Ocalenie człowieka i świata – jedynie w Bogu!

15 listopada 2018, autor: Krzysztof Osuch SJ

Narastające zjawiska świadczące o degradacji człowieka, międzyludzkich więzi i solidarności, a także o degradacji Bożego świata przyrody, są wynikiem przede wszystkim narastającego odstępstwa od Boga Żywego. Nie można odstąpić od Boga, zlekceważyć Jego Samego, Jego wielki Zamysł, stwórczy i zbawczy – i jednocześnie naiwnie twierdzić (spodziewać się), że wszystko będzie układać się coraz lepiej i rozwijać coraz pomyślniej.

Jest to powtórzenie rozważania (wpisu) sprzed roku – tamże 7 komentarzy

Kto ma nas ostrzec?

Przez kraje i kontynenty coraz częściej przechodzą wichury – tornada, orkany, huragany. Niektórzy (najmniej poważni) spierają się, jakie imiona powinny one nosić na Wschodzie i Zachodzie. Są one przyczyną wielkich strat (liczonych już w miliardach euro). Bodaj jedyny z nich pożytek jest taki, że przynoszą znad oceanów powietrze nasycone ozonem, jak na wiosnę. Czy mamy tu jednak do czynienia z wiosną świata i rozkwitem cywilizacji, która (także z innego, poważniejszego tytułu) zasłużyła sobie na miano „cywilizacji śmierci”, stającej we frontalnej opozycji do chrześcijańskiej cywilizacji życia i cywilizacji miłości.

Nasza troska i niepokój stają się jeszcze większe, gdy niemal dzień w dzień obserwujemy, jak wielkie wichry wieją także w życiu politycznym, społecznym, a nawet kościelnym. Jak się zachowywać, gdy potężne żywioły wstrząsają odwiecznym ładem w dziedzinie etyki i moralności. Owszem, Duch Święty potrafi wyrywać i obalać, niszczyć i burzyć, budować i sadzić (por. Jr 1,10), ale Jego działanie nie może uderzać w Dekalog i Jezusowe Kazanie na Górze (por Mt 5). Są tacy, którym wydaje się, że wszystko idzie w dobrą stronę. Ludziom z Niniwy i Sodomy też tak się wydawało. Tymczasem Jezusowe ostrzeżenie, związane z Jego powtórnym przyjściem, wydaje się szczególnie aktualne:

Jak działo się za dni Noego, tak będzie również za dni Syna Człowieczego: jedli i pili, żenili się i za mąż wychodziły aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki; nagle przyszedł potop i wygubił wszystkich. Podobnie jak działo się za czasów Lota: jedli i pili, kupowali i sprzedawali, sadzili i budowali, lecz w dniu, kiedy Lot wyszedł z Sodomy, spadł z nieba deszcz ognia i siarki i wygubił wszystkich; tak samo będzie w dniu, kiedy Syn Człowieczy się objawi (Łk 17, 26-30).

Nie chcę wdać się w konkrety; chcę jedynie wyrazić swoje przekonanie, że to, co „mamy” (w różnych obszarach życia, kultury, cywilizacji, religii, [nie]wiary, [nie]moralności) nie bierze się znikąd.

  • Idąc od razu – jakby na skróty – do sedna, chcę powiedzieć, że narastające zjawiska świadczące o degradacji człowieka, międzyludzkich więzi i solidarności, a także o degradacji Bożego świata przyrody, są wynikiem przede wszystkim narastającego odstępstwa od Boga Żywego. Nie można odstąpić od Boga, zlekceważyć Jego Samego, Jego wielki Zamysł, stwórczy i zbawczy – i jednocześnie naiwnie twierdzić (spodziewać się), że wszystko będzie układać się coraz lepiej i rozwijać coraz pomyślniej.

Socjologowie i psycholodzy czy historycy (tak mocno kreowani na zda się najważniejszych ekspertów i wyrocznie życia społecznego) raczej nie będą nas (wystarczająco) ostrzegać i krzyczeć jak Jeremiasz, mówiąc, że nasz największy problem to grzech odstąpienia od Boga – źródła wody żywej – na rzecz dziurawych cystern. Prorok to powie, nie bacząc na (z reguły) przykre dla niego konsekwencje:

Mój zaś naród zamienił swoją Chwałę na to, co nie może pomóc. Niebo, niechaj cię na to ogarnie osłupienie, groza i wielkie drżenie! – wyrocznia Pana. Bo podwójne zło popełnił mój naród: opuścili Mnie, źródło żywej wody, żeby wykopać sobie cysterny, cysterny popękane, które nie utrzymują wody (por. Jr 2,11-13).

Jest parę możliwości

W obliczu tajemnicy istnienia można się różnie zachowywać, na przykład jak przysłowiowy struś, chowający głowę w piasek. W obliczu dramatu życia można się troszczyć jedynie o siebie i swoich najbliższych, zostawiając innym odpowiedzialność za dobro wspólne. Można ewentualnie aż tak się zapracować, że nie przebiją się do nas żadne poważne problemy i wielkie zagrożenia, płynące z odstępstwa od Boga, z lekceważenia religii, wiary, moralności. Kto ma na to czas, może uciec w świat wirtualnej iluzji i niewybrednej rozrywki, w tym także w świat telewizji, w której według (czyjegoś pewno trafnego spostrzeżenia) większość programów przygotowywana jest zgodnie z hasłem: „Bawmy się wesoło i łączmy się w głupocie”.

  • Na szczęście – w obliczu fascynującej Tajemnicy istnienia i dramatów życia oraz poważnych zagrożeń – są dostępne rady, podpowiedzi i rozwiązania ludzi Biblii. Są one całkiem inne niż te zawarte w obszernych analizach i raportach, które z definicji nie odnoszą się do Transcendencji, do Boga. Te „biblijne” rady są mądre (choć nie są „naukowe”). Są też prawdziwe. Przynoszą pokój. Są rewelacyjne – olśniewają umysły (gwałtem zamykane w za ciasnej doczesności); są jak miód dla serc, coraz bardziej skołatanych i (bodaj programowo) skazywanych na cichą rozpacz – z powodu przesłonięcia (zaciemnienia?) ostatecznego i wiecznego Celu.

Psalmista radzi najmądrzej

Jak to dobrze móc poniższe słowa Psalmisty (Ps 62,2-3.6-7.9) odczytać i rozważyć je (znowu) jako świadectwo, a następnie uczynić je swoimi słowami, swoją modlitwą, swoim aktem wydania siebie w ręce Boga Ojca:

Jedynie w Bogu spokój znajduje ma dusza,
od Niego przychodzi moje zbawienie.
Tylko On jest opoką i zbawieniem moim,
twierdzą moją, więc się nie zachwieję.
Jedynie w Bogu szukaj pokoju, duszo moja,
bo od Niego pochodzi moja nadzieja.
On tylko jest skałą i zbawieniem moim,
On moją twierdzą, więc się nie zachwieję.
W każdym czasie Jemu ufaj narodzie.
Przed nim wylejcie wasze serca:
Bóg jest naszą ucieczką.

W wersetach powyżej pominiętych Psalmista mówi również o kruchości człowieka, o moralnej zawodności i ulotności istnienia na Ziemi:

Synowie ludzcy są tylko jak tchnienie, synowie mężów – kłamliwi; na wadze w górę się wznoszą: wszyscy razem są lżejsi niż tchnienie. Jest też przestroga przed ponętnymi pokusami: Nie pokładajcie ufności w przemocy ani się łudźcie na próżno rabunkiem; do bogactw, choćby rosły, serc nie przywiązujcie.

Tak, w ziemskie istnienie wpisana jest niepewność i radykalne zagrożenia. Co z tego, że wzrastaliśmy otoczeni wspaniałą miłością rodziców, rodziny i przyjaciół, skoro i tak w jakimś momencie dotknie nas wielki ból związany z przemijaniem, chorobą i śmiercią. Życie na Ziemi to (jeszcze) nie Raj i nie Niebo. Dopiero idziemy do Domu Ojca, a droga wiedzie przez pustynię.

Oprócz wspomnianych zagrożeń są jeszcze i te, które wynikają z nieprzewidywalnych zachowań i losów najbliższych nam osób – żony, męża, dzieci, rodziców, członków wspólnoty… Tylko jakiś czas – dłużej lub krócej – można udawać, że wszystko jest pewne i wyliczalne. Tylko na jakiś czas starcza nam własnej dzielności i odwagi. Tylko jakiś czas można oprzeć się na ludziach, na dobrach materialnych i na własnych zdolnościach. Tylko jakiś czas można cieszyć się barwami życia i zadowalać się intensywnością zmysłowych doznań.

  • My ludzie poznajemy prawdę o nas jedynie stopniowo i błądząc w niejednym. Bóg natomiast z góry dobrze wie, że poza Nim nie znajdziemy trwałego oparcia i nie zaznamy trwałego pokoju i bezpieczeństwa. Prosi nas zatem Bóg, byśmy Jemu zaufali i na Nim polegali w sposób absolutny, niezachwiany.
  • Bóg zna chwiejne i zmienne serca ludzi, dlatego – chcąc je wzmocnić – nie tylko wskazuje, ale i wyraźnie zakazuje: Nie będziesz miał bogów cudzych obok Mnie! (Wj 20, 3).
  • Gdy mimo jasnych rad i nakazów, Lud Starego Testamentu wchodził na drogę odstępstwa, Bóg niestrudzenie prosił: Nawróćcie się do Mnie, by się zbawić, wszystkie krańce świata, bo Ja jestem Bogiem i nikt inny (Iz 45,22).

Nam może się dzisiaj wydawać (zwłaszcza gdy jesteśmy mocniej zaangażowani), że Przykazania Boże zachowujemy już w pełni i łatwo. I że nie czyhają na nas żadne poważne pułapki i wielkie pokusy. Tymczasem jest inaczej, dlatego stale należy badać siebie, pytając, czy nie sprzeniewierzamy się (indywidualnie i społecznie) temu przykazaniu: Nie będziesz miał bogów innych oprócz Mnie (Pwt 5, 7). Podobnie, należy pytać siebie, czy żyjemy z nieskończonej Miłości Boga do nas i czy my sami miłujemy Boga całym sercem.

Bóg sam wystarcza

„Jesteśmy dziećmi tego, w kim złożyliśmy nasze nadzieje”.[1] Abraham ufający Bogu w czasie wielkiej próby, związanej z ofiarą z Izaaka, jest dzieckiem Boga. Podobnie Mojżesz na pustyni, Maryja przy Zwiastowaniu i Jezus na krzyżu. Wszyscy oni są dziećmi Boga Ojca! – A my? A ja?

  • Pan Bóg pragnie oszczędzić nam wielkich cierpień, wynikających z braku zaufania do Niego i z braku polegania na Jego Wszechmocy. Prosi nas zatem Bóg o dogłębne zaufanie do Niego, skoro jest On Wszechmocny, Mądry, Dobry i Miłosierny! To zaufanie winno ogarnąć wszystkieaspekty naszego życia: sprawy materialne, uczuciowe i duchowe. – Czy (już) tak jest?

Pouczająca w tym względzie jest delikatna przygana, którą Jezus kieruje także do nas za pośrednictwem świętej Katarzyny ze Sieny:

„Czemu nie ufasz Mnie, który jestem twoim Stwórcą? Bo ufasz sobie. Czyż nie jestem Ci wierny i oddany?/…/ Czemu wątpisz, że jestem dość mocny, aby Ci pomóc, dość silny, aby Cię wspierać i bronić od nieprzyjaciół, dość mądry, aby oświecić oko Twojego intelektu, lub że mam dość dobrotliwości, żebym Ci zechciał dać to, co jest konieczne dla twego zbawienia. Czemu mniemasz, że nie jestem dość bogaty, abym mógł Cię wzbogacić, ani dość piękny, by Ci przywrócić piękność. Czemu boisz się, czy znajdziesz u Mnie chleb do jedzenia i szatę do przyodziania się”.

Święci to ludzie tacy jak my, jednak wyróżnia ich to, że całkowicie polegają na Bogu – zgodnie z pierwszym przykazaniem. Z głębi serca, na podstawie własnego doświadczenia, gorąco wzywają, by ze wszystkich sił związać się z Bogiem. Św. Teresa z Avila tak zachęca:

„Niech nic cię nie niepokoi, niech nic cię nie przeraża. Wszystko mija. Bóg się nie zmienia. Cierpliwość osiąga wszystko. Temu, kto ma Boga, nie brakuje niczego. Bóg sam wystarcza.”

  • Jest tyle rzeczy, które już „zdążyły” nas zawieść i rozczarować… Innymi pocieszymy się jeszcze jakiś czas, jednak i tak wszystko, prędzej czy później, przeminie, rozsypie się w proch; „bogactwa stracą wartość, uroda zniknie, młodość przeminie, zdrowie się skończy, znajomi odejdą, ktoś inny okaże się lepszy w pracy, bardziej zdolny, częściej angażowany. Bóg jeden pozostanie wierny!”.

Na nowo wybrać Boga

Od nas zależy, jakie będzie nasze życie. Bóg ze swej strony klaruje sytuację. Stawia nas w świetle i przynagla:

Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście (…)
Kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo.
Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo (Pwp 30, 15. 19).
Bóg położył przed tobą ogień i wodę, co zechcesz, po to wyciągniesz rękę.
Przed ludźmi życie i śmierć, co ci się podoba, to będzie ci dane (Syr 15,16-17).

We współczesnych orędziach Maryjnych (w Fatmie, w La Salette, w Medjugorie i w kilku innych miejscach) słyszymy podobne otrzeźwiające przynaglenia, by na nowo wybrać Boga, opowiedzieć się za Bogiem, Jemu zaufać.

  • Tymczasem nie da się zaprzeczyć, że w przestrzeń naszej wolności (indywidualnej i niejako zbiorowej) – tam, gdzie zapadają decyzje i podejmowane są ważne wybory – z wyjątkową natarczywością i bezczelnością wciskają się dziś zwodnicze iluzje szczęścia, tzw. półprawdy i ćwierćprawdy (pozorujące całą prawdę), a także wręcz kłamstwa świadomie formułowane i rozpowszechniane.
  • W końcu to sam diabeł, który jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć (por. 1 Pt 5, 8), szuka sobie słabych miejsc w nas, by łatwiej (najlepiej niepostrzeżenie) wdzierać się do decyzyjnego ośrodka zarówno poszczególnych osób, jak i ważnych decydujących gremiów i wpływowych ośrodków.

Ale mimo wszystko jest nam dana i zadana wolność. Wybór należy do nas!

Nie jesteśmy zdeterminowani, choć nie brak nam ograniczeń, uwarunkowań i kłód rzucanych pod nogi. Dzięki światłu Jezusowej Ewangelii, dzięki Kościołowi (dziś to dobro zasługuje na szczególne docenienie i obronę), potrafimy zdemaskować także wysublimowane formy bałwochwalstwa i napierającego neopogaństwa. Kardynał Jean-Marie Lustiger w takich słowach dodaje nam odwagi i jednocześnie ostrzega, by nie liczyć tylko na własne siły: „…wówczas tylko możemy ustrzec się od nowego i wysublimowanego pogaństwa, gdy w imię Boże ogłosimy wyzwolenie się od bałwanów. Nie są one nam obce – biorą się z naszej wyobraźni, naszej tęsknoty. Ale Kościół Chrystusowy uwolni nas od nich, oczyszczając nasze serca przez dary Ducha Świętego”.

W samych sobie, w doczesności, w jakimkolwiek stworzeniu nie znajdziemy wolności, szczęścia i pokoju. Trzeba nam zwrócić się do Boga, jak Psalmista w psalmie 62; jak tylu świętych. Ma rację Jehuda Halewi:

„Niewolnicy czasu są niewolnikami niewolników, tylko niewolnicy Boga są prawdziwie wolni, bo zostali uwolnieni przez Boga samego”.

_____________________________________________

(1).  Ks. J. Tischner, Pomoc do rachunku sumienia, 13

_____________________________________________

Podobne rozważanie jest w mojej książce:

powiększ okładkę

http://katalog.wydawnictwowam.pl/?Page=opis&Id=62839

Zostaw odpowiedź