„Gotowość do słuchania i obdarowywania ojcowską miłością tych poranionych biedaków”

24 lipca 2021, autor: Krzysztof Osuch SJ

[ Mocne! Zwłaszcza o młodych i do nich, choć nie tylko… Także o seminarzystach i młodych kapłanach. ]

*+*

+ „Ja jestem bardzo samotny, gdy Moje umiłowane dzieci – same w swym błądzeniu, wybacz, że tak to nazwę, przypominają – odkurzacz… Wchłaniają w swoje wnętrze różnego rodzaju śmieci i uważają, że to zaspokoi ich prawdziwy głód, ten głód miłości, który złożyłem w ich sercach od początku”.

+ „Media nie służą dzisiaj młodym, lecz czynią ich posłusznymi niewolnikami urządzeń”.

+ „Oni już nie szukają, wyjałowieni nadmiarem obfitości wirtualnych gadżetów – pragną i łakną sprawiedliwości; są bardzo zakochani, ale wyłącznie w sobie; pozostają na uboczu, a pragną być w centrum uwagi; wreszcie żyją na pustyni ludzkich relacji, a nie ma nikogo, kto by im dopomógł”.

+ „Kiedy jednak na twojej drodze pojawi się młody, pytając, gdzie jest Bóg, wskaż najpierw na swoje serce, a zaraz po nim na najbliższy kościół”.

+ „Taka ojcowska postawa zdecydowanie wystarczy młodym gniewnym, bo niezależnie od tego jak nisko upadli, potrzebują ojca, dobrego ojca”.

+ „Kapłan, niczym wojsko duchowe, powinien mieć modlitewne zaplecze, drobinko, ale też sam nie może uciekać od Źródła – to jest cichej modlitwy słuchania w bólu”.

„Ukochana, po tym twoim podróżowaniu czas na odpoczynek. Pewnie masz Mi coś do powiedzenia?”.

Tak, przepraszam, znów nie umiałam cię rozpoznać w drugim człowieku…

„Nie szkodzi, Moja drobinko, Ja cię widziałem, zanim zostałaś zawołana”.

Co to znaczy?

„Że kochałem Moją Anetkę wcześniej, zanim zostałaś siostrą zakonną i spojrzałaś w tym samym kierunku, w jakim Ja patrzę. Pomyśl, najdroższa, mijałaś tylu bezimiennych ludzi, tyle samochodów wiozących w środku bagaż ludzkich historii nierzadko bardzo trudnych i bolesnych. Czasem nie trzeba wiele mówić, by przyjąć drugiego z jego tajemnicą. W dużym mieście istnieją duże odległości, ale nie chodzi tylko o kilometry; także ludzie często żyją daleko od siebie, ale i ode Mnie, maleńka. Chciałem, abyś zobaczyła dziś, jak biegną oni nie wiadomo dokąd, i poznała, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Ukochana, czy dostrzegłaś szczęście na ich twarzach, ba, nawet wśród tych, co weszli na chwilę do kościoła? Nie. Znikła wierność z ich ust, a z nią także znikła radość.

Wiesz, najmilsza, i Ja jestem bardzo samotny, gdy Moje umiłowane dzieci – same w swym błądzeniu, wybacz, że tak to nazwę, przypominają – odkurzacz… Wchłaniają w swoje wnętrze różnego rodzaju śmieci i uważają, że to zaspokoi ich prawdziwy głód, ten głód miłości, który złożyłem w ich sercach od początku.

Gdy powrócimy do twej przeszłości, drobinko, także przeszłaś, co prawda obronną ręką, etap wchłaniania wszystkiego – tej szalonej młodości, kiedy to mówicie, że ten to czas ma swoje prawa.

Piszę do was młodzi, że zwyciężyliście złego.

Otóż maleńka, gdy młody człowiek szuka oparcia, a nie ma tego, kto wskazałby mu na Mój Krzyż, wówczas bardzo szybko pobiegnie za wrodzoną skłonnością, aby żyć, używając wszystkiego i wszystkich, aby zaspokoić niezdrowe popędy swej zepsutej przez grzech natury.

Teraz, Moja mała Anetko, demon, wiedząc, że ma mało czasu, atakuje szczególnie ludzi młodych, którzy nie znalazłszy autorytetów, bardzo prędko wpadają w jego ukryte sidła. Bo wszystko mi wolno – mówią. Dla nich korzyścią nie będzie przestrzeganie Moich przykazań, ponieważ nikt nie powiedział im, że są to życiowe drogowskazy”.

Jak to nie powiedział? Na pewno chodzili do szkoły i mieli religię, choćby się nawet z niej wypisali.

„Nie, Moja droga. To były porady czasu dzieciństwa. Potem, gdy powiał wiatr młodości, zapragnęli nowości, a tu niekoniecznie ją odnaleźli; a owa nowość była w rzeczywistości duchową zgnilizną, choć jawiła się im jako wspaniała przygoda. Wiesz, ukochana, media nie służą dzisiaj młodym, lecz czynią ich posłusznymi niewolnikami urządzeń. Trzeba wielkiego duchowego wstrząsu, o nieskończenie większego niż ten, którego doświadczył Szaweł z Tarsu, aby odnaleźli światło na drogę do Mnie i Mojego Kościoła”.

Dlaczego większego wstrząsu?

„Otóż Moja drobinko, Mój Apostoł Paweł miał w życiu wzniosły, choć i straszliwy cel: ocalić czystą naukę żydowską niezależnie od tego, że musiał wymordować wszystkich chrześcijan, ale miał swój cel. Tymczasem dziś młodzi, błądząc od idei do idei, od tej zabawy do innej, nie mogą nigdzie pobyć na stałe, by stwierdzić, że znaleźli to, czego szukali. O, ale oni już nie szukają, wyjałowieni nadmiarem obfitości wirtualnych gadżetów – pragną i łakną sprawiedliwości, są bardzo zakochani, ale wyłącznie w sobie, pozostają na uboczu, a pragną być w centrum uwagi, wreszcie żyją na pustyni ludzkich relacji, a nie ma nikogo, kto by im dopomógł. Tak, zaprowadźcie ich do waszych terapeutów, z pewnością będą jedynymi osobami, które ich wysłuchają, a jednak nie uzdrowią rozkładającej się duszy, bo nie posiadają takiej władzy”.

Jezu, tyle mówisz, ale jak im pomóc?

„Moja drobinko, bądź uważną. Wystarczy, że pełnisz wolę Ojca i szukasz Jego chwały; że wszędzie, gdzie jesteś, można cię spotkać na adoracji; wreszcie, że modlisz się, aby znaleźli drogę do Mnie. Kiedy jednak na twojej drodze pojawi się młody, pytając, gdzie jest Bóg, wskaż najpierw na swoje serce, a zaraz po nim na najbliższy kościół”.

A jeśli nie zapytają?

„Pójdziesz ze Mną tam, gdzie codziennie jesteś zapraszana, najmilsza Moja oblubienico.

Moi pasterze, oni nieco osłabli w poszukiwaniu dróg do serc młodych. Dlaczego? Bo sami nie umieją być młodymi. Najpierw wtłaczani w seminaryjne ramki, silą się na pobożność i znajdują wiele spraw nie takich, jak się wcześniej spodziewali, a następnie stykają się z prawdą o swojej grzeszności i kiedy z radością przyjmują sakrament święceń kapłańskich, często już z wielkim lękiem spoglądają w przyszłość, bo jeszcze za mało miłości i łaski przyjęli do swoich zgłodniałych serc i umysłów. Dlatego tym trudniej będzie im wyjść ku młodym, w duchu radosnego ojcostwa i służby, ponieważ nie do końca dotknęli prawdy bycia Moim dzieckiem za darmo i za nic. Jakże taki biedny kapłan stanie przed młodym zagniewanym i zbuntowanym światem, aby z radością zaświadczyć: Bóg jest i ja Go codziennie spotykam!

Nie mam na myśli tutaj podwórkowych kazań czy wielkich akcji ewangelizacyjnych, ale jedno: gotowość do słuchania i obdarowywania ojcowską miłością tych poranionych biedaków. Uwierz, drobinko. Taka ojcowska postawa zdecydowanie wystarczy młodym gniewnym, bo niezależnie od tego jak nisko upadli, potrzebują ojca, dobrego ojca. Nie takiego, co poznał wszystkie komunikatory i najnowsze modele telefonów, ale takiego, który swoim życiem zaświadczy, że Jezus żyje i kocha całym sobą najbardziej sponiewieranego człowieka. Wiesz, Anetko, że taki kapłan musi urodzić się i wzrastać w zdrowej rodzinie. Pokaż Mi, drobinko, zdrową rodzinę, a powołam z niej kapłana”.

Zdrową, czyli taką, która się modli i słucha Twojego Słowa? Dobrze, już wiem!

„O… A czy będziesz walczyć o niego, gdy cię poproszę? Pamiętasz, gdy mówiłem o „margaretce” za J.? Kapłan, niczym wojsko duchowe, powinien mieć modlitewne zaplecze, drobinko, ale też sam nie może uciekać od Źródła to jest cichej modlitwy słuchania w bólu”.

Dlaczego w bólu?

„Bo piękne, dobre rzeczy rodzą się w bólu, Moja drobinko, wiesz… Z tobą dziś pragnę rodzić dusze dla Nieba. Mówisz, że tutaj szybko upływa czas, Moja najmilsza, bądź zatem z Tym, który jest poza czasem i przestrzenią, ale też uświęca twój ziemski czas swoją Obecnością i Słowem. Bądź i kochaj!”.

Może być obrazem przedstawiającym 1 osoba
Kategoria: Bez kategorii

Zostaw odpowiedź