EUCHARYSTIA. „Panie, do kogóż pójdziemy?” (2)

15 kwietnia 2016, autor: Krzysztof Osuch SJ

Jezus nigdy nie wycofa się z Misji Zbawienia „wielu”. Tę misję otrzymał od Ojca. Żadna okoliczność nie skłoni Go do tego, żeby (pod każdym względem) najwspanialszą Wolę Ojca przykroić do ludzkich upodobań, żądz czy choćby i pojemności naszego rozumu, często dodatkowo osłabionego pychą… Raczej pójdzie na Mękę i na Krzyż, byle tylko tym skuteczniej dać świadectwo Prawdzie  o Boskiej woli i stylu ocalania nas na wieczność…

A gdy będziemy marudzić, mówiąc: Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?, to On – bądźmy tego pewni – (i tak) niczego nie zmieni! Może opowie jeszcze jedną przypowieść, by oswoić nas z Niepojętym, ale ani jednej „kreski” nie odwoła. Ani o „jedną jotę” niczego nie „złagodzi” (por. Mt 5, 18), lecz (raczej) zdecydowanie i otrzeźwiająco zapyta: Czyż i wy chcecie odejść?

Nieskończona Miłość

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że Jezus bardzo miłuje swoich uczniów. To Jego niewyczerpalna miłość sprawia, że wtedy i dzisiaj z wielką cierpliwością objaśnia, jaki jest Ojciec, Jego i nasz. I jak wielkimi darami pragnie On nas obdarować! Z podobną cierpliwością poucza, jak żyć warto i należy…

Zauważmy jednak, że Jezus w swojej Boskiej „taktyce” zbawiania nie zachowuje się jak polityk, zwłaszcza dzisiejszy. W morzu osaczającego nas relatywizmu i super pragmatyzmu oraz kultu skuteczności warto podkreślić, że Jezus nie przejawia niczego z takiego podejścia, które „sprzedaje” wyższe wartości i cele, byle tylko dostosować się do upodobań swoich wyznawców. To nie oni są miarą rzeczy, lecz niezmiennie On! Jezus nie szuka poklasku i ludzkiej chwały. Tę ma od Ojca (por. J 5, 44; 17, 5). Najwyższym Jego celem i pragnieniem jest to, aby objawić ludziom wspaniały Zamysł Ojca. A ten sprowadza się do tego, żeby doprowadzić nas – drogą możliwie prostą i pewną – do wiecznego zbawienia i szczęścia.

  • Jezus nigdy nie wycofa się z Misji Zbawienia „wielu” (co oznacza wszystkich). Tę misję otrzymał od Ojca. Żadna okoliczność nie skłoni Go do tego, żeby (pod każdym względem) najwspanialszą Wolę Ojca przykroić do ludzkich upodobań, żądz czy choćby i pojemności naszego rozumu, często dodatkowo osłabionego pychą… Raczej pójdzie na Mękę i na Krzyż, byle tylko tym skuteczniej dać świadectwo Prawdzie  o Boskiej woli i stylu ocalania nas na wieczność… A gdy będziemy marudzić, mówiąc: Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?, to On – bądźmy tego pewni – (i tak) niczego nie zmieni! Może opowie jeszcze jedną przypowieść, by oswoić nas z Niepojętym, ale ani jednej „kreski” nie odwoła. Ani o „jedną jotę” niczego nie „złagodzi” (por. Mt 5, 18), lecz (raczej) zdecydowanie i otrzeźwiająco zapyta: Czyż i wy chcecie odejść?

Obyśmy mieli wiarę Piotra i jego miłość, by – nawet nie pojmując – powiedzieć: Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga.

Wszystko zależy od Ojca

Jest w wypowiedzi Jezusa jeszcze jedno zdanie, trudne do zgłębienia, ale stanowi ono ważny drogowskaz, co winniśmy czynić, by nie rozminąć się z Jezusem i z darem zbawienia. To zdanie brzmi: Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli mu to nie zostało dane przez Ojca. Jeden z komentatorów tak odczytuje te (jednak) twarde i zaskakujące słowa Jezusa:

„Nie lubimy takich słów, ponieważ rodzą w nas niepewność. Gdyby kazano nam jakoś zareagować, coś zrobić! Ale co czynić, jeśli mówi się nam o jakimś tajemniczym darze, o którym nie możemy decydować? W którym momencie i w jaki sposób Ojciec pociąga nas do Jezusa, dając nam łaskę prawdziwej wiary w Niego? Komu ofiarowuje ten dar?

  • Na próżno chcielibyśmy zobaczyć rzeczywistość od strony Boga, próbując wślizgnąć się w Jego myśli, Jego decyzje… i w Jego upodobania! Tym, co do nas należy, nie jest jednak zastanawianie się nad Jego wyborami, lecz przyjęcie – najlepiej jak umiemy – tego, co On wybrał dla nas, co postanowił nam dać.
  • Najlepszym sposobem, aby stać się bardziej otwartym na dar, jest uświadomienie sobie, czego wymaga z naszej strony sama logika darów Bożych. Zamiast wyobrażać sobie zbyt prędko, że przyszliśmy do Chrystusa, że chcemy do Niego iść i że dla tego celu uczynimy wszystko, zacznijmy od pokornego pogodzenia się z myślą, że wszystko zależy od Ojca. To zachęci nas do tego, ażeby najpierw prosić Go o wiele żarliwiej o łaskę bycia pociągniętym do Jego Syna. A wówczas będziemy bardziej zdecydowani, aby wykorzystać tę łaskę w stopniu najwyższym – święty Jan nazywa to «wierzyć», w sensie maksymalnego przylgnięcia całym sobą” (A. Seve).

 

Rozważanie pochodzi z książki:

powiększ okładkęhttp://katalog.wydawnictwowam.pl/?Page=opis&Id=71339

Zostaw odpowiedź