Miłość nieprzyjaciół – wymóg czy dobra nowina?

15 marca 2019, autor: Krzysztof Osuch SJ

 Nasza przygoda z miłowaniem nieprzyjaciół zaczyna się od uważnego wsłuchiwania się w to, co mówi nasz Zbawiciel. Wypada zdobyć się na odrobinę zaufania, skoro poucza nas Ktoś najbardziej nam przyjazny i absolutnie kompetentny w temacie międzyosobowych relacji. A poza tym bądźmy świadomi brzemiennego w skutki wyboru o charakterze fundamentalnym. Albo zamkniemy się w kręgu niechęci i zżerającej nienawiści (i tak sczeźniemy, pojedynczo lub zbiorowo), albo otworzymy się z nadzieją i radością, widząc, że w piekło naszych (nie)ludzkich relacji wciąż na nowo wchodzi Ktoś mówiący nadludzkim językiem. On zapewnia nas, że Jego Miłość jest zawsze większa niż jakakolwiek złość ludzkich myśli i czynów.

 
Jezus powiedział do swoich uczniów: Słyszeliście, że powiedziano: „Oko za oko i ząb za ząb”. A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nastaw mu i drugi. Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz. Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące. Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie. Słyszeliście, że powiedziano: „Będziesz miłował swego bliźniego”, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski (Mt 5,38-48).

Powyższe słowa Jezusa słyszeliśmy tyle razy. Jak brzmią one w naszych uszach i sercach? Tak naprawdę powinny być odbierane przede wszystkim jako dobra nowina o Dobroci Boga Ojca, który zawsze i dla wszystkich jest właśnie Dobry! Niestety, my – zdolni czynić zło i zła od innych doświadczający – w słowach Jezusa wychwytujemy (najpierw) stawiane nam wymogi, które jawią się nam jako nadludzkie i nie z tej ziemi. Istotnie, one takie są. Ale Jezusowi „marzy się”, że zaciekawimy się i zachwycimy Miłością „nie z tej ziemi”!

– Nasza przygoda z miłowaniem nieprzyjaciół zaczyna się od uważnego wsłuchiwania się w to, co mówi nasz Zbawiciel. Wypada zdobyć się na odrobinę zaufania, skoro poucza nas Ktoś najbardziej nam przyjazny i absolutnie kompetentny w temacie międzyosobowych relacji. A poza tym bądźmy świadomi brzemiennego w skutki wyboru o charakterze fundamentalnym. Albo zamkniemy się w kręgu niechęci i zżerającej nienawiści (i tak sczeźniemy, pojedynczo lub zbiorowo), albo otworzymy się z nadzieją i radością, widząc, że w piekło naszych (nie)ludzkich relacji wciąż na nowo wchodzi Ktoś mówiący nadludzkim językiem. On zapewnia nas, że Jego Miłość jest zawsze większa niż jakakolwiek złość ludzkich myśli i czynów.

I jeszcze jedno. To naprawdę fascynujące móc w naszym biednym świecie, aż nadto uwikłanym w nienawiść, przemoc i destrukcję, usłyszeć jasne wskazania, jak winniśmy się zachowywać się wobec osób, które źle nas traktują i wyrządzają nam krzywdę.

– To tyle, by pobudzić do poznawczej świeżości wobec wzniosłej nauki Jezusa.

Zanim z odnowionym przekonaniem zechcemy pójść drogą Jezusowej miłości do nieprzyjaciół, zobaczmy, z jakimi negatywnymi emocjami i myślami musimy się mierzyć niejeden raz w życiu.

Otóż słowa Jezusa o miłowaniu nieprzyjaciół są dla nas ludzi rodzajem prowokacji wobec tego wszystkiego, co w płytszych i głębszych pokładach serca z upodobaniem opowiada się za niechęcią, nienawiścią i odwetem.

Niestety, słowom Jezusa, by nieprzyjaciół miłować, błogosławić im i modlić się za nich, coś w nas stawia zdecydowany opór. Coś w nas (a jest to dość wielki dział serca) kategorycznie stwierdza, że to absolutnie niemożliwe, żeby swojemu prześladowcy i zło-czyńcy nie odpłacić jak należy (też złem), lecz – miłością, modlitwą i gotowością przebaczenia! Rozum ze swej strony gotów jest dorzucić swoje trzy grosz, usłużnie argumentując (choć w wielkich religiach i kulturach są chwalebne wyjątki), że Jezusowy postulat (polecenie) jest niemożliwy do spełnienia, ponieważ jest nielogiczny i niesprawiedliwy.

Wobec słów Jezusa, a zwłaszcza Jego przykładu (modlitwy i słów przebaczenia płynących z wysokości Krzyża), gotowi jesteśmy nieco ustąpić. Tak, Jezus ma rację. Jego czyn jest piękny, ale tak czynić potrafi tylko Bóg. Ja – nie. 

To oczywiste i powszechnie znane, że doświadczenie zła i krzywdy wywołuje określone emocje, a te popychają do odwetu. Ogarniające poczucie skrzywdzenia potrafi świetnie „uzasadniać” przemożną chęć, żeby wyrównać rachunki – natychmiast bądź przy najbliższej sposobności!

Zasada: ząb za ząb – wydaje się być najzupełniej słuszna. Co więcej (i co gorsza) kierunek emocji człowieka skrzywdzonego jest taki, że pragnie on nie tylko oddać! Uruchamia się w nim pełne energii uczucie mściwości, która jak wiadomo za jeden cios gotowa jest zadać dwa, trzy albo i znacznie więcej!

Mściciel wielokrotnie wetujący sobie krzywdę wie, że przekracza zasadę („prostej” i jakoś tam, do czasu Chrystusa, dającej się usprawiedliwić) odpłaty pięknym za nadobne, dlatego – by jakoś się usprawiedliwić – uzasadnia swą mściwość chęcią dania porządnej nauczki krzywdzicielowi (wrogowi). «Niech sobie tenże złoczyńca zapamięta nauczkę i straci ochotę powtarzania swych błędów». Taka motywacja brzmi całkiem „nieźle”, tyle że wtedy nieuchronnie i tak łatwo uruchamia się beznadziejna spirala nienawiści. Nasz świat i ludzkie dzieje dostarczają potwierdzeń aż nadto.

Niestety, naszą naturę po grzechu pierworodnym tak łatwo porywa żywioł odwetu, i to zwielokrotnionego!

Pogłębiając nieco nasz rachunek sumienia, zauważmy, że pewno nikt nie jest wolny od zmagania się o to, by zdecydowanie i zawsze kierować się Jezusową zasadą miłowania nieprzyjaciół. Być może nie bierzemy odwetu w postaci precyzyjnie wymierzonych ciosów pod postacią mocnych słów, ale pewno całe życie będziemy kuszeni, by przynajmniej w myślach to czynić, surowo nieprzyjaciela osądzając i bezlitośnie go potępiając. Na linii bardziej subtelnego odwetu mieści się cieszenie się z niepowodzeń i ciosów, które mój nieprzyjaciel otrzymuje z cudzej ręki (w … moim zastępstwie) itd.

Ze smutkiem (i oby także żalem) musimy przyznać, że zarówno w ogóle ludzka historia jak też nasze relacje osobiste były i wciąż są – aczkolwiek w różnej mierze – naznaczone prawem odpłacania złem za zło! Jakże bardzo żałosne bywają nie tylko nasze pierwsze odruchy na poziomie skrywanych emocji, uczuć i kłębiących się myśli, ale także zewnętrznych czynów i obyczajów („kulturowo” legitymizowanych)!

A co na to Jezus?

Jezus mówi jasno, że niezależnie od tego, co kiedyś mówiono i dopuszczano, teraz Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują.

Jezus doznał najdotkliwiej skutków nienawiści. On obarczył się wszystkim, co w ludzkiej historii najokropniejsze. Wszelkie zło i ludzkie grzechy zostały przez Niego już podjęte i „przepracowane”; zostały już przezwyciężone potęgą Boskiej Miłości i Miłosierdzia!

Warto zatem usłyszeć i odpowiedzieć na słowa Jego zaproszenia i obietnicy: «Jeśli doznałeś zła i krzywdy, to wiedz na pewno, że Ja ci, bardzo współczuję! Przyjdź do Mnie ze swym bólem krzywdy, a Ja powiem ci, jak masz na doznane zło odpowiedzieć. Otrzymasz nie tylko pouczenie, ale także Boską Moc – Miłość, która pozwoli ci odróżnić wielką biedę i przyćmione piękno osoby krzywdziciela od złości krzywdy, której się dopuścił… Pomogę ci powiedzieć mu, że go kochasz. Ze życzysz mu dobrze. Że modlisz się za niego. Że mu przebaczasz. Że nie będziesz mu wiecznie przypominał o złu, którego się wobec ciebie dopuścił! ».

Częstochowa, niedziela, 23 lutego 2014      AMDG et BVMH   o. Krzysztof Osuch SJ

Komentarze

komentarze 2 do wpisu “Miłość nieprzyjaciół – wymóg czy dobra nowina?”
  1. efer pisze:

    Miłośc nieprzyjaciół ! – To najtrudniejsze podobieństwo do Boga w miłości … !
    Refleksja :
    – Czym jest miłość, co znaczy kochać …. ? To podstawowe pytanie, które pomaga mi jak sobie z tym radzić i kochać naszych nieprzyjaciół. Bo myśląc po ludzku jest to naprawdę trudne….. !
    Jednak Bóg od nas tego wymaga !!! …Jeżeli uznaję, że miłość to nie są tylko uczucia, ale kocham bo …., pragnienie dobra, dla drugiego czlowieka, wtedy staje się to już łatwiejsze. Najwyższe dobro to Bóg i zbawienie każdego człowieka. Taka świadomość ułatwia sprawę… ” Boże wybacz im bo nie wiedzą co czynią „….. ! – To już jest przebaczenie na wzór Jezusa. Idąc dalej tym tropem, miłość Boża czyni cuda. Jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże i w Bogu staje się możliwe, pomimo, że jest to bardzo trudne, dla nas, którzy jesteśmy grzeszni !…… Błogoslawiony Ks. Jerzy Popiełuszko tak mówił, aby nie bylo w nas chęci odwetu, abyśmy nie dali się zwyciężyć złu. Byśmy byli wolni od chęci zemsty, odwetu od nienawiści, o to trzeba nam się nieustannie modlić ! Nie dać się sprowokować do takich samych uczuć,… Różaniec jest pomocą na tej drodze. W obecnych czasach, prawda, może wywolywac nienawiść, a nienawiść to już poniżenie !
    Tak więc tylko w Bogu jest możliwa nasza miłość do nieprzyjaciół !

  2. s.Krystyna pisze:

    „Jezus doznał najdotkliwiej skutków nienawiści. On obarczył się wszystkim, co w ludzkiej historii najokropniejsze. Wszelkie zło i ludzkie grzechy zostały przez Niego już podjęte i „przepracowane”; zostały już przezwyciężone potęgą Boskiej Miłości i Miłosierdzia!”

    I dał nam przykład, trudnej, ale pięknej, głębokiej modlitwy.”Ojcze przebacz im bo nie wiedzą co czynią”
    Z wiarą przyjęte i wymawiane słowa Jezusowej modlitwy, uleczą rany i pozwolą, aby zagościł w zranionych sercach, Jego Chrystusowy pokój…
    Pozdrawiam serdecznie Ojca.

Zostaw odpowiedź