WNIEBOWZIĘCI i SZCZĘŚLIWI !

14 sierpnia 2020, autor: Krzysztof Osuch SJ

Znalezione obrazy dla zapytania wniebowzięcie najświętszej

Oczy – cudne wyposażenie – są stworzone do patrzenia i widzenia, do poznawania rzeczywistości i orientowania się w niej. Najczęściej patrzymy na rzeczy dość zwyczajne… Raczej rzadko wywołują w nas podziw i zachwyt. Wpatrujemy się a to w jakiś warsztat pracy, a to w ekrany komputerów i telewizorów czy telefonów. Spoglądamy na twarze osób bliskich i kochanych czy także przypadkowo mijanych. Idąc gdzieś, patrzymy zwyczajnie pod nogi. Niektórzy lubią widzieć wszystko – mijane wystawy, samochody, budynki, reklamy… Inni świadomie ograniczają ilość bodźców (i mają rację). Wybierają to, na co chcą patrzeć, a nie „jak leci”. Złaknieni zieleni patrzą na drzewa, kwiaty i krzewy. Niektórym dane jest patrzeć na pola uprawne i ogrody. Nie wiem, jak wiele osób dostrzega (jeszcze) błękit nieba, kształty chmur, a nocą księżyc i gwiazdy (których, zwłaszcza w miastach, widać coraz mniej).

 Obraz znaleziony dla: wniebowzieta maryja

W Niebo patrz!

W uroczystość W-niebo-wzięcia trudno nie zadać pytania, czy często kierujemy wzrok w stronę nieba! Błękit nieba czasem przyciąga naszą uwagę i rodzi podziw. W dzisiejszą uroczystość (podobnie w każdą niedzielę i święto) punktem odniesienia staje się niebo rozumiane jako synonim samego Boga i przebywania z Nim. To na tle takiego Nieba niektórzy oglądają rzeczy wielkie, wspaniałe, a także tchnące powagą i grozą.

Święty Jan Ewangelista ujrzał na niebie dwa znaki: jeden został nazwany „wielkim”, a drugi – „innym”. Nie pomijając tego innego, chcemy wpatrywać się przede wszystkim w ów „wielki znak”: „Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12, 1). – Chciałoby się wykrzyknąć: Nic tylko oddać się beztroskiej i uszczęśliwiającej kontemplacji tak Pięknej Niewiasty! Bo oto rzeczywiście w Niej jest Piękno – oczywiście ze względu na Jezusa Chrystusa – które potrafi zbawiać i uszczęśliwiać.

  • Tak, gdzieś w najgłębszych pokładach osoby wiemy, że skierowani jesteśmy ku doskonałemu Pięknu, które (by tak rzec, skutecznie) zachwyci i definitywnie uszczęśliwi. Jednak na razie wszystko, z czym mamy do czynienia na zasadzie bezpośredniego doświadczenia, jest raczej jedynie odblaskiem, cieniem, przedsmakiem, zapowiedzią Piękna, które jest tylko w samym Bogu, a także w Niewieście obleczonej w Słońce…, w Maryi – Matce Syna Bożego i Kościoła. To bardzo obiecujące.Czyż doskonałe Piękno Jednej z nas ludzi nie potrąca w każdym człowieku jednej z najwrażliwszych strun?  

  • „Świat” z jego (zresztą przez Stwórcę danymi) wszystkimi możliwościami w dziedzinie dźwięków, kolorów i obrazów dwoi się i troi, by dać nam jakiś mały „odlot”, by przenieść na trochę w nieco inny wymiar niż sama tzw. szara codzienność. Medialni nadawcy i odbiorcy rozumieją się w pół słowa, zwyczajnie, zgodnie z prawem popytu i podaży. Nadawcy wiedzą, że statystyczny obywatel świata gotów jest wiele godzin szukać w obszarze nowoczesnych mediów jakiejś trampoliny, z której mógłby się odbić w inny i (jakoś tam) lepszy świat.

– Nie neguję, są rzeczy pożyteczne, ładne, dające wytchnienie (choćby filmy przyrodnicze). Niestety, w pogoni za czymś lepszym, piękniejszym, doskonałym, nasycającym, okazuje się, kreatorzy wirtualnej rzeczywistości przekraczają granice w stronę nihilistycznej brzydoty czy też „mocnych” doznań, które z założenia mają (jedynie) ekscytować i zniewalać (zatrzymać przy sobie, by miał kto oglądać … płatne reklamy). Poszukiwacz lepszego świata i doskonałego piękna staje się często, ot zwyczajnie, dość tępym (ale opłacalnym) konsumentem, uzależnionym od wyrafinowanych kreatorów mód, trendów i górnych pułapów pożądań i pragnień.

  • Jestem przekonany i pewny, że największe by tak rzec „odloty” i uwznioślenia – bez negatywnych skutków ubocznych – są nam dane, tak naprawdę, tylko w religii, w wierze, w modlitwie, w mistyce. A więc w trudnym do opisania, ale rzeczywistym kontakcie z Bogiem!

  • Także w częstym obcowaniu ze Świętymi,

  • szczególniej z Matką Jezusa – w sposób wyjątkowy obdarowaną „pełnią łaski”, a zatem Piękną, pełną uroku i wdzięku!

Sekret szczęścia

My chrześcijanie wiemy, że jesteśmy na najlepszej drodze do szczęścia. Wszystkie poznawane Osoby – zwłaszcza Trójca Boskich Osób – zapewniają nas, że Same są szczęśliwe; i że Swym szczęściem chcą się dzielić z nami. I że nie dzieliłyby się z nami cudem istnienia, życia, gdyby nie przyświecała Im „idea” podzielenia się z nami szczęściem (aż) Boskim, wiecznym.

Wniebowzięta Maryja – jeszcze stąpając po palestyńskiej ziemi, tuż po Zwiastowaniu i poczęciu Jezusa z Ducha Świętego – „trafnie” została nazwana przez swoją natchnioną krewną Elżbietę: Błogosławioną, szczęśliwą!

«Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana» (Łk 1, 42-45).  

To prawda, wszystko w Spotkaniu tych dwóch świętych niewiast jest wyjątkowe, święte, zachwycające i mające moc uszczęśliwiać. Rzecz w tym, żebyśmy i my zechcieli, bardzo świadomie, w ich duchowy świat wchodzić i tak stawać się radosnymi uczestnikami ich genialnych postaw, zwłaszcza wiary w Słowa Boga. Otwartość umysłu i serca, ufna wiara sprawiają, że człowiek, jak Elżbieta i Maryja, doznaje poszerzenia horyzontów – na Boską modłę i miarę!

– Nie będę wykładał „kawy na ławę”; za każdym razem tyle rzeczy trzeba założyć, a jeszcze więcej trzeba ich osobiście kontemplować i rozważać w sercu jak Maryja (por. Łk 1,29; 2,19). Co jednak warto powiedzieć o Maryi, Elżbiecie i o naszym wchodzeniu w realny świat Boskich Osób? Jakie są istotne (przynajmniej niektóre z nich) warunki doświadczania bycia błogosławionym – szczęśliwym?

  • Jak to robić, by szczęścia nie próbować (sobie) produkować lub kupić?

  • Jaką trzeba mieć zasadniczą wiedzę, by szczęścia nie spodziewać się po czymś (choćby nie wiadomo jak „odlotowym”),

  • ale raczej po Kimś, kto nie jest zwodniczy i nie patrzy, jak tu swoją naiwną ofiarę wykorzystać?

Maryja – sama w sobie – jest zapewne mistrzynią życia duchowego. Jej rady (w postaci przykładu) są najprostsze i najtrafniejsze. Są też mistrzowie, wielcy Jej czciciele, którzy potrafią pokazać Jej „umiejętności” i możliwości we wdrażaniu (wszystkich chętnych) w trynitarne relacje: z Jej Synem, który daje „śmiały przestęp do Ojca” (Ef 3, 12) w Duchu Świętym.

Pochłaniać Słowa Pana

Z myślą o jednej z najlepszych Maryjnych rad, chciałbym przytoczyć słowa ze Starego Testamentu, które na pewno stanowiły jeden z sekretów Dziewicy z Nazaretu: „Ilekroć otrzymywałem Twoje słowa, pochłaniałem je, a Twoje słowo stawało się dla mnie rozkoszą i radością serca mego” (Jr 15, 16). – Próbujmy (najlepiej sami) odnieść Jeremiaszową regułę słuchania do jego wypowiedzi, a następnie coraz staranniej stosujmy ją do wszystkiego, co Bóg mówi nam w lectio divina ­– na medytacji, w czasie modlitwy i kontemplacji…

  • Zauważmy. Jest w Jeremiaszowym świadectwie (a i zaleceniu) określona kolejność działań: otrzymać słowa Boga – czyli usłyszeć je – pochłonąć, aby na końcu móc doświadczyć, jak te słowa Pana stają się rozkoszą i radością, przeżywaną w samym centrum osoby, w sercu!

Można by słowa Jeremiasza opatrzyć bardziej szczegółowymi (niejako technicznymi) uwagami… Jest to możliwe, próbować dokładniej pokazać, jak się to robi, zwłaszcza jak należy pochłaniać słowa Pana.

Różne podręczniki życia duchowego i poradniki, uczące modlitwy, obszernie i praktycznie o tym rozprawiają, ucząc rzeczy najprostszych (a te podobno bywają często najtrudniejsze). W tym rozważaniu ograniczę się do najprostszego spostrzeżenia (wniosku). Otóż, powiem to prowokacyjnie,

  • jeśli nieraz w życiu wewnętrznym (zakładam, że się o nie troszczymy) brakuje nam radości i (nieraz całkiem) zanika duchowa rozkosz, to wiedzmy, że – w świetle Jeremiaszowych słów – przyczyna jest zasadniczo … jedna i dość oczywista (no może nie zawsze)! A jest nią to, że przestaliśmy przyjmować słowa Boga!

  • Tak naprawdę już się w nie nie wsłuchujemy!

  • Nie pochłaniamy ich!

  • Nie angażujemy w nie naszej pamięci.

  • Nie powracamy do nich, by je rozpamiętywać, rozważać.

Cóż wtedy miałoby nam smakować i skutecznie wpływać na  sferę przeżyć i decyzji w centrum decyzyjnym osoby?  

Stale dbać o jakość słuchania

Czy zgodzimy się z takim stwierdzeniem:

  • Jeśli w naszym życiu trzeba coś stale reformować i ulepszać, to jest to właśnie jakość słuchania tego, co mówi do nas nasz Stwórca i Ojciec!

Nie będziemy w stanie oddawać się „kwalifikowanemu” (właściwemu, skutecznemu) słuchaniu, jeśli wpierw, ciągle na nowo, nie zechcemy ze zdumieniem zauważać, że mówi do nas Bóg! Że wielokrotnie i wielorako już do nas przemawiał.

  • Należałoby zdumiewać się i tym, że każdy człowiek jest przede wszystkim słuchaczem Słowa!

Ta dialogiczność – zainicjowana tym, że Bóg do nas mówi (zresztą już w samym akcie stwarzania nas) – jest jedną z najtrafniejszych definicji człowieka.

Ojciec Karl Rahner jedno z swoich dzieł opatrzył właśnie takim tytułem: Człowiek – słuchacz Słowa (Hoerer des Wortes)!

  • Na gruncie powyższych fundamentalnych przypomnień (i zdumień) można pokusić się o odpowiednią jakość słuchania. Kiedy – w kolejnym dniu i kolejny raz – uda się nam „zjawić się” sobie jako słuchacz słów Pana, który zawsze jako Pierwszy do nas się zwraca, to jakość słuchania poprawi się, w pewnym sensie, samoczynnie. Z pewną łatwością i oczywistością zadbamy o najwyższą uwagę w słuchaniu, a także o odpowiednie skupienie i ciszę.

  • Do tak ważnego dzieła (słuchania słów Pana) z przekonaniem zaprosimy Ducha Świętego, prosząc Go o wieloraką pomoc. Wola słuchania i inne warunki dla dobrego słuchania – to jeszcze nie wszystko.

Będziemy słuchać piękniej i owocniej, gdy wzbudzimy w sobie akt ufnej wiary w to, że mówiący do nas Bóg Ojciec naprawdę chce nas bardzo obdarować. Niebotycznie, a właściwie samym Sobą! Pewno, dobrze jest przygotować się także na pewne trudy i „nieprzyjemności”…

  • W końcu usłyszenie prawdy mówionej prosto „w oczy” może być przykre, ale przecież zawsze o to chodzi najlepszemu Ojcu, byśmy mogli rozradować się całym sercem. To jest pewne. Jeremiasz mówi nawet o doświadczaniu rozkoszy!  To synonim szczęścia, które każe, jak Dawidowi, oznajmiać wszem i wobec: „Póki mego życia, chcę śpiewać Panu i grać mojemu Bogu, póki mi życia starczy” (Ps 104, 33).

  • Wydaje się, że do śpiewu i gry na instrumentach można przydać już tylko jedno: taniec! Tak czynił Dawid; z całym zapałem tańczył w obecności Pana (por. 2Sm 6, 14).

„Wielbi dusza moja Pana”

Czy wszystkie te „elementy”, o których mówią Jeremiasz i Dawid: otrzymywanie i pochłanianie słów Pana – rozkosz – radość – śpiew – muzyka i taniec, nie są też obecne (i to z jaką intensywnością!) w cudnej Pieśni Maryi, w Magnificat?

  • Co to za radość móc kontemplacyjnie patrzeć na „maleńką”, pełną pokory, uniżoną, a zarazem wielką, wspaniałą i całą Piękną Maryję! Jak mówi, jak śpiewa, jak (przynajmniej) wewnętrznie tańczy w obecności Pana. Obecności tak wyjątkowej. To przecież Ona jest Arką Pana!  

Wielbi dusza moja Pana,
i raduje się duch mój w Bogu, Zbawcy moim.
Bo wejrzał na uniżenie swojej służebnicy.
Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą
wszystkie pokolenia.
Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny,
święte jest imię Jego.
A Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie
nad tymi, którzy się Go boją.
Okazał moc swego ramienia,
rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich.
Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych.
Głodnych nasycił dobrami, a bogatych z niczym odprawił.
Ujął się za swoim sługą, Izraelem,
pomny na swe miłosierdzie.
Jak obiecał naszym ojcom,
Abrahamowi i jego potomstwu na wieki.

Wszystko, co piękne i dobre: otrzymane łaski, nasze przeżyte lata, jubileusze i zwykłe dobra od Pana codziennie otrzymywane w Kościele… – najpiękniej (jak można) „kwitujemy” w codziennych Nieszporach właśnie Pieśnią Świętej Bożej Rodzicielki, Maryi.

  • Oby Wniebowzięta choć trochę zechciała porywać nas do Nieba, w którym już tronuje, króluje.

  • Niech nam często przykazuje: W Niebo patrz! Bo bez tego nie da się żyć – godziwie i godnie. Z radością i choćby tylko przytrafiającą się rozkoszą!

  • Niech nam za sprawą Wniebowziętej pojaśnieje „szara codzienność”. Jak najczęściej, codziennie.

  • Ale nigdy nie zapominajmy, że to Mowa Boga – do nas serdecznie kierowana – stanowi o nas i jakości naszego życia! Stanowi – najbardziej. Jego Mowa.

  • To, że (w ogóle) do nas mówi! I co mówi!

  • Wreszcie, jak mówi!

  • I co obiecuje, do czego nas zaprasza!

To z powyższych „danych” wypływa cała promienność naszego życia na ziemi.

W uroczyste dni jest nam łatwiej dopuścić do siebie to, że rozkosz, radość, szczęście – są tu na ziemi możliwe.

Że najefektywniej dawane są tym, którzy w słuchaniu „słów powiedzianych od Pana” – od wspaniałego Stwórcy i dobrego Ojca – naśladują Maryję, „służebnicę Pańską”.

Częstochowa,  15 sierpnia 2013     AMDG et BVMH   o. Krzysztof Osuch SJ

Komentarze

komentarzy 15 do wpisu “WNIEBOWZIĘCI i SZCZĘŚLIWI !”
  1. efer pisze:

    SERCE NASZEJ MATKI – Carver Alan Ames
    Niezwykłe przesłania Maryi ……..!
    Zastanawiasz się, jak żyć blisko Boga i słyszeć Jego głos w każdej sytuacji …?
    Zacznij poznawać i naśladować Maryję ….. !

    15.08.1998
    „Niepokalana przy narodzinach,
    Niepokalana w życiu,
    Niepokalana w niebie,
    Wszystko za łaską Boga i nigdy nie przestanę Mu za to dziękowć.”
    -Maryjo znalazłaś ….łaskę u Boga. (Łk 1,30)
    4.12.1998
    „Bóg w swym miłosierdziu stworzył mnie, aby przeze mnie
    Jego miłosierdzie mogło przyjść na ziemię w Jezusie”.
    30.12.1998
    „Jeśli Ojciec wszystkich ludzi nazywa swoimi dziećmi ,
    jeśli Syn wszystkich ludzi nazywa swoją rodzina,
    jeśli Duch wszystkich ludzi nazywa swoim ludem,
    to ty także musisz ich nazywać swoimi, uznając, że wszyscy
    jesteśmy jedną rodziną, rodziną dzieci Bożych „.
    30.12.1998
    „Zapach Bożej miłości wypełnia wieczność i wszystkim niesie w darze radość.
    Odór grzechu pustoszy dusze i wielu ludziom przynosi cierpienie.
    To, czym zdecydujesz się oddychać, da ci albo słodką radość miłości Bożej na wieki,
    albo gorzkie cierpienie zła w wieczności.” (Syr 39,14)
    29.01.1999.
    „Moje serce otwiera się przepełnione miłością.
    Moje serce woła do moich dzieci.
    Moje serce leje łzy miłości w trosce o moje dzieci na ziemi, które wydają się
    tak bardzo zagubione i niepewne w swoim życiu.
    Życie powinno być proste, a moje dzieci tak bardzo je komplikują.
    Kochać Boga i kochać się wzajemnie to prosta i najlepsza droga, by żyć;
    wszystko inne tylko komplikuje życie”.(Jr 18,15)
    29.01.1999
    „Kiedy człowiek widzi zagubione dziecko, zwykłą jego reakcją jest podanie mu ręki
    i pomóc w znalezieniu drogi do domu.
    Tak właśnie postępuję z moimi dziećmi na ziemi, które się zgubiły; podję im rękę,
    by pomóc im znaleźć drogę powrotu do Boga.”

Zostaw odpowiedź