Zwycięskie rozkoszowanie się Bogiem!

15 października 2020, autor: Krzysztof Osuch SJ

Są zapewne różne przyczyny, dla których niegodziwie sięga się po przyjemność, korzyści materialne i inne wartości, jednak brak serdecznej więzi z Bogiem jest tu najważniejszy. Osoba, która nie przeżywa przyjemności i radości o charakterze duchowym (czyli z kontaktu z Bogiem-Stwórcą), nieuchronnie i gorączkowo rozgląda się za przyjemnymi doznaniami, czerpanymi jedynie z kontaktu ze stworzeniami. Jeśli zatem chcemy skutecznie zerwać z grzeszną (bo bałwochwalczo traktowaną) przyjemnością, korzyścią i wygodą, to winniśmy usilnie zabiegać o otwarcie serca na to, co św. Augustyn nazwał delectatio victrix, czyli zwycięskim rozkoszowaniem.

Kościól Santa Maria della Vittoria i Ekstaza Św. Teresy Berniniego

Ekstaza św. Teresy

Ukażesz mi ścieżkę życia, pełnię radości u Ciebie, rozkosze na wieki po Twojej prawicy (Ps 16, 11).

A sprawiedliwi się cieszą i weselą przed Bogiem, i radością się rozkoszują (Ps 68, 4).

Otępiało ich serce opasłe, a ja znajduję rozkosz w Twoim Prawie (Ps 119, 70).

Pragnę Twojej pomocy, o Panie, a prawo Twoje jest moją rozkoszą (Ps 119, 174).

Ilekroć otrzymywałem Twoje słowa, pochłaniałem je, a Twoje słowo stawało się dla mnie rozkoszą i radością serca mego (Jr 15:16).

Nasze reagowanie na zło

Świat, w którym żyjemy, zwłaszcza przyroda, olśniewa nas swym pięknem i bogactwem. Jest wokół nas wiele powodów do zdumień i zachwytów. W swoisty sposób zdumiewa nas także ogrom zła, którego dokonali ludzie na ziemi. Nie jest to jednak sprawa tylko przeszłości, minionych wieków. To także aktualnie wzbiera fala różnorakiej przemocy, nienawiści. Ludzie ludziom wyrządzają krzywdy zda się z jakimś przerażającym upodobaniem. Ogrom niesprawiedliwości społecznej jest szokujący. Wystarczy wspomnieć miliony ludzi, którzy z niedożywienia i głodu przedwcześnie umierają. Gdy o tym myślimy, to wzbiera w nas protest i odczucie niezgody na taki świat. A co mają powiedzieć ci, którzy w naszej „globalnej wiosce” na własnej skórze doświadczają głodu, niesprawiedliwości i prześladowań? Zapewne odczuwają oni także bezsilną złość i rozpacz.

W naszym podejściu do zagadnienia zła widać pewien paradoks i niespójność zachowań. Z jednej strony upowszechnia się bezkrytyczna tolerancja wobec niemal wszelkich zachowań, kiedyś jednoznacznie ganionych; z drugiej strony, ci sami „poprawni” permisywiści (a może raczej niepoprawni idealiści) potrafią popadać w przeciwną skrajność. Wyraża się ona nie tylko w bardzo surowym potępianiu samego zła (co zresztą jest słuszne), ale także w radykalnym potępieniu sprawców zła (a tu trzeba by się dobrze zastanowić). Surowe potępienie i złego czynu, i sprawcy złego czynu – wydaje się jak najbardziej sprawiedliwe i poniekąd jedynie zasadne. Jest jednak pewien szkopuł w obu skrajnych podejściach do zła i do złoczyńcy; oba prowadzą w ślepy zaułek, gdyż w obu człowiek zostaje pokonany przez zło i nie ma dla niego ratunku.

Jest też rzeczą zaskakującą, że choć dla siebie samych jesteśmy na ogół bardziej wyrozumiali, to i tak siebie też, w końcu, niemiłosiernie osądzamy i potępiamy. Zdani na siebie samych nie znajdujemy ani w sobie, ani u innych ludzi „czegoś”, co by nas oczyściło z uczynionego zła i usprawiedliwiło oraz obdarowało pełnym pokojem serca.

  • Tak, w każdej ważnej dziedzinie człowieczego bytu trzeba nam przyjść do Źródła – do naszego Stwórcy i Ojca, by otrzymać światło i pomoc. Także z ogromem zła, słabości i grzechów trzeba nam przyjść do Boga, by otrzymać odpowiedź na te pytania: jak Bóg nas widzi? Jak „reaguje” na zło, którego w świecie jest tak dużo, a któremu my nie tylko podlegamy, ale i ulegamy? Co czuje Bóg względem człowieka, który jest sprawcą zła?
  • Odpowiedź Boga jest niezwykle fascynująca. Bardzo obiecujące jest to, co Bóg czuje względem grzesznika i co mówi do niego i o nim!

Bóg reaguje inaczej!

W reagowaniu na złość grzechu Bóg nie jest podobny do nas. W Bogu radykalnie inne jest najpierw to, że nie ma w Nim żadnego zła; i to, że nie znajduje On żadnej satysfakcji w przychwytywaniu człowieka na złu. Nie jest też żądny odwetu czy ukarania czyniących zło! To w nas, po grzechu pierworodnym, funkcjonuje fatalny odruch widoczny już w raju. Adam – przyswoiwszy sobie od „węża” demoniczny obraz Boga – ucieka przed Bogiem. Chce ukryć przed Nim zarówno swój grzech, jak i siebie samego, gdyż Bóg wydaje mu się bardzo niebezpieczny.

My też skłonni jesteśmy uciekać przed Bogiem, sądząc, że gdy będziemy daleko od Niego, to zmniejszy się nasz strach. Potrafimy też straszyć Panem Bogiem innych ludzi. Gdy samemu jest się pełnym strachu przed Bogiem fałszywie wyobrażonym, to wcale nietrudno jest fundować strach innym. Po grzechu pierworodnym straszenie Bogiem samo się nam narzuca. Szatan niewiele musi robić, byśmy trwali pogrążeni w smutku, zwątpieniu i właśnie lęku.

  • – Jakie to zatem ważne, by pozwolić Bogu zabrać głos w sprawie człowieka-grzesznika.
  • Jakie to ważne, by z najwyższą uwagą wsłuchiwać się w oryginalną wypowiedź Boga.
  • A wypowiedzi Boga są jednoznaczne: Bóg jako nasz Dobry Ojciec komunikuje nam niezmierną i niezmienną życzliwość i Miłość! Całe Pismo Święte jest utkane z zapewnień o Jego Miłości do nawracającego się grzesznika. Bóg, pełen dobroci, zawsze czeka na powrót.
  • Tylko twardość naszych serc niejako zmusza Boga, by mówić nie tylko i wyłącznie o Miłości, ale także o Swym gniewie i karaniu.

Gdy słyszymy prorocką wypowiedź o gniewie Boga – a więc o uczuciu poniekąd bardziej nam znanym i paradoksalnie bardziej przemawiającym –, to być może skuteczniej dociera do nas prawda o tym, że Boga naprawdę dotyka i rani lekceważenie Jego wspaniałej Miłości. Jedno jest wszelako pewne, że Pan Bóg ani się nie złości, ani się na nas nie dąsa. Bóg „nie potrafi” i nie może stać się nieprzejednany i nieprzystępny! Bóg jako Najlepszy Ojciec zawsze kocha swoje stworzenia, przez Niego samego podniesione do godności dzieci Bożych (por. 1 J 3, 1). Widząc nas – zwiedzionych i zniewolonych złudną atrakcją grzechu – Bóg  Ojciec pochyla się nad nami z tym większą czułością i delikatnością, byle tylko pokonać w nas lęk i opatrzyć rany.

„Zwycięskie rozkoszowanie”

Są zapewne różne przyczyny, dla których niegodziwie sięga się po przyjemność, korzyści materialne i inne wartości, jednak brak serdecznej więzi z Bogiem jest tu najważniejszy. Osoba, która nie przeżywa przyjemności i radości o charakterze duchowym (czyli z kontaktu z Bogiem-Stwórcą), nieuchronnie i gorączkowo rozgląda się za przyjemnymi doznaniami, czerpanymi jedynie z kontaktu ze stworzeniami.

Jeśli zatem chcemy skutecznie zerwać z grzeszną (bo bałwochwalczo traktowaną) przyjemnością, korzyścią i wygodą, to winniśmy usilnie zabiegać o otwarcie serca na to, co św. Augustyn nazwał delectatio victrix, czyli zwycięskim rozkoszowaniem.

„Choćbyśmy byli winni najcięższych grzechów, trzeba zaczynać od spotkania z Trójcą Boskich Osób, a potem dopiero myśleć o swoich przewinach. Jeśli zaczynamy od przeciwnej strony, nigdy do niczego nie dojdziemy. To tutaj trzeba właśnie odnaleźć to, co św. Augustyn nazwał delectatio victrix, zwycięskim rozkoszowaniem się. Tylko przyjemność odnosi zwycięstwo nad przyjemnością. Nigdy nie odnosi się zwycięstwa nad przyjemnością przez obowiązek. Przyjemność zawsze będzie potężniejsza niż obowiązek. To właśnie chce wyrazić św. Augustyn: Przyjemność pokonuje się tylko przez przyjemność”[1]

W tym kontekście chciałbym powiedzieć, że wsłuchiwanie się w wielkie i wspaniałe wyznania Miłości Boga do człowieka dostarcza owej delectatio victrix, a przynajmniej naprowadza nas na trop zwycięskiego rozkoszowania się, przeżywanego nie tyle w zmysłach, ale na poziomie ducha, serca, osoby. Wielką przysługę w tym względzie oddają nam Boskie wyznania miłości, zawarte w Piśmie Świętym. Oczywiście, jednym wielkim słowem Miłości Ojca do nas jest Osoba Jezusa, dana nam w tajemnicy Wcielenia: od Zwiastowania aż po Krzyż i Zmartwychwstanie i Zesłanie Ducha Świętego.

Moc Krwi Jezusowej

Doradzałbym także rozważanie takich tekstów, które można nazwać Orędziami Miłości, kierowanymi przez Jezusa do wszystkich za pośrednictwem wybranych osób. W paru ostatnich wiekach, a także współcześnie, znane są osoby obdarzone takim mistycznym darem słyszenia wewnętrznych słów (locutiones), pochodzących od Boga.

Tytułem przykładu wspomnę Dzienniczek św. Faustyny, a także (cytowane w tej książce parokrotnie) trzy tomiki ON i ja Gabrieli Bossis[2]. Jeszcze jeden krótki cytat:

„Zwracaj się zawsze do mojej dobroci, ponieważ ją znasz. Jestem tutaj dla ciebie. Dla twojej małości mam swoją Wielkość i swoją Siłę. Korzystaj z twego Wielkiego Brata. A przede wszystkim nie wątp! W tym jest wasza zasługa, że widzi­cie w ciemności. Być pewnym. Pewność miłości”.

– Panie, czy aż do śmierci będę tak powta­rzać swoje grzechy, zawsze te same?

– „Masz moją Krew. Gdybyś wiedziała, jak bardzo Mi zależy, by się nią posługi­wano! Wierzysz przecież, że może Ona oczyścić każdą winę, za którą się żałuje. Dlaczego tyle jej przelałem? Ale trzeba ofiarować ją Ojcu. Trzeba ją rozlać na świat. Któż o tym myśli? A jednak chory bardzo potrzebuje lekarstwa. Przypominasz sobie, jak mówiłem: ‚Moje Serce to szpital’” (ON i ja, t. I, nr 804).


[1] Jean Danielou, Trójca święta i tajemnica egzystencji, Wyd. Znak 19994, s. 31.

Zostaw odpowiedź