Szczęśliwi w małżeństwie. Anatomia zdrady

29 listopada 2017, autor: Krzysztof Osuch SJ

 

Trzeba codziennie pokornie prosić Boga o siłę do przezwyciężania pokus

Ks. Sławomir Kostrzewa

Zdrada może pojawić się w każdym małżeństwie. Nie ma zasady, że jest domeną jednej płci – zdrad dopuszczają się i kobiety, i mężczyźni. Dochodzi do niej zarówno wśród młodych małżeństw, jak i z wieloletnim stażem. Bywa najpilniej strzeżoną tajemnicą, ale gdy wyjdzie na jaw, z reguły na długo destabilizuje życie małżonków, burzy ich wzajemne zaufanie. Do zdrady nie dochodzi w jednej chwili – jest to proces, który można porównać do rozwijania się w organizmie choroby nowotworowej.

,,Czuwajcie!”

Na początku jest wzajemne zauroczenie mężczyzny i kobiety. Potem uczucie to przeradza się w miłość oraz decyzję o małżeństwie. Początkowa siła uczucia sprawia, że narzeczeni, przyrzekając sobie przed Bogiem miłość, wierność i uczciwość małżeńską, czynią to szczerze. Nie dopuszczają do siebie myśli, że kiedyś może dojść do złamania złożonej przysięgi.

Postawa ta przypomina myślenie człowieka, który będąc zdrowym i młodym, nie dopuszcza do siebie myśli, że jego organizm będzie się stopniowo osłabiał, stanie się coraz bardziej podatny na urazy i choroby, że będzie wymagał coraz większej troski. Małżonkowie błędnie zakładają, że raz złożona przysięga zwalnia ich z obowiązku codziennej pracy nad rozwijaniem uczucia oraz czuwania nad uważnym wypatrywaniem sygnałów świadczących o tym, że organizm małżeński zaczyna toczyć choroba, że współmałżonek jest na drodze do popełnienia zdrady. Trafnie pisze apostoł Piotr: „Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży, szukając, kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu!” (1P 5,8-9).

Brak postawy czuwania i zbytnia pewność w stałość własnych uczuć prowadzą do pychy, przekonania, że nie trzeba codziennie pokornie prosić Boga o siłę do przezwyciężania pokus oraz o mądrość we właściwym rozpoznaniu pierwszych znaków prowadzących do zdrady.

Rozczarowanie egoisty

Wybór konkretnej osoby na współmałżonka podyktowany jest z reguły dostrzeżeniem w niej wyjątkowych cech, przymiotów i zalet, które powodują, że mężczyzna i kobieta decydują się „postawić na siebie” i świadczyć wzajemne dobro, realizując komunię małżeńską. Z reguły małżonkowie mają pewną wizję, jak będzie rozwijało się ich małżeństwo i wzajemna miłość, jacy będą dla siebie nawzajem w przyszłości.

Pierwszy ostrzegawczy sygnał, zapowiadający potencjalną zdradę, może pojawić się w chwili, gdy u jednego z małżonków rozwija się postawa odejścia od relacji „ku małżonkowi” w stronę relacji „ku sobie samemu”. Postawa ta rodzi się z reguły wtedy, gdy coraz bardziej ujawniają się wady i słabości współmałżonka. Przychodzi rozczarowanie i myśl, że moje plany względem współmałżonka nie będą realizować się tak, jak sobie wymarzyłem.

Taka sytuacja wydarza się w małżeństwach, które zostały zawarte z pobudek egoistycznych. Problemem nie są wady i słabości współmałżonka, ale postawa egoizmu strony, która w przyszłości dopuści się zdrady. Egoizm to większa troska o dobro własne niż drugiej osoby. To nie jest tak, że egoista nie potrafi kochać małżonka – kocha, nawet szczerze, ale bardziej kocha siebie. Nierozpoznany egoizm, zamiast pielęgnować miłość skierowaną na dobro drugiej osoby, szuka okazji do mnożenia własnych korzyści. Gdy możliwości zostają wyczerpane, egoista zwraca swoją uwagę ku innej osobie, z którą wiąże nadzieje na czerpanie korzystnych dla siebie dóbr.

Iść ,,tylko trochę” swoją drogą

Poważnym znakiem świadczącym o załamaniu się miłości małżeńskiej oraz sprzyjającym zdradzie jest postawa przyzwolenia na drobne niedopowiedzenia, nieuczciwości i kłamstwa. Osoba będąca na drodze do zdrady uznaje za ważną uczciwość małżeńską i do pewnego momentu nie dopuszcza do siebie myśli, że ukryje coś ważnego przed małżonkiem. Ale równocześnie dopuszcza możliwość ukrywania „czegoś drobnego” przed współmałżonkiem.

Takim postawom sprzyjają niektórzy tzw. specjaliści od udzielania porad małżeństwom w kryzysie, publikujący swoje wątpliwe porady na łamach kolorowych pism dla kobiet i mężczyzn, którzy mylą prawo do prywatności w małżeństwie z prawem do podwójnego życia. Opisana powyżej postawa jest drogą do oswajania się do życia w kłamstwie, paktowania ze złem, stopniowego wyciszania sumienia, bez którego nie sposób właściwie zareagować w sytuacji zbliżania się do zdrady małżeńskiej. Z taką postawą idzie w parze zaniedbanie codziennego rachunku sumienia, coraz rzadsze i nieszczere spowiedzi.

,,Czuję, że tu nie pasuję”

Pomimo istotnych różnić między kobietą i mężczyzną możliwie jest tworzenie komunii małżeńskiej i realizowanie zadań, które przed małżonkami stawia Bóg. Małżonkowie, wspólnie idąc przez życie, tworzą jedyną w swoim rodzaju przestrzeń, którą już apostoł Paweł przyrównał do organizmu, umocnioną i rozwijaną przez pojawienie się potomstwa i życie we wzajemnej służbie. Pomimo różnych słabości i pojawiających się konfliktów w zdrowo rozwijającej się rodzinie każdy jej członek ma świadomość swojej pozycji i roli, jaką odgrywa w tym organizmie. Znakiem poważnego kryzysu staje się sytuacja, w której jeden z małżonków zaczyna pielęgnować w sobie przekonanie: „ja tu nie pasuję”, „z nim/ z nią nie jest mi po drodze”. W takiej myśli należy szybko rozpoznać pokusę, którą trzeba od razu odrzucić.

Odejście od małżonka można porównać do bólu i kalectwa, jaki w organizmie może wywołać amputacja jednego z głównych członków. Pokusa ta pojawia się w chwilach słabości, rozczarowania już nie współmałżonkiem, ale samym sobą. Jest znakiem utraty wiary w to, że pomimo naszych słabości pełnimy ważną rolę w realizacji komunii małżeńskiej oraz że źródłem umocnienia może być zwrócenie się po Bożą pomoc.

Skuteczną formą walki z pokusą rozczarowania, rezygnacji i odejścia jest regularne przypominanie sobie, dlaczego zdecydowałem się na ślub z tą właśnie osobą oraz jakie są nasze cele małżeńskie – a najważniejszym jest zbawienie obojga, które osiągnie się poprzez wzajemną służbę i świadczenie miłości, która wyraża się nie tylko przez zbliżenie małżeńskie, ale także poprzez wierność.

Niewłaściwe relacje

Ostatnim etapem prowadzącym do zdrady z reguły jest skierowanie swojej uwagi ku innej osobie oraz decyzja o podtrzymywaniu i rozwijaniu relacji z nią. Specyfika ludzkiej emocjonalności oraz słabość naszej natury w krótkim czasie mogą doprowadzić do pojawienia się zakochania, a następnie pożądania fizycznego i szukania okazji do zbliżenia.

Takie znajomości pojawiają się nieprzypadkowo właśnie wtedy, gdy jedna ze stron w małżeństwie przechodzi przez któryś z wymienionych powyżej kryzysów. Jest osłabiona w sferze samokontroli i woli, i jeśli zawczasu nie zorientuje się w niebezpieczeństwie, może dopuścić się zdrady. Ważne jest zatem, aby w sytuacji przechodzenia kryzysu małżeńskiego, kryzysu zaufania do współmałżonka lub do samego siebie, nie podejmować żadnych relacji, które staną się zgubną formą odskoczni od zmierzenia się z trudem naprawienia własnego małżeństwa. Potrzeba wtedy szukania sił na modlitwie oraz wsparcia i cierpliwości ze strony współmałżonka.

Artykuł dostępny na stronie:
http://wp.naszdziennik.pl/2017-11-29/284973,anatomia-zdrady.html
Zachęcam do prenumeraty Naszego Dziennika!

Zostaw odpowiedź