K. Osuch SJ, CHCIWOŚĆ albo MIŁOŚĆ! Jk 5, 1-6 (czw po N 7)

28 lutego 2014, autor: Krzysztof Osuch SJ

Nie martw się, gdy ktoś się wzbogaci,
gdy wzrośnie zamożność jego domu,
bo kiedy umrze, nic nie weźmie ze sobą,
a jego bogactwo nie pójdzie za nim.

Na ogół zaczynamy osobistą refleksję i modlitwę od uważnego (może nawet parokrotnego) przeczytania Słowa Bożego, które przypada na dany dzień. Czasem jednak (choćby eksperymentalnie) wolimy zacząć od czyjejś refleksji, będącej już owocem przemyśleń i modlitwy. Oto kilka myśli (wyrażonych zwięźle i „punktowo”).

Dzisiejsze słowo Boże zawiera pouczenia i przestrogi, ale można je nazwać portretem (zrobionym grubą kreską) człowieka, który doświadcza wielkiej wewnętrznej pustki i biedy. A głównym powodem jest to, że nie doświadczył odrodzenia i nowego życia w Jezusie Chrystusie, z Nim!

W portretowanym, biednym i zasadniczo pustym bogaczu, włącza się i na wysokich obrotach działa motor, któremu na imię chciwość!

Człowiek „sformatowany” i napędzany chciwością odczuwa wewnętrzny przymus, by gonić i uganiać się za wszystkim, co składa obietnicę, że ubogaci, że da poczucie bezpieczeństwa, że podniesie (marny) nastrój i ubarwi życie.

Praktycznie rzecz ujmując, człowiek, o którym mowa, chce mieć:

– dużo bogactwa, pieniędzy,
– dużo barwnych widowisk (programy rozrywkowe, obrazy, filmy),
– dużo ciekawych przeżyć,
– dużo poznanego świata i ludzi,
– duży udział w jakiejś władzy i korzyściach z niej płynących,
– także dużo wiedzy, koneksji i wpływów, itp.

Człowiek  pozbawiony (pozbawiający się) żywej więzi z Bogiem w Jezusie nieuchronnie doświadcza jakiegoś zasadniczego niepokoju i lęku o siebie, a także właśnie chciwości, wypływającej (by tak rzec) z bycia na ciągłym głodzie.

Z perspektywy nowego człowieka (rodzącego się w kontakcie z Jezusem) mówimy o starym czy cielesnym człowieku, który ma swój „styl” postrzegania rzeczywistości, wartościowania jej, wybierania i działania.

Tenże stary, cielesny człowiek – pełen głodów, niepokoju i lęku o siebie – uznaje, że te przykre stany i uczucia znikną, gdy uda mu się dostać do nieba przyjemności, których dostarczy:

– jedzenie i picie (wiadomo, że nie byle czego),
– nasycanie oczu patrzeniem, a uszu słyszeniem…

Wiadomo, że do takiego nieba wchodzą tylko majętni, bogaci, choć dzisiejsza cywilizacja – negująca smak życia duchowego z Bogiem i od Niego odwodząca – stara się dostarczyć jakieś minimum (a może nawet maximum, za niezbyt wygórowaną cenę) niewybrednych wrażeń i przyjemności. Starożytni mówili o konieczności dostarczenia „igrzysk i chleba”, żeby ludzi dogłębnie zdezorientowanych i niespokojnych czymś zająć, związać i wypełnić… Czy większość kanałów telewizyjnych, utrzymywanych z reklam opłacanych przez konsumentów, nie służy przede wszystkim dostarczaniu różnorodnych igrzysk (na które nierzadko, przy pewnym poczuciu „smaku”, nawet kilkanaście sekund nie da się patrzeć bez … niesmaku)?

  • Niestety (a właściwie na szczęście) głody starego człowieka w nas są nienasycalne! Są one takie właściwie z natury, z definicji – w tym sensie, że Bóg stworzył każdego do „wyższych rzeczy”. Jesteśmy nieodwołalnie uformowani, na poziomie duchowych genów, jako skierowani ku samemu Bogu. Zatem nic – oprócz samego Boga – nie zaspokoi głębi ludzkiej osoby; nic jej nie uspokoi, trwale i wystarczająco nie ubogaci ani nie uszczęśliwi!
  • Inną cechą wspomnianych głodów jest to, że zniewalają i dysponują człowieka do tego, żeby był bezwzględnie zaborczy w zdobywaniu środków gwarantujących niebo przyjemności zmysłowych, a także psychicznych, a nawet … duchowych (ale bez miłosnej relacji)!

 W opisywanym tu krótko rodzaju życia fatalny błąd (grzech, czyli chybianie najważniejszego Celu życia i rozmijanie się z „czymś”, a raczej Kimś Najważniejszym) polega na tym, że człowiek coraz bardziej zapatrzony jest w siebie. Tak jest do krytycznego momentu, zwanego nawróceniem! Bóg komuś takiemu wydaje się coraz mniej realny i coraz bardziej, jak sądzi, zagraża jego wizji … dostania się do jego – własnym „przemysłem” zdobywanego – nieba zmysłów i przeżywanych przyjemności…

Jedni wiedzą, inni – nie, że jest to super złudny rodzaj życia. U jego kresu (choć i po drodze tego nie brakuje) będą łzy, narzekanie, utrapienie. Okaże się jak marne i znikome są zgromadzone bogactwa i ten cały sposób pojmowania człowieka, jego głodów, zaspokojeń, (pseudo)szczęścia. Święty Jakub konfrontuje nas z tą prawdą, póki jeszcze jest czas na zmianę „okularów”, które pozwolą zobaczyć wszystkie „rzeczy” takimi, jakimi są!

A teraz wy, bogacze, zapłaczcie wśród narzekań na utrapienia, jakie was czekają. Bogactwo wasze zbutwiało, szaty wasze stały się żerem dla moli, złoto wasze i srebro zardzewiało, a rdza ich będzie świadectwem przeciw wam i toczyć będzie ciała wasze niby ogień. Zebraliście w dniach ostatecznych skarby. Oto woła zapłata robotników, żniwiarzy pól waszych, którą zatrzymaliście, a krzyk ich doszedł do uszu Pana Zastępów. Żyliście beztrosko na ziemi i wśród dostatków tuczyliście serca wasze w dniu rzezi. Potępiliście i zabili sprawiedliwego: nie stawia wam oporu (Jk 5, 1-6).

Na koniec uwaga – przestroga. Wszyscy, i to do końca życia, musimy się zmagać z „tym”, co chce nas odciągnąć od Boga (od Jego Nieba i szczęścia w Nim). Całe życie mamy do czynienia z fundamentalnym wyborem: Miłość albo chciwość! Ofiarna miłość albo zaborczy i bezwzględny egocentryzm.

Chrześcijaństwo jest jedną wielką perswazją, że dla właściwego rozumienia człowieka i przyswojenia sobie optymalnego sposobu życia – warto zaufać Jezusowi Chrystusowi. Warto odkryć Jego Dobrą Nowinę o pięknym człowieczeństwie spełnionym w miłosnej, służebnej i ofiarnej, relacji wobec Boga Ojca i naszych bliźnich.

Psalmista przedłuża Jakubową perswazję i ostrzeżenie:

Taka jest droga zaufanych w sobie, *
i przyszłość zakochanych we własnych słowach.
Są jak owce pędzone do Otchłani, *
śmierć ich pasie, zejdą prosto do grobu.

Panować nad nimi będą sprawiedliwi,
rankiem zniknie ich postać, *
ich mieszkaniem jest Otchłań.
Lecz Bóg wyzwoli moją duszę z krainy umarłych, *
zabierze mnie do siebie.

Nie martw się, gdy ktoś się wzbogaci, *
gdy wzrośnie zamożność jego domu,
bo kiedy umrze, nic nie weźmie ze sobą, *
a jego bogactwo nie pójdzie za nim.

I chociaż w życiu schlebia sam sobie: *
«Będą cię sławić, żeś się dobrze urządził»,
iść musi do pokolenia swych przodków, *
do tych, co na wieki nie zobaczą światła (Ps 49 (48), 14-15ab. 15cde-16. 17-18. 19-20).

Częstochowa, piątek, 28 lutego 2014     AMDG et BVMH   o. Krzysztof Osuch SJ

Zostaw odpowiedź