K. Osuch SJ, Wolność – od święta i na co dzień

27 listopada 2012, autor: Krzysztof Osuch SJ

Mógłbym powiedzieć, że DEON.pl znów mnie … sprowokował, to znaczy pośrednio zachęcił do upublicznienia jeszcze jednego rozważania z mojej książki PRZYJDĘ NIEBAWEM. Jest to jedno z dłuższych rozważań. Dotyczy WOLNOŚCI w (dość intrygującym i obiecującym) powiązaniu z geniuszem „Ćwiczeń duchownych” św. Ignacego Loyoli. Kto odprawił rekolekcje ignacjańskie, lepiej zrozumie, co się w jego życiu wydarzyło, a „kandydaci” na rekolektantów mogą dojrzeć obiecującą ofertę w temacie właśnie wolności i sensu życia. – Dopowiem … nieskromnie: rozważanie jest dość „ambitne”, a inspirację zaczerpnąłem od francuskiego jezuity, Gaston Fessard`a.


Na DEONIE podobne rozważanie, znacznie krótsze, nosi tytuł: Wolność na rozdrożu: http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,652,wolnosc-na-rozdrozu.html

Wolność – od święta i na co dzień

O wolności mówi się najczęściej jako o naszym podstawowym prawie, którego nikt bez poważnych powodów nie powinien ograniczać. I słusznie, tyle że ograniczeń, wpisanych w życie społeczne, i tak przybywa. Coraz niespokojniej rozglądamy się, by się upewnić, czy ktoś nie próbuje nam czegoś zabrać, w czymś nas ograniczyć czy zaingerować w naszą prywatność, a nawet w nasz świat intymny. A najgorsze jest to, że – radykalnie zmanipulowani i nie dość oświeceni „światłem z wysoka” – faktyczne zniewolenie umysłu i serca traktujemy nieraz jako spełnioną wolność. I cóż z tego, że słowo wolność bywa odmieniane przez wszystkie przypadki. Nieporozumień, uwiedzeń i manipulacji w „temacie” wolności jest bardzo dużo i (chyba) coraz więcej. Mówić o wolności i reflektować nad nią w sposób odpowiedzialny – oddający rzeczywistą usługę człowiekowi – nie jest łatwo. Mimo to poważam się wejść w temat wolności. Mam nadzieję, że będzie to pożyteczne i dość … oryginalne.

Zasadniczy niedobór światła

„Wolność – od święta i na co dzień”. Świadomie i nieco prowokacyjnie rozróżniam i w pewnym sensie przeciwstawiam „wolność – od święta”, i „wolność – na co dzień”. Używając terminu od święta, mam na uwadze „profesjonalne” i by tak rzec systemowe zajmowanie się wolnością, np. w czasie dłuższych rekolekcji, gdy ktoś dokonuje wyboru stanu życia lub je poważnie reformuje. Jednak pytanie o wolność staje przed wolną wolą człowieka codziennie, i to od rana do wieczora.

To dla każdego z nas naprawdę wielkie wyzwanie, jak być „mądrze” wolnym w strumieniu podejmowanych rozstrzygnięć. Codziennie, i to po wielekroć, rozstrzygamy, o czym myślimy, czego pragniemy w sposób świadomy i dobrowolny, do czego dążymy ze wszystkich sił, a co oddalamy; jakie uczucia pielęgnujemy, w co się angażujemy itd., itp.

Jeśli świat naszej wolności nie ma być podobny do dżungli, w której decyduje siła, np. pożądania, lęku, strachu, nacisków, cudzych oczekiwań, własnych namiętności, to trzeba pytać, czy na „niebie” naszego życia osobowego świecą wystarczająco jasne światła (światło), w których widać, co jest co, i co czynić należy!

Ignacy Loyola, który oczywiście nie od razu stał się święty, z wyjątkową ostrością widział, że strefa ludzkiej wolności cierpi na zasadniczy niedobór światła, w którym widać by było, co jest co i co czynić należy! „Ćwiczenia duchowne”, których jest on (współ)autorem, są „jego” znakomitą odpowiedzią na ów niedobór. Myślę, że w pewnym sensie każdy, kto porządnie odprawił „Ćwiczenia duchowne”, potwierdzi to, co zostało powiedziane. Jednak czegoś znacznie więcej niż proste potwierdzenie ważności Ćwiczeń w kwestii wolności można się spodziewać po jezuicie, filozofie i teologu. I to też nie „pierwszym lepszym”, ale takim, który w chwili duchowo-intelektualnego olśnienia tak formułował rodzaj projektu badawczego – z centralną, fascynującą tezą do udowodnienia: „To z myślą o wyborze stanu życia św. Ignacy Loyola ułożył Ćwiczenia duchowne. Ale trzeba by pokazać także to, posługując się teorią wolności, że każdy nasz akt [wolności] jest rządzony przez wszystkie zasady Ćwiczeń w nie mniejszym stopniu niż akt wyboru stanu życia”. Tę obiecującą myśl sformułował ojciec Gaston Fessard SJ w roku 1923, a rozwinął ją znacznie później.

 Ćwiczenia znakomicie „oprogramowują”

Ćwiczenia duchowne św. Ignacego Loyoli, osobiście przeżyte i dogłębnie zrozumiane, stały się dla G. Fessarda SJ (1897-1978) nie tylko osobistym wielkim wydarzeniem, ale i skutecznym „narzędziem” objaśniania w ogóle ludzkiej wolności. To z nich czerpał on przenikliwość i odwagę do krytycznej oceny zjawisk polityczno-społecznych, zwłaszcza nazizmu i komunizmu. Swój pogląd na Ćwiczenia przedstawił w dwóch tomach, zatytułowanych „Dialektyka Ćwiczeń duchownych św. Igna­cego Loyoli”[1]. Jedna z jego pier­wszych intuicji dotyczyła wyjaśnienia przyczyny uniwersalizmu Ćwiczeń. Kto zna je choć trochę, ten wie, że pomagają dobrze rozeznać i wybrać sta­n życia (powołanie), a także poprawić i zreformować własne życie i stan” (por. Ćd 189a). Jednak drugim wielkim przeznaczeniem Ćwiczeń jest to, by pomagać we właściwym przeżywaniu każdego aktu wolności.

Zapewne każda osoba, która owocnie przeżyła Ćwiczenia – to znaczy zasymilowała i uwewnętrzniła ich treść – rzeczywiście ma poczucie, że oto zadomowiła się w nowej „przestrzeni”. Odtąd jej wybory mogą się dokonywać w rozległym „horyzoncie”, zakreślonym przez Osobę Jezusa Chrystusa. „Odtąd” każdy akt wolności może być podjęty jako „wypadkowa” czterech Tygodni – czterech rewelacyjnych „danych”. A wszystkie są darem Boga!

To jasne, że odprawienie Ćwiczeń nie zamienia nikogo w zaprogramowany automat. Mówiąc językiem komputerowym, można powiedzieć, że Ćwiczenia, owszem, „oprogramowują” wielkiej klasy (najlepszym) programem, ale nie determinują. Z dobrego oprogramowania trzeba jeszcze chcieć świadomie i dobrowolnie (s)korzystać. Jednocześnie dobre odprawienie Ćwiczeń przynagla, by odtąd „odprawiać” je już …zawsze. Znaczy to, że etapy duchowej drogi, przebyte podczas czterech Tygodni Ćwiczeń, winny być „syntetycznie” aktualizowane, by móc z poczuciem sensu i radości podejmować „zwykłe” codzienne działania, jak też móc z dobrymi „współrzędnymi” określać, co dzisiaj, tu i teraz czynić należy (z możliwie „najczystszą” motywacją i intencją). Ktoś raz obdarowany wielkimi światłami czterech Tygodni, odczuwa wewnętrzne zaproszenie i zobowiązanie, by odtąd chodzić i działać w ich jasnym blasku.

„Ćwiczenia” trafiają w sedno  

Zapewne nasuwa się zasadnicze pytanie, skąd bierze się intrygujący uniwersalizm Ćwiczeń. Na mocy jakiego przywileju – tak jednostkowe i osobiste doświadczenie rycerza Inigo z Loyoli, zapisane i utrwalone w Ćwiczeniach – jawi się przez wieki jako skuteczna pomoc w przeżywaniu wolności tak wielu osób?

Szukając trafnej odpowiedzi, wskazywano głęboką psycholo­gię Ignacego, chwalono jego doskonałą roztropność, jak też cudowną logikę naturalną i nadprzyrodzoną. O. Fessard – i to jest jego znakomity wkład w interpretację Ćwiczeń – chce „ pokazać w sposób bardziej dokładny, na czym polega ta roztropność, ta psychologia, ta logika ignacjańska”. Odpowiedź G. Fessarda na pytanie, skąd bierze się wyjątkowe (prze)znaczenie Ćwiczeń, jest naprawdę oryginalna. W swej interpretacji dociera on do zasady przewodzącej rodzeniu się Ćwiczeń. Niczego nie przydając samym Ćwiczeniom, odsłania – celnie i w sposób zreflektowany – to, dzięki czemu trafiają one tak precyzyjnie i skutecznie w sedno ludzkiej sprawy. A sednem (odkąd człowiek jest człowiekiem) jest zawsze to samo: wolność!

Pod wpływem myśli nowożytnej i współczesnej wolność – „umieszczoną” w strumieniu historii – coraz powszechniej wskazuje się jako absolutny wyróżnik ludzkiej osoby i warunek jej godności. Widać też coraz wyraźniej, że z powodu wolności (i z wolnością) wszyscy mamy coraz większe … problemy. Problemów przysparza nam zarówno osobista wolność, gdy nie bardzo wiemy, jak z niej korzystać dla rzeczywistego dobra, jak i wolność innych, gdy robią z niej marny użytek.

Wolność słusznie jawi się nam jako konstytutywny „składnik” ludzkiej osoby. Nasza wolność – na równi z rozumem – jest w pewnym sensie czymś boskim, gdyż (tak bardzo) stanowi o naszym podobieństwie do Stwórcy. Ów boski „składnik” osoby wydaje się też najbardziej „niebezpieczny”, ryzykowny a zarazem bardzo zobowiązujący. Kto bowiem uświadamia sobie swoją wolność, ten staje przed koniecznością odpowiedzenia sobie na pytania: Kim ja właściwie jestem? Na jakim gruncie i w odniesieniu do czego – a dokładniej, w odniesieniu do kogo – winny dokonywać się moje wybory i decyzje?

Odpowiedzi na zadane pytania nie mogą być dane jednorazowo, czysto teoretycznie i abstrakcyjnie. Te odpowiedzi trzeba nieustannie przenosić w prozę życia, w rwący potok codzienności, w nurt historii. A nurt jest naprawdę rwący i współtworzy go tyle osób, dążeń, przeciwstawnych oddziaływań, (pseudo)syntetycznych wizji, wykluczających się zapatrywań i interpretacji życia, czasem obłędnych ideologii, wyrafinowanych manipulacji… Jak się w tym wszystkim nie pogubić? Jak się rozeznać? Jak i co wybierać? Na co być otwartym, a co zdecydowanie odrzucić? Co obejść szerokim łukiem?

Tak, wszyscy (dopiero i w pewnym sensie całe życie) uczymy się być wolnymi. Zmagamy się, by być suwerenami wobec siebie samych. To prawda, każdy chciałby naprawdę suwerennie decydować o kształcie swoich myśli i czynów. Jednak nie można tego czynić w sposób arbitralny, lecz jedynie na rzetelnym gruncie, jakim jest poznana rzeczywistość (prawda). Każdy też chce być dobry. Każdej osobie „marzy się”, by o jej czynach, podjętych świadomie i dobrowolnie, powiedziano, że są dobre. Niestety, znaczna część aktów wolności nie zasługuje na miano dobrych, rozumnych i pożytecznych. Niektóre przynoszą szkodę nam samym, szkodzą także bliźnim. Nasuwa się zatem zasadne pytanie: Od kogo i w jaki sposób możemy (a i powinniśmy) uczyć się „dobrego użytku” z danej nam „mocy rozstrzygania” (por. Koh 16, 14), z wolności?

Szkół wolności jest wiele. Która, czyja „szkoła wolności” jest rzeczywiście wiarygodna? A która, używając niegodziwych środków, zyskuje jedynie miano wiarygodnej? By zwieść – dla jakiejś np. materialnej korzyści albo dla demonicznej satysfakcji.

Wolność w centrum osoby i „Ćwiczeń”

Jeśli o Kościele zasadnie mówi się, że jest ekspertem w sprawie człowieka, to analogicznie można by stwierdzić, że Ćwiczenia duchowne św. Ignacego Loyoli są „ekspercką”, znakomitą szkołą ludzkiej wolności. Jej wyjątkowość widać lepiej na szerszym tle…

Wszyscy z grubsza znamy najbardziej bezczelne i straszne w skutkach manipulacje ludzką wolnością. Myślę o tych dwudziestowiecznych. Nazizm czy komunizm w wydaniu filozo­fów i dyktatorów oferował swoje interpretacje wolności całym narodom, a miliony adeptów werbowano, uwodząc lub przymuszając. Opornych marginalizowano, a nawet skazywano na dosłowną eksterminację.

Niestety, „czysto ludzcy” myśliciele – zwłaszcza nowożytni, współcześni i ponowocześni – często bardziej zaciemniają niż rozjaśniają sprawę ludzkiej wolności. Kierują ją na manowce, zamiast docierać do fundamen­talnych reguł bycia osobą wolną – w historii. Niestety, Hegel, Marks, różne egzystencjalizmy, a także Nowa Lewica, od kilkudziesięciu lat wciąż zyskująca na znaczeniu (i wpływach w ośrodkach władzy i edukacji), nie mówią o ludzkiej wolności w sposób pełny i prawdziwy. Już w punkcie wyjścia i z założenia, wprowadzają istotny błąd antropologiczny w roztaczane wizje. Mówiąc o sztuce bycia wolnym, pomijają istotne „reguły” czy też najważniej­sze dane, których dostarcza autentyczna filozofia i religia, zwłaszcza judaistyczne i chrześcijańskie Objawienie Boże.

Interpretacje wolności, oder­wane od „rozumu i wiary”, nie rozwiążą dylematów wolności przygodnego bytu (człowieka), który pojawia się, określa siebie, rozwija się i przemija w rwącym strumieniu czasu, w historii pełnej uwa­runkowań. Chciałoby się zapytać, jakie jeszcze klęski muszą spaść na głowę nowożytnych i obecnych kreatorów człowie­ka, brutalnie odrywanego od Boga, by zrozumiano, że „tylko Bóg może nas uratować”.

– Wybitne podjęcie dylematu wolności, zbłąkanej i uwodzonej, widział G. Fessard SJ właśnie w Ćwi­czeniach duchownych św. Ignacego Loyoli. Jego filozoficzno-duchowa refleksja pokazuje Ćwi­czenia jako narzędzie przydatne zarówno do dialogu z epoką tak wrażliwą na wolność, jak też do duchowej walki ze zdecydowanymi przeciwnikami Boga, z przeciwnikami otwarcia i pojednania wolności ludzkiej z wolnością Boga. Mówiąc w ten sposób, dalecy jesteśmy od taniej (zakonnej czy religijnej) propagandy. Chodzi o pokazanie, że u podstaw optymistycznych stwierdzeń na temat Ćwiczeń znajdują się bezcenne ich walory, zarówno treściowe jak i formalne.

Identyczne treści

To prawda, że zasadnicza treść Ćwiczeń jest w całości zaczerpnięta z judeochrześcijańskiego Objawienia. To prawda, że św. Ignacy był wierny jednemu źródłu – Pismu Świętemu i Tradycji, a także Kościołowi. Wszystkie proponowane medytacje i kontemplacje, no może z jednym wyjątkiem[2], całkowicie pokrywają się z Pismem Świętym. Trzeba jednak podkreślić, że Inigo Loyola czerpał z Biblii w sposób wyjątkowy, w sposób (by tak rzec) mistycznie „zmodyfikowany”. Bóg zechciał bowiem obdarować Autora Ćwiczeń licznymi i wielkimi oświeceniami oraz wizjami o charakterze niewątpliwie mistycznym (co raczej nie jest prawdą dość powszechnie znaną). Można zatem powiedzieć, że z jednej strony Ignacy Loyola nie dowiedział się z danych mu objawień „niczego”, co nie byłoby dane wszystkim do wierzenia w Credo i w przebogatym depozycie wiary. Z drugiej strony, należy retorycznie zapytać: czy jednak nie ma różnicy między tym, kto mówi o Bogu i Jego Zbawczym Planie dla człowieka w oparciu o depozyt wiary (i akt wiary), a tym, komu Boskie Osoby dały Siebie poznać w sposób nadprzyrodzony, mistyczny, dogłębnie poruszający?

To powiedziawszy, chciałbym podkreślić, że choć wybitny wpływ mistycznych obdarowań na Ćwiczenia jest (przynajmniej na pierwszy rzut oka) zupełnie niewidoczny, to jednak ma on miejsce, a dotyczy głównie genialnej formy Ćwiczeń, ich struktury (o czym poniżej)! Skoro tak, to wypada zatrzymać się nieco przy mistycznych wizjach Ignacego.

Genialna forma „Ćwiczeń”

Ojciec Jakub Laynez (1512-1565), należący do grona pierwszych towarzyszy i założycieli Towarzystwa Jezusowego, zaświadcza o takim oto oświadczeniu ojca Ignacego: „ pewnego dnia w Manresie, gdy został porwany w Bogu, nauczył się od Boga, w ciągu jednej godziny więcej rzeczy niż wszyscy doktorowie świata mogliby go nauczyć”. I co więcej: „że został przez Boga oświecony na temat tajemnic chrześcijańskich do tego stopnia, że gdyby wszelkie Pismo i święte księgi zniknęły, on mógłby mimo to dzięki temu światłu, i rozpoznać prawdy wiary i prze­kazywać je innym”. To oświadczenie zbieżne jest z świadectwem samego św. Ignacego.

W Opowieści Pielgrzyma tak mówi o sobie (w trzeciej osobie): „Często myślał sobie, że gdyby nie było Pisma Świętego, które uczy nas tych spraw wiary, byłby gotów oddać za nie życie, jedynie dla tego, co wtedy widział”.

– Mówiąc „wtedy”, ma na myśli wielkie oświecenie otrzymane nad Cardonerem, które tak (również w trzeciej osobie) zostało opisane: „Oczy jego umysłu zaczęły mu się otwierać. Nie znaczy to, że oglądał jakąś wizję, ale, że zrozumiał i poznał wiele rzeczy tak duchownych, jak i odnoszących się do wiary i wiedzy. A stało się to w tak wielkim świetle, że wszystko wydało mu się nowe. To, co wtedy pojął, nie da się szcze­gółowo wyjaśnić, choć było tego bardzo wiele. Otrzymał wtedy taką wielką jasność dla umysłu i do tego stopnia, że jeżeli rozważy całe życie swoje aż do 62 roku życia, i jeżeli zbierze razem wszystkie pomoce otrzymane od Boga, i wszystko to, czego się na­uczył, i choćby to wszystko zebrał w jedno, to i tak nie sądzi, żeby to wszystko dorównywało temu, co wtedy otrzymał w tym jed­nym przeżyciu”[3].

Z powyższych świadectw wyprowadźmy wnioski. Ignacy poznał i przeżył prawdy chrześcijańskie w sposób wybitny, całkiem wyjątkowy. Przy czym rzecz znamienna, powtórzmy to, poznanie tak wielu rzeczy z zakresu wiary i wiedzy nie przydało Ćwiczeniom jakichś nowych, dotąd nieznanych elementów treściowych. Wszystkie treści Ćwiczeń są jedynie zwięzłym przedstawieniem tylko tego, co już zostało dane w Piśmie Świętym i ewentualnie sformułowane w dogmatach. W czym więc wyraża się geniusz św. Ignacego, mający swe źródło w nadprzyrodzonych oświeceniach i wizjach? Geniusz Ignacego – zakorzeniony w otrzymanych łaskach mistycznych – wyraża się i owocuje w zaproponowanej metodzie odprawiania Ćwiczeń, a przede wszystkim w niespotykanej formie tychże Ćwiczeń.

A zatem – niech to będzie całkiem jasne – treść Ćwiczeń w całości pochodzi ze „zwyczajnego” Objawienia Bożego i nauczania Kościoła, zaś u podstaw metody i struktury Ćwiczeń widać doskonałą znajo­mość człowieka i jego życia osobowego. Jednak im bardziej wgłębiamy się w zagadkę skuteczności Ćwiczeń i ich uniwersalizmu, tym bardziej nieodparcie nasuwa się myśl o zależności genialnej metody i formy (struktury, układu) Ćwiczeń od sposobu i porządku, w jakim – w mistycznych wizjach – odsłoniły się Ignacemu prawdy zbawcze chrześ­cijaństwa.

Struktura aktu wolności

G. Fessard SJ w swoich (dość wyrafinowanych analizach) odnosi się do Objawienia Bożego i rekolekcyjnego doświadczenia, jednak próbując je zrozumieć, szuka również, a nawet przede wszystkim, naturalnego (filozoficznego) wyjaśnienia, skąd bierze się uderzający uniwersalizm i wyjątkowa skuteczność Ćwiczeń. W odpowiedzi wskazuje to, że są one, mówiąc ogólnie, „owocem całkiem konkretnej refleksji nad aktem wolności”, a mówiąc konkretniej, „wyrażają one dialektycznie istotne momen­ty i elementy – bądź «sensacyjne perypetie» – bosko-ludzkiego dramatu, jakim jest wolność” (Fessard, t. I, s. 24). Inaczej mówiąc, istotne i charakterystyczne w Ćwiczeniach jest to, że koncentrują się wokół aktu wolności. Są pomyślane i zbudowane w związku z wolnością. Są wielką pracą i konkretną – a więc zrośniętą z życiem, a nie abstrakcyjną – refleksją nad aktem wolności, w którym człowiek siebie określa i buduje.

Podkreślmy: Jeśli ma być „wypowiedziany” akt wolności, poprzez który osoba ludzka ma zakorzenić się i utrwalić w Prawdzie, w Dobru, w Byciu – a nie w fałszu, w złu, czy jedynie w już posiadanej ograniczonej porcji istnienia, to muszą go okalać, tzn. poprzedzać go i po nim następo­wać, istotne „momenty”, ważne „elementy”, najważniejsze prawdy. Tak właśnie jest w Ćwiczeniach. Są w nich istotne elementy, które wybór u rekolektanta poprzedzają i przygotowują; i są też w nich obecne (tzn. rozważane, asymilowane) te „momenty” (prawdy), które wyrażają konsekwencje i pełny sens dokonanego wyboru, czyli aktu samostanowienia. Te istotne elementy (wydarzenia zbawcze, prawdy objawione) są zgromadzone w Ćwiczeniach w sposób nie przypadkowy czy chaotyczny, lecz są zorganizowane „dialektycznie”. Te istotne elementy (prawdy) tworzą pewną dialektykę czy, inaczej mówiąc, dynamiczną całość, zorganizowaną właśnie wokół aktu wolności, w którym człowiek się określa i buduje. Ta dialektyka (dynamika), przenikająca całe Ćwiczenia, ma swe źródło i zakorzenienie w akcie poznawczym, którego pierwszym podmiotem był św. Ignacy. Ów potężny akt intelektualny ma szczególną jakość: jest on wybitnie syntetyczny i wszystko naraz ogarniający, a jednocześnie każdy moment i detal jest w nim wyróżniony i ma swoje miejsce. Na tę poznawczą całość składa się powiązanie poprzez Chrystusa i Kościół wszystkich rzeczy, wszystkich prawd, tak naturalnych jak i objawionych, z Majestatem Świętej Trójcy (por. Fessard, t. I, 13).

Praktycznie i całkiem konkretnie znaczy to, że w Ćwiczeniach duchownych św. Ignacego Loyoli rekolektant stopniowo uobecnia sobie Historię Zbawienia i stawia siebie wobec niej. Przy czym istotne wydarzenia tej Historii, od Stworzenia po Wniebowstąpienie, pojawiają się w Ćwiczeniach w tej samej kolejności, co w dziejach ludzkości (Izraela i rodzącego się Kościoła). W tym zatem zakresie (treści i ich kolejności) Ćwiczenia nie wnoszą niczego nowego, niczego, co byłoby dotąd chrześcijaństwu nieznane. Odkrywcza nowość Ćwiczeń kryje się właśnie w celnym i oryginalnym powiązaniu proponowanych treści, zaczerpniętych z Historii Zbawienia, z czterema istotnymi „momentami” czy współrzędnymi, strukturującymi każdy (poważny) akt wolności. Bardzo szczęśliwe (w sensie: nowe, oryginalne i skuteczne) okazało się odpowiednie przyporządkowanie wydarzeń i prawd z Historii Zbawienia – czterem głównym momentom (etapom) dialektycznie rozgrywającego się aktu wolności.  Bardzo „efektywne” okazało się powiązanie chronologicznie prezentujących się w Historii Zbawienia prawd zbawczych – z czterema etapami dialektycznie rozgrywającego się aktu wolności.

Nie wiem, czy wolno mi użyć takiego porównania. Wyobraźmy sobie, że na wielkim placu budowy są wszystkie elementy, z których może być zbudowana wspaniała romańska czy gotycka katedra. Te wszystkie elementy mogłyby tak leżeć bezużyteczne na placu budowy przez setki lat i nic… Dopiero użycie ich i przyporządkowanie do określonego planu i projektu architektonicznego – zamienia je w olśniewający cud, w arcydzieło: w katedrę. W Piśmie Świętym, w depozycie wiary, w Katechizmie Kościoła Katolickiego też jest wszystko, z czego „zbudowana” może być przyjaźń człowieka z Bogiem, jego przemiana, świętość osoby. Geniusz i uniwersalizm Ćwiczeń na tym polega, że ich Autor ma przed sobą (całkiem świadomie czy nie do końca, na mocy wybitnej refleksji czy raczej daru mistycznego) strukturę aktu wolności i do niego niejako dobiera i przyporządkowuje zbawcze prawdy i wydarzenia z Historii Zbawienia. A w efekcie tego działania – gdy droga Ćwiczeń jest przebywana i w końcu modlitewnie przebyta – dokonuje się cud Przymierza, porozumienia, zjednoczenia woli ludzkiej z wolą Boga. Oczywiście, w Miłości.   

Sądzę, iż powyższe stwierdzenia pozwalają zrozumieć (a przynajmniej przeczuć), że poprzez taką treść i taką formę (ogólnie: metodę) Ćwiczeń – św. Ignacy wychodzi naprzeciw naprawdę każdemu człowiekowi, by po­móc mu, wprost i wybitnie, rozjaśnić kwestię swojej wolnoś­ci. I że pomyślne przebycie całej drogi Ćwiczeń skutkuje bezcenną umiejętnością przybliżania się do Boga i jednoczenia z Nim w każdym akcie wolności, w każdym wyborze i decyzji.

– Czy jest w życiu człowieka umiejętność ważniejsza i cenniejsza niż ta właśnie?

Wiem, że obecne rozważanie pozostawia niedosyt. Mimo to zakończę je po prostu zachętą, by osobiście wejść na drogę Ćwiczeń , zwanych najczęściej Rekolekcjami Ignacjańskimi. Powód zachęty jest oczywisty. Tak naprawdę, dopiero w samych ćwiczeniach duchowych, osobiście odprawianych, spotyka się (zbłąkana) wolność człowieka z pełną odwiecznej Miłości i Mądrości wolnością Boga, który proponuje porozumienie, przyjaźń i komunię osób.

Częstochowa, 18. IX. 1982 – 31 stycznia 2012



[1] Książka nie jest przetłumaczona na język polski, a jej tytuł we francuskim oryginale brzmi: La Dialectique des „Exercices spirituels” de S. Ignace de Loyola, Paris, Aubier, 1966. Tom pierwszy ukazał się w roku 1956, a drugi w 1966.

[2] Kontemplacja dotycząca ukazania się Pana Jezusa swej Matce po Zmartwychwstaniu nie znajduje potwierdzenia w Piśmie Świętym (por. Ćd 218).

[3] M. Bednarz SJ, Pisma wybrane, t. I,192. A także przypis 76 na stronie 243.

Zostaw odpowiedź