KRYZYS WIARY? – słać poselstwo do Jezusa

14 grudnia 2019, autor: Krzysztof Osuch SJ

Dzisiejsza ewangelia (z III Niedzieli Adwentu) każe się nam domyślać, że Jan Chrzciciel doświadcza poważnego kryzysu wiary w Jezusa i dlatego śle do Niego poselstwo. Jan nie jest już pewny, co teraz (siedząc w więzieniu) winien sądzić o Jezusie i za kogo Go uważać. Wydawałoby się, że ten, który tak jednoznacznie wskazał na Jezusa jako na Baranka Bożego, który gładzi grzech świata (por. J 1, 29), nie powinien mieć żadnych wątpliwości. A jednak je ma! Dlaczego?

Podobny obraz

Gdy Jan usłyszał w więzieniu o czynach Chrystusa, posłał swoich uczniów z zapytaniem: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? Jezus im odpowiedział: Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi. Gdy oni odchodzili, Jezus zaczął mówić do tłumów o Janie: Coście wyszli oglądać na pustyni? Trzcinę kołyszącą się na wietrze? Ale coście wyszli zobaczyć? Człowieka w miękkie szaty ubranego? Oto w domach królewskich są ci, którzy miękkie szaty noszą. Po coście więc wyszli? Proroka zobaczyć? Tak, powiadam wam, nawet więcej niż proroka. On jest tym, o którym napisano: Oto Ja posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę. Zaprawdę, powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on (Mt 11,2-11).

Janowe wątpliwości

 Powód Janowych wątpliwości jest bardzo osobisty i zarazem dramatycznie poważny. Ale idźmy po kolei. Oto Bóg powołał Jana do wielkiej misji torowania drogi Mesjaszowi. Jan długo przygotowywał się do tego zadania, przebywając na pustyni. W pewnym momencie zdał sobie sprawę z tego, że przyjście Mesjasza jest już bardzo bliskie. I o tym głośno mówił. Jednocześnie przedstawiał Mesjasza jako tego, który działać będzie z mocą, dokona surowego sądu (por Mt 3, 12) i zaprowadzi Boży ład.

 Jan starał się jak najwierniej wypełnić zleconą mu przez Boga misję proroka. Nie bacząc na ryzyko, upominał m. in. Heroda, który za żonę wziął sobie żonę swego brata. To za odważne wzywanie do nawrócenia Jan zapłacił wysoką cenę. Najbardziej naraził się Herodowi. Najpierw został osadzony w więzieniu, a za niedługi czas jego głowy zażąda Herodiada. Mimo uwięzienia Jan miał jakiś czas pewną swobodę działania, kontaktowania się ze swymi uczniami. W każdym razie znalazł sposób, by wysłać do Jezusa dwóch swoich uczniów z bardzo ważnym pytaniem. Brzmiało ono tak:

Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?.

 Był taki czas, gdy Jan oczekiwał na pojawienie się Mesjasza, a kiedy z natchnienia Ducha rozpoznał i wskazał, wtedy spodziewał się, że będzie się On zachowywał dokładnie tak, jak Jan przepowiadał. Inaczej mówiąc, Jan Chrzciciel miał wobec Jezusa określone oczekiwania. I tak zapewne spodziewał się, że prawdziwy Mesjasz na pewno weźmie go w obronę, gdyby spotkała go krzywda. Co mogło być większą krzywdą niż niesprawiedliwe uwięzienie, a potem skazanie na ścięcie? To bardzo ludzkie i zrozumiałe oczekiwanie na to, że Jezus – jako prawdziwy Mesjasz – wkroczy do „akcji” i uwolni go z więzienia. Ale nic takiego się nie wydarzało.

 Jan siedzi w więzieniu, a rozpoznany i „ujawniony” przez niego Mesjasz w najlepsze działa „po swojemu”. Pewne oczekiwania Jana zostały zawiedzione… To w takiej sytuacji Jan posłał do Jezusa swoich uczniów z zapytaniem pełnym niepokoju: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?

Jezus umacnia wiarę Jana

 Jezus przyjął i uważnie wysłuchał wysłanników Jana, ale na zadane pytanie nie odpowiedział wprost, to znaczy jednoznacznym potwierdzeniem albo zaprzeczeniem. Jezus i tym razem postępuje w sposób sobie właściwy, suwerenny i zaskakujący. Zamiast prostego tak albo nie – Jezus wskazuje na czynione przez siebie cuda-znaki i, w domyśle, każe je skojarzyć z prorockimi zapowiedziami (szczególniej Izajasza). Ewangelista znamiennie odnotowuje:

tym właśnie czasie [Jezus] wielu uzdrowił z chorób, dolegliwości i uwolnił od złych duchów; oraz wielu niewidomych obdarzył wzrokiem.

Jezus najwyraźniej uznał, że Jan odzyska wiarę w Niego i pokój serca, gdy usłyszy tę odpowiedź:

Idźcie i donieście Janowi to, coście widzieli i słyszeli: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia i głusi słyszą; umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię.

 Można być pewnym, że Jan Chrzciciel dzięki Duchowi Świętemu właściwie odczytał znaczenie otrzymanej odpowiedzi. Zapewne skojarzył sobie Jezusowe czyny-znaki z treścią Izajaszowego proroctwa:

Powiedzcie małodusznym: Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg, oto – pomsta; przychodzi Boża odpłata; On sam przychodzi, by zbawić was. Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń i język niemych wesoło krzyknie (Iz 35, 4-6).

 Odpowiedź dana Janowi – to coś więcej niż chłodna informacja.

 W swojej odpowiedzi ukrył Jezus serdeczną prośbę i perswazję. Można by ją tak wyrazić:

«Janie, zaufaj Mi! Wszystko dzieje się zgodnie z wolą Ojca i w kolejności przez Niego określonej. Bądź spokojny. Twoje świadectwo o Mnie było prawdziwe. Idź do końca wyznaczoną ci drogą świadka Bożego ładu i Prawa. Nie lękaj się oddać choćby i swoje życie za Mnie. Zrobiłeś to, co do ciebie należało. Teraz pozwól, bym Ja okazał się Mesjaszem i Zbawicielem w sposób, którego ty już (teraz do końca) nie pojmiesz».

 Jezus prosił i perswadował. A także wypowiedział wspaniałe błogosławieństwo: A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi. Inaczej mówiąc: Błogosławiony, kto się na mnie nie potknie. Jan Chrzciciel w ostatnim etapie swej służby Zbawicielowi zachwiał się, miał wątpliwości, ale nie został z nimi sam. Wyznał je Jezusowi.

 To prawda, poniekąd „potknął się na Jezusie”, ale nie upadł! Nie poszedł drogą zwątpienia o Jezusie i Jego sposobie zbawiania świata i ludzi. Jan odbudował swoją wiarę w Jezusa, zawierzył Mu i dlatego odszedł z tego świata jako największy prorok Starego Testamentu.

A co z naszą wiarą w Jezusa?

 Jezus jest Kimś wielkim i wyjątkowym. W Nim kryje się wszelkie dobro. W Nim wszyscy zyskujemy śmiały przystęp do samego Boga (por. Ef 3, 12) i wiecznego życia. Ale uwaga!, gdyż istnieje możliwość potknięcia się na Jezusie i upadnięcia.

 Dramatyczną „dwojakość” reagowania na Jezusa proroczo przepowiedział już starzec Symeon wtedy, gdy trzymał na rękach maleńkiego Jezusa:

Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą (Łk 2, 34).

– A zatem w zetknięciu z Jezusem można powstać, rozkwitnąć albo upaść i zmarnieć! Podobnie powie św. Piotr:

Wam zatem, którzy wierzycie, cześć! Dla tych zaś, co nie wierzą, właśnie ten kamień, który odrzucili budowniczowie, stał się głowicą węgła – i kamieniem upadku, i skałą zgorszenia (1Pt 2, 7-8).

 Pora zapytać, jaki jest zasadniczy efekt naszych spotkań z Jezusem.

  • Czy dzięki Niemu „powstajemy”, piękniejemy i mamy poczucie, że to, co najlepsze, jest – w Chrystusie – dopiero przed nami?
  • Czy przeciwnie? Upadamy? Marniejemy? Ubywa nam motywów życia i nadziei?

 Zapytać siebie można i tak:

  • Co zwykle działo się z moja wiarą w Jezusa Chrystusa, gdy popadałem w życiowe tarapaty? A trudnych sytuacji nikt w tym życiu nie uniknie i nie ominie. Chrześcijanie nie są tu wyjątkiem. Przeciwnie, muszą się liczyć z większymi przeciwnościami. Niekoniecznie muszą to być od razu ostre prześladowania z powodu klarownych zasad moralnych i żywej wiary w Boga, choć i z tym zderzają się chrześcijanie w świecie na coraz większą skalę… Zaś na „pomniejsze” prześladowania natknie się nieuchronnie każdy żarliwy wyznawca Chrystusa i autentyczny głosiciel Jego Ewangelii. No i są jeszcze po prostu różne życiowe trudy, krzyże, lęki, zagrożenia… Każdy potrafi wyliczyć ich nie tak mało…

 To wszystko naszą wiarę w Jezusa Chrystusa wystawia na próbę. A wtedy mamy odczucia podobne do Janowych. I mamy ochotę zapytać Jezusa:

  • Kim Ty właściwie jesteś? Czy mogę na Ciebie liczyć? Czy na pewno chcesz mi pomóc?
  • Czy mnie ocalisz? Czy mogę tobie ufać na przepadłe?

 Tak, w trudnych sytuacjach nie powinniśmy zostawać sami. Często, a zwłaszcza w sytuacjach bardzo trudnych i po ludzku beznadziejnych, powinniśmy jak Jan słać poselstwo do Jezusa. Winniśmy zwracać się do Jezusa i prosić Go o „wyjaśnienia”, o światło, o umocnienie:

«Jezu, utwierdź mnie w przekonaniu i wierze w to, że Ty naprawdę jesteś moim Zbawicielem! I spraw, żeby doświadczane trudności, dźwigane krzyże nie zniszczyły mojego bezgranicznego zaufania do Ciebie!»

 Jezus zawsze znajdzie sposób, by upewnić nas w wierze i wewnętrznie uspokoić. On poprosi nas – podobnie jak Jana Chrzciciela:

«Ufaj Mi zawsze! Niech nic nie odbierze ci ufnej wiary w Moją moc zbawczą! Ja naprawdę mam moc ocalić ciebie, gdyż Ojciec wszystko poddał Mojej mocy zbawczej, ocalającej».

 Nasza sytuacja jest niepomiernie lepsza niż Janowa. My znamy już całą drogę Jezusa: od Wcielenia do Zmartwychwstania. Znamy też Jezusowy styl zbawiania człowieka. Wiemy dużo więcej o Jezusowej miłosiernej miłości, o Jego cierpliwości i delikatności. Także o czekaniu z sądem i sprawiedliwością do czasu żniw. Na razie trwa jeszcze czas miłosierdzia, wezwań do nawrócenia. Adwent i bliskie Święta Bożego Narodzenia dobitnie nam o tym przypominają. Zwłaszcza jeśli znajdujemy czas, by słuchać biblijnych czytań z codziennej Eucharystii.

 o. Krzysztof Osuch SJ

Zostaw odpowiedź