Dwa przymierza – z Bogiem i małżeńskie

17 sierpnia 2019, autor: Krzysztof Osuch SJ

„Faryzeusze przystąpili do Jezusa, chcąc Go wystawić na próbę, i zadali Mu pytanie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On odpowiedział: «Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę? I rzekł: „Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem”. A tak już nie są dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela». Odparli Mu: «Czemu więc Mojżesz przykazał dać jej list rozwodowy i odprawić ją?»

Odpowiedział im: «Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony, lecz od początku tak nie było. A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę – chyba że w wypadku nierządu – a bierze inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo». Rzekli Mu uczniowie: «Jeśli tak ma się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić».

On zaś im odpowiedział: «Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane. Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są także bezżenni, którzy ze względu na królestwo niebieskie sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!» (Mt 19, 3-12).

Lucas Cranach Adam i Ewa w raju

  1. Dziś (w piątek po XIX Niedz. w cyklu II) słowa Boga „krążą” znów wokół dwóch podstawowych spraw, a dokładniej: relacji, więzi. Pierwsze czytanie z Ezechiela przejmująco zajmuje się więzią z BOGIEM, rwaną i odbudowywaną! A w perykopie ewangelicznej słyszymy o więzi mężczyzny i kobiety, więzi zrywanej z jakiegokolwiek powodu!

Tak, Pana Boga, który nas „zaprojektował”, bardzo smucą i boleśnie „dotykają” dwa krzywdzące zachowania nas, ludzi: gdy umiłowany lud łamie i zrywa Przymierze ze swym Stwórcą i Gwarantem bezpieczeństwa. I gdy ludzie, powiązani małżeńskim przymierzem, łamią je, zrywają.

Bóg, Dawca wszelkiego dobra, a zwłaszcza dawca więzi zaufania, szacunku i miłości – nie może obojętnie patrzeć, gdy dwie podstawowe więzi (relacje), które mają uszczęśliwiać, są (w swej ważności i dobroci) kwestionowane, podejrzewane, lekceważone i łamane – aż do zadania bólu „partnerowi”: Bogu czy też mężczyźnie / kobiecie. I, w konsekwencji, aż do odczucia (w sercu człowieka), że sens i szczęście znikają zda się bezpowrotnie…

  1. Jakiś czas zbytnio nas „to” (niefrasobliwość w traktowaniu Boga i człowieka) nie obchodzi, ale stopniowo budzimy się i zaczynamy przejmować się tym, że Boska Miłość – zapraszająca do relacji, jednoczących i uszczęśliwiających – jest obiektem brutalnego ataku, pełnego nienawiści (czy to w nas samych, czy wokół nas, coraz powszechniej). Atak pochodzi (patrząc na pierwotną przyczynę) od szatana, demonów. Ale i człowiek (jako tzw. „człowiek stary”, cielesny) głupio i lekkomyślnie trwoni i traci bezcenne dobro.

A Bóg („projektant” wszystkiego, co stworzone) daje się zranić w swej Miłości (i innych wielkich przymiotach). Przyzwala też, by i ludzie wzajemnie siebie ranili… Bóg przyzwala na wszystkie perypetie błądzącego człowieka, ale nie zostawia nas samych, lecz z właściwą Sobie pasją i mądrością oraz konsekwencją odbudowuje zerwane więzi… Jak Bóg to czyni? – Różnie. Najogólniej mówiąc, stara się stawić przed oczy haniebność (niegodziwość) czynu (grzechu), przez który ludzie, pojedynczy człowiek czy narody, odchodzą od swego Stwórcy, Pana, Dobroczyńczy.

Różnie Bóg doprowadzał i doprowadza ludzi do odczucia zawstydzenia z powodu (nieraz bardzo bezczelnego) „igrania” z Bogiem Stwórcą i Jego Miłością. Niekiedy (po prostu) zostawia człowieka z jego pychą i ciemnością, która rośnie i coraz mroczniej zalega wnętrze i zewnętrze. (Zejdź na dno, jak tak bardzo chcesz! Przekonaj się sam! – zdaje się mówić lekceważony Stwórca). Innym razem (czy na innym etapie) Bóg Ojciec kieruje ku błądzącym serdeczne perswazje pełne Boskiej Miłości. Bywa, że intensyfikuje światło, które oświeca błądzący rozum, który jak się mawia potrafi wszystko (interesownie) usprawiedliwić!

Jedno jest w końcu pewne, że Panu Bogu wciąż zależy na Przymierzu, zawartym z nami w Krwi Zbawiciela. Boskim Osobom niezmiennie zależy na żywej – przyjacielskiej, serdecznej, wręcz zażyłej relacji z Jerozolimą, a dziś powiemy, z nami, ze wszystkimi stworzeniami. Boża Dobroć nie maleje, jest Dobrocią nieskończoną! Niewyczerpaną. Doprowadziwszy Jerozolimę do zawstydzenia z powodu „uprawiania nierządu”, przebacza wszystko. „Ja jednak wspomnę o przymierzu, które z tobą zawarłem za dni twojej młodości, i ustanowię z tobą przymierze wieczne, abyś pamiętała i wstydziła się i abyś ze wstydu ust swoich nie otwarła wówczas, gdy ci przebaczę wszystko, co uczyniłaś» – mówi Pan Bóg (Ez 16, 60-63).

  1. W ewangelii Pan Jezus przeciwstawia się mentalności nadpsutych osób, zwłaszcza mężczyzn, którzy więź z kobietą sprowadzają do doznań zmysłowych i estetycznych.

Niestety, nawet „uczeni w Piśmie” okazują się tak tępi i zamknięci w „ciele”, że niewiele albo już nic nie pojmują ze wspaniałego zamysłu Boskich Osób… Tak, hedonizm (wywyższający cielesną rozkosz ponad wszystko) pewno zawsze proponował się jako obietnica szczęścia, dzisiaj jednak ma wyjątkowo dużo hałaśliwych wielbicieli i możnych (bogatych) promotorów. To „stąd” zderzamy się (chrześcijanie) dzisiaj z tak liberalistycznym (demoralizującym) podejściem do rozwodów, aborcji, pornografii i manipulacji w obszarze ludzkiej natury (męskiej i żeńskiej). Brak żywo przeżywanej więzi z prawdziwym Bogiem (nieuchronnie, jak się okazuje) uruchamia specyficzne (liberalistyczne, niby super wolnościowe) rozumowanie i kreowanie pseudoetyki, wywiedzionej nie z Miłości i godności osób, lecz z chęci maksymalizowania przyjemności – w tym (najwidoczniej) krótkim życiu, które jest „jedno jedyne” i jako takie, jak sądzą, zapada się w nicość!

Tak, niewiara (negacja Boga Stwórcy i Ojca) wtrąca w nihilizm i rozpacz. Dobrze byłoby się czymś pocieszyć czy znieczulić… Czym? Postawieniem na hedonizm! A to stawia na torze szybkiej degeneracji, zepsucia człowieka jako osoby (czyli kogoś skierowanego do swego Stwórcy). Mam wtedy do czynienia z „diabelnie logicznym ciągiem” myślenia i działania.

  1. Jezus, jak powie św. Jan Ewangelista, przyszedł zniszczyć dzieła diabła (por 1 J 3,8) i ocalić człowieka, tzn. przywrócić w nim zdolność do wiernie przeżywanego przymierza miłości zarówno w odniesieniu do swego Stwórcy, jak też do człowieka (w relacji: mężczyzna – kobieta). Jezus czyni to, odsłaniając (pokazując), jak dobry i piękny jest pierwotny i niezmienny zamiar Stwórcy (Ojca) wobec człowieka.

Tu wypada się zatrzymać. I odesłać do szeregu cennych konferencji o małżeństwie i rodzinie (choćby na YT, np. Jacek Pulikowski, ks. Prof. Guz). Nade wszystko, na pełne odkrycie i upowszechnienie czeka „teologia ciał” św. Jana Pawła II, zawarta szczególniej w jego środowych audiencjach i książce: „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich Bóg. Odkupienie ciała a sakramentalność małżeństwa”.

Czytanie z Księgi proroka Ezechiela

„Pan skierował do mnie te słowa: «Synu człowieczy, zapoznaj Jerozolimę z jej obrzydliwościami i powiedz: Tak mówi Pan Bóg do Jerozolimy: Z pochodzenia i urodzenia swego jesteś z ziemi Kanaan. Ojciec twój był Amorytą, a matka twoja – Chittytką. A twoje urodzenie: w dniu twego przyjścia na świat nie odcięto ci pępowiny, nie obmyto cię w wodzie, aby cię oczyścić; nie natarto cię solą i w pieluszki cię nie owinięto. Żadne oko nie okazało współczucia, aby spełnić względem ciebie jedną z tych posług przez litość dla ciebie. W dniu twego urodzenia wyrzucono cię na puste pole – przez niechęć do ciebie.

Oto Ja przechodziłem obok ciebie i ujrzałem cię, jak szamotałaś się we krwi. Rzekłem do ciebie, gdy byłaś we krwi: Żyj, rośnij! Jak trawę na polu cię uczyniłem. Rosłaś, wzrastałaś i doszłaś do wieku dojrzałego. Piersi twoje nabrały kształtu i włosy twoje stały się obfitsze. Ale byłaś naga i bez okrycia.

Oto przechodziłem obok ciebie i ujrzałem cię. Był to twój czas, czas miłości. Rozciągnąłem połę płaszcza mego nad tobą i zakryłem twoją nagość. Związałem się z tobą przysięgą i wszedłem z tobą w przymierze – mówi Pan Bóg – stałaś się moją. Obmyłem cię wodą, otarłem z ciebie krew i namaściłem olejkiem. Następnie przyodziałem cię wyszywaną szatą, obułem cię w trzewiki z miękkiej skórki, opasałem bisiorem i okryłem cię jedwabiem.

Ozdobiłem cię klejnotami, włożyłem bransolety na twoje ręce i naszyjnik na twoją szyję. Włożyłem też pierścień w twój nos, kolczyki w twoje uszy i wspaniały diadem na twoją głowę. Zostałaś ozdobiona złotem i srebrem, przyodziana w bisior oraz w szaty jedwabne i wyszywane. Jadałaś najczystszą mąkę, miód i oliwę. Stawałaś się z dnia na dzień piękniejsza i doszłaś aż do godności królewskiej. Rozeszła się twoja sława między narodami dzięki twojej piękności, bo była ona doskonała z powodu ozdób, w które cię wyposażyłem – mówi Pan.

Ale zaufałaś swojej piękności i wyzyskałaś swoją sławę na to, by uprawiać nierząd. Oddawałaś się każdemu, kto obok ciebie przechodził.

Ja jednak wspomnę o przymierzu, które z tobą zawarłem za dni twojej młodości, i ustanowię z tobą przymierze wieczne, abyś pamiętała i wstydziła się i abyś ze wstydu ust swoich nie otwarła wówczas, gdy ci przebaczę wszystko, co uczyniłaś» – mówi Pan Bóg” (Ez 16).

 

Krzysztof Osuch SJ

Zostaw odpowiedź