„O, gdyby każda dusza czytająca dotarła do innej duszy i sama poszukała sposobów, aby Mnie odnaleziono”.

22 września 2021, autor: Krzysztof Osuch SJ

Będę, Jezu, potrzebowała Twojej pomocy.

„Ach, Ja również potrzebowałem pomocy Moich rodziców i oto zgubiłem się im, w sposób tajemniczy, lecz przez Ojca zaplanowany i bardzo potrzebny. Mieli Mnie codziennie przy sobie i radowali się Moją bliskością, ale nadszedł czas, aby zabrano im Oblubieńca i by poznali, czym jest prawdziwa tęsknota, co daje życie. Widzisz, drobinko, zwykle odkrywacie wartość czegoś, kiedy utracicie niespodziewanie jakąś rzecz czy coś, co zdawało się być stałym składnikiem waszej codzienności. Ale kiedy ktoś utraci bliską mu osobę, nagle mówicie: zawalił mu się cały świat i nie potrafi poradzić sobie z tak bolesnym brakiem. Wtedy zwykle wasi psychoterapeuci mają „pełne ręce roboty”, aby wskazać biedakowi, że można normalnie funkcjonować bez tej lub innej osoby.

Ach, Stasia [Kostkę] również nie chcieli pozostawić jego rodzice i trzymali go niejako na uwięzi, aż sam wyfrunął, tęskniąc za wolnością Krzyża i życiem w Mojej bliskości. Zobaczcie dziś wasze uparte uzależnienie od osób, rzeczy i miejsc; wszystkie wasze ziemskie przywiązania, co nie pozwalają wam ruszyć w drogę za Mną i bardziej być niż mieć. Oto wyrwałem się spod opieki jakże czułej, aby wpaść w ramiona Niebieskiego Ojca i wyjaśnić Pisma, znawcom Prawa Mojżeszowego. Cóż, to był dla nich niezwykły przypadek, by tak mały chłopiec miał gotowe odpowiedzi na wszystkie pytania, a sam pytając, powodował przedziwne i nieznane do tej pory refleksje w umysłach i sercach słuchaczy. Ach, Moja mała, słuchali Mnie już wtedy z zapartym tchem i otwartymi ustami, a czas przestał dla nich istnieć. Tym bardziej nagłe wejście Maryi z Józefem nieco zakłóciło nasze dysputy i przerwało je aż do dnia, gdy w sposób jawny miałem rozpocząć Moje nauczanie.

Zauważyłaś, ukochana, że najmniejsi głoszą niekiedy bardzo trafne nauki – niewiele mówiąc, ale wskazując na prostotę, która jest zarazem głębią zaufania dobroci Ojca. Dlatego czytasz, że można przeżyć czasów wiele, mając niespełna kilkanaście lat, bo kto wypełnia wolę Taty, staje się szybko dojrzałym, niczym owoc – gotowy do zerwania, bo soczysty i świeży. Najmilsza, i tu wcale nie chodzi o nadzwyczajne dzieła mocy czy też napisane traktaty teologiczne; wystarczy wiara, która umacniana pośród przeciwności rodzi nowe życie i miłość, co wszystko zwycięża. Kto miał rację, przerywając Moje rozmowy w świątyni: Ja czy „Moi rodzice”? Oboje, najdroższa, mieliśmy słuszną rację. Oni szukając ukochanego Syna, a Ja spełniając to, czego pragnął Mój Ojciec. Jakże to możliwe, aby jedno i drugie zdanie nie stały w opozycji do siebie? Czy nie trzeba było inaczej rozwiązać całej tej sprawy? Nie, Moja mała. Przemoc śmierci została pokonana przez Ofiarę z Mojego życia; i już wtedy ujawniłem światu i Moim najbliższym plany Ojca Niebieskiego, że Mesjasz będzie cierpiał, a trzeciego dnia zmartwychwstanie. Oczywiście, Matka miała pełne prawo, by zapytać w waszym imieniu: „Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie”.

Tak, a Ja chciałem, aby oni szukając Mnie zagubionego, wskazali wam drogę do Mnie i do Ojca. Fakt, że jestem w świątyni, jako w umiłowanym Moim Domu, nie powinien być dla was pielgrzymów tylko pustym sloganem. ‘Tak, tak, Bóg przebywa w świątyni’ – mówicie, ale to nie zmienia waszego podejścia i stylu myślenia. Bo zaraz pojawia się pytanie: Skoro mieszka w świątyni, to czemu Jego kapłani nie żyją naprawdę święcie? Czemu ja nigdy tam Go nie spotkałem? Skąd mam wiedzieć, że tam jest [On] naprawdę, w tym moim kościele? Pomyśl, mała, że Mama i święty Mój Opiekun nie skierowali od razu swych kroków do świątyni, szukając Mnie, ale sądzili, że pozostałem wśród Moich krewnych i znajomych. Nie. Gdy nadeszła pełnia czasów, Bóg zesłał swego Syna, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyście mogli otrzymać przybrane synostwo.

Prawem Syna jest obecność przy Ojcu, a Moją jedyną tęsknotą było pełnienie Jego woli i choć byłem uczony od najmłodszych lat, aby przestrzegać skrupulatnie Prawa Mojżeszowego, to jednak już od początku ziemskiego życia miałem świadomość, że Miłość Ojca jest niejako ponad Prawem. O, nie przyszedłem, aby znieść Przykazania, ale aby je wypełnić, ale Moja uprzedzająca miłość wypełniła je w sposób przekraczający wasze domysły i dążenia. Powinienem być w tym, co należy do Mego Ojca. Wszystko, co ma Ojciec, jest Moje. Moje dążenia nie mają nic wspólnego z dążeniem czysto ziemskim do pozyskania chwały wśród ludzi czy też licznych ziemskich przyjaźni, czy majątku, czy wreszcie dobrego samopoczucia. Ach, wola Ojca to Mój jedyny pokarm. I zanim sam dam wam Siebie, abyście spożywali Moje Ciało i pili Moją Krew, daję przykład zaangażowania w sprawy Ojca, które już wtedy były realizacją słów, jakie wkrótce usłyszycie: Jeśli kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Jeśli kto miłuje syna lub córkę bardziej niż Mnie, także nie jest Mnie godzien.

Spróbuj, Moja drobinko, wyruszyć w drogę z kilkoma ciężkimi walizkami i bez niczyjej pomocy, próbując równocześnie głosić Moją Ewangelię. Ach, to jasne, że szybko stwierdzisz, że wiele rzeczy i spraw niepotrzebnie zabrałaś ze sobą, podczas gdy potrzeba mało albo tylko jednego. Dlatego przykazałem uczniom, aby na drogę nie brali zbyt wiele i nikogo w drodze nie pozdrawiali. Widzisz, Moja Anetko, że tylko dusza wolna od ziemskich przywiązań będzie zdolna, aby Mnie szukać, odnaleźć i wysłuchać. Trzeba niejako przekierunkować wasze ziemskie myślenie, aby przerzuciło się na odbiór innych fal – jak czynicie, szukając w radio odpowiedniej dla was audycji czy muzyki. Moje fale, najdroższa, nie są możliwe do odnalezienia, jeśli dusza jest mocno pochłonięta sprawami tego świata – nie rozmawiając o nich ze Mną i będąc przekonana, że może sama decydować i rządzić wszystkim. Ja jestem Panem i nie ma innego, i nie przemawiałem w ciemnych zakątkach ziemi.

Moja drobinko, Ja nadal pragnę, aby słowa, które zapisujesz, dotarły do tych, co mieszkają w mroku i cieniu śmierci.

O, gdyby każda dusza czytająca dotarła do innej duszy i sama poszukała sposobów, aby Mnie odnaleziono. Ja naprawdę chcę być szukanym i pozwalam się odnaleźć zarówno w waszych ziemskich świątyniach, jak i w tej najpiękniejszej świątyni czystego serca. Moja Anetko, umarłabyś z radości, widząc ją tak pięknie przystrojoną w klejnoty Mojej Eucharystycznej Obecności. Oto wpatruję się w Ciebie w świątyni, by ujrzeć Twą potęgę i chwałę. A Ja, ukochana wpatruję się dziś w ciebie, aby usłyszeć jak bardzo Mnie kochasz”.

Jezu, kocham Cię, kocham Cię!

„Ach, ile razy mówisz do Mnie, jak kochasz, tyle razy jestem odnaleziony i możesz cieszyć się Moją Obecnością w codzienności. Naucz innych, ukochana, tego prostego wyznania. Tak modlitwa jest niczym balsam na Moje krwawiące Rany, a często wypowiadana pomaga wam wzrastać w poznaniu także Mojej nieskończonej Miłości. Kocham cię i jestem”.

Dziękuję, Jezu…

Może być zdjęciem przedstawiającym 4 osoby

Kategoria: Bez kategorii

Zostaw odpowiedź