duchowe dobro, tak skądinąd przez nas upragnione, przyjmujemy z oporami i pośród wielu trudności?

Ustalmy przynajmniej niektóre przyczyny.

 Co nam utrudnia?

Nieufność

Z Objawienia Bożego (z Pisma Świętego) wiemy, że podstawowa trudność modlenia się ma swą przyczynę w grzechu pierworodnym. On to naruszył pierwotną harmonię ufnych odniesień człowieka do Boga Stwórcy.

„Pierwszy człowiek, tak jak wyszedł z Bożej ręki, miał tę szczególną własność, że widział Boga we wszystkim, słyszał Go w porannym tchnieniu wiatru (por. Rdz 3, 8). Grzech oznacza zaciemnienie. Utraciliśmy Boga z pamięci, z rozumu, przestał być przedmiotem naszego pragnienia. Rozmyślanie jak gdyby przenosi człowieka z powrotem do utraconego raju”[2].

– To brzmi pięknie i obiecująco, że rozmyślanie, czyli modlitwa, ma moc przenosić nas z powrotem do utraconego raju. Nie jest to jednak kwestia jednorazowa. Zwykle potrzeba wielu lat życia w Kościele, aby w zasadniczy sposób uporać się z destrukcyjnymi skutkami grzechu pierworodnego i naszych grzechów osobistych.

  • Najwłaściwszym miejscem naszych starań o to, by stać się prawdziwie wolnym dla Boga, jest najpierw Kościół; to w nim otrzymujemy dar ewangelizacji i katechizacji. W Kościele dokonują się nasze spotkania ze Zbawicielem w sakramentach. Ich przedłużeniem i ważnym dopełnieniem jest wszelka modlitwa, a zwłaszcza modlitwa medytacyjna i kontemplacyjna. To w czasie ponawianej modlitwy cała osoba poddaje się działaniu Boga i coraz bardziej zakorzenia się w Jego Miłości.

 Zły duch i duch świata

Wielkie zagrożenie dla naszej modlitwy płynie od świata, w którym żyjemy. A za tym, co „światowe” (por. 1 J 3, 13) ukrywają się nieprzyjazne nam „pierwiastki duchowe zła na wyżynach niebieskich” (Ef 6,12). Bunt i odstępstwo upadłych aniołów staje się główną przyczyną gigantycznej walki duchowej, wymierzonej najpierw w samego Boga i Jego Aniołów, a następnie także w nas ludzi.

Trzeba się zatem porządnie oswoić z tym, że w całym naszym życiu mamy nieuchronnie do czynienia nie tylko z Dobrym Bogiem, ale także ze złymi duchami, które usiłują po swojemu ukierunkować naszą wolność, a nawet ją zawłaszczyć. Zdobywając władzę nad naszym centrum decyzyjnym (wolną wolą i wolnością), mają nas w garści. Sterują nami z ukrycia. A posługując się ludźmi zwiedzionymi i zaprogramowanymi przez demoniczną „logikę”, próbują tak zorganizować cywilizację i kulturę, aby cały człowiek został zajęty, zaaferowany i zmordowany.

  • Jest to swoistą sztuką Lucyfera i demonów, by doprowadzić wielu ludzi do zobojętnienia na Boga, do powiedzenia Mu, że się nie ma dla Niego czasu i serca. I że właściwie nie ma się ochoty z Nim rozmawiać.

Temat walki duchowej obecny jest w całym Piśmie Świętym. Zły pokazuje swój uwodzicielski kunszt już w raju. Czytamy o tym w Księdze Rodzaju, zaś Apokalipsa zapowiada wielkie duchowe zmagania w całych ludzkich dziejach, które jednak zwieńczy triumf „Baranka” (por. Ap 5, 12; 17, 14).

  • Jeśli jesteśmy uważni, to zauważamy, że Kościół w swoim zwyczajnym przepowiadaniu, zwłaszcza ustami Papieża, dokonuje ciągłego rozeznawania duchów. Pomaga nam jasno i pewnie określać, w których prądach kulturowych działa Duch Święty, a które noszą na sobie piętno tego ducha, który od początku był kłamcą i zabójcą (por. J 8, 44). Encykliki papieskie, niektóre w tak wybitny sposób, jak np. Evangelium vitae czy też Veritatis splendor, pozwalają nam jasno nazwać to, co najbardziej zagraża naszej wierze w Boga i zbawieniu.

Chciałbym także zasygnalizować jeszcze jedno źródło Bożego światła, które pomaga rozeznawać się w naszych bardzo trudnych czasach; myślę tu o autentycznej mowie Ducha do Kościoła (por. Ap 3, 22) w tzw. prywatnych objawieniach Maryi czy samego Jezusa. Duch Jezusa nadal pisze listy do swojego Kościoła – analogiczne do tych z pierwszych rozdziałów Apokalipsy. Zamiast szczegółowych wyliczeń wspomnę (pars pro toto) Orędzie z Fatimy i Orędzie Miłosierdzia Bożego, dane naszym czasom przez św. siostrę Faustynę Kowalską.

Sam, kilka lat temu, dość często sięgałem do Orędzi Maryjnych, dawanych głównie kapłanom przez 25 lat za pośrednictwem włoskiego kapłana ks. Stefano Gobbi[3]. Maryja bardzo jasno, prosto i precyzyjnie, odsłania w nich wielkie zagrożenia dla naszej wiary w Boga i dla modlitwy. Matka Kościoła wskazuje wyraźnie jedną z wrogich, tajnych, organizacji (masonerię), która w ukryciu i pod przykrywką pięknych haseł realizuje cele wręcz demoniczne. Oto niektóre z tych celów: zaprzeczyć istnieniu Boga i doprowadzić ludzkość do buntu przeciw Bogu! Usprawiedliwić grzech; zniszczyć Ewangelię; zniszczyć Eucharystię. Zniszczyć wiarę w Chrystusa; zniszczyć Mistyczne Ciało Chrystusa, czyli Kościół. Osłabić autorytet Papieża; rozbić jedność Kościoła. Wprowadzić fałszywy ekumenizm przez wymieszanie religii. Przygotować grunt dla ukazania się Antychrysta.

Teoria bez praktyki

Częstą przyczyną kryzysu w dziedzinie modlitwy jest to, „że nie czynimy tego, o czym wiemy, że jest dobre i że czynić powinniśmy” – tak twierdzi ojciec Piotr Rostworowski[4].

Czy nie jest to trafna obserwacja i nie dotyczy także nas?

  • Niekiedy wystarczyłoby sobie powiedzieć: Już tyle wiem o modlitwie; jednego mi nie dostaje – tego mianowicie, by po prostu zacząć działać, czyli uczynić to, o czym wiem, że jest dobre i że powinienem to uczynić! Niestety, bywamy leniwi i ociężali w przechodzeniu od teorii do praktyki. Zatem tym bardziej spostrzeżenie o. P. Rostworowskiego potraktujmy jako zachętę do zapytania siebie, jak obchodzę się z wiedzą, zdobytą w czasie (nieraz wieloletniej) formacji duchowej, w Kościele, w ruchach kościelnych, w zakonie itp.?

W przyrodzie i fizyce mówi się o zjawisku entropii, która prowadzi do tzw. cieplnej śmierci Wszechświata. W naszym małym
(a jednak wielkim) duchowym mikrokosmosie zachodzi jakby coś podobnego.

  • Z upływem czasu zamierają w nas niektóre struktury życia duchowego i życia modlitwy. Coś – jakiś rodzaj modlitwy, jakieś ćwiczenie duchowe – znakomicie nam służy i jakiś czas dynamizuje nas oraz kieruje ku Bogu, a potem, po pewnym czasie, jakby niepostrzeżenie zanika. Bywamy dość bezsilni wobec tego zjawiska, które wiąże się także z rutyną, formalizmem, zewnętrznością, płycizną, a w końcu ze zniechęceniem i zarzuceniem pewnych duchowych praktyk.
  • Wydaje się, że tylko Słowo Boże potrafi nas ożywiać, gdy słabniemy, gdy tracimy pierwotną żarliwość i gorliwość w szukaniu Boga na modlitwie i w całym naszym życiu. Wskażę teraz jeszcze jedną ważną przyczynę naszych trudności w modlitwie.

Brak wiedzy

Trudno nie zgodzić się ze zdaniem, „że nie czynimy tego, o czym wiemy, że jest dobre i że czynić powinniśmy”. Z drugiej jednak strony bywa i tak, że brakuje nam wiedzy o modlitwie i o podstawowych warunkach, dzięki którym modlitwa staje się spotkaniem, a nie np. nudnym i zniechęcającym monologiem.

  • Być może znacznie częściej niż nam się to wydaje, nasza wiedza biblijno-teologiczna na temat modlitwy jest niewystarczająca. To zaś, co wiemy o modlitwie, dziwnie nam się rozmywa i staje się nieokreślone, niekonkretne i już niezdolne do popchnięcia nas ku spotkaniu z Bogiem. Wiedza (rozmyta czy z poważnymi lukami) nie jest w stanie motywować nas do podjęcia modlitwy i trwania w niej.

Jeśli, rzeczywiście, na tym polega nasza trudność, to należy zadać ważne pytanie: Co w tej sytuacji winniśmy czynić?

 Główne środki zaradcze

 Ćwiczyć się w wierze

Po tym wszystkim, co już powiedziałem i co jeszcze powiem na temat modlitwy, pragnę podkreślić rolę wiary. Już w Starym Testamencie wiedziano, że nie można podobać się Bogu bez wiary (por. Rdz 22, 15 nn, Hbr 11, 6). Jezus powie krótko: Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię (Mk 1, 15).

Objawienie Boga staje się dla nas zbawczo użyteczne tylko wtedy, gdy dajemy Mu posłuch i ufnie je przyjmujemy. Dopiero dzięki posłuszeństwu wiary – wszystko nabiera sensu, także modlitwa.

Ma rację o. Rene Voillaume[5], wypowiadając żarliwe wezwanie:

„Ćwiczcie się w wierze niestrudzenie, rozważając słowa Chrystusowe, a jeśli chcecie się nauczyć modlić,to przede wszystkim Jego samego pytajcie, jak to należy czynić”(…) „Często zapominamy, że to [ćwiczenie w wierze] jest najważniejsze. Wciąż wyruszamy na poszukiwanie coraz to nowych i bardziej skomplikowanych metod, nie myśląc o tym, że żadna nie może się obejść bez wiary. Wszystko zawiera się w wierze. Lepiej więc jest wprost od niej zacząć. Odczytujcie Ewangelię, aby dowiedzieć się, co Pan Jezus mówił o wierze. Mówił prawie wyłącznie na ten temat, a jeśli ciągle do niego powracał, to dlatego, że był pewien, iż Go inaczej nie posłuchamy. Wiedział, że trzeba to powtarzać, bo wiedział, że poddamy się zniechęceniu, że zabraknie nam wytrwałości. Nic nie zastąpi wymowy słów Chrystusowych. Wracajcie do nich często, zgłębiając je, a przede wszystkim żyjcie nimi”[6].

Warto w tym kontekście przytoczyć kilka zdań wziętych z Katechizmu Kościoła Katolickiego (i Vaticanum II); zawierają one doświadczenie i świadectwo wielu pokoleń Ludu pielgrzymującego w wierze:

„W Piśmie Świętym Kościół nieustannie znajduje swój pokarm i swoją moc, ponieważ przyjmuje w nim nie tylko słowo ludzkie, ale to, czym jest ono rzeczywiście: Słowo Boże (por. 1 Tes 2, 13). W księgach świętych Ojciec, który jest w niebie, spotyka się miłościwie ze swymi dziećmi i prowadzi z nimi rozmowę” (KKK 104).

„Tak wielka tkwi w słowie Bożym moc i potęga, że jest ono dla Kościoła podporą i siłą żywotną, a dla synów Kościoła utwierdzeniem wiary, pokarmem duszy oraz źródłem czystym i stałym życia duchowego”. „Wierni Chrystusowi powinni mieć szeroki dostęp do Pisma Świętego (KKK 131). „Kościół „usilnie i szczególnie upomina wszystkich wiernych… aby przez częste czytanie Pisma Świętego nabywali «najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa» (Flp 3, 8). «Nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa» (św. Hieronim)” (KKK 133).

 „Odczytywać Ewangelię”

„Odczytujcie Ewangelię” – jest to podstawowe zalecenie, które, jeśli jest wypełniane, doprowadza nas także do żywej i owocnej modlitwy.

Nasuwa się jednak pytanie: jak należy odczytywać Ewangelię?! Zapewne inaczej niż codzienne gazety, które już nazajutrz wędrują na makulaturę. Święci, dzięki Duchowi Świętemu, doskonale zdają sobie sprawę z tego, jakie to skarby kryją się w Słowie Bożym, i z jaką pokorą należy do niego podchodzić. Nic zatem dziwnego, że wyczulają nas na postawę otwarcia i respektu wobec nieprzebranych bogactw zawartych w Słowie Bożym.

Świadectwo św. Efrema jest w tym względzie przejmujące:

„Któż zdoła pojąć dogłębnie jedno Twe słowo, Panie? Daleko więcej pomijamy zeń, niż pojmujemy, tak jak spragniony człowiek, który pije wodę ze źródła. Słowo Boże ukazuje różnorodną postać, zależnie od umiejętności poznających. Pan bowiem przyozdobił swe słowo różnobarwnym pięknem, aby każdy kto je zgłębia, mógł zobaczyć to, co go zachwyca. Słowo Boga jest drzewem życia, które z każdej strony podaje ci błogosławiony owoc; jest jak owa otwarta na pustyni skała, która wszystkim dostarczała duchowego napoju. Jeśli zatem ktokolwiek potrafi pojąć cząstkę owych bogactw, niechaj nie sądzi, iż w Bożym słowie znajduje się tylko to, co sam znalazł, ale niech wie, iż spośród wielu skarbów to jedynie udało mu się zobaczyć. Niechaj nie mówi, iż słowo jest słabe i liche, i niech nie pogardza na tej podstawie, że drobna zaledwie część przypadła mu w udziale, ale raczej, niezdolny do pełnego zrozumienia, niechaj uwielbia Boga za Jego niezmierzoność”[7].

Uczmy się jej od Świętych – Czytanie modlitewne

Dom Marmion (pocz. XIX w.) tak przedstawia najstarszy sposób modlitewnego czytania Słowa Bożego:

„U wielu chrześcijan ćwiczenie w modlitwie myślnej polegało przede wszystkim na wyrobieniu w sobie nawyku czynienia pauz w ciągu czytania Pisma Świętego lub nabożnej księgi. Podczas tych przerw dusza człowieka pogrąża się w skupieniu, rozmyśla, umacnia się w przekonaniu, dostrzega swe obowiązki, podejmuje akty poddania się woli Bożej, wyraża swe nadzieje i błagania. Gdy przygasają uczucia wiary, ufności, miłości, powraca po prostu do czytania natchnionej Księgi. Tak rozumieli ćwiczenie w modlitwie myślnej Ojcowie pustyni, ci wybitni mistrzowie świętości. Za przykładem św. Benedykta mnisi Zachodu po prostu podjęli tę tradycję. Święta Teresa z Avila również zalecała tę metodę. Jest ona bardzo prosta i odznacza się wielką zaletą, że jest dostępna dla każdego i że ogranicza roztargnienie. Jeśli w przeszłości tyle dusz wprowadziła na drogę kontemplacji, dlaczego i dziś nie miałaby nas doprowadzić do tej łaski?”[8].

Te najprostsze zalecenia pozostają ciągle aktualne i mogą nam wystarczyć. Jednak jak w każdej dziedzinie, tak i w tej Duch Święty jest dawcą nowych środków, pomagających nawiązywać więź z Jezusem i Ojcem. Skarbiec duchowy Kościoła jest zwykle ubogacany za pośrednictwem różnych Świętych i mistrzów życia duchowego; oni to – idąc za natchnieniem Ducha Świętego i opierając się na własnym doświadczeniu – formułowali sposoby wchodzenia w relację z Bogiem – bardziej ustrukturowane określone. Oczywiście, w centrum i w punkcie wyjścia zawsze pozostawało Słowo Boże, a najszczególniej Wcielone Słowo Boże, Jezus Chrystus – tj. Jego Osoba, Jego słowa i Jego czyny.

„Znaczenie każdego słowa”

Święty Ignacy Loyola świadom tego, jakie bogactwo duchowe kryje się w zbawczej Tajemnicy Jezusa, ułożył niewielką książeczkę, nazwaną Ćwiczeniami duchownymi. Zawarł w tym przewodniku rekolekcyjnym cały zespół pomocy metodycznych i treściowych. Właściwym miejscem i sposobem poznawania i korzystania z tego, co Duch Święty daje Kościołowi przez św. Ignacego, są oczywiście same Rekolekcje Ignacjańskie. Z bogatej oferty Ćwiczeń wybieram jeden „segment”, tzw. drugi sposób modlitwy[9]. Jak zobaczymy, proponowana metoda jest niezwykle prosta, a jednocześnie daje głębokie przeczucie tego, o co chodzi w autentycznej modlitwie i co jest w niej istotne, najważniejsze.

„Drugi sposób modlitwy polega na kontemplowaniu znaczenia każdego słowa [danej] modlitwy. (…). Drugi sposób polega na tym, że osoba modląca się, klęcząc lub siedząc, zależnie od większej dyspozycji, w jakiej się znajdzie, i od większej pobożności, jaka jej towarzyszy, z oczyma zamkniętymi lub utkwionymi w jednym punkcie, bez rzucania nimi tu i ówdzie, wymówi słowo „Ojcze”, i zatrzyma się w rozważaniu tego słowa tak długo, jak długo będzie znajdować [różne] znaczenia, porównania, smak i pociechę w rozważaniach odnoszących się do tego słowa. I w ten sam sposób niech postępuje z każdym słowem modlitwy Ojcze nasz, lub innej jakiejś modlitwy, którą zechce wziąć za przedmiot modlenia się w ten właśnie sposób”.

To, co najważniejsze zostało już powiedziane. Można od razu przejść do osobistej praktyki. Jednak św. Ignacy dodaje jeszcze kilka pomocnych uwag; nazywa je regułami.

„Reguła 1. Przez godzinę trwać się będzie w ten sposób na modlitwie nad całym [tekstem] Ojcze nasz, a skończywszy odmówi się Zdrowaś Maryjo, Wierzę, Duszo Chrystusowa, Witaj Królowo – ustnie lub w myśli – sposobem zwyczajnym.

Reguła 2. Jeśli ten, co kontempluje modlitwę Pańską, znajdzie w jednym słowie albo w dwóch słowach tak dobrą i obfitą treść do rozmyślania, smak w niej i pociechę, niech się nie stara iść dalej, choćby i cała godzina zeszła mu na tym, co znalazł. A skończywszy [tę godzinę] niech resztę modlitwy Ojcze nasz odmówi sposobem zwyczajnym”.

Reguła 3. Jeśli przez godzinę trwało się na rozważaniu jednego lub dwóch słów modlitwy Pańskiej, a w innym dniu chce się do tej samej modlitwy powrócić, to poprzednie [już rozważone] słowo lub słowa odmówi się sposobem zwyczajnym, a kontemplację zacznie się od słowa, które zaraz bezpośrednio następuje, i to tak, jak się rzekło w regule drugiej.

Uwaga 1. Należy zauważyć, że po skończonej modlitwie Pańskiej przez jeden dzień lub przez więcej dni należy tak samo postępować z Pozdrowieniem Anielskim, a potem z innymi modlitwami tak, żeby zawsze przez jakiś czas ćwiczyć się w którejś z nich.

Uwaga 2. Skończywszy daną modlitwę należy zwrócić się w kilku słowach do osoby, do której skierowana jest ta modlitwa, i prosić ją o cnoty lub łaski, jakich wedle swego odczucia bardziej się potrzebuje”.

 „Spożywanie duchowego sensu”

Pozwólmy przemówić jeszcze św. Bernardowi:

„Jak podniebienie rozkoszuje się pokarmem, tak serce słowem Bożym. Potrzeba jednak, by wierna i roztropna dusza pokarm ten rozdrobniła zębami mądrości. Połykając go ustami bez pogryzienia, pozbawia swe podniebienie rozkosznego smaku, słodszego od plastra miodu”. – Nic dodać, nic ująć!

Z kolei Olivier Clement objaśniając, czym jest bodaj najstarsza metoda modlitwy, nazywana po łacinie lectio divina, pisze, że jest to

„uwielbiające – jakby sakramentalne czytanie Słowa Bożego. Polega ono na prawie eucharystycznym spożywaniu duchowego sensu Słowa. Takie czytanie umożliwia wchłonięcie w siebie jakiegoś zdania lub słowa jako zarodku życia, jako zapachu, który uszlachetnia nas – duszę – na całe godziny. Pozwalamy psalmom płynąć w nas, ale jeżeli nagle jakieś zdanie lub wyrażenie dotyka naszego serca, trzeba zachować w sobie owo zranienie Transcendencji. «Twoja miłość zraniła mnie, idę śpiewając Tobie» – mówił św. Jan Klimak”.

 „Swój wers modlitwy”

Logicznym dopełnieniem tego, co dotąd powiedzieliśmy o modlitwie, jest reguła dobrej modlitwy podana przez św. Jana Kasjana (360-435). Był spadkobiercą wielkich duchowych doświadczeń tych, którzy szukali Boga na pustyni. Jego rada jest niezwykle zwięzła i prosta.

„Wyszukaj sobie swój wers modlitwy, który został ci wpisany w serce i który będzie z niego wyrastał.
Pozwól mu się przeniknąć.
Powtarzaj go wciąż, by mógł się w tobie rozwinąć, jak drzewo ze swych korzeni.
Przeżuwaj go wciąż i zbieraj weń swoje życie”.

Chyba byłoby trudno zaczynać swoją historię zbawienia i modlitwy od takiego rodzaju modlitwy, jednak na pewnym etapie duchowej drogi odczuwamy potrzebę coraz prostszej metody kontaktowania się z Bogiem. Rada św. Jana Kasjana podpowiada nam, co wtedy czynić.

Radę podobną do Kasjanowej spotkać możemy, przeskakując o kilka wieków wprzód, u św. Symeona Nowego Teologa (949-1022). Oto jaką sekwencję działań proponuje.

– „Poszukaj samotności i usiądź w ciszy.
– Pochyl głowę, zamknij oczy, lekko odetchnij.
– I spójrz w wyobraźni w siebie,
– tzn. skieruj rozum, myśl z głowy do serca.
– Następnie mów w rytmie oddechu,
– poruszając lekko wargami albo tylko w duchu:
Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną.
– Staraj się odpędzać wszelkie obce myśli,
– Uzbrój się w cichą cierpliwość
– I powtarzaj to ćwiczenie bardzo często”[10].

Warto dodać, że niektóre elementy powyższej metody modlitwy winny być traktowane w sposób wolny od sztywności, inne natomiast należy praktykować z całą dosłownością i wiernością. Np. względną rzeczą jest pochylenie głowy czy także treść obranego wersetu, itp., ale zawsze konieczną rzeczą jest klimat wiary i relacyjności we wszystkich naszych modlitewnych działaniach. Wszystko, co czynimy, czynimy dla Pana, tj. żeby Go szukać i otworzyć się na Jego łaskawe udzielanie pośrodku naszej człowieczej biedy!

 Trzy zasady

Dla zapewnienia owocności modlitwy konieczne jest także to, co św. Jan Klimak przedstawił jako trzy zasady i warunki dobrej modlitwy. Jest to mianowicie:

1. granica czasu;
2. całkowite skupienie,
3. na jednej myśli!

Bez wdawania się w dłuższe objaśnienia – powiem, że zalecenia te są naprawdę bardzo cenne. Warto z góry zadecydować, że chcę spotkać się z Panem od tej do tej godziny. Nastawienie budzika na określoną godzinę posłuży większemu uspokojeniu (nie trzeba się rozpraszać kontrolowaniem czasu). Podobnie jest ze skupieniem się na jednym zdaniu, na jednej myśli czy na jednym akcie serdecznym, skierowanym do Boga! Przy takim podejściu łatwiej uzyskać to, czego pragniemy – smak i nasycenie Obecnością Boga, jakąś pociechę i po prostu przeżywaną wzajemność. Ważność wyznaczania określonego przedziału czasu na modlitwę doskonale rozumiał św. Ignacy Loyola. Aż w dwie uwagi (por. Ćd 12 i 13) poświęca tej kwestii. Jego rady dotyczą szczególniej czasu rekolekcji, ale i w życiu codziennym warto o tym pamiętać, zwłaszcza gdy spostrzegamy, że modlitwa nam „się rozłazi” czy rozpływa w jakiejś nieokreśloności. Oto same rady, pełne nalegania:

„Dający Ćwiczenia powinien bardzo kłaść na sercu odprawiającemu je, żeby przez godzinę oddawał się każdemu z pięciu ćwiczeń czy kontemplacji, które co dzień się odprawia, i żeby starał się mieć zadowolenie w duszy płynące ze świadomości, iż wytrwał w danym ćwiczeniu przez całą godzinę, a nawet nieco dłużej niż krócej. Nieprzyjaciel bowiem zwykł niemało zabiegać o to, żeby nas doprowadzić do skrócenia godziny takiej kontemplacji, rozmyślania lub [w ogóle] modlitwy. Trzeba tu jeszcze zauważyć, jak w czasie pocieszenia łatwo i lekko jest oddawać się kontemplacji przez całą godzinę, tak znów w czasie strapienia jest bardzo trudno wytrwać w niej do końca. I dlatego odprawiający Ćwiczenia powinien zawsze trwać na modlitwie nieco dłużej ponad pełną godzinę, a to w tym celu, żeby działać przeciw strapieniu i przezwyciężać pokusy. Trzeba się bowiem przyzwyczaić nie tylko do tego, żeby stawiać opór przeciwnikowi, ale nadto żeby go powalić na ziemię” [por. też Ćd 16, 167].

 Walka do ostatniego tchu

Kiedyś mnisi zapytali sławnego z mądrości ojca Agatona: „Ojcze, która cnota lub dzieło jest najtrudniejsze ze wszystkich? Ten odrzekł:

„Wybaczcie – wydaje mi się, że nie ma trudu tak wielkiego jak modlitwa. Bo zawsze kiedy człowiek chce się modlić, nieprzyjaciele starają się mu przeszkodzić: wiedzą bowiem, że mu inaczej nic nie zrobią, a tylko wtedy, gdy go powstrzymali od modlitwy. W każdym innym ćwiczeniu, jakiego by się człowiek podjął – jeżeli jest wytrwały – zdobywa łatwość. W modlitwie zaś aż do ostatniego tchu potrzeba walki”.

 Podręcznik – „profesjonalny” i własny

Jeśli chcemy pomóc sobie w rozumieniu i prowadzeniu życia duchowego, to winniśmy też odkryć i polubić choćby jakiś jeden dobry podręcznik życia duchowego!

Z jego pomocą należałoby zgłębiać zarówno to, co jest najbardziej podstawowe, jak i to, co stanowi wzniosłe szczyty wiary, nadziei i miłości – w odniesieniu do Boga. Tę prostą radę opatrzę dwoma zasłyszanymi spostrzeżeniami. Jedno jest autorstwa (bodaj) ojca Raniero Cantalamessa (włoskiego kapucyna, kaznodziei domu papieskiego); twierdzi on, że lepiej jest przeczytać jedną książkę 10 razy niż dziesięć książek – pobieżnie. Oczywiście, musi to być książka warta tego, by czytać ją wielokrotnie.

Na podobną myśl natrafiłem w programie telewizyjnym o benedyktynach tynieckich. Jeden z ojców zauważył, że dawniej mnich dostawał jedną czy drugą książkę i ona towarzyszyła mu całe życie jako ważny i stały punkt odniesienia, natomiast dzisiaj mamy do czynienia ze zjawiskiem zgoła przeciwnym. Niektórzy wiele czytają, ale nic (lub niewiele) z tego, co czytają, przekuwają w regułę działania i w stałą praktykę!

  • Czy znam jakiś podręcznik życia duchowego i czy do niego powracam? Czy on dostarcza mi pewnej całościowej wizji rozwoju i dojrzewania w życiu duchowym? I wreszcie, jak wpływa na moje życie to, co czytam?
  • Czy i co w ostatnim tygodniu, miesiącu lub nawet roku wpłynęło na moje lepsze nastawienie do bliźnich, do Boga, do moich obowiązków?

 Własne zapiski o modlitwie

Dopełnieniem poprzedniej pomocy mogłoby być pisanie – na własny użytek – czegoś w rodzaju własnego traktatu na temat życia duchowego w ogóle, ze szczególnym uwzględnieniem modlitwy.

Jest to tym ważniejsze, że dzisiaj mamy do czynienia z wielością opracowań o charakterze przyczynkowym, przy jednoczesnym pluralizmie podejść i ujęć. Własny „traktacik” duchowy byłby czymś w rodzaju osobistego przewodnika praktycznego. Tę sugestię można by potraktować całkiem dosłownie – w tym sensie, żeby w swoim notatniku dopisywać, co jakiś czas, nowe ważne zrozumienia zaczerpnięte zarówno z lektur jak i z osobistej refleksji nad własnym doświadczeniem modlitwy. Myślę, że dla coraz większej liczby osób w Polsce takim praktycznym podręcznikiem życia duchowego są ich notatniki z Rekolekcji Ignacjańskich. Oprócz notatek z wysłuchanych wprowadzeń do medytacji czy kontemplacji ewangelicznych są w nich zapisane zapewne także różne osobiste zrozumienia, oświecenia, postanowienia itd.

 Ćwiczenia duchowne – szkołą modlitwy

Na koniec i najkrócej wspomnę (nie pierwszy raz w tej książce) o Ćwiczeniach duchownych św. Ignacego Loyoli[11]. Są one niewątpliwie cenną szkołą modlitwy. Trudno o nich wiele mówić. Ich wartość odsłania się tym, którzy je odprawiają. Jednak przeczytanie świadectw[12] tych, którzy odprawili Rekolekcje Ignacjańskie, może pomóc otworzyć się na dar, o którym św. Ignacy tak napisał: „Ćwiczenia duchowne są najlepszą rzeczą, jaką w tym życiu mogę sobie pomyśleć i w oparciu o doświadczenie zrozumieć, aby człowiek mógł i sam osobiście skorzystać i wielu innym przynieść owocną pomoc i korzyść”.

Częstochowa, 6 maja 2007 – 2012

Przypisy:

[1]        O. Denis Huerre OSB, za: Rene Laurentin, Nieznany Duch Święty, Znak 1998, s. 19.

[2]        Tomasz Spidlik, U źródeł światłości. Podręcznik życia chrześcijańskiego. Wydawnictwo Księży Marianów, Warszawa 1991, s. 268.

[3]        Kardynał Bernardino Echeveria Ruiz, OFM – tak pisze: „Po przeczytaniu i głębokim przemyśleniu Orędzi, jakie Najświętsza Panna daje księdzu Gobbiemu, jest dla mnie zaszczytem udzielenie imprimatur na druk książki «Do Kapłanów, umiłowanych synów Matki Bożej», jak również gorące zalecenie jej czytania. Przyczynia się ona w dużym stopniu do szerzenia kultu Najświętszej Maryi Panny”. San Marino, 29 czerwca 1995.

[4]        List 4/93.

[5]        R. Voillaume, Echa Nazaretu, s. 146.

[6]        Tamże, s. 147.

[7]        Liturgia Godzin, 6 niedziela per Annum.

[8]        Za: Ralph Martin, Głód Boga, s. 130.

[9]        Ćwiczenia duchowne, nr. 249-257.

[10]          Alfred Laepple, Powróćmy do modlitwy, s. 159.

[11]       Więcej i wprost o Ćwiczeniach duchownych, w tej książce, można znaleźć w następujących rozważaniach: „Wolność – od święta i na co dzień”, „Zarys drogi – fundamentalny”, „Wolność w blasku ubóstwa”.

[12]       Informacje o rekolekcjach ignacjańskich, a także świadectwa rekolektantów można łatwo znaleźć na witrynach jezuickich domów rekolekcyjnych (jest ich w Polsce co najmniej sześć, m.in. w Częstochowie, http://www.czestochowa-jezuici.pl/).

Rozważanie pochodzi z mojej książki: PRZYJDĘ NIEBAWEM, ss 165-181.

powiększ okładkę

Komentarze

komentarzy 5 do wpisu “Przestrzeń dla MODLITWY”
  1. WAŻNE! Referendum na Słowacji – pomóż naszym słowiańskim sąsiadom w walce o wspólne wartości tej części Europy!
    http://citizengo.org/pl/16815-wazne-referendum-na-slowacji-pomoz-naszym-slowianskim-sasiadom-w-walce-o-wspolne-wartosci

    57.344 osób podpisalo petycję. Pomóż nam osiągnąć cel 100.000 podpisów.

Zostaw odpowiedź