Konieczne napomnienia i korekty

20 marca 2019, autor: Krzysztof Osuch SJ

Trwa czas Wielkiego Postu. Jak co roku – w czasie Mszy świętej i w innych „miejscach” – słuchamy Słowo Boże, które brzmi mocniej niż w innych okresach Roku Liturgicznego. Prawdopodobnie dociera też do nas więcej napomnień! A kiedy się w nie, choćby od czasu do czasu czy na przykład w czasie rekolekcji, uważniej wsłuchujemy i bierzemy je sobie do serca, to narasta w nas przekonanie, że nasze relacje z naszym Stwórcą i Ojcem prezentują się dość biednie, a nasze związki i więzi z naszymi bliźnimi pozostawiają wiele do życzenia. Po zastanowieniu przychwytujemy siebie na tym, że nasze (być może niedawne) polepszenie w odnoszeniu się do Boga i bliźnich nie trwa zbyt długo. Ważne i tchnące nadzieją jest to, że to właśnie Słowo Boże osobiście rozważane a także różne formy przepowiadania z niego wywiedzione najskuteczniej uświadamiają nam kruchość w dobrym myśleniu i odnoszeniu się do Boga i bliźnich.

 

 

 

 

 

Owszem, dość często najpierw się bronimy i opieramy przed uznaniem gorzkiej prawdy o nas, a następnie – jednak dotknięci pouczeniem i napomnieniem Pana – zastanawiamy się głębiej i znów korygujemy i ulepszamy nastawienie do Boga i bliźnich; i szczerze dziękujemy Jezusowi za to, że cierpliwie nam towarzyszy i otwiera nasze oczy na olśniewającą Wspaniałość Boga Ojca i Historii Zbawienia… On też odsłania nam godność bliźniego i drogocenność każdej osoby, własnej i innych.

To naprawdę dobrze, gdy mocne i napominające Słowo Boże w Wielkim Poście przekonuje nas, że powinniśmy wyrywać się z siebie i przechodzić w nieskończoność Życia Chrystusowego – zamiast głupio panoszyć się i dusić w ciasnym światku bałwochwalczego egocentryzmu i ubóstwianej (samej tylko) doczesności!

A teraz konkretniej w nawiązaniu do dzisiejszej ewangelii. Pomaga nam zadumać się i stopniowo przeczuć, a nawet zobaczyć, że wchodzenie we wspaniały świat Jezusa i Jego Ojca – nie dokonuje się łatwo. Trudności apostołów – są czymś pouczającym i dodającym odwagi w naszym, też niełatwym, zbliżaniu się do Pana Jezusa.

Mając udać się do Jerozolimy, Jezus wziął osobno Dwunastu i w drodze rzekł do nich: Oto idziemy do Jerozolimy: tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą Go poganom na wyszydzenie, ubiczowanie i ukrzyżowanie; a trzeciego dnia zmartwychwstanie.

Wtedy podeszła do Niego matka synów Zebedeusza ze swoimi synami i oddając Mu pokłon, o coś Go prosiła. On ją zapytał: Czego pragniesz? Rzekła Mu: Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie. Odpowiadając Jezus rzekł: Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić? Odpowiedzieli Mu: Możemy. On rzekł do nich: Kielich mój pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej, ale [dostanie się ono] tym, dla których mój Ojciec je przygotował.

Gdy dziesięciu [pozostałych] to usłyszało, oburzyli się na tych dwóch braci. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł: Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu (Mt 20,17-28).

 W tych paru (podkreślonych) zdaniach Jezus jeszcze raz przepowiada, co wnet na Niego niechybnie przyjdzie. Wie On, że otworzy się przed Nim morze bólu: fizycznego, psychicznego i duchowego. W jakiś sposób z wyprzedzeniem odczuwa ciężar tego, co jest tuż tuż! Wie też, że – dzięki doskonałej jedności z Ojcem – wszystko podejmie, poniesie, przetrzyma, a opadłszy w bruzdę śmierci, powstanie i wejdzie w chwałę Zmartwychwstania. Jezus jednak nie myśli tylko o Sobie, ale także (a nawet przede wszystkim) o swoich umiłowanych Uczniach, którzy wnet będą świadkami niepojętego dramatu; przez niecałe trzy długie dni jawić się on będzie ich oczom jako właściwie ostateczna i nieodwołalna tragedia. Widok Jezusa poddanego przemocy i strasznemu cierpieniu wywoła w uczniach zwątpienie i rozpacz. To z tego powodu Jezus na różne sposoby i ze znacznym wyprzedzeniem umacniał i przygotowywał swoich uczniów na przeżycie najtrudniejszej Godziny. Różnie to czynił. Umacniał ich okazywaniem potęgi słów i niezwykłością czynionych znaków. Trzech uczniów – Piotra, Jakuba i Jana – obdarował krzepiącą wizją Jego olśniewającego Przemienienia na Górze Tabor. Przez to wszystko chciał ich zapewnić, że Wszechmocny i Dobry Ojciec jest z Nim zawsze. I że nic nie dzieje się bez woli i przyzwolenia Ojca!

Jezus nie zadowala się tym wszystkim, co dotąd uczynił dla dobrego przygotowania uczniów na czas zbliżających się dramatycznych wydarzeń. Podejmuje jeszcze jedną próbę (opisaną w dzisiejszej perykopie), by wprowadzić swych uczniów w Tajemnicę Paschy, która w jedno wiąże Krzyż (cierpienie, śmierć) i Zmartwychwstanie (tryumf, pełnię życia, chwałę). Kolejny, (przynajmniej) trzeci raz – próbuje sprowokować uczniów do rozmowy na ten trudny temat. Na pewno – gdyby uczniowie zadali choćby najtrudniejsze pytania – Jezus udzieliłby im odpowiedzi…, tłumaczyłby… Lecz oni zamknęli się w sobie. Nie potrafili zmierzyć się – w tej chwili kolejny raz zapowiadanym – z tak niepojętym losem Mistrza! Woleli uparcie trwać przy swoim wyobrażeniu (wyłącznie) potężnego Mesjasza. Nie mogli pogodzić się z zapowiadaną słabością Mistrza. Przytłoczeni niepojętością tego, co Jezus zapowiadał – (zda się głucho) milczeli lub mówili od rzeczy: a to oburzając się na zabiegi matki synów Zebedeusza…, a to jak Piotr, który pewnego razu w analogicznej sytuacji (por. Mt 16, 21-28) – i to w tonie czynienia wyrzutów – zapewniał Jezusa: „Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie”!

  • Nasze pójście za Jezusem i wytrwanie z (przy) Nim do końca dla nikogo na tej ziemi nie jest łatwe. Owszem, niby dobrze wiemy i jasno widzimy, jaka jest (obowiązująca) droga Jezusa i także wszystkich Jego uczniów – do wiecznej Chwały w domu Ojca. Wiemy, że trzeba zaprzeć samego siebie, brać swój krzyż na każdy dzień, służyć chętnie i pokornie wszystkim – z miłości por. Mt 16, 24n), a jednak rozglądamy się raz po raz i uparcie (nierzadko skrycie) za szerokim i wygodnym traktem do Nieba…
  • Na nasze szczęście Jezus Chrystus jest naszym dobrym i cierpliwym Pasterzem. Podejmuje wiele starań (w swoim Kościele), byśmy mogli przyswoić sobie Jego Boską Mądrość i ufnie iść Jego drogą! Do końca – do chwały Zmartwychwstania, z krzyżem, przez Golgotę, mającą różne „wydania”.

Częstochowa, 24 lutego 2016     AMDG et BVMH   o. Krzysztof Osuch SJ

Koło Rzymu, w kaplicy, w La Storta, miał św. Ignacy Loyola podczas modlitwy widzenie Trójcy Przenajświętszej i usłyszał od Boga Ojca słowa: „Będę dla Was w Rzymie Łaskawy”. Nadto usłyszał Ignacy, jak Bóg Ojciec rzekł do Chrystusa: „Chcę, abyś Go wziął za swego sługę”.

Komentarze

Jedna odpowiedź do wpisu “Konieczne napomnienia i korekty”
  1. s.Krystyna pisze:

    „Nasze pójście za Jezusem i wytrwanie z (przy) Nim do końca dla nikogo na tej ziemi nie jest łatwe. Owszem, niby dobrze wiemy i jasno widzimy, jaka jest (obowiązująca) droga Jezusa i także wszystkich Jego uczniów – do wiecznej Chwały w domu Ojca. Wiemy, że trzeba zaprzeć samego siebie, brać swój krzyż na każdy dzień, służyć chętnie i pokornie wszystkim – z miłości por. Mt 16, 24n),”

    Tak to prawda, ale jakże często, „stary człowiek” zwycięża w nas, co następnie mobilizuje do większej czujności, uznania swojej kruchości,małości być może, że Pan dopuszczając tą nędzę,ma swój sposób doskonalenia w nas prawdziwej, uczciwej pokory…
    Bóg zapłać Ojcze.Szczęść Boże

Zostaw odpowiedź do s.Krystyna