Czego trzeba bardzo się strzec w przeżywaniu grzechu?

6 marca 2016, autor: Krzysztof Osuch SJ

Poniższą konferencję proponowałem na koniec rozważań I Tygodnia w rekolekcjach ignacjańskich jako materiał pomocniczy, kładący parę ważnych akcentów po medytacji o Miłosiernym Ojcu. Ufam, że ta konferencja (konsyderacja) przyda się także poza kontekstem rekolekcyjnym, ale przy założeniu, że mamy w pamięci Jezusowe orędzie, rozbrzmiewające w przypowieści o Miłosiernym Ojcu i (właściwie) dwóch marnotrawnych synach (por Łk 15).

1. Cenne wyposażenie osoby – głos sumienia. 2. W przypowieści o Ojcu Miłosiernym spotykamy Boga prawdziwego. 3. Świadectwa Bożego Miłosierdzia. 4. Dobre samopoczucie i pokój serca.

1. Cenne wyposażenie osoby – głos sumienia

To oczywiste, że nie można czuć się dobrze po włożeniu ręki do ognia! Podobnie, nie można czuć się szczęśliwym po osłabieniu czy zerwaniu więzi ze swym Bogiem.

Jest rzeczą niemożliwą, żeby człowiek zrywał więź ze swoim Stwórcą (poprzez nieufność i inne złe uczynki) – i żeby TO nie miało żadnego odzwierciedlenia w najgłębszej warstwie osoby. Mówiąc obrazowo, gdy czynimy zło, zapala się w nas czerwona lampka ! Cierpimy przynajmniej duchowo… 

Na uczynione zło reagujemy odczuciem wyrzutów i nagany. Mówimy, że słyszymy głos sumienia. Rzeczywiście, każdy człowiek w swej najgłębszej głębi poznaje – odnośnie dobra i zła moralnego – to, co stanowi Bóg. Uczestniczymy w wiedzy samego Boga. Bóg wie, co jest dobre a co – złe, i my też to wiemy! Słusznie mówimy o naszej ludzkiej współ-wiedzy z Bogiem. Grecki odpowiednik polskiego słowa sumienie – brzmi: syneidesis, łacińskie słowo na oznaczenie sumienia – brzmi: conscientia; oba te słowa – greckie i łacińskie – mówią (właśnie) o współ-wiedzy.

Mieć zatem sumienie to potrafić – wraz z Bogiem – odróżniać dobro od zła! Mieć sumienie to słyszeć Boży Głos, który chwali nas za uczynione dobro (czyli za podążanie ku Bogu), przeciwnie, gani za uczynione zło (czyli za oddalanie się od Boga, od naszego Celu i Szczęścia)!

Doceniwszy nasze sumienie (czyli ów udział w wiedzy Boga), mocno podkreślmy, że nie wszystkie nasze uczucia związane z naszymi grzechami – wypływają tylko i naprawdę z sumienia, z owego sanktuarium, w którym Bóg kontaktuje się z osobą! Liczmy się z tym, że „mocne” i nieustannie męczące nas poczucie winy z powodu naszych własnych grzechów może wypływać wcale nie: z sumienia, nie: ze współwiedzy z Bogiem i nie z patrzenia razem z Nim na własną grzeszność! Przyczyną męczącego i chorobliwego poczucia winy bywa często to raczej, że wpatrujemy się w zniekształcony i wręcz we fałszywy obraz Boga.[1]

2. W przypowieści o Ojcu Miłosiernym spotykamy Boga prawdziwego

Jesteśmy pewni Boskiego Miłosierdzia, bo to Boży Syn przedstawia nam Ojca swojego i Ojca naszego. Dzięki Jezusowi możemy patrzeć na naszą grzeszność oczyma Boga Ojca.

Byłoby to bardzo przykre – dla Boga i dla nas -, gdybyśmy przeżywali naszą grzeszność, odnosząc się nie do Boga, który się objawił w Jezusie Chrystusie, lecz do naszych fałszywych wyobrażeń na temat Boga! Popełniamy fatalny błąd, gdy zniekształcony obraz Boga bierzemy za samego Boga! Obraz Boga, „wetknięty” nam przez szatana w rajskim kuszeniu, ma to do siebie, że bardzo przygnębia i wprawia w smutek! Próby kontaktu z Bogiem – (niejako) poprzez Jego zafałszowany obraz – nie doprowadzają nas do rozradowania się w Bogu Zbawicielu naszym!

Rekolekcje pierwszego tygodnia Ćwiczeń duchownych to czas, w którym w obfitości dociera do nas Ewangelia Miłosierdzia i przebaczenia. Trzeba się jednak liczyć z tym, że nawet w takim czasie i po takim doświadczeniu – czyha na nas poważna pułapka. Polega ona na tym, że oto Prawdziwy Bóg stara się wyprowadzić nas z przytłoczenia grzechami i dogłębnie pojednać ze Sobą, my tymczasem, nieoczekiwanie, wciąż znajdujemy sobie dziwne powody, by nadal tkwić w dręczącym nas poczuciu winy i by nim siebie przygnębiać. Dzieje się tak dlatego, że zapatrzeni bywamy w naszą chorą ambicję, zamiast wpatrywać się w twarz i serce Ojca! Nie dając pełnej wiary Miłości Boga, dajemy się zagarnąć żywiołowi pychy. Pycha zaś miewa różne oblicza; również i takie, że nie pozwala nam pogodnie i ufnie zgodzić się na jakąkolwiek niedoskonałość – także na tę związaną (po grzechu pierworodnym) z naszą człowieczą skłonnością do grzechu! Paradoks i dramat tej sytuacji na tym polega, że Bóg w swej Miłości i Dobroci znajduje wyjście i usprawiedliwienie dla grzesznika, zaś grzesznik, unosząc się pychą, nie chce przyjąć zaofiarowanego mu przebaczenia i miłosierdzia!

Bierzmy to sobie do serca, że Bóg Żywy i Prawdziwy nie chce, byśmy do zła niszczących nas grzechów dodawali jeszcze i to zło: że bezlitośnie zadręczamy siebie z powodu niedoskonałości moralnej. Wmawiamy Panu Bogu, że się nami brzydzi i na pewno nie może nam przebaczyć! I że w ogóle nie ma już żadnego wyjścia!

Starajmy się zatem ze wszystkich sił o to, żeby NIE przypisywać Panu Bogu swojej ambicjonalnej i pysznej reakcji na swoje grzechy! – pełnej goryczy i przytłoczenia. W razie ataku szatana i własnej pychy – odwołujmy się do Bożego Objawienia i powtarzajmy sobie, że to NIE Pan Bóg jest autorem mojej ambicjonalnej – w istocie destrukcyjnej – reakcji na mój grzech! Bóg OJCIEC zawsze czeka na to, że bardziej poznam Jego SERCE pełne Miłosierdzia, i że nie poddam się swojej ambicji, która nie chce zależeć od Miłości i wierzyć w Miłość nieskończenie większą od własnych ograniczonych wyobrażeń.

Trzeba zatem krytycznie pytać, czy nie przypisuję Panu Bogu tych odczuć, które odzwierciedlają nie myśli i uczucia Boga, ale odzwierciedlają: moje „niedoinformowanie” na temat Ojcowskiego Serca Boga, a także, w końcu, moją zranioną ambicję, która nie może znieść słabości, choć słyszy tyle zapewnień Boga, że On sam (Bóg) znosi tę moją słabość! A czyni to Bóg Ojciec z serdeczną przychylnością Ojca wobec nas – swoich dzieci – uwikłanych jeszcze w słabość, także tę moralną.

Tym, co nas oddziela od ufnego przyjęcia Bożego Miłosierdzia i od pogodnego pojednania się z Bogiem Ojcem – są także często surowe osądy innych ludzi. Mówimy sobie wtedy: jeśli ludzie tak surowo mnie osądzają, to na pewno i Pan Bóg czyni podobnie! Niekiedy nawet głosiciele Ewangelii przypisują Bogu swoje reagowanie na człowieka grzesznika.

3. Świadectwa Bożego Miłosierdzia

O. Duriaux, dominikanin, tak wprowadza do jednej z myśli Jezusa – przekazanej Słudze Bożej S. Benignie Konsolacie Ferrero, wizytce z Como. „Posłuchajmy tych słów, pełnych czystej teologii dogmatycznej, posłuchajmy tego wykładu traktatu o Wcieleniu, o Krzyżu, pełnego najdonioślejszych prawd Ewangelii świętej:”

„Gdy dusza żałuje i opłakuje całym sercem swe grzechy, czyż sądzisz, że jestem tak surowy, bym ich jej nie zapomniał? Nie znałabyś Serca Mojego, gdybyś tak sądziła! Moje Serce, tak bardzo kochające, tak gorąco pragnie nawrócenia dusz, że na ich pierwsze zwrócenie się ku Bogu nie mogę powstrzymać mej radości… wybiegam na ich spotkanie… Nie możesz zrozumieć radości, jakiej doznaję w spełnianiu posłannictwa Zbawiciela, to Moje największe zadowolenie, i z dusz, które wyciągam z najgłębszych otchłani błota, czynię najpiękniejsze arcydzieła. Dla duszy grzechy odpuszczone stają się źródłami łask, bo są powodem do ciągłych upokorzeń… Wszystko służy do postępu duszy, wszystko, nawet jej niedoskonałości stają się w Moich Boskich rękach jakby drogimi kamieniami, gdyż zamieniam je w akty pokory, pobudzając duszę, aby je czyniła… Gdyby ci, co budują domy, mogli zamieniać gruzy i ruiny na materiały budowlane, jakżeby się bardzo cieszyli! Otóż dusza wierna może to uczynić za Moją łaską; a winy jej najcięższe i najwstrętniejsze stają się kamieniami węgielnymi w gmachu jej doskonałości.”

„Kocham tak bardzo biednych grzeszników! Chcę, żeby wiedziano, jak bardzo ich miłuję! Pozwoliłem na przygwożdżenie do krzyża Mych Rąk, abym niejako przez to nie mógł karać biednych grzeszników! Korona cierniowa tyle sprawiała Mi cierpień, Krew zalewała Mi oczy, nie mogłem ich nawet otworzyć, a jednak od czasu do czasu spoglądałem na Mych katów z wielką czułością… Napisz to, zrobisz Mi tym wielką przyjemność. Jestem Bogiem wszelkiego Miłosierdzia. Niczego tak nie pragnę, jak być zawsze miłosiernym! Dla Mnie użyć sprawiedliwości jest to iść przeciwko prądowi, muszę sobie gwałt zadawać. Drzwi Mego Miłosierdzia stoją otworem, nawet małe dziecko może je uchylić, nawet starzec, który stracił siły”.

„Przeciwnie drzwi mej Sprawiedliwości zamknięte są na klucz i otwieram je tylko temu, który Mnie do tego zmusza. Sam przez się nie otworzyłbym ich nigdy. W jednej chwili mogę naprawić całą przeszłość duszy, gdyby tylko zechciała Mnie uznać za Boga, to jest , gdy nie ogranicza Mej dobroci swą nieufnością, gdy nie zacieśnia Mego Miłosierdzia swymi smutkami, gdy nie mierzy Mej miłości swoją miłością. Gdybym cię miał kochać podług twej wierności, źlebyś na tym wyszła, bo raz jesteś wierna, a kiedy indziej mniej wierna… ale Ja jestem niezmienny: a Moja miłość jest nieskończona” [2].

Krótkie rozważanie O. De Mello

“Piotr więc odrzekł: `człowiecze nie wiem, o kim mówisz!´Gdy to powiedział zapiał kogut a Pan odwrócił się i spojrzał wprost na Piotra. Piotr zaś wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał”.

“Jestem w dość dobrych układach z Panem. Zwykłem Go prosić o różne rzeczy, rozmawiam z Nim, wielbię Go i dziękuję Mu. Miałem jednak stale nieprzyjemne odczucie, iż chciał mnie On skłonić, bym patrzył Mu w oczy a ja nie chciałem. Rozmawiałem wprawdzie, patrzyłem jednak nie na Niego, kiedy czułem, że On patrzy na mnie. Ciągle patrzyłem gdzieś w bok i wiedziałem dlaczego. Bałem się, że spotkam w Jego oczach jakiś wyrzut z powodu jakiegoś grzechu jeszcze nie obżałowanego. Myślałem natknę się na jakieś żądanie, coś będzie na pewno chciał ode mnie. Pewnego dnia zdobyłem się na odwagę i spojrzałem na Niego. I oto nie było żadnego wyrzutu. Nie było żadnego żądania. Jego oczy mówiły jedynie: kocham cię. Długo patrzyłem w te oczy, badawczo wpatrywałem się w nie – jednak tylko to jedno brzmiało: kocham cię. Wtedy wyszedłem i jak Piotr płakałem”. (Śpiew ptaka).

Powtórzmy jeszcze raz: chora ambicja nie dopuszcza do siebie czystego daru, jakim jest wspaniała miłość Stwórcy i Ojca! Ta Miłość Ojca objawia się …jako miłosierdzie wobec człowieka upadającego.

W medytacjach, w modlitwie kolejnego dnia prośmy gorąco, żeby olśniła nas miłość Boga i żeby to olśnienie uwolniło nas od przemożnej skłonności do przerzucania na Pana Boga swoich własnych odczuć. Niech nasza prośba będzie naprawdę żarliwa! Prośmy, żebyśmy nie przypisywali Bogu własnych negatywnych uczuć – takich jak zniechęcenie do siebie samego czy aż pogardzanie sobą samym, itp.

Niech Słowo Boże i Sakrament Pojednania przepełniają nas rzeczywistymi uczuciami, jakie Bóg Ojciec żywi wobec nas. Ale tu uwaga: Nie chodzi o to, żeby najpierw niejako wyprodukować jakieś wspaniałe uczucia względem siebie, a następnie przenieść je na Boga, a potem znów ściągnąć je na siebie! Chodzi o napełnianie swego serca EWANGELIĄ Jezusa Chrystusa! Przepojenie siebie miłością objawioną przez Jezusa chronić nas będzie przed odchodzeniem, uczyni je rzadszym, „krótszym”, aż dojdziemy do pełnej wolności w Chrystusie! Przepojenie Ewangelią o miłości Jezusowej ułatwi nam także powrót, gdy zdarzy się jakieś potknięcie. Dzisiaj i ilekroć w przyszłości będziemy wchodzić w przygotowanie do sakramentu pojednania, starajmy się przypominać sobie przypowieść o Ojcu Miłosiernym. Pamiętajmy o tym (i to rozważajmy), że w Sakramencie Pojednania spotykamy się z Miłosiernym Ojcem, Synem i Duchem Świętym

W nas wszystkich działa ukryty i jednocześnie uparty lęk przed Bogiem. Wszyscy rodzimy się z wrodzoną nieufnością, z podejrzliwością wobec Pana Boga. Można śmiało powiedzieć, że Panu Bogu na niczym tak bardzo nie zależy jak na uzdrowieniu nas z nieufności do Niego, a w konsekwencji na uwolnieniu nas z lęku przed Nim i z wszelkiego lęku. W miłości ni ma lęku, doskonała miłość usuwa lęk – mówi św. Jan w I liście 4, 18.

Słowa, które Pan Jezus wypowiedział do błogosławionej siostry Faustyny Kowalskiej, doskonale współbrzmią z treścią Ewangelii. “O jak bardzo kocham dusze, które mi zupełnie zaufały, wszystko im uczynię” Dzienniczek nr 294. I nieco dalej w nr 300: O jak bardzo mnie rani niedowierzanie duszy. Taka dusza wyznaje, że jestem święty i sprawiedliwy a nie wierzy, że jestem Miłosierdziem, nie dowierza dobroci mojej. I szatani wielbią sprawiedliwość moją, ale nie wierzą w dobroć moją. To wiedz, że miłosierdzie jest największym przymiotem Boga.

4. Dobre samopoczucie i pokój serca

Pokój sumienia i dobre samopoczucie duchowe to podstawowe dobra osoby, z tym, że możemy te dobra posiadać czy budować nie na bezgrzeszności i na jakimś niemożliwym do osiągnięcia samousprawiedliwieniu: Ja się wytłumaczę, ja sobie z tym poradzę – z pomocą na przykład psychoterapeuty czy w jakiś inny sposób.

Dobre samopoczucie i pokój serca może mieć ten, kto zarzuca drogę samousprawiedliwień i kto otwarcie staje wobec prawdy o swojej grzeszności i jednocześnie, a nawet wcześniej, uprzedzająco odkrywa, że Bóg miłuje grzesznika. Że to On swą mocą, mocą Boskiej miłości – pozbawia grzechy mocy szkodzenia. Mam się dowiedzieć właśnie w tej ewangelizacji, w tym poddaniu się zewangelizowaniu mnie, choć ulegałem, czy niestety ulegam złym dążeniom, czy dążeniom do zła, choć jestem grzesznikiem, to jednak Pan Bóg mnie kocha. Fakt mojej grzeszności, która się będzie wlec przez życie, nie zmienia nastawienia Boga wobec mnie. Jest On zawsze życzliwy wobec mnie. Chodzi o to, żeby od tych stwierdzeń przechodzić do kosztowania, do nasycania się miłosierną Miłością Boga! Pan Bóg każdego z nas w szkole Jezusa wychowuje do pogodnego wyznania pełnego ufności: jestem grzesznikiem, nie skrywam tego, ale Bóg mnie kocha stale, zawsze. Mamy tu do czynienia z misterium, misterium iniquitatis. Ewangelia święta na każdej stronie podkreśla tę prawdę, którą św. Paweł bardzo zwięźle wyraził w Liście do Rzymian 5.8: Bóg okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas gdyśmy byli jeszcze grzesznikami. Chrystus z upodobaniem i z naciskiem mówi, że przychodzi do źle się mających; nie potrzebują bowiem lekarza zdrowi (por. Mt 9, 12 n).

———————————————

Przypisy:

[1] O sumieniu więcej możemy poczytać w Katechizmie Kościoła Katolickiego(=KKK), Artykuł 6: Sumienie moralne, Formowanie sumienia, Wybierać zgodnie z sumieniem, Sąd błędny. W pobliżu są tam zagadnienia pokrewne: Grzech, Miłosierdzie i grzech, Definicja grzechu, Zróżnicowanie grzechów, Ciężar grzechu: grzech śmiertelny i powszedni, Rozprzestrzenianie się grzechu. Są t o numery: 1776-1794 i 1846-1869. Wskazując te teksty w KKK, pragnę uwrażliwiać na potrzebę osobistego pogłębiania życia duchowego – czerpiąc wiedzę duchową także z tego skarbca Objawienia i wiary, jakim jest – poza Pismem św. – Katechizm Kościoła Katolickiego.

 [2] O. Duriaux, dominikanin, Duch sługi Bożej S. Benigny Konsolaty Ferrero, (wizytki z Como). Według jej pism. Przekład z francuskiego. Kraków, Wydawnictwo Arcybractwa Straży Honorowej 1932, s.23-25.

Zostaw odpowiedź