Ukrywanie swych błędów – zgubny stereotyp

10 kwietnia 2017, autor: Krzysztof Osuch SJ
  • Obecny okres liturgiczny ma różne cele… Jednym z nich jest głębsze poznanie siebie w „ostrym” i przyjaznym świetle słowa Bożego. Codziennie otrzymujemy je w dawce aż nadto dużej; byle tylko udawało się nam zatrzymać i poddać zbawczemu działaniu Słowa! – Poniższa refleksja, znów przypomniana, chce pomóc w zmierzeniu się z stereotypem, który chyba nikogo nie omija…

Słowo Boże przestrzega nas przed mniemaniem, że grzechy własne poznaje się łatwo. Niestety, łatwo podlegamy zaślepieniu. Chętnie sobie schlebiamy. Grzesznik zaślepiony sam sobie schlebia i nie widzi winy swej, by ją mógł znienawidzić (Ps 36). Psalmista nie ma złudzeń, dlatego z przekonaniem prosi Boga: Oczyść mnie od tych błędów, które są skryte przede mną. Także od pychy broń swego sługę (Ps 19). Świadectwo Psalmisty zachęca nas, byśmy i my zechcieli zastanowić się nad swymi ukrytymi winami i błędami.

Żeby je jednak w ogóle dojrzeć, trzeba mieć światło, i to wystarczająco jasne. Jego dawcą jest Duch Święty.

Nie zazna szczęścia, kto błędy swe ukrywa;
kto je wyznaje, porzuca
– ten miłosierdzia dostąpi (Prz 28, 13).

Znamienna łatwość

 Czy to nie jest zastanawiające, że tak łatwo wskazujemy błędy naszych bliźnich, a swoje tak trudno? Czy to nie dziwne, że z zadowoleniem odsłaniamy cudze słabości, wady i grzechy, a niech ktoś spróbuje ujawniać nasze wady? To ciekawe, że bez większego namysłu wyliczamy liczne wady bliźnich, zaś zidentyfikowanie własnych wad przysparza nam tyle trudności. Z lekkością wypominamy cudze zaniedbania, zaś swoje pokrywamy milczeniem. A gdy ktoś próbuje je nam unaocznić czy wytknąć, to oburzamy się, nieraz bardzo gwałtownie.

  • Jest w tym jakaś prawidłowość, że siebie spontanicznie oszczędzamy, zaś bliźni tak łatwo „wpadają” w ogień naszej krytyki. Skąd w nas tyle gotowości, by pod adresem innych formułować żądania, wymagania czy nawet oskarżenia (choćby tylko w myślach)?
  • Skąd tyle determinacji w rozprawianiu się ze złem (faktycznym czy domniemanym) u bliźniego, a taki brak zdecydowania w eliminowaniu własnych wad i grzechów?
  • – Najogólniej mówiąc, pewno nie znamy siebie. Nie znamy swoich wad i grzechów, dlatego tak łatwo i surowo sądzimy innych.

 Lekarstwem na tę sytuację jest rachunek sumienia. Ten w wydaniu św. Ignacego Loyoli ma pięć punktów – podejść [1]. Tym razem chciałbym przedstawić pewne objaśnienie do drugiego [2] punktu codziennego ignacjańskiego rachunku sumienia:

Prosić o łaskę poznania grzechów i odrzucenia ich precz 3.

 Jak widać, chodzi o łaskę do poznawania swoich grzechów, a nie cudzych! Te ostatnie poznajemy całkiem nieźle, choć niekoniecznie w duchu Ewangelii (por. Łk 6, 37). Niestety, sami – bez wsparcia łaski – potrafimy jedynie „urodzić się w grzechu”, a potem trwać w grzesznym usposobieniu i popełniać różne grzechy. Poznanie rzeczywistości grzechu i odwrócenie się od grzechu staje się możliwe dzięki spotkaniu Jezusa Chrystusa i dzięki Duchowi Świętemu, który przekonuje świat o grzechu (por. J 16, 8).

Znamienna trudność

 Słowo Boże przestrzega nas przed mniemaniem, że grzechy własne poznaje się łatwo. Niestety, łatwo podlegamy zaślepieniu. Chętnie sobie schlebiamy.

Grzesznik zaślepiony sam sobie schlebia i nie widzi winy swej, by ją mógł znienawidzić (Ps 36).

Psalmista nie ma złudzeń, dlatego z przekonaniem prosi Boga:

Oczyść mnie od tych błędów, które są skryte przede mną. Także od pychy broń swego sługę (Ps 19).

  • Świadectwo Psalmisty zachęca nas, byśmy i my zechcieli zastanowić się nad swymi ukrytymi winami i błędami. Żeby je jednak w ogóle dojrzeć, trzeba mieć światło, i to wystarczająco jasne. Jego dawcą jest Duch Święty. Najczęściej bywa tak, że przybywa On wtedy, gdy sięgamy po Słowo Boże. Niezawodnie okaże się, że żywe jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca (Hbr 4,12).

Niezadowoleni – właściwie, dlaczego?

 Uczucie niezadowolenia znamy wszyscy, jednak jego główną przyczynę jasno poznajemy dopiero po latach. Z trudem uznajemy, że to skutki własnych grzechów gnębią nas najbardziej; i że dojmujący smutek świadczy nie tyle o winie naszych bliźnich, co raczej o własnym upartym trwaniu w grzesznym rozmijaniu się ze swym Bogiem – Stwórcą i Ojcem.

  •  Czucie się brudnym i przytłoczonym przez ciężar trudny do nazwania – może być oznaką tzw. chorobliwego poczucia winy, jednak zazwyczaj dochodzi tu do głosu prawidłowo działająca intuicja poznawcza (sumienie). Dokładniej mówiąc, to sam Duch Święty wywołuje w nas przykre uczucia, które przynaglają do zastanowienia się nad sobą i zwrócenia się ku Bogu.
  • Zamiast zatem lękliwie tłumić niepokojące myśli i przykre odczucia (ciężaru, brudu i winy), lepiej jest je zbadać i rozpoznać w nich konkretne komunikaty Ducha Świętego, który naprowadza nas na odkrycie grzechu fundamentalnego, będącego „korzeniem” wszystkich innych grzechów, a także główną przyczyną niezadowolenia i nieszczęśliwego istnienia.

 Prośba z drugiego punktu rachunku sumienia – otwierając nas na działanie Ducha Świętego i podtrzymując pokorną świadomość naszego wewnętrznego zagmatwania i faktu sprzecznych dążeń oraz walki duchowej w nas – podprowadza też do odważnego wyznawania swego grzechu, i to w stylu ludzi Biblii:

nie słuchałem Boga,
nie byłem Mu posłuszny,
nudziłem się Nim (a dokładniej:moim biednym obrazem Boga);
nie odpowiadałem Bogu, gdy On zwracał się do mnie,
lekceważyłem Jego polecenia i Jego wspaniałe obietnice…

 Jest też nadzieja, że dzięki oświeceniom Ducha Świętego zobaczymy i uznamy, że brudzą nas, obciążają i unieszczęśliwiają nie jakieś tam „drobiazgi” czy czysto zewnętrzne przekroczenie Prawa Bożego, lecz (aż) lekceważenie miłości Boga Ojca, niewiara w Jego miłość czy też ciągłe podejrzewanie i sprawdzanie Boga.

Błędne i naiwne mniemanie

 Wątpiący o tym, że potrzebna nam jest regularna prośba z drugiego punktu rachunku sumienia niech zechcą zapytać siebie, czy aby nie za wcześnie uznali, że swe zmagania, by skażoną „naturę poddać łasce”(Henri de Lubac SJ), już mają za sobą. Niekiedy, w swej naiwności, błędnie mniemamy, że przebyliśmy już całą (lub prawie całą) duchową drogę do Boga, że jesteśmy już moralnie czyści i dogłębnie uświęceni.

  • W imię realizmu, dla otrzeźwienia, należałoby siebie zapytać: czy rzeczywiście wystarczająco wglądnąłem w to, jak bardzo (ja też) jestem uwikłany w «tajemnicę nieprawości»? I jakie płynie stąd zagrożenie dla mnie? Czy naprawdę mój dotychczasowy wgląd w siebie jest wystarczająco głęboki? 
  • A ponadto, czy poznałem już swoją wadę główną i te słabe miejsca, przez które nieprzyjaciel zwykł przenikać do mojego decyzyjnego centrum?
  • A może jest nawet tak, że nie dość wyraźnie rozgraniczam dobro od zła i bez najmniejszego problemu poruszam się w szarej strefie, naiwnie mniemając, że sięgam szczytów czystości serca i ewangelicznej doskonałości.

Być może te dwa zdania Tomasza Mertona dadzą mi do myślenia i pozwolą przeczuć, ile to duchowej pracy jest jeszcze przede mną: „Cokolwiek kochasz poza Bogiem jedynym, niezależnie, zaciemnia twój rozum, rujnuje twój osąd wartości moralnych, fałszuje twoje wybory. Nie możesz wtedy jasno odróżnić dobra od zła i poznać naprawdę wolę Bożą”.

Św. Augustyn kwestionuje nas i wzywa do ładu jeszcze zwięźlej: „Gdy Bóg jest na pierwszym miejscu, wtedy wszystko jest na swoim miejscu”. Logicznie trzeba dopowiedzieć: gdy Bóg nie jest na pierwszym miejscu, wtedy nic nie jest na swoim miejscu.

Nie – „światu”

 Mam na myśli nie świat w ogóle, lecz to w nim, co przeciwstawia się Bogu, a sens ludzkiego życia sprowadza do zaspokajania potrójnej pożądliwości.

Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz od świata (1J 2, 16).

Świat i ludzie na świecie są bardzo miłowani przez Boga Stwórcę (por. J 3, 16-17), jednak tenże świat zasługuje także na sąd w tej mierze, w jakiej zamyka się na Chrystusa:

sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki (J 3,19).

  • Ludziom wartościującym „po światowemu” trudno jest uznać swój wielki błąd i nawrócić się do Boga. Bywają oni nie tylko dalecy od skruchy, ale potrafią być bardzo „misyjni” w szerzeniu swojej wiary – w samego tylko człowieka, w samą tylko doczesność i w spełnianie się człowieka poprzez zaspokajanie morderczych żądz (por. Jk 4,2). 
  • Im ktoś jest mniej zaangażowany w świat Jezusowej Ewangelii, tym bardziej musi się liczyć z tym, że niepostrzeżenie przyswaja sobie „światowe” rozumienie człowieka, w którym nie ma miejsca na zatrwożenie grzechem.

„Jest to dziwne – pisze kardynał Carlo Martini – ale gdy z jednej strony przybierają na sile zjawiska degradacji ludzkości poprzez różne formy nałogów indywidualnych i zbiorowych, zjawiska degradacji moralnej wszelkiego typu, to z drugiej strony upowszechnia się jakieś poczucie niewinności. Myśli się, iż wystarczy żyć mniej więcej uczciwie, nie zabijać, nie kraść, nie robić nikomu nic złego. Takie poczucie niewinności sprawia, że człowiek nie jest zdolny przyznać się do słabości, o których mówią teksty Pisma św., odsłaniające grzechy tkwiące w głębi ludzkiego serca”. […] „Niezdolność do rzetelnego wglądu we własne sumienie rodzi wielką sprzeczność naszych czasów”. Ta sprzeczność wyraża się w tym, że „obok tak wielu przejawów zła, tak wielkie przekonanie o niewinności. Oba te zjawiska pozostają w sprzeczności z prawdziwym sensem łaski, która z jednej strony stanowi o godności człowieka, a z drugiej strony uświadamia mu jego grzech, który winien być przebaczony, aby człowiek został zrehabilitowany.”

 Kardynał Martini kończy swą refleksję, zadając praktyczne pytanie: „Co może pomóc w pokonywaniu tego ciężkiego kryzysu ludzkich sumień?” – W odpowiedzi wskazał liturgię pokutną, sprawowaną wspólnotowo. Idąc za myślą Kardynała, chciałbym wskazać również codzienny rachunek sumienia jako środek wybitnie zaradzający ciężkiemu kryzysowi ludzkich sumień. A stale ponawiana prośba do Boga, by dał mi łaskę poznania moich grzechów i odrzucenia ich precz – ma w tym względzie szczególne znaczenie.

Wbrew wszystkiemu

 Regularne i częste proszenie o łaskę poznania swych grzechów i odrzucenia ich w sposób zdecydowany – nie przychodzi nam łatwo. Grozi nam popadnięcie w zniechęcenie. W jakimś momencie pojawia się opór przed proszeniem. Powód? Stary człowiek w nas zawsze będzie wolał samooszukiwanie niż prawdę o bezsensie grzechu. Ponad prawdę przedkłada on własną wygodę, doraźne korzyści i przyjemności. Na szczęście jest w nas także człowiek nowy, duchowy, który nie chowa głowy w piasek i chce jasno widzieć, przez co rani Boga i oddala się od Niego. Trzeba nam niestrudzenie dokopywać się do duchowych dążeń (niezawodnie wpisanych w każdego człowieka) i w imię tych dążeń wołać do Boga Stwórcy, by dał nam łaskę poznania swych grzechów i przezwyciężenia ich z całą determinacją, a nie połowicznie.

 Zakończmy to rozważanie słowami zachęty przypisywanej św. Janowi Chryzostomowi:

 „Zaklinam was, bracia, nigdy nie odstępujcie od reguły modlitwy ani jej nie zaniedbujcie…
Jedząc i pijąc, w domu lub podróży, czy w trakcie jakiejkolwiek czynności
– mnich powinien stale wołać:
Panie, Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną.
Imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, zstępujące w głębiny serca,
pokona węża władającego pastwiskami serca,
wybawi naszą duszę i przywiedzie ją do życia.
Trwajcie więc stale przy imieniu Pana naszego Jezusa Chrystusa,
tak aby serce pochłonęło Pana, a Pan serce, i żeby te dwie siły się zjednoczyły.
Nie dokona się tego jednak w kilka dni; wymaga to wielu lat i długiego czasu.
Potrzebny jest bowiem wielki i długotrwały trud,
aby wypędzić wroga i żeby mógł w nas zamieszkać Chrystus”.

 Podobnie nalegające zaklinam was, bracia, można by odnieść do wytrwałego praktykowania codziennego rachunkiem sumienia, w tym także tego zalecenia: „Prosić o łaskę poznania grzechów i odrzucenia ich precz”.

Podobne rozważanie jest w mojej książce:

powiększ okładkęhttp://katalog.wydawnictwowam.pl/?Page=opis&Id=57530

——————————————————-

PRZYPISY:

[1] Skrótowe omówienie pięciu punktów można znaleźć na stronie: http://osuch.sj.deon.pl/2012/11/28/k-osuch-sj-rachunek-sumienia-codziennym-przygotowaniem-do-sakramentu-pokuty-i-pojednania/

[2] Obszerniejsze omówienie w książce: Krzysztof Osuch SJ, Rachunek sumienia szczegółowy i ogólny. Jak codziennie ulepszać siebie, relacje z Bogiem i drugim człowiekiem, Wydawnictwo WAM, Kraków 2004

powiększ okładkę

http://katalog.wydawnictwowam.pl/?Page=opis&Id=28474
2 Pierwszy z tych punktów, gdzie chodzi o widzenie dobrodziejstw Bożych i dziękowanie za nie, omówiłem w rozważaniu: http://www.mateusz.pl/mt/ko/ko-bwjsil.htm
3 Ćwiczenia duchowne, nr 43 – http://www.madel.jezuici.pl/inigo/ignacy_cd.htm

Komentarze

komentarzy 6 do wpisu “Ukrywanie swych błędów – zgubny stereotyp”
  1. Szersze OBJAŚNIENIE tego zdania:
    to sam Duch Święty wywołuje w nas przykre uczucia, które przynaglają do zastanowienia się nad sobą i zwrócenia się ku Bogu”zobacz TUTAJ

  2. Pokrewne myśli:

    o. Michał Zioło OCSO
    O jedynym pragnieniu Boga
    Kłopoty ze starym człowiekiem
    (za: http://www.katolik.pl/o-jedynym-pragnieniu-boga,24492,416,cz.html?s=2 )

    Wydaje się jednak, że prawie wszystkie kłopoty z „wejściem na ścieżkę Bożej woli”, ze szczerym i odważnym zadaniem pytania: „Panie, co mam czynić?”, wiążą się z obecnością w nas starego człowieka. To on jest głównym konkurentem Bożej miłości i to właśnie on bardzo efektywnie zagłusza nasz dialog z Bogiem, stawiając na Jego miejsce kamiennego, drewnianego czy złotego bożka, który milczy lub tajemniczo się uśmiecha. Ba, potrafi nam wmówić, że tylko takie milczenie ze strony „Boga” jest gwarantem naszej wolności i godnie podjętej decyzji. Stary człowiek wyśmieje wszystkie głosy Boga, sformułowania: „Bóg dał mi znak”, „ostrzegł mnie”, „poprowadził mnie” – podsuwając nam obrazy różnych nawiedzonych ludzi, wspólnot, które rozpoczęły od widzeń i słyszeń, a skończyły w schludnym, własnymi rękoma skonstruowanym wspólnotowym więzieniu, w którym autorytet Boga służy wzajemnemu szpiegowaniu, rywalizacji o władzę i defraudacji wspólnego dobra.

    Stary człowiek wciąż jest zagrożony ze strony Chrystusa i dlatego stawia tak wielki opór. Posługuje się argumentami, które na pierwszy rzut oka wydają się słuszne – czy nie mam prawa do szczęścia, czy właśnie mnie zabroniona jest radość z przyjaźni, czy nie mam prawa do chwili spokoju, prywatnego czasu, chwili na modlitwę, rozwijanie zainteresowań, pracę naukową, czy nie mogę wypowiadać niezależnych sądów, czy nie mam prawa do ludzkiego traktowania mnie ze strony przełożonego, czy muszę uczestniczyć w nudnych nasiadówkach wspólnoty, kiedy na stole czeka ciekawa książka, a piękne, jesienne słońce zaprasza na potrzebny zdrowiu spacer?

    Oczywiście, masz prawo. I tego prawa nikt nie może ci odebrać. Tylko czy rzeczywiście np. prawo do przyjaźni realizuje się w lepkich związkach kończących się zdradą lub głębokim zranieniem, a chwila na modlitwę w systemie luster sławiących moje duchowe piękno i odbijających twarz „sympatycznego i równego gościa” lub „cichej domowej męczennicy”? Czy rzeczywiście praca naukowa to przegadane przy kawie, piwie i ciastkach godziny, a intelektualna niezależność koniecznie musi się objawiać popisami cynicznego pajaca, który potrafi zgrabnie udowodnić wszystko?

  3. Wklejam rozważanie (ze względu na pokrewieństwo z tematem mojego wpisu powyżej):

    ks. prof. Bogdan Poniży
    Usta kłamliwe zabijają duszę (Mdr 1, 11d)

    Człowiek, który kłamie przestaje być wiarygodny. Trudno z nim przebywać. Jest dwoisty, fałszywy, obłudny, bo co innego mówi, a co innego myśli czy robi. Ktoś, kto wchodzi na drogę kłamstwa, zaczyna się poruszać jak gdyby w innym wymiarze.

    W pierwszym wersecie biblijnej Księgi Mądrości znajduje się wskazanie, aby Boga szukać w prostocie serca. „Prostota serca” jest rozumiana w Biblii zawsze jako: czystość duchowa, przejrzyste postępowanie, prostolinijność, wewnętrzna uczciwość. Następnie autor wymienia to, co się jej sprzeciwia. A są to: „przewrotne myśli”, „niemądre myśli”, „ciało zaprzedane grzechowi”, „obłuda”, nieprawość, „próżne szemranie”, zła mowa i kłamstwo.

    Zdjąć maskę

    Bóg słyszy wszystko, co człowiek mówi i widzi wszystkie jego czyny. Ale mamy strzec się też próżnego szemrania. Izraelici lubili szemrać. Szemranie Izraelitów na pustyni opisuje Księga Wyjścia. Jest ono synonimem bluźnierstwa, stanowi wyraz nieposłuszeństwa wobec Stwórcy. Bóg wyprowadza swój lud z niewoli, a Izraelici narzekają po cichu. Taka postawa jest całkowitym przeciwieństwem tej „prostoty serca”, jakiej od człowieka oczekuje Bóg. Izraelici mogli przedstawić Bogu swoje prośby w sposób otwarty, a nie wydziwiać skrycie. To jak obgadywanie za plecami. Nikt nie lubi zdrady, obmowy, obłudy. Fałsz, kłamstwo wydają się czasem drobnym grzechem, jednak mają groźne następstwa.

    Autor Księgi Mądrości ujmuje to bardzo bezkompromisowo, mówiąc wprost, że „usta kłamliwe zabijają duszę” (1, 11d). Niektórzy egzegeci traktują te słowa w odniesieniu do przyszłych losów człowieka po śmierci. Jednak można ten wers odczytać dosłownie w odniesieniu do teraźniejszości. Człowiek, który kłamie przestaje być wiarygodny. Staje się jakąś marionetką. Po co słuchać kogoś, kto nie mówi prawdy? Trudno z nim przebywać. Jest dwoisty, fałszywy, obłudny, bo co innego mówi, a co innego myśli czy robi. Ktoś, kto wchodzi na drogę kłamstwa, zaczyna się poruszać jak gdyby w innym wymiarze. Każde kłamstwo pociąga za sobą następne. Zaczynamy żyć w świecie iluzji. Odsuwamy się od ludzi. Gubimy się wewnętrznie, przestajemy wiedzieć, kim jesteśmy. Dlatego ważne, aby często przystępować do spowiedzi. Nie wolno wtedy kłamać, inaczej spowiedź nie ma sensu, jest nieważna. I jeśli w miarę często uczciwie odpowiadamy na zadawane przez kapłana pytania, prostujemy nasze ścieżki. A to już jest bardzo dużo. Tak samo kiedyś staniemy przed Bogiem. W prawdzie. Kłamstwo natomiast to taki makijaż, który trzeba zmyć. Maska, którą trzeba zdjąć, bo stale w masce nie da się żyć. Nie możemy odgrywać swojego życia, musimy żyć naprawdę. Kłamstwo daje tylko doraźne korzyści.

    Ojciec kłamstwa i Ojciec Prawdy

    Kłamstwo pojawiło się na świecie przez diabła, który okłamał Adama i Ewę w raju. Skusił, zwiódł, namówił. To on pierwszy złamanie Bożego nakazu – a więc grzech – przedstawił jako dobro. I czyni tak stale. Powoduje zamęt, zamieszanie, nieład w sercu człowieka. Dlatego św. Jan przedstawia szatana, jako ojca kłamstwa (J 8, 44). Prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa (J 8, 44). Ta sytuacja z raju ciągle powtarza się w naszym życiu. Schemat jest taki sam. Rzecz zła ukazana jest jako dobra. A taka nie jest.

    Aby „usta kłamliwe nie zabiły naszej duszy” autor Księgi Mądrości zaleca wsłuchiwanie się w Bożą Mądrość. A więc chodzi o obecność Boga w naszym życiu. Bóg postawiony na pierwszym miejscu – i nasze życie prostuje się samo. To w Bogu jest Prawda. Dlatego zawsze mamy prosić Boga o Mądrość, aby przeniknął nas duch Jego Mądrości.

    W pierwszym wersecie Księgi Mądrości autor zaleca, aby Boga szukać w prostocie serca. W Starym Testamencie takie sformułowanie „szukać Jahwe” oznaczało przede wszystkim szczerze zwracać się do Boga o radę przed podjęciem jakiejś ważnej decyzji, aby to On wskazał drogę. I my dzisiaj podobnie „szukamy Boga”, kiedy wstępujemy do kościoła, by pomodlić się przed jakimś życiowym wyzwaniem, gdy nie wiemy, jak sobie poradzić. Nie prosimy wtedy o coś konkretnego, ale z ufnością prosimy o obecność Boga. Człowiek, który żyje w obłudzie, podstępny, kłamliwy nie będzie tak postępował. Nie będzie szukał Boga, tylko się przed nim chował, jak Adam i Ewa w raju.

    Szukać Boga w prostocie serca

    Życie w zakłamanym świecie jest bardzo trudne, frustrujące, odbija się na zdrowiu. Czasem w pracy jesteśmy zmuszani do oszustwa: udajemy gesty życzliwości, sympatii, zainteresowania, bo opłaca się być właśnie takim. A to powinno wypływać z wnętrza człowieka, z tej „prostoty serca”, której nie można się nauczyć, wyćwiczyć, bo ona musi być prawdziwa. Nikt nie chce być okłamany, zdradzony, oszukany, czy choćby tylko obmówiony za plecami. Nikt nie lubi nawet fałszywego uśmiechu. Autor Księgi Mądrości wielokrotnie piętnuje takie zachowania. Przykładem jest opis pracy garncarza, który lepi z gliny figurki bożków, sprzedaje je dla zysku i śmieje się z naiwności kupujących je ludzi. Wielu z nas postępuje dziś tak samo. Kult władców też oparty był na kłamstwie. Chodziło o to, aby podlizać się panującym. Dziś wcale nie jesteśmy lepsi. Ale chyba zawsze tak było, bo podobny opis znajduje się już w Psalmach: Każdy mówi kłamliwie do bliźniego swego, podstępnymi wargami mówi i sercem dwoistym (Ps 11, 3). Dlatego tak ważne jest, aby szukać Boga w prostocie serca.

    Warto żyć w łączności z Bogiem. A wtedy – jak zapewnia autor Księgi – zstąpi na nas duch Mądrości. On nas odnowi, da nam serce czyste, wyprostuje nasze ścieżki. Całym sercem, całą duszą odczujemy, że znów jesteśmy dziećmi Bożymi. Powróci do nas radość życia, pogoda ducha, Boże światło.

    ks. prof. Bogdan Poniży
    Z Przewodnika Katolickiego za: http://www.katolik.pl/usta-klamliwe-zabijaja-dusze–mdr-1–11d-,24380,416,cz.html

  4. A oto (możliwy i chyba nie tak rzadki) błąd teologów / filozofów. Mówił dziś o tym Ojciec św. do profesorów i studentów jezuickich uczelni papieskich w Rzymie:

    „Filozofia i teologia pozwalają na zdobycie przekonań, które kształtują i umacniają inteligencję, jak też oświecają wolę – kontynuował Franciszek. – To wszystko jednak jest owocne tylko wówczas, kiedy uprawia się je z otwartym umysłem i na kolanach. Teolog zadowolony ze swojego kompletnego, wykończonego myślenia jest mierny. Myślenie dobrego teologa i filozofa jest otwarte, to znaczy niekompletne. Jest zawsze otwarte na to, że Bóg jest większy, oraz na prawdę, i zawsze się rozwija. Umacnia się z latami, rozszerza się z czasem, pogłębia się z wiekiem. A teolog, który nie modli się i nie adoruje Boga, zatopi się na koniec w niesmacznym narcyzmie. I to jest jedna z kościelnych chorób. Czyni wiele złego narcyzm teologów, myślicieli. Jest niesmaczny”.

    Tekst pochodzi ze strony http://pl.radiovaticana.va/news/2014/04/10/spotkanie_franciszka_z_profesorami_i_studentami_jezuickich_uczelni/pol-789667
    strony Radia Watykańskiego

  5. „Upomnieniem Pańskim nie gardź, mój synu, nie odrzucaj ze wstrętem strofowań” (Mdr 3,11).

    „Nie strofuj szydercy, by cię nie znienawidził, strofuj mądrego, a będzie cię kochał” (Mdr 9,8).

    „Kto napomnienie lubi, kocha mądrość, kto nagan nie znosi, jest głupi” (Mdr 12,1).

Zostaw odpowiedź