NIE dla pornografii!

Pornografia to ważny i rozległy temat – porównywalny z zagrożeniem ze strony narkotyków. I tu, i tu droga do uzależnienia i fatalnych następstw jest krótka; podobna do zjazdu po równi pochyłej… Każda pomoc w zapobieganiu bądź w wychodzeniu z uzależnienia (niewolnictwa) jest cenna. Dzisiaj, w przeddzień Uroczystości Niepokalanego Poczęcia NMP, wpadł mi w oko poniższy fragment (kolejne być może dodam stopniowo).

Zakaz pornografii zdementowany. Dobrej zmiany nie będzie?

  1. Pornografia to nie niewinne gazetki wywołujące uśmiech na ustach starszych panów sączących ciepłe piwo. To niezwykle dochodowy, zorganizowany biznes, który obecnie – za sprawą internetu – notuje kolejne sukcesy. To machina do zarabiania olbrzymich pieniędzy na zgorszeniu, moralnej degeneracji i krzywdzie kobiet. To wyniszczający narkotyk aplikowany przez oczy, który po uzależnieniu wymaga nie tylko trwałego podawania, ale i mocniejszych dawek. To właśnie pornografia prowadzi do popularyzacji seksualnych „eksperymentów”, od dewiacyjnego, homoseksualnego ukierunkowania popędu, po pedofilię i inne seksualne zboczenia. To ta „branża” traktuje kobiety jak przedmiot, służący mężczyznom wyłącznie do zaspokajania żądz, które po chwili przyjemności można zostawić jak rzecz i tego samego uczy wszystkich obcujących z pornografią.Czy nie warto w Polsce zablokować porno-ekspansji i uratować przyszłe pokolenia od grzesznego nałogu niszczącego seksualność oraz relacje rodzinne? Jeśli ekipie „Dobrej Zmiany” brakuje odwagi, niech spojrzy na Brytyjczyków, których PiS często wspomina w ciepłych słowach. Na Wyspach wypowiedziano wojnę pornografii, która nad Wisłą panoszy się nie napotykając na żadne zapory. Zaś PiS od roku udowadnia, że nie ma żadnych oporów przed wprowadzaniem rozmaitych regulacji dotyczących różnych dziedzin życia Polaków. Niech więc wprowadzi je tam, gdzie tego naprawdę potrzeba. Znajdzie wówczas sojuszników nie tylko pośród katolików – co oczywiste – ale i pośród… feministek, jeśli te pozostaną wierne swoim oficjalnym deklaracjom, w których sprzeciwiają się praktykom poniżającym kobiety.Rządzie, śmiało, do roboty!Michał WałachRead more: http://www.pch24.pl/zakaz-pornografii-zdementowany–dobrej-zmiany-nie-bedzie-,47890,i.html#ixzz4SBxFmbvE

I od razu…

Marcin Austyn, Czas powstrzymać dewiację!

Data publikacji: 2016-12-07 07:00

Czas powstrzymać dewiację!
Odsyłam na oryginalną stronę:
Read more: http://www.pch24.pl/czas-powstrzymac-dewiacje-,47771,i.html#ixzz4SBzr3kXQ

10 sposobów na wygranie walki z uzależnieniem od pornografii

10 sposobów na wygranie walki z uzależnieniem od pornografii

Pornografia jest jedną z najbardziej rozpowszechnionych dzisiaj form uzależnień. Łatwa dostępność do niej w internecie sprawia, że jej ofiarami padają nie tylko nastolatkowie, ale także dzieci. Walka z pokusą wymaga konkretnej strategii, którą w dziesięciu krokach prezentuje niniejszy artykuł.

1. Boża miłość

Przede wszystkim musimy być jej świadomi w naszym życiu. Jego miłość jest wieczna, nieskończona i niezmienna. Nawet kiedy upadamy, Bóg nadal nas kocha i zawsze możemy wrócić do Niego, jak w przypowieści o synu marnotrawnym.

2. Pole bitwy

Nasze życie na ziemi jest ciągłą walką dobra ze złem. Walką pomiędzy duchem i ciałem, światłością i ciemnością. Dlatego powinniśmy ciągle być czujni, trwać w modlitwie i na straży – „duch ochoczy, ale ciało słabe”. Musimy dobrze poznać nasze słabe strony, którymi dla wielu jest pornografia.

3. Spustoszenie

Kiedy jesteśmy w stanie, w którym czujemy wewnętrzne spustoszenie to wtedy ataki złego ducha przybierają na sile. Poprzez spustoszenie duszy rozumiemy doświadczenie: samotności, depresji, braku odwagi, wiary, nadziei i miłości. Gdy jesteśmy w takim stanie czujemy, że nasze życie nie ma żadnego sensu i nie jesteśmy w stanie podnieść rękawicy poddając się. Przed sięgnięciem po pornografię zazwyczaj człowiek popada właśnie w taki stan.

4. Modlitwa i zdrowe nawyki

Aby wyjść ze stanu spustoszenia duszy musimy opanować pokusę. Gdy nas nachodzi, najlepszą odpowiedzią jest szybka i gorliwa modlitwa. Pokusę najlepiej zwalczymy bowiem z Bożą pomocą, a nie własnymi siłami. Później dopiero należy wprowadzić zdrowe nawyki, które odwrócą naszą uwagę od pokus. Mogą być nimi sport, hobby, dobra książka, rozmowa z przyjacielem. Wszystko to odwróci naszą uwagę od pornografii.

5. Upadek i powstanie

Kiedy wpadniemy w pułapkę pornografii, nie powinniśmy poddawać się i tracić całej nadziei. Musimy być pokorni, przyznać się do grzechu, przystąpić do spowiedzi i ufać w niezmierzone miłosierdzie Boga.

6. Wiedza o sobie

Św. Ignacy Loyola nalegał na zdobywanie wiedzy o sobie w celu rozwoju życia duchowego. Twierdził, że nieocenionym narzędziem do tego jest codzienny rachunek sumienia. Jest on przydatny w odkrywaniu wzorów w jaki sposób grzech działa w naszym życiu. Przezwyciężenie nałogu jest ciężkie ale wiemy że z Bożą pomocą wszystko jest możliwe. Poniżej jest pięć sposobów na dobry rachunek sumienia:

– Postaw się w obecności Boga, który kocha cię bezwarunkowo

– Podziękuj Mu za wszelkie błogosławieństwo, którego doświadczyłeś w życiu

– Proś o łaskę przejrzenia siebie tak jak Bóg widzi cię w pełnej uczciwości

– Popatrz na swoje porażki i zobacz dlaczego upadłeś

– Postanowienie poprawy i pojednanie podstawą do zmiany życia.

7. Radość i spełnienie

Kluczowym elementem w przezwyciężeniu pornografii jest odczucie radości jako owocu Ducha Świętego. Apostoł Paweł nalega, aby radować się w Panu, ponieważ prawdziwa radość pochodzi właśnie od Niego. Radość jest wtedy, gdy stawiamy Chrystusa na pierwszym miejscu, później drugiego człowieka, a na końcu samego siebie. Zarówno św. Filip Neri i św. Jan Bosko wskazywali na potrzebę wykreowania poczucia radości u młodych ludzi. Jak kwiat rozkwita na słońcu, tak dusza ludzka rozkwita doznając radości Bożej.

8. Ciężka praca

Nie bez przyczyny wymyślono powiedzenie; „nieróbstwo jest przestrzenią, w której działa szatan”. Wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z lenistwem, przesiadywaniem w domu, spędzaniem wolnego czasu tylko przed komputerem, mamy do czynienia z pornografią.  Praca fizyczna, sport, praca umysłowa czy rozwój duchowy są jak przeszkody, przez które nie może przedrzeć się zły duch pornografii. Święci co do jednego byli zgodni; pracujmy teraz, a odpoczniemy w wieczności niebiańskiej.

9. Spowiednik/Kierownik duchowy

Nie da się skutecznie przezwyciężyć uzależnienia od pornografii bez pomocy spowiednika i kierownika duchowego. Po pierwsze łaska odpuszczenia grzechów podczas spowiedzi przechodzi przez kapłana jako pośrednika, a po drugie osoba zmagająca się z problemem musi zostać przez kogoś wysłuchana. Spowiednik i kierownik duchowy mogą być tą samą lub oddzielnymi osobami. Musi być osoba, która nie tylko wysłucha, ale także pokieruje w przyszłych działaniach oraz będzie monitorować postęp w walce z uzależnieniem. Dodatkowo św. Loyola zaznacza, że walka może być wygrana jedynie w świetle otwartości, a tam gdzie zachowujemy pewne sprawy w sekrecie, tam działa szatan.

10. Wstawiennictwo Błogosławionej Dziewicy Maryi

Doświadczenie historii świętych pokazuje, że zwrócenie się do Maryi z silnym przywiązaniem i miłością pomogło w przezwyciężeniu wielu demonów, grzechów i wzorów grzechów w naszych życiach. Maryja jest szczególnie pomocna jeżeli chodzi o przestrzeń czystości i wspomaga tych, którzy jej zaufali. Tym, którzy popadli w nałóg pornografii zaleca się codzienny Różaniec, noszenie szkaplerza oraz zwrot do Maryi w momentach pokusy.

PR

Oryginalny tekst jest autorstwa ojca Eda Brooma, Oblata Świętej Maryi, autora książki „From Humdrum to Holy” (Z monotonii do świętości) – przewodnika krok po kroku jak żyć w świętości. Autor posiada także swojego bloga Fr. Broom’s Blog.

Read more: http://www.pch24.pl/10-sposobow-na-wygranie-walki-z-uzaleznieniem-od-pornografii,57804,i.html#ixzz55Qi8fNhb

 

Pornografia likwiduje miłość.

Rozmowa z dr. Stelmachem

  • Trzeba jasno powiedzieć: pornografia likwiduje coś, co my nazywamy miłością. Mnie to stwierdzenie wbija w ziemię. Miłość przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie – podkreśla w rozmowie z KAI dr Bogdan Stelmach z Mazowieckiego Centrum Psychoterapii.

  • Ekspert mówi też o skutkach kontaktu dzieci z pornografią, ich uzależnieniach i sposobach chronienia najmłodszych przed takimi treściami.

Paulina Godlewska (KAI): Według najnowszych badań Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, przeprowadzonych na zlecenie Ministerstwa Zdrowia w ramach Narodowego Programu Zdrowia 2016-2020, aż 43% młodych Polaków w wieku 11-18 lat ma kontakt z pornografią. Skąd taka ogromna liczba?

Dr Bogdan Stelmach: Oczywiście jest wiele przyczyn. Po pierwsze łatwość dostępu. Internet jest powszechny i dzieci mają do niego ławy dostęp. Z jednej strony mamy inicjację przypadkową, bo te strony są powszechne i można na nie trafić w sposób przypadkowy. Jest też pewna rola starszych dzieci np. rodzeństwa, które wprowadza w takie treści. Możemy też mówić o kontekście kulturowym.

O pornografii się mówi, to się staje częścią rozmów pomiędzy młodymi ludźmi. Mówi się o niej w związku z odpowiedziami na pytania, którymi się dzieciaki dręczą np. o narządy płciowe, o to, czym jest seks. One się po prostu edukują na pornografii.

W jaki sposób dziecko się uzależnia od pornografii i kiedy możemy mówić o uzależnieniu?

– To jest trudne pytanie. Uzależnienie zależy m.in. od tła, na którym ono się rozwija. Mamy dzieci z rozwijającą się nieprawidłową osobowością, ale mamy też dzieci, które wychowują się w rodzinach pełnych miłości, w których mają zapewnione tzw. bezpieczeństwo emocjonalne. Wtedy ten kontakt może być jednorazowy i dziecko może go odrzucić, albo dziecko w to wejdzie i uzależnienie może rozwijać się bardzo powoli lub nie rozwinie się w ogóle.

Musimy sobie powiedzieć, że chodzi też o masturbację związaną z pornografią. Te 43 % to są dzieci, które się masturbują. Tak naprawdę to jest codzienność. Staje się to regulatorem nastroju. Co zrobić, kiedy mam „doła”? Co zrobić kiedy dostanę złą ocenę? Wtedy się masturbuję i jest mi lepiej. Wtedy zaczyna się ścieżka uzależnienia. W miarę szybko dochodzi do sytuacji, w której ta czynność się automatyzuje. Automatycznie sięgam po to, co powodując błogostan, natychmiast usuwa przykry dyskomfort emocjonalny.

Jak szybko dziecko się uzależnia?

– To zależy od osoby. Jest też wiele czynników, które przyśpieszają bądź opóźniają ten proces. Te 43% to są twarde dane, ale są zbieżne z danymi światowymi. Zakażenie pornografią dzieci w wielu krajach kształtuje się gdzieś na tym poziomie. W Stanach Zjednoczonych to nawet ok. 50%. W Grecji mniejszy procent dzieci korzysta z pornografii, ale jest to spowodowane mniejszym dostępem do Internetu. Generalnie na świecie jest to od 40 to 50%.

Czy uzależnieni nastolatkowie zgłaszają się sami, czy to rodzice zauważają, że coś się dzieje?

– Bardzo znamienna dla uzależnienia od pornografii jest zgłaszalność z powodu skutków tego procederu. Oni nie zgłaszają się dlatego, że masturbują się i korzystają z pornografii codziennie czy kilka razy dziennie. Oni zgłaszają się z powodu skutków, do których to doprowadziło. Rzadko, ale to wyjątkowo rzadko dzieje się tak, że ktoś pozyska informacje, które go przestraszą i pojawia się u seksuologa. Negatywne skutki pornografii są rozmaite: od zaburzeń erekcji do problemów w relacjach.

Czy dzieci uzależnione od pornografii są w przyszłości bardziej narażone na to, by stać się przestępcami na tle seksualnym, bądź mieć problemy ze zbudowaniem związków w dorosłym życiu?

Chłopak internet komputer samotność praca

Fot. Andrew Neel / Unsplash

– Tak, to jest oczywista zależność. To działa w ten sposób, że na pewnym etapie zaangażowania w pornografię niektóre obrazy odrzucimy jako obrzydliwe i wstrętne i nie myślimy, żeby można byłoby to realizować w realnym świecie. Destrukcja jednak postępuje i w sposób niezauważalny sięgamy do coraz mocniejszych bodźców, co jest charakterystyczne dla każdego uzależnienia. W pewnym momencie pojawia się potrzeba zrealizowania tego, co oglądamy w świecie realnym. To są oczekiwania wobec partnerek, narzeczonych, żon. Jest to również poszukiwanie miejsc, w których mogą one być realizowane. Zachowania dewiacyjne są wpisane w tę aktywność. A oczywiście część zachowań dewiacyjnych jest opisana w kodeksach karnych jako przestępstwo.

Jest też ścieżka postępującej instrumentalizacji obiektu seksualnego. Jeśli popatrzymy na mężczyznę, który jest uzależniony i kobietę jako obiekt seksualny, to ta kobieta staje się w jego świadomości, w jego wyobrażeniu, w jego odczuciach, lalką. Czyli kobieta staje się pozbawiona uczuć, potrzeb, wolności wyboru, staje się instrumentem. Ta relacja jest pozbawiona miłości. Trzeba jasno powiedzieć: pornografia likwiduje coś, co my nazywamy miłością. Mnie to stwierdzenie wbija w ziemię. Miłość przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.

Staram się mówić pani delikatnie o pornografii, bo ludzie nie kupią tego rzeczywistego obrazu, który ja znam. Ludzie mówią, że to nie jest możliwe, ten facet przesadza. A pornografia jest tak potężnym doświadczeniem na ludzkości, że z mojego punktu widzenia może doprowadzić do końca Kościoła, skoro u konsumentów prędzej czy później dochodzi do takiego stanu wewnętrznego, że nie są zdolni do rozpoznawania i realizowania miłości. Gdzie się mieści w takim razie religia, w której miłość jest fundamentem? Fundamentem tego, co my nazywamy wiarą w Byt wyższego rzędu, który wybacza nam wszystko i naszym zadaniem jest odwzorować Jego miłość do nas i dążyć do tego ideału. Pornografia jest narzędziem zdecydowanie szatańskim. Mówimy, że pornografia jest obrzydliwa, że nie chcemy się do tego mieszać. Ale to się jednak dzieje.

Pornografia jest pełna przemocy seksualnej. Od bardzo subtelnych treści, po bardzo brutalne. Jest nasycona przemocą. Ta przemoc jest „wdrukowywana” do świadomości w sposób automatyczny. Ja dla swoich pacjentów mam przygotowane doświadczenie polegające na oglądaniu slajdów. Są to print screeny z filmów pornograficznych ze scenami przemocy. Osoby uzależnione, które codziennie oglądają takie filmy nie przechodzą piętnastego slajdu. Mówią, że te sceny są wstrętne, obrzydliwe. Dzieje się tak dlatego, że podniecenie seksualne to bardzo silne emocje stąd powoduje ograniczenie świadomości, a to skutkuje tym, że człowiek nie widzi żadnego niebezpieczeństwa w tym, co ogląda i jak się zachowuje. Efektem tego procesu jest nieświadome programowanie w sobie przemocy seksualnej. Kobieta staje się zinstrumentalizowaną lalką, której można zrobić wszystko, w przeświadczeniu, że tego oczekuje.

Proszę opowiedzieć o najtrudniejszych przypadkach.

– Wszystkie przypadki są drastyczne. Dzieciaki mają taki okres rozwojowy, idealizmu życiowego. Nastolatki myślą: jeżeli będę miała kiedyś kochać, to na całe życie, jeżeli będę miał żonę, to ona będzie piękna i wspaniała. Pornografia redukuje idealizm związany z tym okresem rozwojowym. Dopiero kiedy doświadczamy, że świat nie jest idealny w życiu dorosłym, to musimy się z nim jakoś układać. Są nadal dziewczęta, które chcą się umówić na randkę, które chcą, żeby doszło tylko do jakiegoś dotyku dłoni, może pocałunku, a chłopak mówi językiem twardej pornografii i dąży do aktu seksualnego.

Jak można w takim razie chronić dzieci przed pornografią?

– Kiedy rozmawiam z decydentami, na przykład politykami, to oni zaprzeczają, że mogą coś zrobić i mówią o tym, że problem w tym, iż to się dzieje np. w Kalifornii, a my nie mamy na to wpływu. A przecież przepływ informacji w internecie można zorganizować prawnie tak, aby rzeczywiście sprawdzać czy ktoś jest pełnoletni np. poprzez podanie numeru swojej karty bankowej, a nie przez pytanie „Czy masz 18 lat?”.

Trzeba wprowadzić ograniczenia prawne pomimo że, pojawiają się głosy o wolności Internetu. W badaniu przeprowadzonym w jednym z krajów Europy Zachodniej okazało się, że aż 70% młodych konsumentów pornografii, którzy później dorastają, mają liberalne preferencje polityczne, czyli chcą głosować na ludzi, którzy zapewnią im dostęp do pornografii i taki obraz świata chcą współtworzyć. Nie chcę być Kasandrą, ale czeka nas trudny świat.

 

POLSKO! NIE BICZUJ JEZUSA RAZEM Z POGANAMI!!!

Gdybym pracował w Radiu Maryja, zamiast emitować codziennie w „Aktualnościach dnia” pieśń ze słowami: „Powstań z kolan, Polsko ma…” – grzmiałbym: na kolana, Polsko ma, czyń wielką pokutę! Gdybym był Jonaszem, szedłbym przez Polskę i wołał: jeszcze ileś dni, a Polska-Niniwa zostanie zburzona! Gdybym był żoną Lota, już teraz zamieniłbym się w słup soli na samą myśl o grozie kary, która czeka polską Sodomę! Za co – zapytacie…? Za tak okrutne biczowanie Jezusa-Króla Polski i za każdy cios, wymierzony tym samym naszej Najczystszej Królowej!

Cała armia duchów nieczystości szaleje i zwycięża. Zaczyna od domów rodzinnych, w których brak wspólnej modlitwy, a dzieci, ranione kłótniami i rozwodem rodziców (albo przynajmniej jego groźbą), są wychowywane przez coraz bardziej plugawe „bajki” satanistycznej wytwórni Disneya (dla przykładu: myszka Miki jest już tylko samicą, o którą walczą samce, a ona sama żyje wyłącznie ideą zdobycia sobie partnera!). Piekło wdziera się do przedszkoli poprzez gorszycieli, a czym żyją dzieci i młodzież w szkołach?! Spokojni, czyści i wstydliwi uchodzą za nienormalnych! Nawet ministranci i dziewczęta ze scholi nie potrafią wytrwać w zasadach wyniesionych z domu i parafii, lecz zanurzają się szybko w bagnie, by się nie wyróżniać. Potem życie w akademikach i na stancjach odbiera Bogu jakże liczne Jego dzieci, a rzuca je w objęcia szatana. Odbiera ich także rodzicom, od których się izolują jako od „nie rozumiejących ducha czasu”. To samo dzieje się na zabawach czy prywatkach. Nawet jeśli cieszy nas rozwój „Ruchu Czystych Serc”, na skalę Kraju jest to zjawisko marginesowe, a poza tym są to już często poranione serca, które z ogromnym wysiłkiem muszą wracać na dobrą drogę. Piekielnym smrodem zionie z ust jakże wielu Polaków – i poprzez słowa rynsztokowe na każdym kroku, i poprzez nieczyste żarty, opowiadane w miejscach pracy, a często sprawiające wielki ból ludziom dobrym, nie mogącym zatkać uszu. O środkach masowego ogłupiania – zwłaszcza wpływie seriali telewizyjnych oraz internetu na życie rodzin – chyba wspominać nie trzeba. Duch nieczystości opanował także niektóre plebanie, seminaria duchowne, a nawet klasztory, w których mieszkają osoby składające ślub czystości! Jakie są naprawdę rozmiary polskiego szamba, wraz z jego sklepami dla zboczeńców, z całą siecią prostytycji (i to coraz bardziej wynaturzonej), ze zwierzętami domowymi, używanymi do wiadomych celów…? Dobrzy Aniołowie ze zgrozą i obrzydzeniem uciekają z tych (coraz liczniejszych) skażonych miejsc, a aniołowie upadli – świętują swój tryumf!!!

Tak wielkie zło – tutaj zaledwie wspomniane, ale tak naprawdę trudne do objęcia, a niemożliwe do opisania – jest niezwykle okrutnym znęcaniem się Polaków nad swoim Panem i Królem, za co cały Naród będzie musiał przed Nim odpowiedzieć; jest biczowaniem! Trudno dokładnie wyobrazić sobie straszliwą scenę biczowania Chrystusa, wszyscy jednak popełniający grzechy nieczyste powinni zapisać ją sobie na zawsze w pamięci. Dobrze by było, gdyby próbowali zobaczyć siebie samych jako katów, zresztą zgodnie z prawdą. Szukajmy więc pomocy w Poemacie Boga-Człowieka Marii Valtorty (wyd. Vox Domini).

„Na wysokości około trzech metrów ponad posadzką [kolumna] ma wystający żelazny drążek o długości około jednego metra, zakończony kółkiem. Do tego kółka przywiązano Jezusa za ręce wyciągnięte nad głową. Rozebrano Go. Został tylko w krótkich płóciennych spodenkach i w sandałach na nogach. Ręce związane w nadgarstku podciągnięte były do kółka w ten sposób, że choć był wysoki, opierał się o posadzkę tylko palcami stóp. Przed Jezusem i za Nim stanęło dwóch katów o twarzach wyraźnie żydowskich. Zaopatrzeni byli w bicze zrobione z siedmiu pasków skórzanych, zakończonych ołowianymi młoteczkami, a ujętych w rękojeść. Zaczęli bić rytmicznie, jakby na jakimś ćwiczeniu: jeden z przodu, drugi z tyłu – tak, że cały tułów Jezusa był celem ich biczów. Głosy grających w kości żołnierzy łączyły sią z odgłosem biczów, które syczały jak żmije, a potem dudniły jak kamienie rzucane na napiętą skórą bębna, gdy uderzały to biedne ciało tak wychudłe i białe, pokrywające się smugami coraz to czerwieńszymi, potem sinymi, wreszcie nabrzmiałymi ciemną krwią. Krew płynęła obficie z rozdarć i ran, których najwięcej było na tułowiu i na brzuchu, choć nie brakowało ich na rękach i nogach, a nawet na głowie. Nie było miejsca bez bólu.

Cierpiał bez skargi… Upadłby, gdyby nie trzymał Go sznur. Ale nie upadł i nie jęczał. Tylko po tylu uderzeniach głowa opadła Mu na piersi jak w omdleniu.

– Ej, wy! Zatrzymajcie się! Przecież muszę zabić żywego! – krzyknął, żartując, jeden z żołnierzy. […] Aleście pracowali… Wygląda jak mozaika! Rozwiążmy Go teraz.

Odwiązali Go i Jezus padł na posadzkę jak martwy. Zostawiono Go tak, trącając co jakiś czas nogą, by zobaczyć, czy wyda jęk. Lecz Jezus milczał.

– Czyżby umarł? Czy to możliwe? Przecież młody i rzemieślnik, jak o Nim mówią, a okazuje się, że delikatny jak panienka…

– Zajmę się Nim – mówi jeden z żołnierzy. Sadza Jezusa, opiera plecami o kolumnę, na której zostają ślady krwi… Potem idzie do fontanny, nabiera w kubek wody i wylewa ją na Omdlałego ze słowami: «Kwiatom woda dobrze robi».

Jezus westchnął głęboko i chce wstać, ale jeszcze nie otwiera oczu i tak pozostaje. – O, dobrze. No, przystojniaczku! Żeby cię panienka zobaczyła!

Ale Jezus na próżno opiera się rękami o posadzkę i walczy ze sobą, próbując wstać. – No prędzej! Jesteś słaby? Zaraz ci pomogę! – woła inny żołnierz i drzewcem halabardy zaczyna uderzać Jezusa w twarz, trafiając między kość prawego policzka i nos. Z nosa płynie krew. Jezus otwiera oczy. Poruszył się. Spojrzenie ma zamglone. Ociera krew ręką i z wielkim wysiłkiem wstaje”.

Pomińmy następujący teraz opis okrutnej zabawy, tak upokarzającej dla Ubiczowanego, a poprzedzającej jeszcze bardziej okrutną i bolesną: ukoronowanie cierniem, a potem wyszydzenie (i przez żołnierzy Piłata, i przez cały tłum Żydów). Zabawa ta polegała na przerzucaniu ubrania w coraz to inne miejsce, by Jezus musiał się po nie czołgać…

Trzeba chyba mieć serce z kamienia, by nie wzruszyć się tym opisem męki! Jednak od tego wzruszenia do uświadomienia sobie, że tym biczującym jest każdy grzesznik – może ja właśnie? – droga może być daleka! Abyśmy ją mogli łatwiej przebyć, przychodzi nam z pomocą inna mistyczka, święta Faustyna Kowalska. Oto dwa fragmenty z jej Dzienniczka.

{188} «W ostatnie dni karnawału, kiedy odprawiłam godzinę świętą, ujrzałam Pana Jezusa, jak cierpiał biczowanie. O, niepojęta to katusza! Jak strasznie Jezus cierpiał przy biczowaniu. O biedni grzesznicy, jak wy się spotkacie w dzień sądu z tym Jezusem, którego teraz tak katujecie? Krew Jego płynęła na ziemię, a w niektórych miejscach ciało zaczęło odpadać. I widziałam na plecach parę kości Jego obnażonych z ciała… Jezus cichy wydawał jęk i westchnienie».

{445} «Czwartek. Adoracja nocna.

Kiedy przyszłam na adorację, zaraz mnie ogarnęło wewnętrzne skupienie i ujrzałam Pana Jezusa przywiązanego do słupa, z szat obnażonego, i zaraz nastąpiło biczowanie. Ujrzałam czterech mężczyzn, którzy na zmianę dyscyplinami siekli Pana. Serce mi ustawało patrząc na te boleści; wtem rzekł mi Pan te słowa: Cierpię jeszcze większą boleść od tej, którą widzisz. I dał mi Jezus poznać, za jakie grzechy poddał się biczowaniu, są to grzechy nieczyste. O, jak strasznie Jezus cierpiał moralnie, kiedy się poddał biczowaniu! – Wtem rzekł mi Jezus: Patrz i zobacz rodzaj ludzki w obecnym stanie. I w jednej chwili ujrzałam rzeczy straszne: odstąpili kaci od Pana Jezusa, a przystąpili do biczowania inni ludzie, którzy chwycili za bicze i siekli bez miłosierdzia Pana. Byli nimi kapłani, zakonnicy i zakonnice, i najwyżsi dostojnicy Kościoła, co mnie bardzo zdziwiło, byli ludzie świeccy różnego wieku i stanu – wszyscy wywierali swą złość na niewinnym Jezusie. Widząc to, serce moje popadło w rodzaj konania; i kiedy Go biczowali kaci, milczał Jezus i patrzył się w dal, ale kiedy Go biczowały te dusze, o których wspomniałam wyżej, to Jezus zamknął oczy i cicho, ale strasznie bolesny wyrwał się jęk z Jego Serca. I dał mi Pan poznać szczegółowo ciężkość złości tych niewdzięcznych dusz: Widzisz, oto jest męka większa nad śmierć moją. Wtenczas zamilkły usta moje i zaczęłam odczuwać na sobie konanie, i czułam, że nikt mnie nie pocieszy ani nie wyrwie z tego stanu, tylko Ten, który mnie w niego wprowadził».

Stajemy wobec  pytania: jak to jest, że ogromne tłumy tych, którzy nazywają siebie uczniami Jezusa, biorą dzisiaj udział w biczowaniu swego Pana – tak okrutnym, a jednak wywołującym u nich coraz mniejsze wyrzuty sumienia? Czyżby to nie Jezus, lecz demon nieczystości był ich nauczycielem, a przez to i panem? Prześledźmy niektóre z tych demonicznych argumentów!

  1. „Nie przejmuj się tym w tej chwili, bo dopiero za… (tydzień, miesiąc…) pójdziesz do spowiedzi, więc możesz teraz jeszcze pogrzeszyć, gdyż i tak jesteś „brudny”; wtedy pójdziesz i za jednym zamachem wszystko wyznasz. Inaczej, obrazowo: konfesjonał jest jak miska z wodą, więc gdy już porządnie zabrudzisz sobie ręce, pójdziesz je umyć i znów poczujesz się dobrze…” * Czyż pójście za tym głosem to nie szczyt egoizmu, a nawet „bestialstwa”?! W języku MĘKI wygląda to tak: raz uderzyłeś Chrystusa biczem, więc już teraz możesz bić Go do woli, a dopiero za… (tydzień, miesiąc…) powiesz Mu „przepraszam” za wszystko razem i poczujesz się dobrze… Jest to jedna z najstraszliwszych i najczęstszych, choć wyglądających niewinnie, pokus! Kto jej ulega, nie poprawia się, choć uważa się za dobrego, „praktykującego”, katolika. Co on jednak „praktykuje”…?
  2. „Spróbuj znaleźć się powtórnie w tamtej (dawniej prowadzącej do grzechu) sytuacji, przekonaj się, że już teraz nie upadniesz…” * Uleganie tej pokusie często kończy się tragicznie, gdyż obowiązkiem grzesznika jest unikanie okazji do grzechu, zgodnie z zasadą: wszystko jest złe, co do zła prowadzi. Powrót do sytuacji, w której dawniej się grzeszyło, jest przysłowiowym „igraniem z ogniem”, jest zły sam w sobie. Przykład: powrót do oglądania filmów pornograficznych („tylko ten jeden raz – podpowie szatan – zresztą sprawdź, że jesteś już odporny i w każdej chwili możesz wyłączyć!”).
  3. „To przecież natura – tak cię Bóg stworzył, więc nie może mieć do ciebie pretensji o to, że ulegasz; spokojnie na to patrz, nie próbuj od samego siebie uciekać, bo to tylko pogorszy twój „stres”…” * Argument łatwy do obalenia! Stworzył nas Bóg „na swój obraz i podobieństwo”, a nie jako podobnych do zwierząt! Podobieństwo do nich jest powierzchowne, ogrom różnic mówi sam za siebie. Przede wszystkim istnieje u nas konieczność zapanowania rozumem i wolą – nie mają ich zwierzęta – nad trzema sferami własnej osobowości: duchem, duszą i ciałem. To jest nasza „natura”!
  4. „To natura, to przyniosłeś ze sobą na świat… to odziedziczyłeś po rodzicach, a może po dziadkach – takie skłonności „nieco odmienne niż u większości”… to silniejsze od ciebie, nic na to nie poradzisz, więc i Bóg cię sądzić nie będzie…” * Tym argumentem piekło chce usprawiedliwić nawet najbardziej ohydne zboczenia seksualne: od homoseksualizmu czyli pociągu do tej samej płci począwszy, aż do łączenia się ludzi ze zwierzętami! A przecież nie tylko zboczenie homoseksualne, lecz nawet samogwałt nie jest dla człowieka „naturalny”, choć szatani wmawiają to już dzieciom i młodzieży na każdym kroku! Ewa w raju najpierw sama „spróbowała zakazanego owocu” i „poznała, że jest naga”. Czy to Bóg tego chciał i ją „do tego stworzył”…? Za co więc ludzkość poniosła tak surową karę?

Argument diabelski, podchwycony przez psychiatrów, jakoby skłonność do zboczeń „przynosiło się ze sobą na świat”, nie wytrzymuje krytyki: w każdym z przypadków było to przez kogoś sprowokowane – musiał być ten „pierwszy raz”, który otworzył drogę tak właśnie, a nie inaczej, ukierunkowanej niepohamowanej pożądliwości. Przy współpracy z Łaską możliwe jest przezwyciężenie tej pożądliwości, więc człowiek jest odpowiedzialny za powstanie z grzesznego nałogu. Diabeł natomiast wmawia mu, że „musi”, i to „właśnie tak”, postępować. Cóż więc robi? Zamyka duszę przed dostępem Łaski!

  1. „Przez tyle czasu udało ci się wytrwać bez grzechu, a dzisiaj znów ogarnęła cię pożądliwość nie do pokonania… Widzisz, kim ty naprawdę jesteś? Szmatą! Nawet to ci dobrze zrobi, jeśli dzisiaj choć raz ulegniesz, bo to utrzyma cię w pokorze, w prawdzie o tobie samym…” * Argument jak straszliwy miecz obosieczny! Używa go diabeł także w zniewalaniu przy użyciu alkoholu, wmawiając otoczeniu alkoholika, że ten musi znaleźć się „na dnie” (własnego upodlenia), by się aż tak źle poczuć, że się od tego „dna” odbije… Aż do czasu tego „odbicia” powinno się, jak twierdzą „znawcy zagadnienia”, nie pomagać mu w niczym. Przy grzechach nieczystych ostrze tego argumentu tnie jeszcze mocniej.
  2. „Zdawało ci się, że wspiąłeś się już wysoko po drabinie, a teraz patrz: dzisiaj zgrzeszyłeś, wszystko na nic, spadłeś na sam dół i leżysz w błocie!” * Argument całkowicie nieprawdziwy, choć bardzo przygnębia i „podcina skrzydła”. Gdy ktoś ma za sobą już wiele „szczebli drabiny do nieba” czyli zwycięstw nad sobą – można powiedzieć, że jest już zdobywcą cnoty czystości! Jeśli nawet w danym momencie upadł, to najwyżej na niższy szczebel, ale w żadnym wypadku na sam dół! Dobrą bronią przeciwko demonowi używającemu tego argumentu jest modlitwa uwielbienia Boga za ogrom Jego łask, przy pomocy których możliwe było odniesienie dotychczasowych zwycięstw.
  3. „Kochasz go (ją), więc tam, gdzie jest miłość, jest Bóg, zaś wasza miłość musi być „pełna”, bo przecież macie ciało… Nie powinniście więc mieć wyrzutów sumienia z tego powodu”. * Piekielny przeciwnik usypia tym argumentem sumienie, co wiąże się ze strasznym niebezpieczeństwem. Działa przeciwnie niż Bóg: popełnianie grzechów uspokaja, zaś myśl o nawróceniu budzi niepokój. Stąd już tylko krok do spokojnego przyjmowania Komunii świętokradzko! A gdyby tak Pan Bóg powiedział: „Dosyć! Kogo wybraliście (zamiast Mnie), tego sobie miejcie!” – gdyby obaj grzesznicy (różnej lub tej samej płci – to tu może nie mieć znaczenia) nagle umarli, co by się stało? I gdyby zamiast być w Niebie z Bogiem, musieli wiecznie sami przeżywać to, co na ziemi nazywali „miłością”…? Czy nie byłoby to najobrzydliwsze piekło? Czy człowiek może człowiekowi zastąpić Boga?
  4. „Ty się takimi grzechami przejmujesz? Przecież wszyscy tak postępują! Poczytaj sobie Stary Testament i zobacz, ile np. żon miał Dawid, a ile Salomon! A to przecież jest Słowo Boże, ci ludzie zaś – to Boży wybrańcy. Zresztą czy tak daleko musisz szukać? A ksiądz X? A słyszałeś o księdzu Y…? I przy tym biskup wcale go nie karze, pozwala spowiadać ludzi, odprawiać Mszę!” * Co do Starego Testamentu, Chrystus wypowiedział się o jego niedoskonałości, a swoim uczniom postawił o wiele wyższe wymagania: nawet zażądał od Apostołów, by zostawili swoje domy i rodziny „na łasce Opatrzności” i poszli w świat. Co zaś do wmawiania ludziom, że „wszyscy grzeszą, więc nie ma się czym przejmować” – stosuje to piekło codziennie na całym świecie, chociażby przez odpowiedni dobór wiadomości radiowych i telewizyjnych: pomija się w nich wielkie dobro, a wypunktowuje zło. Im bardziej brutalnie to zło wciska się do wyobraźni, tym lepiej, więc trzeba szukać takich „rodzynków” specjalnie na antenę… Niech się ludzie przyzwyczajają!
  5. Piekielny oszust używa różnych argumentów i obrazów, żeby ukazać przyjemność seksualną w tak atrakcyjnych barwach i w tak pociągający sposób, żeby z niej uczynić bożka i od niej uzależnić człowieka. Postępuje jak rybak, który rzuca do wody zanętę, by przyciągnąć ryby. „Rozładowanie popędu da ci odprężenie i odpoczynek, uspokoi ciebie i twoje myśli, po nim łatwiej zaśniesz i dobrze się wyśpisz, zresztą… cóż przyjemniejszego…? A to przecież nic takiego – natura, „zwykły skurcz mięśni”, więc o co tyle szumu? Czyż najcenniejsze ze wszystkiego na świecie nie są genitalia i przyjemność, jaką mogą ci dać?!” * Jakże trudno wywikłać się z sieci diabelskich argumentów i myśleć logicznie, gdy ciało „wyje”! Jakże trudno wtedy oprzeć się na „haśle” wielu świętych: wolę umrzeć niż zgrzeszyć!; wolę doświadczyć jakiejś pustki, niezaspokojenia, a nawet bólu, niż ból zadać Jezusowi!
  6. Pozostaje „żelazny temat” wielu rozmów, prowadzonych przez ludzi, służących (nie zawsze świadomie) duchowi nieczystości: osądzanie i obmawianie duchownych. Z pewnością trafiają się wśród nich wielcy grzesznicy, jednak szatan chce doprowadzić do oplucia i podważenia autorytetu wszystkich! Jakie bywają tego skutki, wiadomo: słabnie wiara ludzi, zanika modlitwa i udział w sakramentach świętych. Słudzy ołtarza ukazywani są teraz dzieciom jako dla nich „niebezpieczni”, podczas gdy jeszcze tak niedawno na widok sutanny zbliżały się do nich z ufnością i radością. Co zaś do prawdziwości owych „wiadomości z księżowskiego podwórka” – mogłem przekonać się na własnej skórze jako proboszcz wiejskiej parafii, jak są nieprawdziwe i krzywdzące. Potwierdza się tu powiedzenie, że „dla czystych wszystko jest czyste”, a dla brudnych… wiadomo. Jak zresztą może być inaczej, skoro patrzą także na czystych przez zabrudzone diabelskie okulary, szukając usprawiedliwienia dla swego brudu…?

Niech tych dziesięć przykładów – diabelskiego arsenału nikt nie wyczerpie – uświadomi wszystkim, jaką drogę i jaką walkę mają przed sobą. Bóg liczy na powrót grzeszników, wspieranych przez Najświętszą Maryję Dziewicę, aniołów i świętych, a szatan – na to, że będą oni od Boga uciekać… wprost w jego objęcia, a tym samym w kierunku bramy piekielnej. Na swoją wieczną zgubę i nieszczęście. I to najlepiej wraz z tymi, do których niemoralności się przyczynili, stając się apostołami pysznego buntownika.

Polsko, Ojczyzno moja, matko tak wielu świętych, dokąd obecnie idziesz? Zamiast przyświecać poganom swoją wiernością Bogu, Jego przykazaniom i Ewangelii, razem z nimi toniesz w bagnie nieczystości???!!!

ks. Adam Skwarczyński
R, w dniu świętej Agnieszki, dziewicy i męczennicy, 2018 roku.
Pobierz PDF: Ks. Adam Skwarczyński: Polsko! Nie biczuj Jezusa razem z poganami!

 

SPOTKAŁAM CZŁOWIEKA Z CAŁUNU

Lut 12, 2018 Świadectwo

Mówi się, że alkoholizm i narkomania to największe nałogi i choroby XXI w. Często jednak zapominamy, że przyczyną wszelkich uzależnień jest brak miłości Bożej. Jeśli nie znamy Boga ani Jego miłości, jeśli Go odrzucimy, to w sercu zastępujemy Go czymś innym…

Chcę dać świadectwo temu, co Bóg uczynił swą mocą w moim życiu. To wszystko otrzymałam za darmo, tylko dlatego, że jestem Jego najdroższym dzieckiem. Wszystkie łaski, których doświadczyłam, wyprosiła mi Maryja.

Jestem dzieckiem adoptowanym. Moi rodzice adopcyjni od początku byli szczerzy i prawdomówni. Nie ukrywali przede mną tego faktu. Byli religijni – modlili się, chodzili na Mszę św. – jednak nie doświadczyłam Bożej obecności w swojej rodzinie. Nie poznałam Boga i nie pokochałam Go. W ogóle nie potrafiłam kochać.

Wzrastałam, zapełniając pustkę w swym sercu różnymi zniewoleniami – m.in. masturbacją, pornografią, lekomanią, tytoniem, a potem alkoholem i narkotykami. Tych uzależnień było jeszcze więcej; potem doszedł bunt i nienawiść w stosunku do rodziców. Nie potrafiłam kochać żadnego człowieka, w moim zranionym sercu był tylko ból.

Trwanie latami w ciężkich grzechach doprowadziło mnie do zupełnej ruiny – duchowej, psychicznej i fizycznej. Piszę to z pełną świadomością: grzech to zniewalająca siła, której żaden człowiek na ziemi nie jest w stanie pokonać bez pomocy łaski Bożej, a tą jest Jego Miłosierdzie obecne w sakramentach Kościoła.

Gdy miałam 23 lata, spotkałam swego przyszłego męża – Andrzeja. Zdawało mi się, że go kocham, było to jednak uczucie bez pokrycia. Właściwie to nie była miłość, lecz tylko zakochanie. Chciałam naprawdę zmienić swoje życie, chciałam mieć męża i kochać go.

Chciałam normalnie żyć, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby poprosić o pomoc Boga. Chciałam osiągnąć wszystko własnymi siłami, sama, bez Jego łaski. Podejrzewałam, że dzieje się ze mną coś złego, ale szatan nie pozwolił mi dojść do prawdy. Nie pozwalał, bym powiedziała:

„Boże, ratuj mnie”…

W czasie narzeczeństwa żyłam zgodnie z hasłem:

„róbta, co chceta”.

Piłam, paliłam, brałam prochy, przeklinałam wszystkich i wszystko. Bawiłam się z przyszłym mężem na dyskotekach i zabawach, wszelkich możliwych imprezach – co tydzień gdzie indziej. Nawet w dniu swego ślubu nie byłam trzeźwa…

W takim też stanie zaszłam w ciążę i dopiero na krótko przed rozwiązaniem przestałam pić i palić. Poród był dla mnie szokiem. Znienawidziłam dzieci. A znienawidziłam je dlatego, że przychodząc na świat, stałam się powodem tak wielkiego cierpienia. Powiedziałam:

„Dość! Ani jednego dziecka więcej na tym świecie”.

Nie byłam zdolna do kochania swojego synka. Starałam się go jednak wychować, choć prawda jest taka, że tak naprawdę wychowali go moi rodzice, bo ja robiłam, co mi się podobało…

Gdy moje dziecko miało roczek, poszłam do pracy. Zostawiłam je dla dóbr materialnych. Chciałam zarobić, żeby mieć na alkohol, prochy, papierosy i balangi…

Moi rodzice w tym czasie, widząc moją ruinę, modlili się na różańcu, żeby Maryja zlitowała się i przyszła z pomocą mnie i mojemu małżeństwu.

Dosięgłam dna, gdy w złości i gniewie biłam swoje dziecko i znęcałam się nad nim. W alkoholowym amoku chciałam zabić swojego męża i spalić dom. To było piekło na ziemi, życie bez życia…

Miałam delirkę alkoholową i halucynacje… Wymagałam specjalistycznego leczenia, a pomimo to razem z mężem tłumaczyliśmy sobie, że jeszcze nie jest tak źle, że to przejdzie, że damy sobie radę. A prawda była taka, że groziła mi śmierć. Właściwie doświadczałam wtedy śmierci duchowej, ale teraz śmierć widocznie dotykała także mojego ciała.

Szatan przez alkohol i narkotyki niszczył mnie i nie było mowy o przerwaniu tego kręgu – mógł uratować mnie tylko cud. Cud z inicjatywy samego Boga. On mnie zna i wiedział, że trzeźwiejąc, a nie odnajdując Go, nie jestem w stanie wytrwać ani jednego dnia w trzeźwości. Świadczyły o tym fakty…

W końcu podjęliśmy z mężem decyzję, że poddam się leczeniu w szpitalu na oddziale odwykowym. Gdy trafiłam na detoks, czekałam – jak głodny na chleb – by jak najszybciej stamtąd wyjść. Stało się to po tygodniu.

Następnie przez cztery miesiące chodziłam na grupę AA, a po tych czterech miesiącach zaczęłam pić i brać. I tak się skończyła moja droga trzeźwości… Straciłam sens życia i nadzieję na to, że kiedykolwiek coś się zmieni. Co więcej, mój mąż też nie poddał się terapii i nadal piliśmy na umór.

Wtedy stał się pierwszy cud… Chciałam popełnić samobójstwo, przedawkowałam… Bóg nie pozwolił mi jednak umrzeć. To było dla mnie szokujące.

Po tym zdarzeniu mój mąż i ja podjęliśmy wspólnie drogę trzeźwości. Poszliśmy na AA. Pan przygotował w tym czasie następny cud. Choć Go jeszcze nie spotkałam, On sam znalazł sposób na to, abym zaczęła żyć dla Niego. Dopuścił na mnie ciężką chorobę kręgosłupa, która objawiała się bólem i niedowładem lewej nogi; później obu nóg.

Po szeregu zastrzyków i zabiegów lekarz orzekł, że jeżeli nie poddam się operacji, nie będę chodzić. Groził mi wózek inwalidzki… I w ten właśnie sposób Pan powoli, ale skutecznie odbierał mi wszystko. Najpierw przyjaciół od kieliszka – nie mogłam pójść, gdzie chciałam, toteż się z nikim nie spotykałam. Nie mogłam pójść do monopolu, aby kupić wódkę czy wino. Nie mogłam zdobyć prochów itd.

W końcu Pan przyszedł sam i powiedział do mnie w szpitalu przed operacją:

„Nie lękaj się. Ja jestem z tobą”.

Przez dziesięć lat lekceważyłam sakramenty, spowiadałam się po pijaku, świętokradzko przyjmowałam Komunię Świętą, a później zupełnie już zrezygnowałam ze Mszy św. Zamiast do kościoła, szłam do baru. A mimo to Jezus był zawsze przy mnie…

Moja znajoma przyniosła mi „Miłujcie się!”, w którym był opis Męki Jezusa Chrystusa na podstawie ekspertyzy naukowców badających Całun Turyński. Czytałam, jak Jezus był biczowany, koronowany, ile kosztowało Go dźwiganie krzyża i śmierć. Był szczegółowy opis wszystkich ran na Jego ciele i obraz twarzy, zmaltretowanej twarzy Boga-Człowieka.

Całun Turyński był powodem mojego całkowitego nawrócenia się do Boga. Zrozumiałam, czym są grzechy i ile tak naprawdę kosztowałam Jezusa. Płakałam nad tym, że własnymi rękami Go ubiczowałam, że się z Niego wyśmiewałam, że Nim pogardzałam, że Go odrzuciłam, ukoronowałam cierniem, zelżyłam, oplułam, a potem przybiłam młotem swoich grzechów do krzyża.

On umarł za mnie i dla mnie. Jego Męka, Jego miłość do mnie, Jego miłosierdzie nie pozwoliły mi aż do tej pory – czyli przez 9 lat od mego nawrócenia – nawet powąchać alkoholu. Jezus w jednej chwili zabrał wszystkie moje zniewolenia.

Choć nie umiałam wtedy się modlić, odmawiałam różaniec i dzięki pomocy Maryi odbyłam spowiedź generalną z całego życia. Jezus zabrał całe zło, którego doświadczałam, wszystkie moje grzechy, a także niepokój, poczucie winy, rozpacz, gniew i nienawiść. Dosłownie wszystko, co przez tyle lat mnie zniewalało.

Dał mi w zamian to, co jest największym skarbem na tej niespokojnej ziemi – miłość i pokój. Tego nikt nigdy na tym świecie mi nie da.

Jezus dał mi też siebie w Eucharystii. Nie chcę nic więcej ponad to, by wytrwać w dobrym, w trzeźwości i być wierną Jemu samemu aż do śmierci. Chcę też wynagrodzić Bogu za wszystkie swoje grzechy.

Pragnę, by Ci, którzy Go nie znają, poznali Go. By zrozumieli, że poza Nim nie ma większego szczęścia na ziemi. Pragnę też, aby bracia i siostry trwający w nałogach spotkali Go w swym życiu i by doświadczyli Jego wyzwolenia.

Bóg w swej wielkiej dobroci dał mi jeszcze dwoje dzieci. Teraz mam trójkę. Jezus uzdrowił mnie duchowo, psychicznie i fizycznie – i nadal mnie uzdrawia. Uzdrawia też nasze małżeństwo, które było kompletną ruiną: zgliszcza i popiół… Dziś Pan wyzwala nas z egoizmu, uczy nas miłości do Niego i siebie nawzajem.

Maryja uczy mnie modlitwy i pokory. Uczy codziennego uczestnictwa w Eucharystii, adoracji Najświętszego Sakramentu, czytania i rozważania Pisma św., miłości do bliźnich i całego Kościoła. Uczy mnie również wdzięczności Bogu za najmniejszy dar, uczy dziękczynienia – ale i hojności, i ofiary, a także postu o chlebie i wodzie. Ja tylko robię to, o co Ona prosi, a Bóg daje mi więcej, niż mogę zrozumieć. Dziś błogosławię swoim biologicznym i adopcyjnym rodzicom.

To Jezus jest najlepszym lekarzem duszy, psychiki i ciała. Uleczył mnie ze zranień od chwili mego poczęcia, kiedy mama nosiła mnie w swym łonie i przechodziła psychiczne oraz duchowe tortury: samotność, rozpacz, lęk, odrzucenie i brak miłości. Z tych tortur Pan mnie wyzwolił – czyż mogę chcieć więcej?

Zdrowie duszy i ciała jest w rękach naszego dobrego Boga, który nigdy nie potępia, lecz przebacza. Jego miłosierdzie jest silniejsze od najohydniejszych grzechów, trądu XXI w.

„Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”.

Dorota

PODOBNE TREŚCI ZNAJDZIESZ W NASZYM SKLEPIE