Sparaliżowani grzechem

10 grudnia 2015, autor: Krzysztof Osuch SJ

Dla wszystkich było jasne, czego od Jezusa oczekuje sparaliżowany i jego bliscy. Wszyscy czekali po prostu na cudowne uzdrowienie ciała. Ale tymczasem okazało się, że Jezus chciał mu dać nie tylko zdrowie ciała. Owszem, za chwilę uwolni go od paraliżu, ale wpierw zdejmie z niego brzemię grzechów i poczucie winy, które zwykle im towarzyszy.

pon. po 2 Niedz. Adw.

Czytania np. tu: http://www.niedziela.pl/index/liturgia/liturgia1.php?data=2012-12-10

Paralityk zgnębiony chorobą i grzechem

Ludzie życzliwi sparaliżowanemu człowiekowi zadali sobie dużo trudu, by go stawić go przed Jezusem. Ewangelista opisał to szczegółowo: przez powałę spuścili go wraz z łożem w sam środek przed Jezusa. Mocą szczególnej wiedzy o każdym człowieku Jezus wiedział od razu wszystko także o tym człowieku. Jan Ewangelista powie o Jezusie, że nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co w człowieku się kryje (J 1, 25).

Dla wszystkich było jasne, czego od Jezusa oczekuje sparaliżowany i jego bliscy. Wszyscy czekali po prostu na cudowne uzdrowienie ciała. Ale tymczasem okazało się, że Jezus chciał mu dać nie tylko zdrowie ciała. Owszem, za chwilę uwolni go od paraliżu, ale wpierw zdejmie z niego brzemię grzechów i poczucie winy, które zwykle im towarzyszy. Nam mówi opisany bieg wydarzeń najpierw o tym, że Jezus widzi każdą osobę całościowo. Oprócz wielkich potrzeb ciała dostrzega także to, co przygnębia ludzką psychikę i ducha. A są to przede wszystkim grzechy, skutki grzechów własnych i cudzych.

Oczywiście tego nie wiemy, czy paralityka przytłaczały grzechy wyjątkowo ciężkie. Zdajemy sobie jednak sprawę z tego, że wszystkie ludzkie grzechy mają jakiś wspólny „gruby” korzeń. Inaczej mówiąc, u podstaw mnóstwa ludzkich grzechów jest coś, co można by nazwać grzechem „źródłowym”. Pewien autor wyraził to tak: „Nasz grzech polega na tym, że nie uznajemy naszej potrzeby [Boga] i zależności od Boga, naszej potrzeby, by być w stanie pojednania z naszym Stwórcą i wszystkim, co jest dobre w Jego stworzeniu. Jest [naszym grzechem] urządzanie się samemu” i twierdzenie, „że jesteśmy panami swojego własnego przeznaczenia (pycha) i swoimi własnymi bogami (bałwochwalstwo)”[1].

Podobne słowa wypowiedział kard. J. Ratzinger w czasie Drogi Krzyżowej w Koloseum w roku 2005, mówiąc o naturze naszej pychy: „Jest nią arogancja, która sprawia, że chcemy uwolnić się od Boga i być sami dla siebie, arogancja, która sprawia, że sądzimy, iż nie potrzebujemy Jego wiecznej Miłości, lecz możemy być panami swojego własnego życia. W tym buncie przeciwko prawdzie, w tym usiłowaniu bycia samemu sobie bogiem, stwórcą i sędzią, przewracamy się i wpadamy w samozniszczenie”[2].

Upodobanie w grzechu

Człowiek pogrążony w grzechu i grzechem sparaliżowany, choć cierpi, to jednak paradoksalnie z upodobaniem odnosi się do swego grzesznego usposobienia. Do momentu zasadniczego nawrócenia nie widzi, że to grzech jest głównym problem i stwarza największe zagrożenia. Hołubienie grzesznego usposobienia sprawia, że człowiek konsekwentnie oddaje cześć sobie i swoim dziełom, zamiast oddawać ją Bogu.

Uparte trwanie w usposobieniu, które lekceważy Boga, najlepiej ilustruje słowo z Apokalipsy: Oto „od trzech plag została zabita trzecia część ludzi” (Ap 9, 18). Można się było spodziewać, że da to ludziom do myślenie i spowoduje opamiętanie i nawrócenie tej reszty, która przeżyła… Jednak tak się nie stało: „A pozostali ludzie, nie zabici przez te plagi, nie odwrócili się od dzieł swoich rąk, tak by nie wielbić demonów ani bożków złotych, srebrnych, spiżowych, kamiennych, drewnianych, które nie mogą ni widzieć, ni słyszeć, ni chodzić. Ani się nie odwrócili od swoich zabójstw, swych czarów, swego nierządu i swych kradzieży” (Ap 9, 21).

Bycie stworzonym z miłości Boga i dla miłowania skierowuje człowieka ku Bogu jako ostatecznemu Celowi. Tymczasem godząc się na upodobanie w grzechu, człowiek zadaje gwałt swej najgłębszej tożsamo­ści. Trwając w grzechu, zaprzecza temu, kim jest. Stawiając w centrum siebie samego (egocentryzm), żyje człowiek różnymi sprawami, posiadaniem rzeczy, wrażeniami, może nawet wysokimi „wartościami”, ale nie Bogiem. Uniwersalnym sygnałem ostrzegawczym, że dzieje się naprawdę coś złego, jest zwykle to, że mimo wszystkich starań i zabiegów człowiek nie zaznaje spełnienia.

Jezus doskonale wie, jak straszną rzeczą jest rozmijać się z Miłością Stwórcy… Jest to największe nieszczęście człowieka. Jest to zło znacznie większe niż paraliż, trąd, ślepota, itp. Nawet fizyczna śmierć jest jedynie cieniem i obrazem umierania duszy wskutek odłączenia się od Bożej Miłości. Nic zatem dziwnego, że spotkanie Jezusa z paralitykiem przybiera kształt, który zaskakuje otoczenie i samego paralityka. Jezus w swym zachowaniu (w słowach i zbawczym czynie) wykracza daleko poza wyobrażenia i oczekiwania cierpiącego człowieka.

Pomóc całemu człowiekowi

Jest oczywiste, że Jezus pragnie wspomóc człowieka, który jest w wielkiej biedzie. Chce pomóc konkretnemu człowiekowi. Temu, który został do Niego przyniesiony. Jednak przy tej „sposobności” Jezus chce pomóc wszystkim, dlatego zwraca się do wszystkich obecnych (także do nas dzisiaj) z przesłaniem, które ewangelizuje i katechizuje.

Ewangelizowanie jest zwiastowaniem dobrej nowiny o zbawieniu człowieka i o możliwości radykalnej jego odmiany losu. Istotną częścią tego zwiastowania jest otwieranie oczu na powagę sytuacji, w jakiej znajduje się cały człowiek. Działanie katechetyczne zmierza do tego, żeby trwale wetknąć w uszy ludzi ważne prawdy o Bogu i o człowieku. „Tam” ulokowane mają one stale rozbrzmiewać i przypominać to, co dla sensu życia jest najważniejsze!

Co dla nas – w rozważanej perykopie – jest Jezusową ewangelią i katechezą? Być może to przede wszystkim, że gdy przychodzimy do Jezusa z różnymi brakami, potrzebami i prośbami, to winniśmy być przygotowani na to, że i nam Jezus zechce ofiarować znacznie więcej niż prosimy. Jego odpowiedź na nasze prośby może brzmieć mniej więcej tak: «Tak, to dobrze, że z ufną wiarą w sercu prosisz Mnie, żeby coś zostało ci dane lub zabrane. Bardzo zależy Mi na tym, żebyś przychodził do Mnie ze wszystkim! Winieneś jednak odkryć swoją największą potrzebę; a wiąże się ona z twoimi grzechami. Dokładniej, z twoim grzechem „źródłowym”, fundamentalnym. Trzeba go wydobyć, nazwać i wyznać, a także obżałować. W przeciwnym razie, będzie cię on z ukrycia gnębił i przygnębiał! Będzie cię przyginał do ziemi, paraliżował i odbierał radość istnienia. Będzie paraliżował zdolności angażowania się i działania na rzecz innych. Tkwiąc w grzechu fundamentalnym, źródłowym, będziesz wegetował i będziesz smutny. Otwórz się zatem na dogłębną przemianę twojego serca, twojego sposobu myślenia, wartościowania i wybierania».

Zasadnicze przewartościowania

Jezus Chrystus jest Synem Bożym i zarazem naszym Zbawicielem; dlatego też, gdy spotykamy się z Nim na poważnie (choćby na gruncie wydarzenia opisanego w rozważanej perykopie), to z góry spodziewajmy się poważnych przewartościowań w potocznym spojrzeniu na różne dziedziny życia.

Jest rzeczywiście rzeczą znamienną, że Jezus często odwraca potoczne rozumienie różnych sytuacji, w których znajdujemy się my sami i nasi bliźni. Obserwujemy to w dzisiejszej perykopie; okazało się, że główny problem tamtego paralityka krył się głębiej i nie tam, gdzie upatrywał go on sami i ci, którzy go przynieśli.

– Czy z naszymi „paraliżami” i wszelkimi problemami nie jest podobnie?

Chciejmy głębiej wejrzeć w tajemnicę nieprawości i grzechu. Pragnijmy przyswoić sobie patrzenie Jezusa we wszystkich, najpierw najważniejszych, dziedzinach życia. Prośmy Ducha Świętego o światło dla poznania swego podstawowego grzechu. A polega on (by powtórzyć to innymi słowami) na tym, że nie żyjemy jeszcze na tę miarę, która jest nam wskazana w najważniejszym i pierwszym Przykazaniu. Mówi ono – wprost – o tym, jak my winniśmy miłować Boga, zaś – pośrednio – mówi o tym, że Bóg miłuje nas jako pierwszy i na Boski sposób, zatem nieskończenie.

Radujmy się, że jest stale pośród nas Ten, który bierze na Siebie nasze grzechy, by nas usprawiedliwić, uwolnić od różnych więzów i uświęcić w Prawdzie! Możemy doświadczać tego w każdym akcie skruchy, zaś jeszcze pełniej w sakramencie Pokuty i Pojednania.

 


[1] Morris Maddocks, The Christian Healing Ministry (SPCK 1985), s. 12 – za: Russ Parker, Przebaczenie jest uzdrowieniem, Wyd M, 1988, s.64

[2] Rozważania Drogi Krzyżowej w Koloseum Rzymskim 25.03.2005.

Rozważanie pochodzi z mojej książki:

powiększ okładkę

Zostaw odpowiedź