„Po co karmić się ochłapami?”

21 listopada 2020, autor: Krzysztof Osuch SJ

Obraz może zawierać: Ewa Dziaczyńska, stoi i na zewnątrz

Wczorajszy wpis cieszył się dużym zainteresowaniem… Dziś otrzymałem nowy dialog Anety z Panem Jezusem. Przyznaję, jestem pod wrażeniem jego aktualności (sami czytelnicy potwierdzą to zapewne! I może zechcą udostępniać te Jezusowe rady jako antidotum na nasze niekończące się krytyki wszystkich i wszystkiego) . Na końcu powtórzę moją uwagę wprowadzającą do takich „słów” – po łacinie (i fachowo) nazywają się one locutiones. Oczywiście, jest to moja prywatna ocena. Ale mam nieodparte wrażenie, że tak potrafi mówić tylko Mistrz! A biedna dusza (Anety, my nie inaczej) stawia opór, czasem niedowierzając, chcąc więcej rozumieć (o czym w tekście).
Po co karmić się ochłapami?
[…] „Nie możesz posługiwać się swoim językiem, by krytykować inne osoby. Mówię: nie – takim zachowaniom. Niech nie wychodzi z waszych ust żadna mowa jak tylko budująca. Anetko, nawet kiedy usłyszysz coś złego o kimś, zachowaj to dla siebie i tak rozpłynie się w ogniu Mojej miłości. Nie mogą nas rozdzielać takie sprawy”.
To bardzo trudne!
,,Przeciwnie tylko takim zdaje ci się być. Ubierz inne osoby w szatę swojego Oblubieńca, a nie ośmielisz się ruszyć ich przez złe słowa. Szata Moja we Krwi skąpana, wiesz o tym”.
Zbyt to jest skomplikowane co mówisz!
,,Szata Moja we Krwi skąpana. To ta sama szata, którą okrywam Moje dzieci, Szata Moich zasług. Nie ściągaj jej brudnymi rękami, by ukazać nagość Moich stworzeń”.
Mówisz symbolami jak mam to zrozumieć?
,,Otóż Szatą jest Moja Męka, Śmierć i Zmartwychwstanie; ściąganie jej to obmowa, a brudne ręce oznaczają myśli, które mniej lub bardziej pielęgnujesz o innych, by potem wypowiedzieć je w postaci słów. Wiesz, czym jest nagość? Wasza zraniona grzechem pierworodnym natura, tak biedna, że musiałem temu zaradzić. A Moja Matka towarzyszy również swemu Synowi, by okrywać dzieci podwójnym teraz płaszczem świętości i chwały. Ty dobrze wiesz, o czym mówię, strzeż więc swojego języka, najdroższa”.
Wiesz, Jezu,… bez Ciebie nic uczynić nie mogę.
,,O to chodzi, byś stała się bezradna i mała, nie udawała siłaczki, dziecię Moje. Ach, czy nie mogę cię szybko przygarnąć do Serca, nawet wtedy albo i zwłaszcza wtedy, gdy upadasz? Tak kocham codziennie na nowo i coraz bardziej, a wy stawiacie Mi granice i poprzeczki coraz wyższe, mówiąc: On nie może mnie tak kochać. Jestem grzesznikiem, tyle razy upadłem. I sami wznosicie te mury obronne, wasze zabezpieczenia przed potęgą Mojej miłości. Wiesz, to jest śmieszne, gdy trudzicie się przy ich wznoszeniu, zamiast wpaść z ufnością w Moje ramiona po każdym waszym upadku. Ukochana, jakich sposobów mam użyć, by przekonać was o miłości. Zszedłem na ziemię stałem się Człowiekiem, podźwignąłem was, wyrywając z rąk szatana i zwyciężając na Krzyżu. A Pismo Święte i całe stworzenie pełne jest śladów Mojej miłości. Ale wy nie karmicie się dość Moim słowem i naprawdę nie chcecie skosztować, jak jestem słodki.
Prawda jest taka, że spożywacie ,,chleb ludzi „, zamiast Chleba Aniołów, który wam dałem na pokarm. Drobinko mała, chlebem ludzi jest kłamstwo, obmowa, potwarz, wszelkie oczernianie innych, słuchanie nowinek, które was rozkładają od wewnątrz; przekleństwa i gadulstwo, które nie jest miłe Mojemu Sercu. Kochaj Mnie, a wynagrodzisz za grzechy języka tak często popełniane w waszym narodzie. Niech mowa wasza będzie tak tak, nie nie, a co nadto jest, od złego pochodzi. Czy nie przypomniałem ci tyle razy, Anetko? Czas i tobie zrobić rachunek sumienia z miłości i z tego ,,nadto”.
Przepraszam…
,,Twoje serce jest w Moim Sercu, ale język nie tak łatwo chce się podporządkować. Czyżby chciał chodzić swoimi drogami i czy mu na to pozwolimy? O nie, Ja strzec będę ust Mojej oblubienicy, jak strzegę twego wyjścia i przyjścia. Czy chcesz, abym tak uczynił? Tak jak wcześniej mówiłem, nie dokonam tego automatycznie, ale wspomogę twoją słabość. Pomyśl: Moim bliźnim jest Jezus, który ma na sobie wyjątkową szatę; czy więc uderzę go językiem? Wiem, że jest wam prościej mówić o innych, nie o sobie. Ale jakim kosztem to mówienie się odbywa?”.
Pomóż mi, bym potrafiła zamilknąć i nie brudziła swoich rąk myśląc o innych tak, by potem im zaszkodzić przez słowa.
,,Dopiero wówczas, Anetko, będziesz mogła z jeszcze większą niż dotychczas słodyczą wsłuchiwać się w Moje słowa. Bo duchowe smaki, których nie znacie, są o wiele słodsze niż te, którymi karmicie się na ziemi. A zatem wniosek: Nie zajadamy chleba ludzi, bo włączona w Moją Mękę, nie należysz już do tego świata. Po co więc karmić się jego ochłapami, kiedy mając Mnie, posiadasz wszystko? Kochaj! Nie przestanę tego powtarzać, a i nie przyzwyczajaj się zbytnio do tego słowa. Dziś byłaś zdziwiona, słysząc podczas dziękczynienia trzykrotne: Tato! Jakby nie pasowało do ciszy i miłości, z jaką przychodzę w Komunii świętej. Tymczasem nie zdajesz sobie sprawy, ile trzeba wołać, aby być usłyszanym… A Ja przywołuję te właśnie słowa, kochając Go razem z Tobą i w tobie.
Tak, znów zajmiesz się próbą zrozumienia i roztrząsaniem. Nie, Anetko, nie tędy droga. Ja zapraszam na drogę niezrozumienia. Ja ją przeszedłem i Moja Matka. A ty chcesz iść na skróty? Cóż, tam nie ma drogi, gdziebyś chciała pójść. Nie otworzę encyklopedii z odpowiedziami na pytania twoje i księdza Jacka. Albo ufność albo nic. Zgadza się, że wiara szuka zrozumienia, jednak do pewnego etapu…, potem idzie się po ciemku, owszem z lampą wiary, ale bez podpórek zrozumienia. Spójrz na Krzyż, jeśli dalej dręczą cię wątpliwości. Spójrz i zostań na nim, ukochana”.
Zaraz poczułam ból w tych miejscach… i zaczęłam cierpieć; usłyszałam: ,,Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaję za przyjaciół swoich”.
***+++***
Powtórzona z wczoraj moja uwaga przed lekturą dialogu.
Gdyby ktoś był ciekaw rozmów, jakie prowadzi dziś Pan Jezus z niektórymi duszami, to proszę wczytać się w poniższy zapis. Osobę (oznaczoną inicjałem: A.; dziś „rozszyfrowuję”: Aneta) znam od pewnego czasu. Dość często czytam relacje z jej spotkań z Panem Jezusem. Wydają się wiarygodne i pożyteczne. W niejednym oświetlają obecny czas. Duch, jak wierzymy, nie przestaje na różne sposoby mówić do Kościoła. Proszę o ewentualne „echo” w komentarzach. Ale najważniejsze jest wyciągnięcie „jakiegoś pożytku duchowego” (jak zwykł zachęcać św. Ignacy Loyola), twórcze zmierzenie się z wezwaniami Pana… A te są często ponawianym wyznawaniem Jego Miłości i naleganiem, by na nią odpowiedzieć. Ale nie tylko…
Dziś (20.11.20) nadałem dialogowi tytuł też zaczerpnięty z rozmowy: Po co karmić się ochłapami? Mógłbym powtórzyć, jak wczoraj: No właśnie!

Zostaw odpowiedź