Prawda wyboru Jezusa, czyli co znaczy wybrać Go…

7 listopada 2018, autor: Krzysztof Osuch SJ

 

Wielkie tłumy szły z Jezusem. On zwrócił się i rzekł do nich: Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem. Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej, gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego: Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć. Albo który król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestoma tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju. Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem (Łk 14,25-33).

Od początku publicznej działalności Jezusowi towarzyszył tłum ludzi. Przedstawiany jest on jako wielki, liczny, cisnący się, szukający Jezusa, zasłuchany w Niego, szukający uzdrowienia, przyjmujący Go z radością (por. Łk 4,42; 5,1.15; 6,9; 7,11; 8,4.40; 9,11; 11,14; 12,1; 19,3; 22,6.48). Tłumy otaczające Jezusa odnosiły się do Jezusa zasadniczo pozytywnie. Jezus wzbudzał wielką sympatię u ludzi ubogich, chorych, znękanych trudami życia i smutnych. Wielu z nich doznało pomocy od Jezusa. On przywracał im zdrowie, wyzwalał z grzechu, obdarzał radością i nadawał kierunek ich życiu. Wielu z nich sądziło, że trzymanie się kogoś takiego jak Jezus, to jest wspaniała przygoda i szansa na lżejsze życie. Tymczasem, jak słyszymy w dzisiejszej perykopie, pewnego razu Jezus wygłosił do tłumu idącego za Nim mowę, która mogła ich przerazić i mocno zniechęcić. Ci, którzy chcieli bardziej zbliżyć się do Niego, musieli się dobrze zastanowić, co jest od nich wymagane, co ryzykują i co mogą zyskać.

 Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem.

Co znaczą te mocne słowa?  – Na pewno to, że serce ucznia Jezusa ma być niepodzielne i całe oddane temu wyjątkowemu Mistrzowi.

Chcąc jednak dobrze zrozumieć sens wypowiedzi Jezusa, należy ją odczytać w kontekście całej Jego nauki; a w centrum Jezusowej nauki jest przykazanie miłości bliźniego, i to każdego. Nienawiść wprost sprzeciwia się temu przykazaniu. Św. Jan napisze: „Jeśliby ktoś mówił: «Miłuję Boga, a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, […], nie może miłować Boga»” (1 J 4,20).

Miłość bliźniego pozostaje na zawsze niewzruszoną zasadą. Trzeba jednak wiedzieć, co uczynić i kogo wybrać, gdy w imię więzów krwi mielibyśmy odstąpić od Jezusa. Nie ma takich dobrych racji, które miałyby nas skłócić z Jezusem i od Niego oderwać. Trzeba pozostać Mu wiernym nawet za cenę odrzucenia i konfliktu. Jezus, wielki miłośnik jedności i pokoju, nie zawaha się powiedzieć: „Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie podzielonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej” (Łk 12,51-53).

Dla ucznia Chrystusa to winno być jasne, że ważniejsze od więzów krwi są więzy miłości z Jezusem, który powiedział: „Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je” (Łk 8,21). Nienawiść zatem, do której Jezus wzywa, jest wymierzona w to, co zniewala i przeszkadza wejść w komunię z Jezusem. 

Kto nie dźwiga swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem.

Jezus najpierw samemu sobie przepowiada trudną drogę wiodącą do zmartwychwstania poprzez okrutną mękę i śmierć. Te zapowiedzi spełniły się (por. Łk 9,22.44; 18,31; 24,7.25-27), wpierw jednak napotkały na wielki sprzeciw i niedowierzanie ze strony nawet Apostołów. Jezus musiał w mocnych słowach napomnieć Piotra, który próbował odwieść Go od drogi krzyża: „Zejdź Mi z oczu szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku” (Mt 16,23).

Trzeba nam zdać sobie sprawę z tego, że Jezus sam wkracza na jedyną drogę krzyża (wiodącą po grzechu pierworodnym do utraconego raju) i zaleca ją także swoim uczniom. Niczego nie łagodzi, nie ukrywa, ale śmiało i wprost mówi: „Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa” (Łk 9,23-24).

Niestety, w podzielonym sercu człowieka są też takie dążenia i upodobania, które ciążą ku samej doczesności i ku postawieniu zasady wygody i przyjemności ponad wszystko. Jest pytanie, czy to one wezmą górę czy raczej zasada ofiarnej miłości i dążenia do duchowego sposobu istnienia w Królestwie Ojca.

Jesteśmy uwikłani w wielki wewnętrzny konflikt i skazani na duże napięcia.

Zachodzi obawa, że zamiast dokonać jasnego i jednoznacznego wyboru Jezusa i Jego stylu życia – będziemy kluczyć i iść za Nim połowicznie, czyli bez pełnego oddania się zażyłej relacji z Panem i bez zaparcia cielesnych dążeń podzielonego serca.

– Połowiczni naśladowcy Jezusa nie mówią Mu formalnie NIE; mówią: „tak, ale…”.

– Jezus jednak mówiącym: „Panie, pozwól mi najpierw pójść pogrzebać mojego ojca” oraz: „Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu”, odpowiada: „Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego” (Łk 9,59.61.62). Bogaty młodzieniec, na przykład, choć praktykował wiele przykazań Bożych, nie był w stanie porzucić swych dóbr, aby być wolnym w wyborze drogi naśladowania Jezusa (por. Łk 18,18-23).

Dźwiganie krzyża (związanego ze sprzecznymi dążeniami naszych podzielonych serc) – to całożyciowy proces i przebywanie drogi. Wciąż uczymy się siebie i Jezusa. Codziennie uczymy się uważnego wglądu w siebie i duchowego rozeznawania oraz ponawiania fundamentalnego wyboru Jezusa. Inaczej mówiąc, musimy nawracać się codziennie, a nawet wiele razy na dzień.

Wielka przygoda Apostołów zaczęła się od ich zdecydowanego pozostawienia swych domów, miejsc pracy, bliskich osób. Mimo tak znakomitego „startu” jeszcze niejeden raz odkrywali sami (lub Jezus im to pokazywał), że oto popadają w interesowność, stają się małostkowi, wywyższają się jeden ponad drugiego, ulegają  pysze, tchórzostwu, ospałości.

Na szczęście uczeń Chrystusa wspierany jest przez Niego samego.

Tuż przed męką Jezusa Piotr usłyszy od Niego: „Szymonie, Szymonie, oto szatan domagał się, żeby was przesiać jak pszenicę, ale Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara” (Łk 22,31).

Zakończmy tym stwierdzeniem: dźwiganie chwalebnego krzyża – nałożonego nam łaskawie przez Jezusa – domaga się od nas postawy wierności i wytrwałości każdego dnia, każdej godziny. Jest to tym bardziej godne podkreślenia, że za zdjęciem i odrzuceniem zbawczego krzyża optuje stary człowiek w nas, ale (poniekąd) jeszcze bardziej Przeciwnik, którego św. Piotr porównał do lwa: „Diabeł, jak lew ryczący krąży, szukając, kogo pożreć” (1 P 5,8).

Częstochowa, niedziela, 9 września 2007

AMDG et BVMH

o. Krzysztof Osuch SJ

Komentarze

komentarze 2 do wpisu “Prawda wyboru Jezusa, czyli co znaczy wybrać Go…”
  1. Radek pisze:

    „Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem”
    Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem (Łk 14,25-33), i dalej w komentarzu : „Wielka przygoda Apostołów zaczęła się od ich zdecydowanego pozostawienia swych domów, miejsc pracy, bliskich osób”……
    Bardzo trudne są słowa Jezusa z tej perykopy.
    Nie bardzo sobie mogę wyobrazić apostołów pozostawiających bez utrzymania (tylko mężczyzna gwarantował w domu utrzymanie) swoje domy, żony rodziny na pastwę losu, może nawet na śmierć. Takie postawienie sprawy przez Jezusa byłoby zaprzeczeniem przykazania miłości bliźniego, a jest to przecież przykazanie, na które Jezus kładł szczególny nacisk.
    Nasze wybory są uwarunkowane nie tylko stanem naszej wiary lub niewiary, lecz także stanem do jakiego nas Bóg powołał. Każdy stan daje inne możliwości, jest jednak jeden ich wspólny mianownik: Jezus ma być w naszym życiu zawsze na pierwszym miejscu.

    Chwała Panu !

Zostaw odpowiedź