Zażegnany kryzys wiary

13 grudnia 2020, autor: Krzysztof Osuch SJ
Obraz może zawierać: Ewa Dziaczyńska, na zewnątrz
Kryzys wiary w Jezusa, dotykający samego Jana Chrzciciela, jest wielce pouczający. Przyczyna kryzysu była bardzo konkretna. Jan, o którym Jezus wydał najwspanialsze świadectwo, został poddany brutalnej represji. Herod wtrącił go do więzienia. Miały prawo nachodzić Jana różne czarne myśli… Poddany przemocy, mógł pogrążyć się w trwodze i zwątpieniu. On jednak szukał ratunku. Wysłał poselstwo do Jezusa i to wcale nie po to, by „żądać” cudownego uwolnienia. Nie. Stawką w inicjatywie Jana było upewnienie się, że Jezus jest Mesjaszem!
Wysłannicy zadali Jezusowi sakramentalne pytanie: «Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?». A Jan czekał na odpowiedź z drżeniem serca. Odpowiedź, choć nieco zaszyfrowana, była dla Jana zrozumiała i wymowniejsza niż proste: Tak albo Nie. Jan doznał ulgi i zadowolenia (jak starzec Symeon w świątyni), gdy usłyszał: «Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci zostają oczyszczeni, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto nie zwątpi we Mnie». Reszta Janowych dni w więzieniu (przed egzekucją) upłynęła na rozważaniu i radowaniu się czynami Mesjasza i Emmanuelem – Bogiem pośród ludzi. Nawet śmierć jest Mu poddana!
Jan zasłużył na miano błogosławionego. Zachwiał się, ale szukał oparcia w świadectwie Mistrza. Udręki więzienia przewyższał cudny widok spełniających się mesjańskich obietnic Starego Testamentu. Tak, widok to wspaniały i krzepiący, gdy widzi się (i słyszy), jak Mesjasz odnawia dzieło Stworzenia, zwłaszcza człowieka!
Ten sam Widok – tyle że pełniejszy i mocniej ku Niebu porywający – rozpościera się dziś przed nami. Czy jednak wpatrujemy się weń otwartym umysłem i sercem? Ile zajmuje nam to czasu (konkretnie)? Bóg niewyobrażalnie wspaniale angażuje Swą Miłość we mnie (w każdą osobę). Trzeba jednak chcieć ją poznawać i chłonąć. I szczerze – „ze wszystkich sił” – odwzajemniać. To tak dzieje się cud zbawienia. I wzbiera radosny śpiew. Osiągamy radość i szczęście, ustępuje smutek i wzdychanie.
Te bezcenne dobra są na wyciągnięcie ręki. W Kościele. W Adwencie. W całym Roku Liturgicznym. W modlitwie, Eucharystii, w akcie ufnej wiary.
I sama dzisiejsza ewangelia z Jana:
(J 1, 6-8. 19-28)
Pojawił się człowiek posłany przez Boga – Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz został posłany, aby zaświadczyć o światłości. Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: „Kto ty jesteś?”, on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: „Ja nie jestem Mesjaszem”. Zapytali go: „Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem?” Odrzekł: „Nie jestem”. „Czy ty jesteś prorokiem?” Odparł: „Nie”. Powiedzieli mu więc: „Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie?” Powiedział: „Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak rzekł prorok Izajasz”. A wysłannicy byli spośród faryzeuszów. i zaczęli go pytać, mówiąc do niego: „Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem?” Jan im tak odpowiedział: „Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała”. Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu.
Kategoria: BÓG,JEZUS,miłość

Zostaw odpowiedź