W trosce o rozum i wiarę! – Emaus

7 kwietnia 2021, autor: Krzysztof Osuch SJ

Dwaj uczniowie (imię jednego znamy – Kleofas) bardzo szybko podjęli decyzję o opuszczeniu Jerozolimy. Dla nich skończyła się już piękna przygoda z Jezusem z Nazaretu. Ich rozczarowanie Jezusem było tak wielkie, że być może zadawali sobie pytanie – w głębi serca lub na głos – czy warto było dać się porwać wzbudzonej przez Niego nadziei. Może lepiej było Go nie poznać. W każdym razie nie mogli przestać o Jezusie myśleć i na Jego temat rozmawiać. To, co w związku z Nim przeżyli, było zbyt wspaniałe i bolesne, więc „rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło”.

W pierwszy dzień tygodnia dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze? Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało. Zapytał ich: Cóż takiego? Odpowiedzieli Mu: To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Tak, a po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli. Na to On rzekł do nich: O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały? I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego. Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił. Wszedł więc, aby zostać z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili nawzajem do siebie: Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?

W tej samej godzinie wybrali się i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, którzy im oznajmili: Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi. Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba.

Prawdopodobnie wszyscy w naszej drodze poznawania Jezusa Chrystusa i wiązania z Nim wielkich nadziei mamy za sobą co najmniej jeden podobny epizod. Bardziej prawdopodobne jest to, że podobnych rozczarowań… Jezusem mamy znacznie więcej. Pewno nieraz wydawało się nam, że to On był sprawcą boleśnie przeżywanego rozczarowania. Nie zachowywał się tak, jak należy. To znaczy, dokładniej mówiąc, nie spełniał naszych oczekiwań; odchodził, znikał, poddawał nas „niepotrzebnym” próbom. Milczał. Jego słowa i obietnice przestały budzić żywy oddźwięk w naszych umysłach i sercach. Więc cóż nam pozostało? Rozczarowani i cierpiący – obieraliśmy kurs na nasze Emaus. Dobrze znane miejsca, zajęcia, pasje, spełnienia, przyjemności, zabezpieczenia. Wszystko dobrze znane i pod naszą kontrolą. Nie jakieś tam odległe rzeczy i wartości – ulokowane w odległej przyszłości, w obszarze Tajemnicy, „w górze”.

  • Dziś wiemy, że wielki błąd (w pewnym sensie nieuchronny i wiele nas uczący) uczniów oddalających się od Jezusa w kierunku Emaus na tym polegał, że okazali się niecierpliwi. Zbyt szybko postanowili zamknąć „temat Jezusa”. – «Trudno, skoro dał się ukrzyżować, to nie ma co liczyć na Niego! Musimy znów zacząć liczyć na to, co dotąd pomagało nam żyć. I nie liczmy (naiwnie) na to, że mogą się w tym świecie ziścić te wielkie rzeczy, obiecane przez Jezusa w Jego przypowieściach».

Dziś jesteśmy mądrzy i w niejednym potrafilibyśmy skorygować myślenie i postępowanie owych smutnych uczniów. Ale to nie my jesteśmy od poprawiania. Sam Zmartwychwstały Pan zajął się dalszą edukacją swoich uczniów. Nie poczuł się urażony. Doskonale ich rozumiał. Postąpił z nimi, jak przystało na Boskiego Mistrza i Pedagoga. Owszem, powie im parę gorzkich słów (dziś już delikatniej tłumaczonych: „O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy!”). Ta, no jednak mocna przygana, też jest potrzebna, wtedy i dziś! Trzeba nam wiedzieć, że ani rozum mający trzeźwo poznawać i zgłębiać, ani ufna wiara w to, co mówi Ktoś godny wierzenia i zaufania – nie są mocną stroną nas ludzi. Któż bardziej ceni w nas i mądrzej oraz ofiarniej pielęgnuje ludzki rozum poznający i serce ufnie wierzące… niż sam Bóg-Człowiek, Jezus Chrystus?

  • Nie unośmy się pychą, gdy Dawca rozumu i zdolności wierzenia oraz ufania wytyka – im wtedy i nam dzisiaj – poważne braki w posługiwaniu się jedną i drugą zdolnością! Nie będę tego dowodził (bo widać to gołym okiem), że w naszych czasach zarówno rozum, jak i wiara są traktowane bardzo źle. W jakim sensie? A no w tym, że rozum może badać, mierzyć, opisywać – wszystko, co materialne i mierzalne, a nie wolno mu angażować się w poznanie samego Stwórcy całej Rzeczywistości, jakby ten akt poznawczy przynosił mu (rozumowi, człowiekowi) ujmę. Jakby mu w czymś poznanie Boga zagrażało.
  • Podobnie jest ze zdolnością okazywania zaufania i wiary. Można dziś coraz powszechniej wierzyć w każdą dowolną bzdurę, głoszoną przez sekty, jasnowidzów, wróżących z kart i fusów…, ale nie wolno – jakby to degradowało godność ludzkiej osoby – wierzyć w Logos, w Słowo Przedwieczne, które stało się Ciałem i bez Którego nic się nie stało, co się stało (por. J 1).

Wiem, że czytają te słowa osoby, które (przecież) używają rozumu (także) do poznawania swego Stwórcy i Ojca; wszyscy też ponawiamy akty ufnej wiary we wszystko, co dane nam jest jako objawione – odsłonięte w Jezusie Chrystusie. Bogu dzięki, że tak jest. Ale nie możemy zapomnieć o napierającym zagrożeniu, które uderza w możliwości rozumu i serca, woli. W każdym bądź razie Jezus – w końcu wobec pobożnych uczniów uciekających przed … Nim do Emaus – nie omieszkał wysunąć podwójnego zarzutu!

  • Skoro tak, to i my – pobożni, używający rozumu i wierzący – bądźmy czujni, aby nie dać sobie zabełtać w głowie sugestiami, że w tym świecie wszystko godne jest tego, by być poznane, oraz godne jest wiary i zaufania – z jednym wszelako wyjątkiem! A jest nim Bóg Stwórca i Jezus Chrystus – prawdomówny Objawiciel Ojca i człowieka.

Perykopa opisująca spotkanie Jezusa z uczniami idącymi do Emaus zawiera wiele wspaniałych pouczeń. Wszystko, co się wydarzyło wtedy, ma wartość paradygmatyczną – jest wzorcowe. Wciąż zatem obowiązuje jako prawo rządzące naszymi kontaktami z Panem Jezusem.

  • Myślę tu zwłaszcza o niczym niezastępowanej roli Słowa Bożego. Trzeba powracać do tego, co mówią Prorocy, i widzieć, jak ich zapowiedzi oraz obietnice spełniają się w Jezusie Chrystusie.
  • Trzeba też raz po raz odkrywać, że i Jezusowa droga do Ojca i wiecznej chwały, i nasza droga do tego samego celu – wiedzie przez cierpienie, trudy, próby…
  • Nade wszystko należy dać się poprowadzić do Wieczernika, do Eucharystii. W Niej jest – w ziemskim wydaniu – Pełnia Bożego udzielania Się nam. Eucharystia karmi nas, umacnia, daje przedsmak świętego zjednoczenia z Jezusem, a w Nim – z Trójcą Boskich Osób.

Więcej: EMAUS –Paschalna Droga i Słowo Boże

    AMDG et BVMH   o. Krzysztof Osuch SJ

Kategoria: Bez kategorii

Zostaw odpowiedź