Nie ma sytuacji beznadziejnych

5 lipca 2015, autor: Krzysztof Osuch SJ

Każdy człowiek (jakoś) wie w głębi swego serca, że stworzony jest i powołany do „życia niczym nie umniejszonego” – do życia w pokoju, szczęściu, radości; do życia, ocalonego wbrew wszelkim zagrożeniom. Człowiek ma wrodzoną zdolność żywienia nadziei odnośnie trwałości swego istnienia i co do trwałego cieszenia się innymi cennymi dobrami!

A gdy czuje się radykalnie zagrożony, to odruchowo szuka gruntu, po którym znów będzie mógł stąpać pewnie i z nadzieją na ostateczne ocalenie.

Gdy Jezus mówił, pewien zwierzchnik synagogi przyszedł do Niego i, oddając pokłon, prosił: Panie, moja córka dopiero co skonała, lecz przyjdź i włóż na nią rękę, a żyć będzie. Jezus wstał i wraz z uczniami poszedł za nim.

Wtem jakaś kobieta, która dwanaście lat cierpiała na krwotok, podeszła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza. Bo sobie mówiła: żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa. Jezus obrócił się, i widząc ją, rzekł: Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła. I od tej chwili kobieta była zdrowa.

Gdy Jezus przyszedł do domu zwierzchnika i zobaczył fletnistów oraz tłum zgiełkliwy, rzekł: Usuńcie się, bo dziewczynka nie umarła, tylko śpi. A oni wyśmiewali Go. Skoro jednak usunięto tłum, wszedł i ujął ją za rękę, a dziewczynka wstała. Wieść o tym rozeszła się po całej tamtejszej okolicy (Mt 9,18-26).

Beznadziejne sytuacje?

W rozważanym fragmencie św. Mateusz przedstawia nam dwa „przypadki”, po ludzku sądząc, najzupełniej beznadziejne. Oto skonała córka pewnego zwierzchnika synagogi. Jej zrozpaczony ojciec – niejako „wbrew nadziei” – prosi Jezusa, by Ten przyszedł, włożył na nią rękę, a ona ożyje. Odpowiedź Jezusa była chętna i natychmiastowa: Jezus wstał i wraz z uczniami poszedł za nim. – Od razu zauważmy, że Jezus zawsze tak reaguje na przedstawioną Mu prośbę. Nie ociąga się. Owszem, może próbować czyjąś wiarę i zaufanie, ale nigdy nikogo nie lekceważy, nie zbywa.

Na dramatyczną sytuację w domu zwierzchnika synagogi nałożyła się w czasie sytuacja udręczonej kobiety, która po dwunastu latach cierpień i po utracie całego mienia, wydanego na lekarzy, miała się jeszcze gorzej (jak to dokładniej opisał św. Marek, ten Ewangelista, który zwykle jest bardzo zwięzły w swych opisach, por. Mk 5, 21-43).

Mężczyzna i kobieta, oboje (w opisie św. Mateusza) nieznani z imienia, odzyskali utracone dobra dopiero wtedy, gdy przyszli do Jezusa. W Nim spotkali Kogoś, kto potrafił pomóc im w sytuacji całkiem beznadziejnej.

– A więc jest na naszej Ziemi Ktoś taki, kto potrafi odmienić sytuacje beznadziejne. A z drugiej strony patrząc, widzimy, że każdy człowiek (jakoś) wie w głębi swego serca, że stworzony jest i powołany do „życia niczym nie umniejszonego” – do życia w pokoju, szczęściu, radości; do życia, ocalonego wbrew wszelkim zagrożeniom. Człowiek ma wrodzoną zdolność żywienia nadziei odnośnie trwałości swego istnienia i co do trwałego cieszenia się innymi cennymi dobrami! A gdy czuje się radykalnie zagrożony, to odruchowo szuka gruntu, po którym znów będzie mógł stąpać pewnie i z nadzieją na ostateczne ocalenie.

To prawda, schorowana niewiasta długo szukała kogoś, kto jej pomoże. Jednak wciąż ożywiała ja nadzieja. Nie poddawała się. – Zauważmy i doceńmy, w niej i w każdym człowieku (także w sobie), ten duchowy dynamizm, który chroni przed poddaniem się, rezygnacją. Ten dynamizm każe wytrwale szukać lekarstwa na strapienie, na samotność, na niepokój, na śmierć, na bezsens. To bardzo dobrze, że czujemy się od wewnątrz tak mocno przynaglani, by próbować odzyskać utraconą radość życia, pokój, zadowolenie i sens życia.

My w najtrudniejszych sytuacjach

Pewno wszyscy mamy w pamięci sytuacje, które jeszcze i dziś jawią się nam jako bardzo trudne, najtrudniejsze. Komu nie zdarzało się tracić duchowego pokoju i radości? Kto nie miał wrażenia, że jego droga nagle się urywa i otwiera się otchłań bezsensu?

  • Co zwykle robi człowiek, któremu urywa się droga lub wyrasta przed nim mur nie do przebycia? Szuka wyjścia. Szuka lekarstwa, które odmieni stan smutku, cierpienia, strapienia.
  • A czy łatwo je znaleźć? Raczej nie. Często środki zaradcze odruchowo stosowane okazują się nietrafione i nieskuteczne. Nierzadko bywa tak, że po zaaplikowaniu „lekarstwa” miewamy się jeszcze gorzej…

To naiwna iluzja sądzić, że jakaś rozrywka, tania czy droga, pomoże wyeliminować ból duszy.

Taki zabieg może przynieść trochę zapomnienia, ale niczego nie rozwiązuje, a jedynie pogłębia problem i pogarsza sytuację. Jednak to pogorszenie, paradoksalnie, jest szansą – w tym sensie, że cierpiąc bardziej, zaczynamy szukać intensywniej i prawdziwiej. W dzisiejszej perykopie oznacza to przyjście do Jezusa dwóch osób. My też, dotknięci większym bólem, intensywniej zwracamy się do Jezusa Chrystusa.

A On zawsze okazuje się „deską ratunku” nie tylko ostatnią, ale i niezawodną…

Konsekwentnie odnajdywać Jezusa

A my, doświadczając coraz to nowych przeciwności i cierpień, wydoskonalamy nawyk przychodzenia ze wszystkim do Chrystusa. A to liczy się najbardziej.

„Ci, którzy Mnie odnajdują, posiadają największe szczęście, jakie można mieć na ziemi, moja córeczko – mówi Jezus do Gabrieli Bossis; trzeba Mnie jednak szukać, nie raz czy dwa, ale nieustannie, bo wasza słabość nieustannie traci Mnie wskutek roztargnień życia codziennego. A oczy, które na Mnie patrzą, zaczynają patrzeć w inną stronę… i uwaga, której oczekiwałem, kieruje się na zupełnie inny przedmiot. Wtedy oddalam się… a wy powinniście poszukiwać Mnie na nowo. Szczęśliwe poszukiwanie! Bo jesteście pewni, że Mnie odnajdziecie. O, gdybyście mogli Mnie zachować tak, jak Ja was zachowuję w Sobie!

Czy wiesz, że nie opuszczam cię ani na chwilę, moje małe stworzenie, uczynione moimi rękami? Wiesz, że pomimo twych braków jesteś moim umiłowanym dzieckiem. Czy więc za wiele wymagam, gdy oczekuję od ciebie życia wewnętrznego ze Mną we wszystkich chwilach twego dnia? Żebyś oddała Mi wszystko, nie wracając do siebie? Żebyś zakorzeniła się w moim sercu, działając tylko po to, by Mi sprawić przyjemność i pocieszyć je nie pozwalając rozdzielić naszych dwóch serc. Czy to za dużo prosić cię, byś trochę zapomniała o sprawach tego świata i żebyś już naprzód żyła życiem tamtego świata? Żebyś więcej przebywała w towarzystwie świętych i aniołów, którzy pomogą ci zbliżyć się, nauczyć się języka miłości nieba. ‘Chwała, cześć i błogosławieństwo naszemu Bogu, po trzykroć Świętemu’. Ileż może być wariacji na ten temat…

Życie w niebie! Spoglądaj na nie często, ponieważ to życie jutra, ponieważ ono tylko się liczy, bo to Ja, Ja do ciebie mówię. A wiesz, jak bardzo pragnę dać wam to niebo, ponieważ wszystkie moje cierpienia zniosłem dla tego celu. Gdybyś o tym wiedziała, stałabyś się świętą tylko po to, by zaspokoić to pragnienie. A Ja towarzyszę twym wewnętrznym poruszeniom, tak jak skąpiec uczestniczy w grze, w której może wygrać” (ON i ja, t. II, nr 258).

Oby ta „gra” doprowadziła nas do pewności i modlitwy Psalmisty:

Pan jest łaskawy, pełen miłosierdzia.
Każdego dnia będę Ciebie błogosławił
i na wieki wysławiał Twoje imię.
Wielki jest Pan i godzien wielkiej chwały,
a wielkość Jego niezgłębiona
(Ps 145).

Podobne rozważanie w:

powiększ okładkęhttp://katalog.wydawnictwowam.pl/?Page=opis&Id=57530

Komentarze

Jedna odpowiedź do wpisu “Nie ma sytuacji beznadziejnych”
  1. Maria pisze:

    moze byc i tak, ze przez ciagle cierpienie, rozpacz , niewysluchane blagania oddalamy sie od Chrystusa, stajemy sie „letni”

Zostaw odpowiedź