„Wszyscy, którzy we Mnie umierają, nie muszą lękać się nocy i ciemności”

3 listopada 2021, autor: Krzysztof Osuch SJ

+ „Skąd lęk przed oddaniem się w dobre ramiona Ojca i w życiu, i w godzinie śmierci?” „Wszyscy, którzy we Mnie umierają, nie muszą lękać się nocy i ciemności”

+ „Możesz wzrastać codziennie w miłości Boga i bliźniego albo kurczyć się pod naporem miłości własnej”.

+ „Wraz z Moim powierzeniem się w ręce Taty w chwili śmierci na Krzyżu – samo przejście duszy na tamten świat straciło swój okrutny oścień”.

+ „Odkąd zwyciężyłem przemoc śmierci, wszyscy, którzy we Mnie umierają,

nie muszą lękać się nocy i ciemności, ale spotykają w chwili zakończenia ziemskiego życia oślepiające Światło Prawdy, połączone z Bożym zapachem”.

*+*

„Nie zna śmierci Pan żywota, chociaż przeszedł przez jej wrota”  – pamiętasz dobrze, Moja mała, słowa tej pieśni?”

Tak, to na Twoje Zmartwychwstanie.

„To jest i dzisiaj, Moja drobinko. Pośród różnych swoich planów związanych z dniem dzisiejszym, zechciej postawić na pierwszym miejscu myśl o Moim, ale i twoim zmartwychwstaniu. Jeżeli razem z Chrystusem umarliśmy, wierzymy, że z Nim również żyć będziemy – tak ponieważ wasze życie i śmierć spoczywają w Moich dłoniach jako coś bardzo cennego; wszak stałem się waszym Bratem i Przyjacielem.

Śmierć, którą poniosłem jedynie na ciele, najmilsza, ona nie miała i nie ma nade mną władzy; czemu więc obawiacie się przyjść do Mnie, by mieć życie i to posiadać je w obfitości? Skąd lęk przed oddaniem się w dobre ramiona Ojca i w życiu, i w godzinie śmierci? Ukochana, jeśli pierwszym i najważniejszym przykazaniem jest: Słuchaj i kochaj zarówno Mnie jako Jedynego, jak i brata, którego widzisz, dlatego też możesz z ufnością, realizując Moje wskazania, oddać się Temu, który nie tylko podtrzymuje cię w istnieniu.

Moja drobinko, jesteś i żyjesz, a więc możesz wzrastać codziennie w miłości Boga i bliźniego albo, jak już mówiłem, kurczyć się pod naporem miłości własnej, jakże groźnej w swych skutkach, i stawać się karykaturą wykrzywionej, egoistycznej miłości i żądzy posiadania, która oczywiście z prawdziwą miłością nie ma nic wspólnego.

Nie dziw się nocnej walce, bo Mój przeciwnik nienawidzi świąt poświęconych pamięci o Niebie i waszym przyszłym zmartwychwstaniu. On, trwając w mroku i strasznych ciemnościach grzechu i nieposłuszeństwa, będzie owszem kultywował tematykę śmierci, ale na swój kłamliwy sposób, czyniąc ją jedyną panią rzeczywistości.

Wraz z Moim powierzeniem się w ręce Taty w chwili śmierci na Krzyżu – samo przejście duszy, jak mówicie, na tamten świat, straciło swój okrutny oścień. Stąd czytasz: Gdzież jest o śmierci twój oścień? Gdzie jest twoje zwycięstwo? Śmierć także została złożona pod stopy Syna Człowieczego, a zobaczycie jej ostateczną klęskę, gdy Ojciec przekaże królowanie na ziemi swemu Synowi i pokona wszelką władzę, zwierzchność i moc.

Odkąd zwyciężyłem przemoc śmierci, wszyscy, którzy we Mnie umierają, nie muszą lękać się nocy i ciemności, ale spotykają w chwili zakończenia ziemskiego życia oślepiające Światło Prawdy, połączone z Bożym zapachem. Oczywiście dla jednych jest to zapach wiodący ku życiu, dla innych jest zapachem śmierci – w zależności, czy w swym ziemskim życiu usiłowali zbliżyć się do Mojego Światła Ewangelii i Sakramentów Świętych, czy też uciekali przed nimi. […]

Po cóż jest wam Moje światło miłości? Wszak nie można chować go pod korcem, ale stawiać na świeczniku. Wiesz, Anetko, że nie musisz mówić, jak bardzo Mnie ukochałaś, ale masz świecić Moim Światłem Prawdy, nawet bez słów „.

Jak mam to zrobić?

„Otóż stań się przejrzysta, bo przez czyste szyby okienne można wiele zobaczyć; te zamazane nie pozwalają dostrzec piękna świata na zewnątrz. Kochając Mnie, zauważ tych, co znajdują się bardzo daleko Mojego Światła, lecz nie po to, aby ich oskarżyć czy osądzić. Pomóż im dostrzec, że nowa, darmowa i bezinteresowna miłość nosi imię Jezus. […]

„Trzeba szukać środków dotarcia. Posługujecie się swymi zmysłami, by odkrywać świat i poznawać jego tajemnice. Zbadaj więc, drobinko, który z waszych, zranionych przez grzech pierworodny, zmysłów lgnie najbardziej do Ewangelii Prawdy”.

Pewnie żaden…

„Dlaczego zatem Moja Miłość dotyka twoich oczu?”.

Nie wiem… Tak sam chciałeś…

„Zrozum, najdroższa, że zmysł wzroku jest bardzo wrażliwy na światło zarówno światło słońca, jak i Boże światło z góry. Na wielu stronach Pisma Świętego pojawia się motyw światła i zawsze niesie ono nową nadzieję i radość. „Niech Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa przeniknie wasze serca swoim światłem” – tak czytasz. A w innym miejscu pojawiają się słowa o olśniewającym Świetle, gdy na świat przychodzi Wcielone Słowo; w jeszcze innym czytacie o świetle z Nieba, co olśniło Szawła, prześladowcę Mego Kościoła.

Uwierz, maleńka, że zmysł wzroku jest związany z wnętrzem serca każdego człowieka. A więc mówimy o wzroku ciała i duszy, mocno ze sobą związanym. Zatem możesz, ukochana, przez święte życie promieniować Moim Światłem; i zobaczą to nawet Moi wrogowie czy też ci, co porzucili Mój Kościół i nie korzystają z Moich Sakramentów. Zapytasz: jak? Nie bój się, Duch Ojca Mego będzie mówił również bez słów przez ciebie. Oczywiście najpierw sama, bądź pełna radości Mego Zmartwychwstania. A więc zapal się, niczym świeca w rękach Syna Człowieczego, miłością Ojca i swego bliźniego; jest to jeden płomień, choć podwójny – dlatego też wyraźniejszy. On nigdy nie gaśnie.

Kocham cię i do miłości zapraszam ciebie i tych, co czytają te słowa. Amen”.

Może być zdjęciem przedstawiającym Ewa Dziaczyńska
Kategoria: Bez kategorii

Zostaw odpowiedź