Uzdrowieni z trądu – dzięki wierze !

13 listopada 2018, autor: Krzysztof Osuch SJ

Gdyby zsumować wszystkie życiowe trudy, dolegliwości, choroby i inne dokuczliwości losu, to można by się zastanawiać, czy dane ludziom istnienie nie wygląda na „trędowate”. I czy ludzie nie mają prawa czuć się skazani na zasadnicze niezadowolenie, bezsilną złość i… złorzeczenie?

Dziesięciu trędowatych przekonało się, że nawet ich straszny los nie jest czymś definitywnym, nieodwołalnym! Spotkali Kogoś, kto uzdrawiając ich jednym aktem woli odmienił ich życie.

Zmierzając do Jerozolimy Jezus przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami. Na ich widok rzekł do nich: Idźcie, pokażcie się kapłanom. A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin.

Jezus zaś rzekł: Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec. Do niego zaś rzekł: Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła (Łk 17,11-19).

Nie tylko trąd jest straszny

Trudno wyobrazić sobie chorobę straszniejszą niż trąd. Psuje się ciało, widać kości, zamiera życie. Człowiek staje się, zewnętrznie, wyjątkowo brzydki. Zdrowi, w czasach Jezusa, sądzili, że tak beznadziejnie chorych należało zdecydowanie izolować, aby uniknąć szerzenia się tej strasznej choroby.

 A co na to trędowaci? – To oczywiste, że nie znajdywali najmniejszego powodu, by móc takie swoje życie błogosławić i czuć się za nie wdzięcznym. Pozostawał im niewymowny ból i pokusa, by złorzeczyć losowi tak nieszczęśliwemu...  Szczerze powiedziawszy, nie potrzeba aż trądu, by pytać, czy nam wszystkim – koniec końców – życie daje więcej powodów do błogosławienia czy raczej do goryczy i złorzeczenia. Bo przecież gdyby zsumować wszystkie -własne i cudze, bliskich i całej ludzkiej rodziny – życiowe trudy, dolegliwości, choroby i inne dokuczliwości życia, to można się zastanawiać, czy dane nam istnienie nie okazuje się jakby trędowate. I czy wszyscy nie są skazani na narastające niezadowolenie i rozgoryczenie oraz na bezsilną złość i złorzeczenie?

  • Dziesięciu trędowatych przekonało się, że ich tak straszny los nie jest czymś definitywnym, nieodwołalnym! Spotkali – mimo wszelkich przeszkód i utrudnień w komunikowaniu się z otoczeniem – Jezusa, który jednym aktem woli uzdrowił ich i odmienił ich życie! Jezus Chrystus uczynił to dla tych nielicznych, jedynie dziesięciu. Wiemy jednak, że wszystko, co Jezus uczynił dla jeden raz dla jednej czy kilku osób w potrzebie, jest obietnicą uzdrowienia i zbawienia dla wszystkich…

Jezus odmienia los człowieka

Jezus, wtedydzisiaj, staje przed ludźmi jako mający zbawczą moc odmieniania losu człowieka dotkniętego cierpieniem, smutkiem, goryczą, beznadzieją.

Jezus dobrze zna to wszystko, co niszczy człowieka i kładzie się cieniem na skądinąd olśniewającym cudzie istnienia, życia. On zna nie tylko nasze choroby, smutki i lęki, ale także główną przyczynę tego wszystkiego. Wie, że jest nią grzech, czyli ten akt ducha, w którym stworzenie zrywa duchową więź ze swym Stwórcą! Wycofuje się z ufnej wiary i dialogu miłości z Nim.

  • Jezus Chrystus przychodzi na ziemię, by właśnie więź wiary, zaufania i miłości odbudować między ludźmi i Bogiem Ojcem.
  • Wtedy i dzisiaj Jezus odsłania bezsens i brzydotę niewiary, a jednocześnie pokazuje piękno ufnej wiary w Dobroć i Wszechmoc Boga Ojca.
  • Jezus chodzący po palestyńskiej ziemi daje się poznać jako mający moc zmienić fatalną egzystencję człowieka grzesznego.
  • Potrafi przywrócić pełnię zdrowia duszy i ciała.

 We wszystkich zbawczych spotkaniach różnych osób z Jezusem widać, że (zawsze lub prawie zawsze) potrzebny jest świadomy i dobrowolny wkład człowieka. Jest nim dziecięco ufna wiara w Moc i Dobroć Boga! Ważność aktu wiary podkreśla zdanie wypowiedziane przez Jezusa do uzdrowionego trędowatego: Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła.

– To dość niezwykłe, że Jezus nie akcentuje własnego działania, ale pokornie i „pedagogicznie” podkreśla cud wiary, rodzącej się w sercu danego człowieka.

Wiara jest najważniejsza

Życie w niewierze czyni człowieka beznadziejnie smutnym. Mimo to wszyscy – z różną intensywnością – bywamy kuszeni, by sobie z nią poeksperymentować ze względu na domniemane (rzekome) profity. Po grzechu pierworodnym każdy człowiek na własnej skórze przekonuje się, że egzystencja wiedziona bez wiary w Boga jest fatalna; i naprawdę niepomiernie lepiej jest żyć, ufnie wydając się w ręce Ojca – Jemu siebie zawierzając…

– Tak niewiele potrzeba, by zaoszczędzić sobie wielu cierpień… Wystarczyłoby z prostotą małego dziecka i zdecydowaniem osoby dorosłej zaufać Boskiej mądrości Jezusowych rad i zaleceń. Dotyczą one praktykowania i żywienia wiary, która pozwala polegać na słowie Boga! To od wiary uzależniał Jezus otrzymanie upragnionego dobra. Niejeden raz chwalił za wiarę pełną żarliwości. Czasem wydobywał ją z ukrycia i wskazywał na nią jako główną (współ)przyczynę zaistniałego cudu. Bywało i tak, że ganił za brak wiary.

  • Wiara to prawdziwy skarb. Dzięki niej człowiek w najwyższym stopniu ubogi otwiera się na bezmiar bogactw samego Boga.
  • Człowiek otwarty na Boga i z Nim skontaktowany nie musi już marnieć w poczuciu bezradności.
  • Nie musi doznawać trwogi w obliczu przemijania i śmierci.
  • Wiara radykalnie zmienia status naszej wędrówki przez ziemię i czas.
  • Dzięki wierze człowiek wie i doświadcza, że nigdy nie jest sam.

Na koniec, dla potwierdzenia i zilustrowania ostatnich stwierdzeń, wsłuchajmy się w słowa Jezusa z On i ja (t. I, 877), skierowane bezpośrednio do Gabrieli Bossis, pośrednio także do nas.

  • Zobaczmy, jak piękny i przyjazny świat ducha otwiera się dla tego, kto wierzy Jezusowi całym sercem.
  • Po przeczytaniu (i rozważeniu) poniższego fragmentu, powiedzmy sobie, czy znamy wśród ludzi kogoś, kto potrafiłby mówić do nas tak, jak On.

Tylko ON tak mówi

 O miłości i wierze potrafi tak mówić tylko Jezus.

– „Rozmawiaj częściej ze Mną, twoim Oblubieńcem. Gdybyś znała radość, jaką w tym znajduję, radość z twojej obecności, przychodziłabyś przy każdej okazji. Pomyśl tylko: małe stworzenie więcej znaczy dla swego Stwórcy niż dziecko dla matki. Wiem dobrze, iż nie możecie tego pojąć. Ale wiedz, że we wszystkim, nawet nie rozumiejąc, trzeba brać wzór z mego życia ziemskiego. A więc przypomnij sobie moje zjednoczenie z Ojcem. Przypomnij sobie moje noce, całe spędzone na modlitwie i na niebiańskich rozmowach. A jak często mówiłem o moim Ojcu! Moi apostołowie widzieli jasno, że On był zawsze obecny w mojej myśli: niech więc Ja będę obecny w twojej, moja przyjaciółko, i niech wszyscy ci, którzy zbliżają się do ciebie, dostrzegają to i czują płynące z tego dobro. Bo już mówienie o Mnie wobec innych jest jakby błogosławieństwem spływającym z mego Imienia! A kiedy jesteś sama, chciałem powiedzieć: kiedy jesteśmy sami…, właśnie wtedy, bez obawy przesadzenia w czułości dzięki pomysłowości swego uczucia znajdujesz tysiące powodów do wynurzeń. O, gdybyś wiedziała, jak cię słucham!…

Ale na ziemi wszystko jest ciemnością; ażeby wiara pracowała, zasługiwała, zdobywała, otrzymywała… Wierz. Żądam abyś wierzyła w szczęście, jakie Mi sprawiają wasze zwierzenia. Wtedy wasze serca biją bliżej mojego. Podzielam z wami wszystko, cokolwiek Mi powierzacie, podobnie jak Ojciec mój połączył się ze Mną na ziemi: ‘To jest Syn Mój Umiłowany, w którym złożyłem całe swe upodobanie…’ Czy nie mogę powiedzieć tych samych słów o każdym z moich wiernych? Czy nie jesteście drugimi Chrystusami? A jeżeli żyjecie w ścisłej zażyłości ze Mną, czy nie jesteście moimi umiłowanymi, pełnymi mojej życzliwości?

 O, szukajcie pilnie czułej zażyłości ze Mną tak, jakbyście szukali skarbu! Widzisz: być w zażyłości ze swym Bogiem – tylko to się liczy; jakiekolwiek byłoby życie, które wam dano, możecie je spędzić na moim sercu. Jak niewielu o tym myśli…

 O, moje dziatki, jestem Miłosierdziem, jestem Miłością! Słuchajcie posłusznie tych słodkich słów. Nie czyńcie tak, jak ci faryzeusze, którzy oburzali się na Mnie i oddalali ode Mnie!… Ale niech moja miłość, która jest jak gdyby upłynnianiem się mego serca, rozczuli was do tego stopnia, byście nie chcieli już więcej opuszczać mojej drogi ani opuszczać Mnie w drodze!… Czy trudno jest często na Mnie patrzeć? Wkładać swoją rękę w moją, mówić Mi słówka, które pochodzą z waszej duszy i sprawiają Mi tak wielką przyjemność? Mówicie Mi je i zapominacie o nich; ale Ja je zachowuję, są dla Mnie cenne, a później to Ja wam je powtórzę, gdy będziemy zjednoczeni w Niebie”.

 – Dzięki Ci, moja Miłości!

 – „Powtórzę ci twoje słowa, moja droga córko: ‘Dziękuję Ci, moja miłości’.” 1

  • Te „słodkie słowa” mogą ożywić wiele godzin naszej modlitwy…
  • Właściwie, mogłyby wystarczyć na wiele lat i być jednym z „programowych” tekstów naszego życia z Bogiem – w ufnej wierze i miłości.

 

***

1 Gabriela Bossis, ON i ja. Rozmowy duchowe Stwórcy ze stworzeniem. Michalineum, t. 1-3. (Kilka wydań).  Można czytać online: http://www.objawienia.pl/gabriela/gabriela-spis.html

Komentarze

komentarzy 7 do wpisu “Uzdrowieni z trądu – dzięki wierze !”
  1. Enatura pisze:

    Ja do uzdrowienia potrzebuje tylko jednego zioła dzięgiel chiński

  2. Ewa pisze:

    Widzę mój wpis sprzed roku… dziś chcę dodać kolejną refleksję.
    Zastanawia mnie wiara trędowatych..na ile oni tak naprawdę od razu uwierzyli Jezusowi, przecież trąd nie opuścił ich natychmiast, oni dalej szli drogą… ”A gdy szli, zostali oczyszczeni”. Nie wiemy jak długo szli i czy rzeczywiście szli pokazać się kapłanom… dopóki nie zostali uzdrowieni.
    I pytam o moją wiarę-czy rzeczywiście potrafię tak naprawdę uwierzyć Jezusowi na Jego Słowo, czy też wciąż potrzebuję dowodów, najlepiej natychmiast.
    A przecież Jezus ma Swój plan na moje życie, On wie najlepiej czego tak naprawdę potrzebuję i w którym momencie.
    Jezu pomóż mi zawsze wierzyć na Twoje Słowo i w Twoje Słowo.

  3. Małgorzata pisze:

    Bóg kocha b a r d z i e j, niż ja to widzę. Niepojęte , c u d n e. Jestem ogarnięta Jego miłością i uszczęśliwiam Go, gdy w to wierzę. Chwała Tobie Najwyższy Panie Jezu, umiłowany. Kocham Cię. Dziękuję Ci, że mnie zapragnąłeś i zaistniałam -żyję ! Dajesz nam Jezu swoje piękne serce i życie, błogosław nam, byśmy byli bliżej Ciebie. Małgosia

  4. Ewa pisze:

    Powtórzę jeszcze raz słowa :
    „Wiara jest pewnością,że Bóg troszczy się o rzeczy najmniejsze'” Soren Kierkegaard

    I jeszcze te z ON i ja:
    „Pomyśl tylko, twój Wielki Przyjaciel kieruje twoim życiem. Przyciskaj do serca twój krzyż w dzień i w nocy. On pochodzi ode Mnie. To nie byle jaki krzyż, ale twój, ten, którego Ja chciałem. Ucałuj rękę, która ci go daje….

    Twój Umiłowany tak bardzo zajmuje się tobą. Kiedy jesteś pochłonięta innymi sprawami, On jest tutaj. Kiedy trudzisz się, bo twoja wiara czuwa, On jest tutaj. Kiedy Go nie czujesz, On jest tu.
    A kiedy myślisz, że jesteś opuszczona w zapomnieniu, On jest w tobie żywy, czuwający, kochający. Jak mogłaby twoja delikatność nie zajmować się Nim, skoro o tym wiesz? Nim, o którym masz tak niejasne pojęcie.

    Powtarzaj Mu: ‚Wiem, że nic o Tobie nie wiem. Ale mam wiarę i ufność oddając się miłośnie, bez zastrzeżeń, na życie i na śmierć, bo Ty jesteś jeszcze bardziej obecny, bardziej kochający, bardziej mój’.

    https://www.youtube.com/watch?v=h3haAHpfdnE

  5. AlBo pisze:

    Jak widać, Bóg mówi do serca każdego z nas; dłuższym tekstem lub jednym zdaniem. Często jedno zdanie usłyszane w sercu pociesza, przypomina o Nim – Żyjącym, albo… stawia do pionu. Wystarczy jedno słowo, prośba: co Ty na to, Panie?
    Dobrze, że na Deonie możemy tym dzielić się.

  6. Bogumiła pisze:

    Przed blisko 14 latami zachowałam się tak samo, jak tych dziewięciu. Podczas mojej pierwszej Mszy św. z modlitwą o uzdrowienie w Łodzi, doświadczyłam cudownego uzdrowienia ciała. Ucieszona, że ominęła mnie kolejna operacja, żyłam tak przez kolejne 5 lat. Koleżanka, dzięki której wtedy wybrałam wieczór u jezuitów, dyskretnie podpytywała czy złożyłam świadectwo. Nie, bo zwyciężał we mnie strach, lęk przed wyjściem do mikrofonu. Niemniej odzywało się we mnie poczucie braku wdzięczności dla tak hojnego Dawcy, z jednoczesnym odczuwaniem wewnętrznego przynaglenia, że muszę coś zrobić. Aż wreszcie poszłam za radą, aby swoje świadectwo wysłać do czasopisma ,,Szum z nieba,,.
    Wkrótce, po publikacji świadectwa w/w czasopiśmie, nocą ze snu obudziły mnie zdumiewające słowa:
    ,,Bóg odebrał swoją chwałę,,
    Tą informacją z Nieba poczułam się do głębi skarcona, i słusznie.
    Jednocześnie doświadczyłam, jak ważne jest nasze dziękczynienie.
    I pomyśleć, że Bóg czekał na nie aż 5 lat…

  7. Zofia pisze:

    Dziękuję Ojcu za kolejne zwrócenie uwagi na „słodkie słowa” Pana Jezusa wypowiedziane do nas poprzez Gabrielę. Przeczytałam – i naprawdę moja trędowatość nagle przestała boleć.. znikła..

Zostaw odpowiedź