Prośmy – Bóg weźmie nas w obronę!, Łk 18,1-8

28 października 2017, autor: Krzysztof Osuch SJ

 Wszyscy – jak owa wdowa z przypowieści – mamy „swojego” przeciwnika, który bardzo nam zagraża. Jeśli ktoś potężny – sam Bóg – nie weźmie nas przed nim w obronę, to wcześniej czy później zostaniemy zniszczeni. Długo trzeba by opisywać ogrom zagrożeń i zła, które spada na ludzką rodzinę. Każdy człowiek, czy chce czy nie chce, staje wobec radykalnego zagrożenia własnymi grzechami, poczuciem bezsensu, cierpieniem i śmiercią. Św. Paweł nie ma wątpliwości, że uderzają w człowieka potężne i złe „moce na wysokościach”. To przez ich zawiść weszła śmierć i wszelkie cierpienie w nasz świat.

 

Jezus powiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni modlić się i nie ustawać: W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: Obroń mnie przed moim przeciwnikiem. Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie. I Pan dodał: Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie? (Łk 18,1-8)

 1. Po uważnym wysłuchaniu fragmentu Ewangelii zawsze zadajemy sobie to pytanie: co Jezus nam komunikuje? Co chce powiedzieć mnie osobiście? Co przede wszystkim?

Niekiedy jednak już tych pytań nie zadajemy. Są tego różne powody, np. ten, że usłyszane słowa jawią się nam jako już całkiem poznane i znane na wylot. Prawda jest tymczasem inna. Zwraca na nią św. Efrem, gdy pyta retorycznie: „Któż zdoła pojąć dogłębnie jedno Twe słowo, Panie? Daleko więcej pomijamy zeń, niż pojmujemy, tak jak spragniony człowiek, który pije ze źródła. Słowo Boże ukazuje różnorodną postać, zależnie od umiejętności poznających. Pan bowiem przyozdobił swe słowo różnobarwnym pięknem, aby każdy kto je zgłębia, mógł zobaczyć to, co go zachwyca.

Słowo Boga jest drzewem życia, które z każdej strony podaje ci błogosławiony owoc; jest jak owa otwarta na pustyni skała, która wszystkim dostarczała duchowego napoju. Jeśli zatem ktokolwiek potrafi pojąć cząstkę owych bogactw, niechaj nie sądzi, iż w Bożym słowie znajduje się tylko to, co sam znalazł, ale niech wie, iż spośród wielu skarbów to jedynie udało mu się zobaczyć. Niechaj nie mówi, iż słowo jest  słabe i liche, i niech nie pogardza na tej podstawie, że drobna zaledwie część przypadła mu w udziale, ale raczej,  niezdolny do pełnego zrozumienia, niechaj uwielbia Boga za Jego niezmierzoność”.

Podobną myśl wyraża o. Yves Raguin i daje przy tym ważną radę: W objawieniach Chrystusa wszystko jest dla nas tajemnicą. Tylko niewiele możemy uchwycić z tajemnicy wiary i bezmiar nieznanego rozciąga się przed nami. Stając zatem wobec niepojętego bezmiaru Tajemnicy, winniśmy praktykować modlitwę milczenia. Oczywiście, chodzi o milczenie ciężarne pragnieniem i oczekiwaniem. Duch Święty widząc nasze pragnienie zrozumienia słów Chrystusa, na pewno pomnoży w nas wewnętrzne światło. Zwykle jednak, zauważa o. Raguin, trzeba długiego czasu, aż jakaś tajemnica odsłoni się nam bardziej.

Mając w pamięci przestrogę św. Efrema, próbujmy pojąć, co Jezus mówi nam w dzisiejszej ewangelii.

2. Już pierwsze zdanie perykopy jasno określa, do czego Jezus nas wzywa – do jakiej postawy i praktyki: Jezus opowiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni modlić się i nie ustawać. Jezus uświadamia nam powinność nieustannej modlitwy. Akcent pada tu na modlitwę prośby, wołania do Boga o pomoc, o obronę.

– To zalecenie może się wydać nieco dziwne i przesadzone, dopóki nie wydobędziemy na wierzch tego, co kryje się niejako w podtekście Jezusowej wypowiedzi. A co kryje się w podtekście? – Trudna i bolesna prawda o tym, że człowiek bytuje na tej Ziemi w sytuacji wielkiego zagrożenia, wielu zagrożeń i niebezpieczeństw. Oprócz pomniejszych i zwyczajnych – są także te naprawdę fundamentalne i radykalne.

Wszyscy – jak owa wdowa z przypowieści – mamy „swojego” przeciwnika, który bardzo nam zagraża. Jeśli ktoś potężny – sam Bóg – nie weźmie nas przed nim w obronę, to wcześniej czy później zostaniemy zniszczeni.

Długo trzeba by opisywać ogrom zagrożeń i zła, które spada na ludzką rodzinę. Każdy człowiek, czy chce czy nie chce, staje wobec radykalnego zagrożenia własnymi grzechami, poczuciem bezsensu, cierpieniem i śmiercią. Św. Paweł nie ma wątpliwości, że uderzają w człowieka potężne i złe „moce na wysokościach”. To przez ich zawiść weszła śmierć i wszelkie cierpienie w nasz świat.

Demoniczne moce nieustannie dążą do tego, by nas ludzi skłócić ze swym Stwórcą; by nas od Niego odwieść. Proponują różne „namiastki”, byle tylko człowiek nie pozostawał w stałej przyjaźni ze swym Bogiem, byle Boga nie czcił, nie adorował, nie zachwycał się Nim, nie dążył do Niego ze wszystkich sił umysłu i serca.

Jednym z przejawów wielkiej duchowej walki w człowieku i o człowieka było i wciąż jest to, co tyczy się kształtu Europy – jej konstytucji i stanowionego prawa. Ojciec św. (zarówno Jan Paweł II  jak i obecnie Benedykt XVI) raz po raz przypomina politykom, że nie wolno pomijać milczeniem Stwórcę człowieka i świata! Konsekwencje tego, choć nie od razu to widać, są dla ludzi straszne…

Tak , w Apokalipsie Jezus przygotował swoich wyznawców na nieustanną walkę i ciągły odpór dawany Antychrystowi…

3. Cóż winniśmy w tej sytuacji czynić?

Można wskazywać różne konieczne czy przydatne działania. Jednak to najważniejsze wskazuje nam Jezus w dzisiejszej ewangelii: trzeba wołać do Boga! Trzeba stale się modlić, aby Bóg ocalił nas przed wyrafinowanym i złośliwym uwodzeniem demonów.

Św. Jan Chryzostom znakomicie pojął naukę Jezusa na temat powagi i skali zagrożenia człowieka w tym świecie; daje też, w ślad za Jezusem, precyzyjną radę, co należy czynić, by odnieść zwycięstwo. Swoją radę adresuje wprost do mnichów, ale jej istotny sens odnosi się do wszystkich wierzących:  „Zaklinam was, bracia, nigdy nie odstępujcie od reguły modlitwy ani jej  nie zaniedbujcie… Jedząc i pijąc, w domu lub podróży, czy w trakcie jakiejkolwiek czynności – mnich powinien stale wołać: Panie, Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną… Imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, zstępujące w głębiny serca, pokona węża władającego pastwiskami serca, wybawi naszą duszę i przywiedzie ją do życia. Trwajcie więc stale przy imieniu Pana naszego Jezusa Chrystusa, tak aby serce pochłonęło Pana, a Pan serce, i żeby te dwie siły się zjednoczyły. Nie dokona się tego jednak w kilka dni; wymaga to wielu lat i długiego czasu. Potrzebny jest bowiem wielki i długotrwały trud, aby wypędzić wroga i żeby mógł w nas zamieszkać Chrystus”.

Długo można by (i należałoby) objaśniać te słowa, przypisywane św. Janowi Złotoustemu. Przede wszystkim jednak trzeba wziąć sobie tę radę do serca i według niej modlić się, modlić się nie ustając. Słowa św. Jana Chryzostoma zadają mi też pytanie: czy zdaję sobie sprawę z dramatu istnienia człowieka na Ziemi? I czy modlitwa błagania jest stale obecna w moim sercu? Z powyższych słów – aż „zaklinających nas” – można też wyczytać wielką duchową mądrość.

4. Tytułem zachęty i przestrogi przytoczę jeszcze jedną wypowiedź, która jakoś współgra z dzisiejszą perykopą. Powiedzieliśmy już, jak bardzo ważne jest to, by wiedzieć, że jesteśmy poważnie atakowani i że winniśmy wołać do Boga, by wziął nas w obronę.

Równie ważne jest i to, by ufnie i gorąco prosić naszego Ojca o wielkie dary. Jeśli bowiem o nie nie prosimy, to pozbawiamy się wielu cennych łask, stygniemy w miłości. Oto dające do myślenia słowa, które Jezus powiedział do św. Katarzyny Merici na temat dusz poświęconych Bogu, których żar powoli wygasał: „Brakujących im ŁASK dobrowolnie się pozbawiły, przez to, że o nie nie prosiły, nie szukały ich i nie pragnęły. Chcąc im ich udzielić, czekałem tylko na to, żeby ich gorąco pragnęły i usilnie o nie prosiły. Nie darowuje się pereł i kosztowności tym, którzy nie znają ich wartości. I Ja także nie udzielam mych łask i darów tym, którzy nie umieją ich docenić. Obdarzam nimi jedynie te dusze, które bardzo ich pożądają, nie ustając w swych prośbach dniem i nocą”. – Tych słów nie trzeba specjalnie komentować; należy je osobiście rozważyć i inspirować się nimi w codzienności.

U podstaw wszystkiego, o czym mówimy, leży oczywiście wiara w Boga, czyli niezachwiane poleganie na Dobroci i Wszechmocy Boga. To brak żywej wiary bywa główną przyczyną tego, że w ogóle przestajemy się modlić, a także (przestajemy) prosić Boga o pomoc, o ratunek i o różne Jego łaski, dary.

Zakończę słowami Jezusa do Gabrieli Bossis: „Gdybyście mieli wiarę! To, co otrzymujecie po latach modlitwy, otrzymalibyście po jednej prośbie. Wierzcie więc, że słucham was, że zawsze was wysłuchuję w sposób, którego nie znacie, ale który jest odpowiedzią na waszą modlitwę” (On i ja, t. I, nr 678). Tak, należy też prosić i być pewnym wysłuchania. O cokolwiek modlicie się i prosicie, wierzcie, że otrzymaliście to, i stanie się wam udziałem (tak brzmią słowa Jezusa zapisane przez św. Marka 11, 23 – w oryginale greckim i w Biblii Jerozolimskiej).

Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie? – O to też, o to przede wszystkim, błagajmy Boga, by w tym „zimowym czasie” dla Kościoła wiara nasza nie ustała; by Syn Człowieczy znalazł wiarę na ziemi, gdy przyjdzie. … A przyjść może „niebawem”.

Przyjdź, Panie Jezu. Amen. 

Komentarze

komentarze 3 do wpisu “Prośmy – Bóg weźmie nas w obronę!, Łk 18,1-8”
  1. Polecam te rozmowę:

    Brytyjski teolog: Mamy w Europie coraz więcej ludzi, którzy nie podzielają naszych wartości. To zaczyna wyglądać na kolonizację

    https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/364375-nasz-wywiad-brytyjski-teolog-mamy-w-europie-coraz-wiecej-ludzi-ktorzy-nie-podzielaja-naszych-wartosci-to-zaczyna-wygladac-na-kolonizacje

  2. Ewa pisze:

    Dzisiejsze Słowo Boże pobudza mnie do refleksji nad moją wiarą i modlitwą.
    „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”-Te Słowa z dzisiejszej Ewangelii pokazują ból i troskę Serca Jezusa nad naszą postawą wiary i modlitwy.
    Kończy się Rok Wiary,Który rozpoczęłam w Jerozolimie przy pustym Grobie Pana Jezusa.Ten Rok był dla mnie bardzo ważnym etapem życia również dzięki miesięcznym Rekolekcjom Ignacjańskim.
    Wiara i modlitwa są ze sobą tak bardzo związane- im głębsza nasza wiara,tym głębsze pragnienie Boga,trwania w Jego Obecności,w Jego Bliskości-tym samym głębsza jest nasza modlitwa.Św.Augustyn pisze:” Jeśli nie chcesz przestać się modlić, nie przestawaj pragnąć.”
    Pewno,że różnie w życiu bywa-nasze pragnienie Boga nie zawsze jest w nas jednakowo silne,i z modlitwą bywa różnie…dlatego Jezus nieustannie wychodzi nam naprzeciw ,gdy mówi:
    „A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę.”
    Ale o nasze pragnienie Boga,o trwanie w Jego Bliskości musimy nieustannie walczyć…i nieustannie sie modlić!

  3. okrzos pisze:

    Komentarz do Ewangelii
    Św. Augustyn (354-430), biskup Hippony (Północna Afryka) i doktor Kościoła
    Objaśnienia Psalmów, Ps 37,14

    “Opowiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni modlić się i nie ustawać”

    ”Przed Tobą, Panie, wszelkie me pragnienie ” (Ps 38,10)… Twoim pragnieniem jest twoja modlitwa. Jeśli twoje pragnienie jest ciągle, także twoja modlitwa nie ustaje. Nie na darmo św. Paweł powiedział: “nieustannie się módlcie!” (1Tes 5,17). Czy powiedział to dlatego że nieustannie zginamy kolana, pochylamy głowy lub wznosimy ręce ku Bogu? Jeśli twierdzimy, że można się modlić tylko w ten sposób, nie sądzę, że moglibyśmy czynić to nieustannie.

    Ale jest inna modlitwa, wewnętrzna, która nie ustaje – to pragnienie. Cokolwiek byś robił, jeśli pragniesz tego odpoczynku, o którym mówiliśmy, modlisz się bez ustanku. Jeśli nie chcesz przestać się modlić, nie przestawaj pragnąć.

    Czy twoje pragnienie jest ciągle? Twoje wołanie jest ciągle. Zamilkniesz tylko wtedy kiedy przestaniesz kochać. Kim są ci, którzy zamilkli? To ci, o których powiedziano: “a ponieważ wzmoże się nieprawość, oziębnie miłość wielu” (Mt 24,12). Miłość, która oziębła to serce, które zamilkło. Miłość, która płonie to serce, które woła. Jeśli twoja miłość trwa nieustannie, nieustannie wołasz. Wołasz nieustannie ponieważ ciągle pragniesz. Kiedy zaś jesteś już całkiem wypełniony tym pragnieniem, oznacza to, że myślisz już o wiecznym odpoczynku.
    za: http://ewangeliadlanas.wordpress.com/

Zostaw odpowiedź