Cierpliwe i pokorne szukanie Prawdy (28.XII)

27 grudnia 2020, autor: Krzysztof Osuch SJ

Człowiek bywa przymuszony, rzadko otwarcie, częściej na zasadzie wyrafinowanej manipulacji, lub sam decyduje się, by zrezygnować z poszukiwania Sensu swojego życia. Nie jest to łatwy sposób istnienia, gdy w swej osobowej głębi odczuwa się głód, właśnie sensu! Żeby jakoś znosić takie życie bez-Sensu, poznanego i zaakceptowanego, to trzeba sobie sprokurować dwie rzeczy…

Na początek rekolekcji ignacjańskich – 28 grudnia. A obecnie w roku 2020, 28 grudnia zaczynają się rekolekcje 8-dniowe on line. Uczestniczy w nich blisko 20 osób.

Cierpliwe i pokorne szukanie Prawdy

 Każda osoba to osobny i wieki świat! Naprawdę wielki. Gdyby tak przyjrzeć się naszym ostatnim kilku dniom i spróbować je opisać… Ileż rzeczy trzeba by powiedzieć… Ile wydarzeń, ile uczuć o różnej barwie i skali: od smutku po wielką radość, od przygnębienia po wielkie uniesienie… A gdyby tak ogarnąć całe nasze życie i wszystkie przeżycia, wszystkie relacje i powiązania… Okazałoby się, że nasze światy są ogromne, skomplikowane i tajemnicze, w pewnym sensie nieprzeniknione.

A gdyby popatrzeć jeszcze szerzej i ogarnąć ludzką rodzinę i całą historię z jej wszystkimi problemami, to stanęlibyśmy wobec ogromu, który przerósłby nas pod każdym względem! Trudno byłoby to wszystko ogarnąć, a jeszcze trudniej rozpoznać (ostateczny i trwały) SENS przywołanej rzeczywistości!

– Ale czy jest nam to potrzebne? Tak, jak najbardziej. Jeśli tylko zatrzymujemy się i uciszamy (lub „coś” nas w biegu zatrzymuje), to odkrywamy w sobie wielkie pragnienie: by odkryć Sens zarówno własnego życia, jak i całej ludzkiej historii! Chcemy poznać znaczenie tego wszystkiego, w czym uczestniczymy i co czynimy! Jeśli człowiek nie odkryje znaczenia tego, co czyni (z własnej woli czy jakoś wciągnięty w tryby różnych zobowiązań i uwarunkowań), to wcześniej czy później popaść musi w przygnębienie, smutek, a nawet rozpacz… No chyba że zaaplikuje sobie takie czy inne znieczulacze (lub też powierzchowna czy, wg określenia min. Milczanowskiego, „francowata” cywilizacja to mu natrętnie i zapobiegliwie narzuci).

Są dwa, zasadniczo różne, sposoby radzenia sobie z głodem Sensu.  

Jeden polega na tym, że człowiek zostaje przymuszony (rzadziej otwarcie, częściej na zasadzie wyrafinowanej manipulacji) lub sam decyduje się na to, by zrezygnować z poszukiwania Sensu swojego życia. Nie jest to łatwy sposób istnienia (na zasadniczym głodzie!) Żeby jakoś znosić takie życie bez-Sensu (poznanego i zaakceptowanego), to trzeba sobie sprokurować dwie rzeczy.

Przede wszystkim siebie trzeba zredukować, czyli pomniejszyć do czegoś tam właśnie pomniejszego, banalnego, zamkniętego w kręgu ulotnej doczesności… A po tym zabiegu koniecznie należy wyszukać sobie coś, co jakoś zadowoli, nasyci i zaspokoi tego właśnie pomniejszonego człowieka! Na ogół jest to kilka rzeczy: z reguły mniej czy więcej przyjemności zmysłowych i określony stan posiadania, który ma zagwarantować szczęście (niby to najzupełniej) satysfakcjonujące człowieka, uprzednio odpowiednio spreparowanego – zredukowanego, pomniejszonego!

Drugi sposób radzenia sobie z wielką potrzebą i pragnieniem Sensu – to cierpliwe i pokorne szukanie Prawdy, która potrafi rozświetlić tajemnicę naszego istnienia. To Jezus Chrystus – także niosący Jego Orędzie Kościół – jest znakomitym przewodnikiem ku Pełni Prawdy o człowieku! Jezus powiedział o Sobie, że jest Drogą, Prawdą i Życiem (por. J 14, 6)! On jest prawdziwą drogą do Życia! My, podejmujący znaczny wysiłek modlitwy rekolekcyjnej, prawdopodobnie dobrze o tym wiemy, a jednocześnie mamy niedosyt Prawdy, która – jak się spodziewamy – powinna jeszcze bardziej rozjaśnić i rozradować nasze codzienne i zwyczajne życie. Tak, mamy niedosyt także Życia! Mając ten bolesny (a i błogosławiony) niedosyt Prawdy, Życia i Sensu, szukamy nadal, szukamy wciąż, szukamy więcej! Szukamy drogi do Prawdy, Życia i Sensu.

Rekolekcje ignacjańskie – w czasie każdego z czterech tzw. „tygodni”, trwających na ogół po …osiem dni – wprowadzają w coraz bliższy i pełniejszy kontakt z JEZUSEM!

To kontakt z CHRYSTUSEM jest najważniejszy, rozstrzygający. Jest tak dlatego, że w Nim spotykamy najpełniejszą wypowiedź Boga o Nim Samym, a zarazem najważniejszą wypowiedź Trójjedynego Boga o człowieku. Bóg Ojciec najdoskonalej wypowiada Siebie w Synu Przedwiecznym, który stał się Człowiekiem dla naszego zbawienia (jak wyznajemy to w Credo)!

Istotnie, Jezus jest Pełnią Bożego Objawienia. Z tej Pełni możemy wziąć „Wszystko”, co Bóg tak hojnie i łaskawie daje! Jednak nie da się wziąć wszystkiego naraz, i nie da się brać tych wielkich darów Bożych – jakkolwiek (by nie powiedzieć byle jak)! Św. Ignacy dzieląc się tym, co sam od Boga otrzymał, pomoże nam dobrze usposobić się do przyjmowania „łaski po łasce”, w pewnym porządku, który z „góry” zstępuje.

Przyjmując program rekolekcji, wczytując się w Uwagi wstępne do Ċwiczeń duchownych – okażemy naszą dobrą wolę, cierpliwość i pokorę w otwieraniu się Pełnię Dobra i Prawdy zaofiarowanej nam w Jezusie Chrystusie.

W naszych postawach właściwych rekolekcjom ignacjańskim chcemy też niejako naśladować, zwłaszcza tuż po Bożym Narodzeniu, klimat duchowy Nazaretu i Świętej Rodziny. Ojciec święty Paweł VI rozmyślając nad wymową Nazaretu, nauczał przed laty, żeby pobierać zeń przede wszystkim lekcję milczenia.

„Niech się odrodzi w nas szacunek dla milczenia, tej pięknej i niezastąpionej postawy ducha. Jakże jest nam ona konieczna w naszym współczesnym życiu, pełnym niepokoju i napięcia, wśród jego zamętu, zgiełku i wrzawy. O milczenie Nazaretu, naucz nas skupienia i wejścia w siebie, otwarcia się na Boże natchnienia i słowa nauczycieli prawdy; naucz nas potrzeby i wartości przygotowania, studium, rozważania, osobistego życia wewnętrznego i modlitwy, której Bóg wysłuchuje w skrytości”(Liturgia Godzin, Urocz. Świętej Rodziny, s.379).

A patrząc dzisiaj m.in. na Heroda,

widzimy jak ten człowiek powodowany jest żądzą władzy i tego wszystkiego, co władza mu zapewnia; z drugiej zaś strony widać, jak włada nim okropny strach!

– Kto wyprowadzi go z błędu?

Św. Kwodwultdeus tak wczuwa się w odczucia Heroda i daje mu parę dobrych rad:

„Trwoży się Herod, kiedy Mędrcy zwiastują mu narodziny Króla, i by nie utracić królestwa, chce zgładzić Dziecię; a przecież gdyby w Nie uwierzył, nie potrzebowałaby się lękać na ziemi i życie wieczne stałoby się dla niego wiecznym panowaniem. Czemu więc trwożysz się, Herodzie, słysząc o narodzinach Króla? Nie przychodzi On, by cię pozbawić panowania, lecz by pokonać szatana. A tego nie rozumiesz, więc się lękasz i srożysz. Chcesz zgładzić Tego jednego, którego poszukujesz, i stajesz się okrutnym mordercą wielu dzieci” (LG, Boże Narodzenie,1018).

– Fatalny błąd Heroda niech nam posłuży za przestrogę.

Nie lękajmy się Króla, który stał się słabym, bezbronnym Dziecięciem, by jak najbardziej uprzystępnić nam MIŁOŚĆ Ojca! Ta Miłość pragnie uwolnić nas całkowicie od wpływu szatana!

Ta Miłość pragnie uwolnić nas od grzechu i śmierci.

Mocno i wielce obiecująco mówi o tym św. Jan.

W jego słowach możemy dojrzeć program rekolekcji (i po prostu życia zbawionego, z sensem).

Nowina, którą usłyszeliśmy od Jezusa Chrystusa i którą wam głosimy, jest taka:

Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności.

Jeżeli mówimy, że mamy z Nim współuczestnictwo,

a chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie postępujemy zgodnie z prawdą.

Jeżeli zaś chodzimy w światłości, tak jak On sam trwa w światłości,

wtedy mamy jedni z drugimi współuczestnictwo, a krew Jezusa, Syna Jego, oczyszcza nas z wszelkiego grzechu.

Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy.

Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, [Bóg] jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości.

Jeśli mówimy, że nie zgrzeszyliśmy, czynimy Go kłamcą i nie ma w nas Jego nauki.

Dzieci moje, piszę wam to dlatego, żebyście nie grzeszyli.

Jeśliby nawet ktoś zgrzeszył, mamy Rzecznika wobec Ojca – Jezusa Chrystusa sprawiedliwego.

On bowiem jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy i nie tylko za nasze,

lecz również za grzechy całego świata (1 J 1,5-2,2).

Częstochowa, 28. 12. 2012      AMDG et BVMH       o. Krzysztof Osuch SJ

Komentarze

komentarze 3 do wpisu “Cierpliwe i pokorne szukanie Prawdy (28.XII)”
  1. Anonim pisze:

    Przy słowie „Prawda” pojawia się wiele natchnień i skojarzeń… Dla mnie jednym z pierwszych jest myśl św. Edyty Stein:

    „Kto szuka PRAWDY, szuka BOGA, choćby sam o tym nie wiedział..”

    Druga to myśl związana nieodłącznie z fundamentem ĆD, które bardzo polecam:

    Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy (J 16,13)

    A w On i ja taki:
    1148. „Tak, jestem Prawdą.
    Grzech jest kłamstwem, błędem, ciemnością.
    Każda cnota jest prawdą. Pragnienie Dobra, praca dla Sprawiedliwości, Prawdy.

    Zobaczysz później, że tylko Prawda się liczy, bo liczy się tylko Bóg. Nie przywiązuj więc żadnej wagi do tego wszystkiego, co nie jest Mną. Pomimo pozorów przyjemności, szczęście jest tylko we Mnie.

    Stwarzając człowieka umieściłem w jego wnętrzu poczucie prawdy, bo stworzyłem go na mój obraz. Gdy grzeszy on przeciw swemu sumieniu, traci moje podobieństwo i staje się nikczemny. Dusza, która przez ofiary i wysiłki stara się zbliżyć do Mnie, zyskuje jakby nowe podobieństwo do Mnie. Są tacy, którzy tak mocno naśladowali słodkie Oblicze Chrystusa, że ukazali się w niebie jakby drugi On. Jakąż chwałę przynoszą z sobą!
    Bo każdy z waszych czynów ma swój oddźwięk w niebie lub w piekle. To są wielkie prawdy.

    Rozważaj je na moim sercu. Trzymaj się pod moim spojrzeniem, moja córeczko. Idę za tobą, bo cię kocham”.

  2. Zofia pisze:

    W piękne, umacniające (dziękuję Ojcu!) treści tego wpisu o wadze poznawania Sensu w naszym życiu, wpisuje się myśl – rada kapłana prowadzącego rekolekcje uzdrowienia wewnętrznego, którą już kiedyś dzieliłam się na blogu. Kapłan ów w recepcie dla osób cierpiących różnego stopnia nerwice, depresje, acedię itp dolegliwości (wynikające przecież z choroby ducha), zaleca m.in. staranie o zetknięcie się z Prawdą w jakikolwiek dostępny sposób – np.czytanie duchowe (najlepiej Biblia) , słuchanie rekolekcji. wpatrywanie się w ikonę, rozmowa z osobą duchową. (na marginesie – ciekawe, że drugą radą było podjęcie jakiejś formy ascezy, ale pozostałych nie pamiętam).

    Z utratą poczucia Sensu wiążą się wszelkiego rodzaju zniewolenia człowieka i w ogóle utrata człowieczeństwa. Wspomina o tym Ojciec w jednej ze swoich książek (nie pamiętam w której), przytaczając tzw triadę Frankla, czyli trzy fazy stanu psychicznego człowieka, który żyje bez odniesienia do Stwórcy, a są to (o ile dobrze pamiętam): lęk – uzależnienie od czegokolwiek – depresja/agresja i zupełna destrukcja.

    Na niezwykle ciekawe ujęcie tego zagadnienia, filozoficznie ujęte przez księdza prof. Tadeusza Guza, natknęłam się właśnie wczoraj pod adresem, który pozwalam sobie przytoczyć poniżej:

    https://www.youtube.com/watch?v=j9QuQ2itbMI

  3. Pewno wszyscy przeczuwamy (nawet już jakoś wiemy), że w tajemnicy (rzeczywistości) Syna Bożego dla nas WCIELONEGO kryje się (i odsłania, udziela) wielkie DOBRO. Właściwie nie do ogarnięcia, a jednocześnie można je (osobiście i na skalę cywilizacyjną, społeczną) zbanalizować, małodusznie „oswoić” czy zredukować do paru okolicznościowych „gadżetów” lub sentymentalnych wspomnień…

    Tak, i powyższe rozważanie (także inne z tego okresu), i poniższy dłuższy cytat z o. Gabriela OCD – chcą nam pomóc DYSPONOWAĆ swoją osobową głębię do odbioru i czerpania obficie z DARU Zbawienia danego nam w JEZUSIE… Wszyscy potrzebujemy wielu „lekcji”, pomocy, podejść, ujęć…, by w ciszy i modlitewnym skupieniu przyswajać sobie (kolejny raz) Boga, który karmi nas Miłością, Sensem, Mocą z góry…

    Płacić miłością
    W narodzeniu Twoim, o Panie, składamy Ci hołd hymnem chwały i miłości (LG)

    „On, istniejąc w postaci Bożej… ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi” (Flp 2, 6–7). Słowo odwieczne, aby zjednoczyć się z naturą ludzką, ukryło swoje Bóstwo, majestat, moc, mądrość nieskończoną: oto Boskie Dzieciątko nie umie mówić, nie może się poruszać, we wszystkim zależy i wszystkiego oczekuje od swojej matki, swojego stworzenia.

    Prawdziwa miłość pokona każdą trudność, dostosuje się do każdej okoliczności, podejmie każde wyrzeczenie, byle tylko zjednoczyć się z tym, kogo miłuje. Jeśli człowiek pragnie zjednoczyć się z Bogiem, musi iść drogą podobną do tej, którą przebyło Słowo, jednocząc się z naturą ludzką: drogą nadzwyczajnego uniżenia i bezmiernej pokory! Oto otwiera się przed nami droga całkowitego wyrzeczenia, „droga nic”. „Wszystko i nic, wszystko i nic!” Oto kołysanka, jaką św. Jan od Krzyża wyśpiewuje Bogu wcielonemu: „By dojść do posiadania wszystkiego, nie chciej czegoś posiadać w niczym… bo jeśli chcesz mieć coś we wszystkim, nie posiądziesz w Bogu twojego czystego skarbu” (Dr. I, 13, 11–12), Bóg będzie wszystkim, jedynym skarbem duszy, kiedy ona, chcąc posiąść Go, potrafi wyrzec się wszelkiego dobra ziemskiego i siebie samej w duchu doskonałego ubóstwa i pokory. W obliczu uniżenia Słowa przedwiecznego program ten nie może wydawać się zbyt twardy i wymagający. Dla tego, kto kocha Jezusa, nie ma nic bardziej łatwego czy upragnionego, jak naśladować Go i upodobnić się do Niego. By odpłacić Mu za miłość nieskończoną i okazać naszą miłość, nie będzie za wiele ogołocić się wielkodusznie ze wszystkiego, co może spowodować niepodobieństwo czy umniejszyć nasze zjednoczenie z Nim. A przede wszystkim należy ogołocić się z egoizmu, z pychy, próżności, pragnienia, by nas szanowano. O, jakiż to krzyczący kontrast między ambitnymi wymaganiami człowieka a wzruszającą pokorą Słowa wcielonego! „Niech was ożywia to dążenie; ono też było w Chrystusie Jezusie — mówi św. Paweł. — On istniejąc w postaci Bożej… ogołocił samego siebie” (Flp 2, 5–7). Któż nie odpłaci miłością Temu, kto go tak miłuje, współzawodnicząc z Jego miłością?

    *** O Boże, Stworzycielu, uczyń mnie godną Twojej głębokiej i najgorętszej miłości; daj, abym mogła pojąć tę miłość niewysłowioną, jaką nam dałeś, dając nam Syna we Wcieleniu i kiedy Syn objawił się nam. O przedziwna i słodka Miłości, w Tobie prawdziwie jest wszelki smak, wszelka słodycz i radość! Kontemplacja tej miłości podnosi dusze ponad świat i utrzymuje ją ponad sobą w stanie pokoju i ciszy (bł. Aniela z Foligno).

    *** O Panie, otrzymawszy tyle niezliczonych dowodów miłości od Ciebie, dusza pragnie choć w czymkolwiek za nie się odpłacić. Szczególnie wzrusza ją to, że Ty, prawdziwy Miłośnik, nigdy jej nie opuszczasz, lecz zawsze jesteś przy niej, dając jej byt i życie. Rozum przekonywa ją, że nigdy nie znajdzie lepszego przyjaciela… że świat jest pełen fałszu i kłamstwa, a uciechy, którymi nęci ją diabeł, są nieustającym źródłem trosk, utrapień i przeciwności… Ale niestety, Panie i Boże mój, panujący na świecie obyczaj próżności i widok ludzi za nim idących wszystko niweczy. Taka bowiem w nas martwa wiara, że raczej wierzymy w to, co widzimy, niż w to, czego ona naucza. Wielką nędzę cierpią ci, którzy żyją oddani wyłącznie tym rzeczom widzialnym… o Panie mój, jak bardzo tu potrzebna jest pomoc Twoja, bez której nic uczynić nie możemy. Nie dopuszczaj tego, przez wielkie miłosierdzie Twoje, by dusza uległa oszukaniu diabelskiemu, opuszczając drogę, na którą weszła! Użycz jej potrzebnego światła, aby poznała, że w wytrwałości leży całe jej dobro (św. Teresa od Jezusa: Twierdza wewnętrzna II, 4–6).

    O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
    Żyć Bogiem, t. I, str. 160

Zostaw odpowiedź do Krzysztof Osuch SJ