RÓŻANIEC: MODLITWA PROSTACZKÓW I INTELEKTUALISTÓW, STARCÓW I DZIECI…

5 października 2017, autor: Krzysztof Osuch SJ

Enzo Bianchi – Przeor klasztoru w Bose

RÓŻANIEC:

MODLITWA PROSTACZKÓW I INTELEKTUALISTÓW, STARCÓW I DZIECI…

Tradycja chrześcijańska zna wiele różnych form modlitwy, którymi posługiwali się wierni, aby odnowić i umocnić swoją więź z Panem. Niewątpliwie jednak ośrodkiem każdej modlitwy chrześcijańskiej jest liturgia – szczyt wszelkiej działalności Kościoła, źródło całej jego mocy (por. Sacrosanctum Concilium, 10); w niej tworzy się Kościół Chrystusa (Tomasz z Akwinu, Summa Theologiae, III, q. 64, a. 2).

Chrześcijanin jest zatem świadomy, że modlitwa Kościoła, na którą składa się liturgia eucharystyczna i liturgia godzin, kształtuje jego życie wiary i dostarcza mu codziennego pokarmu słowa i Eucharystii (por. Novo millennio ineunte, 34). Trzeba zatem – jak przypominał Jan Paweł II – „aby słuchanie słowa Bożego stawało się żywym spotkaniem, zgodnie z wiekową i nadal aktualną tradycją lectio divina, pomagającą odnaleźć w biblijnym tekście żywe słowo, które stawia pytania, wskazuje kierunek, kształtuje życie” (tamże, 39).

Przy pełnym poszanowaniu tego prymatu chrześcijanin może – aby przedłużyć modlitwę liturgiczną, czyniąc ją modlitwą nieustanną, oraz rozwijać i udoskonalać sztukę rozmowy z Bogiem – posługiwać się innymi formami modlitwy, wśród których w całej tradycji zachodniej drugiego tysiąclecia wyróżnia się różaniec. W istocie wielu świętych praktykowało modlitwę różańcową, znajdując w niej skuteczne narzędzie pomagające zachować trwałą wieź z Panem. Jan Paweł II przypomina jednak, podobnie jak czynił to Paweł VI, że różaniec jest dla liturgii oparciem, do niej wprowadza i stanowi jej echo, nigdy natomiast nie może jej zastąpić (por. Rosarium Virginis Mariae, 4), ponieważ jest on przede wszystkim szkołą modlitwy osobistej.

Modlitwa różańcowa wyłania się z wielowiekowej tradycji duchowej chrześcijaństwa. Księgę Psalmów wieńczy werset: „Wszystko, co żyje, niech chwali Pana!” (Ps 150,6). Rabini często interpretują to zdanie jako zachęty do wielbienia Boga na wiele różnych sposobów: wszystko, co żyje, każdym swym tchnieniem niech chwali Pana!

Również Jezus, gdy nauczał swych uczniów o modlitwie, napominał ich, by „modlili się w każdym czasie” (por. Łk 21, 36), „modlili się zawsze i nie ustawali” (por. Łk 18,1). Apostoł Paweł przekazuje to polecenie chrześcijanom w założonych przez siebie wspólnotach (por. 1 Tes 5,17; Ef 6,18). Nie chodzi tu oczywiście o zewnętrzną postawę modlitwy – nieustanne trwanie w niej byłoby rzeczą niemożliwą – lecz o postawę serca, zawsze gotowego słuchać Pana i do Niego się zwracać.

Właśnie w tym duchu prekursorzy życia monastycznego praktykowali memoria Dei, wspominanie Boga, pozwalające trwać zawsze w postawie modlitwy, dzięki czemu możliwe było ciągłe odnawianie komunii z Bogiem. Wielką wagę do tego rodzaju modlitwy przywiązywał zwłaszcza św. Bazyli: „Musimy trwać w pobożnym myśleniu o Bogu dzięki nieustannemu i czystemu wspomnieniu, wyciśniętemu w naszych duszach niczym niezatarta pieczęć” (Reguły, 5,2). „Musimy – pisze w innym miejscu Bazyli – tak polegać na wspominaniu Boga, jak dziecko polega na swej matce” (tamże, 2,2).

Chrześcijański monastycyzm wypracował z czasem konkretny model życia ascetycznego, mającego na celu nieustanną modlitwę. Przestrzeganie przykazań, walka duchowa, czuwanie nad sercem prowadzą mnicha do takiej zażyłości z Bogiem, że on sam staje się, jeśli można tak powiedzieć, modlitwą żywą i nieustanną. Aby w pełni przyjąć ten styl życia, ojcowie pustyni – w czasach, gdy posiadanie książki należało do rzadkości i tylko nieliczni umieli czytać – praktykowali tzw. melete, polegające na medytacji lub rozważaniu wyuczonego na pamięć wersetu Pisma Świętego bądź na wielokrotnym powtarzaniu inwokacji do Pana.

Była to modlitwa bardzo prosta czy nawet „uboga”, ale można było ją praktykować w różnych warunkach i chwilach dnia: wykonując prace fizyczną, w podróży, w czasie odpoczynku… Treścią inwokacji była prośba o pomoc, błaganie o miłosierdzie albo wielbienie Pana i wyrażanie Mu wdzięczności.  Najczęściej wzywano świętego imienia Jezus, imienia, które Bóg za pośrednictwem anioła nadał dziecku, które miało narodzić się z Maryi Dziewicy: Jeszua, Jahwe  jest  zbawieniem!

To wspaniałe imię, którego wzywano nad chrześcijanami (por. Jk 2,7), to  imię  ponad  wszelkie  imię  (por. Flp 2,9), jedyne imię, w którym jest zbawienie (por. Dz 4,12), stało się dla chrześcijan tym, czym imię Pana, Jahwe, było dla żydów.

Począwszy od V w. w monastycyzmie wschodnim przyzywanie imienia Jezus stało się najczęściej praktykowaną modlitwą osobistą. Wierzono bowiem, że dzięki temu zbawczemu imieniu można pokonać pokusę i ukierunkować całe swoje jestestwo na zdecydowane dążenie do zjednoczenia z Bogiem. Inwokacja przeplata się i łączy z medytacją, usta i umysł dopełniają się wzajemnie, a w głębi serca można doświadczyć obecności Pana: „Chrystus w nas – nadzieja chwały” (por. Kol 1,27). Jest to modlitwa „jednogłosowa” (monológhistos), praktykowana przez wiele pokoleń mnichów wschodnich; z czasem przybrała formę niemal jednej tylko inwokacji: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną!”, wypierając tym samym inne formuły wezwań i medytacji. Nowicjusz składający śluby zakonne otrzymuje różaniec, zwany „duchowym mieczem”, i od tej pory uczy się nieustannie, dniem i nocą, odmawiać modlitwę Jezusową. Praktykowaniem tej modlitwy będzie się wyróżniać nezychazm (nurt duchowości, który rozwinął się na górze Athos w XIII w.); inwokacje imienia Jezus połączył on z pewnymi elementami technik psychosomatycznych, które angażowały w modlitwę również ciało.

Taką formę modlitwy obrał chrześcijański Wschód: wielokrotne powtarzanie inwokacji do Jezusa, aktu strzelistego o biblijnej treści i głębokim znaczeniu teologicznym i duchowym dla tych, którzy tę modlitwę praktykują. Rodzi ona w sercu modlącego się człowieka pokorę i pozwala mu odczuć miłosierną obecność Jezusa, prowadząc tym samym do przylgnięcia całą osobą do Pana i trwania w zjednoczeniu z Nim, będącego jedną z form „modlitwy nieustannej” na miarę ludzkich możliwości.

Również w tradycji judaizmu chasydzkiego znana jest praktyka powtarzania ze czcią świętego imienia Bożego. Człowiek, któremu została udzielona łaska poznania prawdziwego brzmienia imienia Bożego – nazywany baal Shem, „pan, posiadający Imię” – wielokrotnie je wzywa, medytuje i wstawia się za innymi.

Nie należy zapominać, że metoda modlitwy medytacyjnej lub polegającej na powtarzaniu występuje również w innych religiach; można dopatrzeć się w niej analogii do modlitwy Jezusowej i do różańca, ale tylko pod pewnymi względami – jako ludzkich środków, służących nawiązywaniu bliskiej więzi z Bogiem. Istnieje natomiast miedzy nimi zasadnicza różnica: podczas gdy w tradycji niechrześcijańskiego Wschodu osiągnięcie stanu kontemplacji zależy przede wszystkim od technik modlitewnych, w modlitwie chrześcijańskiej przyznaje się pierwszeństwo działaniu Ducha Świętego, „Ducha, który modli się w nas” (por. Rz 8,15.26; Ga 4,6), bez którego nie istnieje prawdziwa modlitwa chrześcijańska.

l tak na przykład w Indiach ci, którzy poszukują Boga, posługują się formą modlitwy, polegającą na wielokrotnym powtarzaniu w ciągu dnia – pomaga w tym swoisty „różaniec” – krótkiej inwokacji do bóstwa, mistycznej formuły (mantry), czemu towarzyszą niekiedy różne techniki psychosomatyczne (ajapa-mantra). Celem tej modlitwy jest osiągnięcie wewnętrznego pokoju i głębokiego wglądu w rzeczywistość. Spotykamy ją również w buddyzmie chińskim (X w.) i japońskim (XII w.), z inwokacją do Buddy Amidy. Jest też często praktykowana – również w naszych czasach – w buddyzmie tybetańskim: lama zawsze nosi na lewym nadgarstku buddyjski różaniec.

Trzeba też wspomnieć o formie modlitwy należącej do duchowej tradycji islamu, zwanej dhikr, której celem jest podtrzymywanie nieustannej pamięci o Bogu. Polega ona na powtarzaniu Bożego imienia i dążeniu do zapomnienia o wszystkim, co nie jest Bogiem. Modlitwa ta zrodziła się dość późno, bo w XI-XII w., w ramach nurtu mistycznego zwanego sufizmem. Jej szczegółowy opis znajdujemy w dziele al-Ghazalego: „Sufi siada w samotności, a jego usta bez przerwy, a wraz z nimi i serce, mówią: Allah, Allah”. Chodzi tu zatem o memoria Dei, którą umożliwia przyzywanie Bożego imienia (Allah) albo jego dziewięćdziesięciu dziewięciu imion, czyli dokładnie tylu, ile ma paciorków różaniec muzułmański (sebhaa). Odmawia się ją zarówno indywidualnie, jak i wspólnotowo – przynajmniej w bractwach sufickich – aby w ten sposób nawiązać relację z Bogiem. Również i w tym przypadku korzysta się niekiedy z technik psychosomatycznych, które mają jednak charakter wyłącznie pomocniczy, bo – jak uczy al-Ghazali – „nie leży w mocy sufiego, który odmawia dhikr, przyciągnąć ku sobie miłosierdzie Boga Najwyższego”.

Porównywanie różańca z tymi formami modlitwy powtórzeniowej innych religii nie jest na pewno bezpodstawne. Jednak najbardziej znaczące podobieństwo do niego dostrzegamy we wspomnianej już wyżej „modlitwie serca” prawosławnego Wschodu. Niewątpliwie w minionych wiekach obie modlitwy wzajemnie na siebie oddziaływały, l tak w II tysiącleciu zaczęto odmawiać na Zachodzie „akty strzeliste” (inwokacje do Boga krótkie i trafne jak rzut oszczepem – iaculum) oraz litanie, polegające na powtarzaniu imion i atrybutów Pana albo świętych, z prośbą o wstawiennictwo. Wśród tych praktyk pojawia się regularne powtarzanie słów wypowiedzianych przez anioła do Maryi podczas zwiastowania.

Analizując dokładniej różaniec, tę zachodnią „modlitwę serca”, widzimy, że można w niej wyróżnić dwie części: w pierwszej uwielbienie i radość z powodu wcielenia są wyrażone w powtarzaniu słów pozdrowienia anielskiego skierowanego do Maryi, a jej punktem kulminacyjnym jest wypowiadanie świętego imienia Jezus; po tym następuje druga część, zawierająca inwokację. Obecne są tu zatem dwa podstawowe elementy chrześcijańskiej modlitwy –uwielbienie i inwokacja – a miejsce centralne zajmuje imię Jezus, jedyne imię, w którym jest zbawienie, troskliwie przechowywane w zbiorowej pamięci chrześcijaństwa. Nie można zapominać, że „Zdrowaś Maryjo” jest ze swej natury modlitwą ekumeniczną. Reformacja bowiem nigdy nie potępiła zwracania się do Maryi z prośbą o modlitwę i wstawiennictwo.

To oczywiste, że modlitwa „Zdrowaś Maryjo” jest wzorowana na tekstach biblijnych: jej pierwsza część składa się ze słów anioła („Bądź pozdrowiona, łaski pełna, Pan z Tobą” – Łk 1,28) oraz radosnych słów Elżbiety („Błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona” – Łk 1,42), które nawiązują do Przymierza oraz Bożych obietnic i błogosławieństw (por. Pwt 28,4). A zatem „Zdrowaś Maryjo” wywodzi się z dwóch pozdrowień biblijnych skierowanych do Maryi, po których następuje inwokacja imienia Jezus, czyli „modlitwa do Jezusa”. Wyrazem wiary Kościoła natomiast jest wezwanie „módl się za nami” – módl się za nami „teraz”, za nami nędznymi „grzesznikami”, i módl się za nami „w godzinie” eschatologicznej, godzinie „śmierci naszej”, w chwili naszego odejścia z tego świata do Ojca.

Doświadczenie nauczyło nas cenić tę modlitwę, również ze względu na jej prostotę, jej „ubóstwo”, o którym mówiliśmy powyżej; albowiem szukając pokarmu dla naszego życia duchowego, nie zawsze mamy możliwość praktykowania modlitwy opartej na lekturze Pisma Świętego; z łatwością natomiast w każdym miejscu i w każdej sytuacji możemy odmówić różaniec, choć jedną jego część, jedną tajemnicę, jeden „dziesiątek”… Jest to modlitwa, która rodzi w nas pokój, prowadzi do zjednoczenia całego naszego jestestwa – ciała, psychiki i duszy – poprzez radosne wychwalanie Matki Pana i świętego imienia Jezus, a także przez prośbę o wstawiennictwo.

W różańcu zatem modlimy się – w komunii ze wszystkimi świętymi, którzy nieustannie wstawiają się za nami – do Matki Pana i Ją prosimy o modlitwę: ora pro nobis – módl się za nami, za nami wszystkimi. Ta forma modlitwy pozwala medytować wielką tajemnicę zbawienia, które dokonało się w Jezusie Chrystusie – od wcielenia po Jego miłosierne przyjście w chwale! Tak więc w różańcu przeplatają się medytacja, modlitwa i kontemplacja, skupionej na świętym imieniu Jezus; różaniec, i jak napisał Jan Paweł II, „jest modlitwą o sercu chrystologicznym” (Rosarium Virginis Mariae, 1) i właśnie dlatego może być modlitwą prostaczków i intelektualistów, starców i dzieci, modlitwą tych wszystkich, którzy pragną modlić się nieustannie, uznając, że są nędznymi grzesznikami.

 

Enzo Bianchi Przeor klasztoru w Bose

Artykuł pochodzi z Osservatore Romano 2/2004 str.41-42 (via: http://www.voxdomini.com.pl/vox_art/rozaniec.html )

Komentarze

Jedna odpowiedź do wpisu “RÓŻANIEC: MODLITWA PROSTACZKÓW I INTELEKTUALISTÓW, STARCÓW I DZIECI…”
  1. Kościół w obliczu egolatrii i technokratycznego materializmu

    W obliczu epokowych przemian, które zachodzą we współczesnej kulturze, nauce i technice, chrześcijanie muszą przejąć inicjatywę. Muszą pomóc światu, aby wszedł na drogę prawdziwego rozwoju – mówił Ojciec Święty na otwarcie sesji plenarnej Papieskiej Akademii Życia. Odbywa się ona pod hasłem: „Towarzyszyć życiu. Nowa odpowiedzialność w erze technicznej”.
    Franciszek zauważył że przed ludzkością stają dziś poważne wyzwania. Biotechnologie pozwalają na manipulowanie życiem, które do niedawna były niewyobrażalne. Konieczna jest zatem refleksja nad konsekwencjami zachodzących przemian. []
    „Charakterystyczną cechę tych przemian możemy dostrzec w szybkim szerzeniu się kultury obsesyjnie skupionej na dominacji człowieka – jako gatunku i jako jednostki – nad rzeczywistością. Niektórzy mówią wręcz o egolatrii, czyli o faktycznym kulcie samego siebie, na ołtarzu którego poświęca się dzisiaj wszystko, w tym najcenniejsze uczucia. Nie jest to rzecz niewinna: w ten sposób kształtuje się bowiem człowieka, który nieustannie przegląda się w lustrze, do tego stopnia, że traci on zdolność zwracania wzroku na innych i na świat” – powiedział Ojciec Święty.
    Papież zastrzegł, że nie chodzi tu o odmawianie ludziom prawa do poprawy jakości życia bądź o negowanie wartości zasobów ekonomicznych czy techniki, które są z tym związane. Nie można jednak przemilczać szkód, jakie wyrządza dziś technokratyczny materializm. Traktuje on życie jako zasoby, które można wykorzystać lub odrzucić w imię posiadanej władzy i spodziewanego zysku. Materializm ten dotkliwie zawiódł ludzi na całym świecie. Wbrew propagandzie dobrobytu, który miał się rozszerzać automatycznie wraz z rozwojem rynku, poszerzają się obszary ubóstwa i podziałów. []
    W przemówieniu do Papieskiej Akademi Życia Ojciec Święty odniósł się również do ideologii gender. Franciszek przypomniał o komplementarności obojga płci. Podkreślił potrzebę definitywnego odrzucenia niektórych form podporządkowania, które boleśnie naznaczyły historię kobiet. Potrzebny jest jednak nowy ethos, oparty na kulturze tożsamości i odmienności. []
    „Promowana od niedawna hipoteza na rzecz godności osoby poprzez radykalną neutralizację różnicy płci, a zatem i przymierza mężczyzny i kobiety, jest błędna. Zamiast walczyć z negatywnymi interpretacjami odmienności płciowej, które redukują ich znaczenie dla godności człowieka, chce się anulować samą odmienność, proponując techniki i praktyki, które sprawią, że straci ona znaczenie dla rozwoju osoby i dla ludzkich relacji. Jednakże utopia neutralności usuwa zarówno ludzką godność odmienności płciowej, jak i osobowy charakter rozrodczego przekazu życia. Biologiczna i psychiczna manipulacja odmiennością płciową, którą technika biomedyczna ukazuje nam jako w pełni dostępną dla wolnej decyzji – a przecież tak nie jest – niesie zagrożenie, że zlikwiduje się źródło, z którego związek mężczyzny i kobiety czerpie siłę i dzięki któremu jest on twórczy i płodny” – dodał Ojciec Święty.
    Papież wezwał też do przeciwstawienia się pogardzie dla rodzicielstwa, traktowaniu go jakby było upokorzeniem dla kobiety i zagrożeniem dla wspólnotowego dobrobytu. Rodzicielski związek mężczyzny i kobiety to nie upośledzenie, ale oparcie dla ludzkości – podkreślił Ojciec Święty.
    Wskazał ponadto na potrzebę ponownego dowartościowania współczucia i czułości. Chodzi tu między innymi o wrażliwość na różne potrzeby człowieka w zależności od wieku. Współczesny świat ma z tym wiele trudności. Tytułem przykładu Papież wspomniał o fakcie, że nasze miasta są coraz bardziej wrogie dla dzieci, a zarazem coraz mniej otwarte dla osób starszych.
    kb/ rv

Zostaw odpowiedź