Chrystus Król – odporny na drwiny

21 listopada 2020, autor: Krzysztof Osuch SJ

Do dziś trwa dramat rozpoznawania, jakim Królem jest Jezus. Ludzie wciąż bardzo różnie zachowują się wobec Chrystusa Króla, który objawia, że nie jest stąd i który na każdej karcie Ewangelii okazuje, że trzeba przejść przez ziemię i historię, nie próbując zatrzymywać w niej siebie czy nawet samego Jezusa…

Gdy Jezus mówi z całą mocą, że On jest naszą Paschą – że umożliwia nam bezpieczne przejście do Domu Ojca nad przepaścią śmierci, nicości i rozpaczy, to niemało jest takich (także dzisiaj), którzy nie dowierzają, wpierają się w ziemię czy wręcz drwią z Jezusa i Jego Kościoła. Organizują walkę z Jezusem, Kościołem  z wyznawcami Chrystusa. Dwoją się i troją, by Jezusa kulturowo przemilczać i eliminować.

Gdy ukrzyżowano Jezusa, lud stał i patrzył. Lecz członkowie Wysokiej Rady drwiąco mówili: Innych wybawiał, niechże teraz siebie wybawi, jeśli On jest Mesjaszem, Wybrańcem Bożym. Szydzili z Niego i żołnierze; podchodzili do Niego i podawali Mu ocet, mówiąc: Jeśli Ty jesteś królem żydowskim, wybaw sam siebie. Był także nad Nim napis w języku greckim, łacińskim i hebrajskim: To jest król żydowski.

Jeden ze złoczyńców, których [tam] powieszono, urągał Mu: Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas. Lecz drugi, karcąc go, rzekł: Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił. I dodał: Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa. Jezus mu odpowiedział: Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju (Łk 23, 35-43).

Prawdziwy Król

W życiu Jezusa bywały takie momenty, kiedy lud chciał Go obwołać królem Izraela. W dążeniu ludu można dojrzeć trafną intuicję wiary, nawet jeśli zakłócał ją motyw dość przyziemny. Po prostu chcieli mieć króla, który wiele potrafi. Czyż chleb, zazwyczaj wypracowywany w pocie czoła, z Jego woli nie był pomnażany w cudowny sposób, sycąc głód tysięcy…

Także uczniowie Jezusa, kierując się głębszym poznaniem Mistrza, przynajmniej jeden raz potraktowali Go po królewsku, gotując iście królewski wjazd do Jerozolimy, i to na krótko przed Męką:

Gdy jechał, słali swe płaszcze na drodze. Zbliżał się już do zboczy Góry Oliwnej, kiedy całe mnóstwo uczniów poczęło wielbić radośnie Boga za wszystkie cuda, które widzieli (Łk 19, 37). W stronę Jezusa głośno wołali: Błogosławiony Król, który przychodzi w imię Pańskie.

Takie zachowanie uczniów bardzo nie podobało się faryzeuszom; próbowali wywrzeć presję na Jezusie, by zabronił tłumom tak Go nazywać. Jezus jednak zamiast ulec naleganiom faryzeuszy, wypowiedział znamienne zdanie: Powiadam wam, jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą.

  • Te słowa Jezusa uprawniają do stwierdzenia, że uważał On Siebie za prawdziwego króla, który jednak swe panowanie pojmuje całkiem inaczej niż ziemscy królowie…
  • Swą królewską godność Jezus potwierdził najdobitniej wobec Piłata i wszystkich świadków wiekopomnej rozmowy-przesłuchania. Jezus zapytany: czy jest Królem żydowskim?, odpowiedział wprost i jednoznacznie: Tak, jestem Królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie (J 18, 37).

Misja Jezusa to dać świadectwo Prawdzie: o Bogu Ojcu, o człowieku, a także o naturze Królestwa Bożego. O tym ostatnim mówił jasno, że nie jest ono z tego świata (por. J 18, 36).

Logika przeciwników Jezusa

Jezus w całej swej publicznej działalności napotykał na zdecydowany opór przeciwników, którzy do końca pozostali nieprzejednani i ślepi na to wszystko, co tak wyraźnie wskazywało na wyjątkową godność Mistrza z Nazaretu. Słysząc o nauce Jezusa i czynionych przez Niego niezwykłych cudach, oponenci musieli poważnie zastanawiać się, jak Go potraktować. 

  • „Fenomen” Jezusa domagał się, by przypomnieć sobie wielkie proroctwa, obiecujące przyjście Mesjasza-Króla, i skojarzyć je właśnie z Nauczycielem z Nazaretu. No może jedynie skrajne ubóstwo Jezusa mogło – w bardzo ludzkim rozumieniu – świadczyć przeciw Jego wyjątkowości, ale poza tym tajemniczym ubóstwem jawił się On jako ktoś naprawdę wyjątkowy. Jego władzy poddawały się żywioły przyrody i wszelkie możliwe choroby oraz złe duchy. To, że Jezus ważył się rozgrzeszać; że potrafił wskrzeszać; że pociągał za sobą tłumy i pocieszał je w sposób tak skuteczny – to wszystko winno uruchomić bardzo poważną refleksję religijno-teologiczną, której owocem powinno być nawrócenie i przylgnięcie do Jego Osoby.

Można przypuszczać, że przeciwnicy Jezusa (uczeni w Piśmie, faryzeusze i arcykapłani) musieli niejeden raz przeżywać poważną rozterkę. Jest prawdopodobne, że nasunęła im się i taka myśl (będąca w istocie okrutnym eksperymentem), żeby poddać Jezusa decydującej próbie – ogniowej próbie męki i śmierci. Jeśli poradzi On sobie z przemocą i zadanym Mu bólem oraz śmiercią, to Go uznają. A jeśli nie, to stanie się oczywiste, że jest On zwodzicielem i kimś słabym. Ot zwykły śmiertelnik, który zapewne tylko jakąś nieczystą mocą dokonywał tych niezwykłych rzeczy.

Wiemy dobrze, że wrogowie Jezusa – obstając przy swej tępocie umysłów i zatwardziałości serc – poddali Go radykalnej próbie. Urządzono Mu wieloetapowy proces. Znamy jego przebieg. Były w nim fałszywe świadectwa i niesprawiedliwy wyrok, wydany zarówno przez Wysoką Radę, jak i władzę rzymską. A potem była straszna męka, która w bardzo krótkim czasie wyniszczyła Jezusa i skrajnie Go upokorzyła. Okrutne poniżenie miało zostać dopełnione hańbiącym przybiciem Jezusa do drzewa krzyża. I (niemal) wszystko stało się tak, jak sobie wykalkulowali. Jezus bezbronnie zawisł na drzewie krzyża.

  • Przyjaciele Jezusa i wszyscy Jego wyznawcy (których grono gwałtownie zmalało) byli przerażeni i pełni bólu. Zostali zmuszeni do milczenia.
  • Natomiast przeciwnicy Jezusa zdawali się triumfować. Zgiełkliwie bluźnili i bezczelnie prowokowali Jezusa, domagając się, żeby zstąpił z krzyża, jeśli naprawdę jest Synem Bożym.
  • W ich zachowaniu można dopatrzeć się pewnej logiki, strasznej logiki, która chyba i nam się przytrafia…

Popatrzmy dokładniej. Zgromadzeni pod krzyżem przeciwnicy Jezusa poznali Go w ciągu paru lat również  jako kogoś potężnego w mowie i w czynie. Byli Mu wprawdzie cały czas przeciwni i nie wierzyli w Niego, ale teraz chcą Mu dać swoistą szansę. „Dociskają” Go do muru śmierci i jednocześnie odwołują się do Jego wyjątkowych możliwości. Rozumują, jak im się zdaje, bardzo realistycznie i dają temu jasny wyraz: Innych wybawiał, niechże teraz siebie wybawi, jeśli On jest wybrańcem Bożym. Do członków Wysokiej Rady przyłączyli się żołnierze, którzy rozumują podobnie: Jeżeli Ty jesteś królem żydowskim, wybaw sam siebie!

  • Tak więc przeciwnicy Jezusa nie tylko cynicznie drwili, ale też prowokowali Jezusa, żądając, by pokazał, co potrafi.
  • Gdzieś, rzec można, na dnie serca liczyli się z taką możliwością, że ten zhańbiony (a jednak wyjątkowy) skazaniec pokaże  – i to właśnie w najbardziej krytycznym momencie – swoją niezwykłą moc, tyle razy wcześniej manifestowaną. A może zechce (o ile potrafi) spektakularnie wyrwać i uratować Siebie z zalewających Go wód śmierci?

Jezus – całkowicie poddany zbawczej woli Ojca – nie wszedł w logikę prowokatorów. Respektu dla Siebie i wiary w Jego zbawczą misję na rzecz ludzkiej rodziny nie obronił przez zstąpienie z krzyża! Jedynie wypowiedział siedem wielkich słów (krótkich zdań, pełnych treści), a poza tym cierpiąc, milczał. Składał – mocą Boskiej Miłości – zbawienną dla wszystkich Ofiarę pojednania między nami ludźmi wszystkich pokoleń i Bogiem Ojcem.

Trzeba umierać, by żyć

Tak, życie Jezusa dobiegało końca, a prowokacyjne wrzaski Jego przeciwników stawały się coraz cichsze. W ich sercach pozostało, w końcu, poczucie nie tyle triumfu, co raczej zawodu, goryczy. Oto otarli się o potęgę i możliwości kogoś naprawdę Wyjątkowego! Ale – mogli sobie myśleć – nie na tyle wyjątkowego i potężnego, by poradził sobie z precyzyjnie zadaną Mu przemocą i z hańbiącą Go śmiercią. Prowokatorzy spod krzyża – pewno także i w naszym imieniu – szukali lekarstwa na słabość człowieka, która najradykalniej i najboleśniej dotyka każdego w śmierci.

Niestety, Ten, po którym można było się spodziewać spektakularnego triumfu nad wszelką okrutną przemocą i brutalnością śmierci, też uległ. On też okazał się bezradny. Przegrał jak wszyscy. I w dodatku milczy. Nie reaguje na słowne prowokacje. Zatem jest On albo kompletnie bezradny – i teraz widać to jak na dłoni – albo ma jeszcze coś w odwodzie.

  • My, wierzący w Chrystusa, wiemy, że klęska Jezusa – tak widoczna w Jego śmierci na krzyżu – jest pozorna.
  • Jeszcze tylko nieco czasu upłynie, zaledwie kilkadziesiąt godzin, a Męka i Krzyż Pana Jezusa okażą się miejscem i czasem (niemal już) definitywnego boju i Zwycięstwa…  

Moc zbawcza Boga

My dziś wiemy to już z całą pewnością wiary, że Moc zbawcza Boga właśnie na Krzyżu – w Jezusie Chrystusie – osiągnęła swoje apogeum, choć wykazać tego nie potrafimy „językiem” właściwym matematyce. Milczenie Jezusa na krzyżu wobec prowokujących Go przeciwników – jeśli odczytywać je z perspektywy Zmartwychwstania Jezusa – jest dla nas wielkim pouczeniem. Całe zachowanie Jezusa w Męce – jeśli odczytywać je poprzez cud Zmartwychwstania Jezusa – jawi się nam jako wielki drogowskaz, dany na całe życie, każdemu i każdej, wszystkim pokoleniom.

  • Jezus, brnący do Domu Ojca przez wyniszczającą Go Mękę i Śmierć, mówił wtedy zebranym na Golgocie i mówi to dzisiaj także nam, że nie należy się zatrzymywać ani cofać!
  • Że trzeba umierać!
  • Że trzeba iść dalej, do końca, który za sprawą wszechmocy Boga Ojca odsłoni się jako początek nowego życia w Bogu.
  • Jezus przekonuje nas, że nie należy lękać się wyniszczenia obecnej formy życia.
  • Zapewnia, że na drugim brzegu procesu obumierania i śmierci czeka na nas Ojciec z otwartymi ramionami.
  • On mocno pochwyci nas i przygarnie z wielką Miłością.

Pojmuje to… Złoczyńca

Krótka rozmowa Jezusa z Dobrym Łotrem odsłania, o co tak naprawdę chodzi w dopalającym się życiu Jezusa, a także dwóch łotrów też powieszonych na drzewie krzyża.

  • Z jednej strony widać, że Jezus nie ma nic do powiedzenia tym, którzy Go bezczelnie prowokują i żądają zawrócenia z drogi, która, jak się okazuje, ma jeden kierunek: ku Ojcu, ku wiecznemu przebywaniu w Domu Ojca!
  • Z drugiej strony widać, że Jezus ma bardzo dużo do zaofiarowania biednemu złoczyńcy, którego życie kończy się też w strasznej męce. Jezus, w odpowiedzi na jego akt wiary i prośbę: Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa, złożył mu uroczystą obietnicę: Jezus mu odpowiedział: Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju (Łk 23, 42-43).

Milczenie Jezusa wobec złorzeczących Mu i prowokujących Go nie było milczeniem obrażonego Króla ani też milczeniem kogoś radykalnie niemocnego i pokonanego. Było to milczenie kogoś, kto po prostu nie jest z tego świata; Kogoś, kto całym sobą okazuje, że i Jemu, i nam wszystkim potrzeba iść dalej, poza obecny czas i znany nam sposób bytowania na ziemi.

Jeśli Eucharystię nazywamy Paschą, czy Pamiątką Paschy Pana, to mamy na myśli właśnie to wielkie Przejście – przez bramę śmierci do Pełni Życia w Bogu.

  • Nasz Król i Ten z Krzyża, i Ten z Apokalipsy – naprawdę nie jest z tego świata!
  • Jego wolą i misją nie jest (jedynie) osładzanie nam udręk doczesnego życia; On realizuje wielki plan Ojca, by przeprowadzić nas z tej ziemi do Królestwa, które tu jest nam zwiastowane, ale nie stąd pochodzi i nie tu się dopełnia.

 A my, a ja?

Do dziś trwa dramat rozpoznawania, jakim Królem jest Jezus Chrystus. Ludzie wciąż bardzo różnie zachowują się wobec Chrystusa Króla, który objawia, że nie jest stąd i który na każdej karcie Ewangelii okazuje, że trzeba przejść przez ziemię i historię, nie próbując zatrzymywać w niej siebie czy nawet samego Jezusa. Gdy Jezus mówi z całą mocą, że On jest naszą Paschą do Ojca – naszym Przejściem do Domu Ojca i naszym mostem nad przepaścią śmierci, nicości i rozpaczy, to niemało jest, także dzisiaj, takich, którzy nie dowierzają, wpierają się w ziemię czy nawet drwią z Jezusa i Jego Kościoła. Organizują walkę z Jezusem, z Kościołem, z wyznawcami Chrystusa. Przyczyniają się też do kulturowego przemilczania Jezusa.

  • Jaki rodzaj rozmowy prowadzę z Jezusem – Wielkim Zbawicielem, Królem, budowniczym Mostu z czasu w wieczność?
  • Czy będę zachowywał się jak Jego przeciwnicy urągający Mu pod krzyżem?
  • Czy będę dystansował się jak Piłat, szukając swoich zabezpieczeń poza Nim?
  • Czy będę raczej – w sposobie rozmawiania z Nim – jak Dobry Łotr i jak tylu świętych? Jak nieprzeliczona rzesza wierzących, którzy poprzedzili nas w pielgrzymce wiary i całych siebie wydali w ręce Jezusa, a wraz z Nim w ręce Ojca…

Zostaw odpowiedź