Śmierć – patrzmy na ziarna, nie na liście!

31 października 2018, autor: Krzysztof Osuch SJ

Różne uczucia i myśli rodzą się w nas, gdy w listopadzie odwiedzamy cmentarze. Widok grobów naszych drogich zmarłych przynagla, by osobiście pytać o śmierć, o sens także własnej śmierci. Widok jesiennej przyrody dodatkowo przyczynia się do zadumy. Choć jesień mieni się wieloma barwami, to jednak wszystko zdaje się zamierać. A my chcielibyśmy wiedzieć, czy jednakowo marny jest los liści spadających z drzew i los człowieka, który starzeje się i umiera.

 – Gdzie znaleźć autentyczne odpowiedzi na nasz niepokój i pytania pełne trwogi?

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie na Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec (J 12, 23-26).

Cmentarze, liście i ziarna

 Różne uczucia i myśli rodzą się w nas, gdy w listopadzie odwiedzamy cmentarze. Widok grobów naszych drogich zmarłych przynagla, by osobiście pytać o śmierć, o sens także własnej śmierci. Widok jesiennej przyrody dodatkowo przyczynia się do zadumy. Choć jesień mieni się wieloma barwami, to jednak wszystko zdaje się zamierać. A my chcielibyśmy wiedzieć, czy jednakowo marny jest los liści spadających z drzew i los człowieka, który starzeje się i umiera.

 – Gdzie znaleźć autentyczne odpowiedzi na nasz niepokój i pytania pełne trwogi?

 Czy odpowiedzi dawane „sezonowo” (bo w listopadzie) w różnych czasopismach i periodykach, w audycjach telewizyjnych i radiowych mogą nas zadowolić? Pewno nie wszystkie. Wszystko zależy od tego, czy ich źródłem jest, w końcu, Zmartwychwstały Chrystus. Jan Paweł II pisał w swojej pierwszej encyklice: „Człowiek, który chce zrozumieć siebie do końca (…) musi (…) ze swoim życiem i śmiercią przybliżyć się do Chrystusa” (Redemptor Hominis).

 Tak, „przybliżyć się do Chrystusa”. – Właśnie to staramy się czynić w dniach rekolekcji, w każdej autentycznej modlitwie, a szczególniej w Eucharystii. W dzisiejszej ewangelii (czytanej w święto Wszystkich Świętych i Błogosławionych Towarzystwa Jezusowego) Pan Jezus w zaledwie paru zdaniach objawia nam najgłębszy sens naszego życia i naszego umierania: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity.

 To znamienne, że Jezus – stojący w obliczu bardzo już bliskiej własnej śmierci – wyraża jej ukryty sens poprzez skierowanie uwagi ku żywemu ziarnu, które zostaje wrzucone w ziemię. Jakiś czas nie wiadomo, co się z nim dzieje, ale po pewnym czasie widać, że w tej ziemi przetrwało, kiełkuje, wschodzi, przybiera nowy kształt.

 Jezus przekazuje nam dobrą wiadomość o tym, że tak jak ziarno wtedy najpełniej objawia ukryte w nim możliwości, gdy zostaje wrzucone w ziemię, tak my wtedy, gdy… umieramy. Rolnicy nie boją się, że stracą ziarna, gdy wrzucą je w glebę. My nie powinniśmy bać się (za)tracenia siebie w aktach służby, pracy, wszelkiego zużywania sił. Służąc, dając – owszem, jakoś obumieramy. Ubywa nas, ale tak naprawdę – po przejściu przez krytyczny moment śmierci – wchodzimy w nowy rodzaj istnienia. Będzie on całkiem nowy, pełny, obfity, boski – bo Bóg da nam udział w swoim Życiu (por. 1 J 3, 2).

Bóg w śmierci nas „wy-kończy”

 To prawda, w listopadzie stają nam przed oczyma groby z ciałami zamienionymi w proch. Chce nas przygnębić nawet widok marniejących liści. Jednak nasz Pan i Zbawiciel kieruje nasze myśli ku pszenicznym ziarnom, w których trwa życie. Jeśli ziarna pszenicy w ziemi nie umierają, nie kończą swego żywota, to my – tak bardzo miłowani (por. Iz 43, 2) i obdarzeni Boskim tchnieniem (por. Rdz 2, 7) – tym bardziej nie!

 Pan Jezus niezmiennie i na wiele sposobów obwieszcza nam ludziom Dobrą Nowinę o życiu.

 Jest On prorokiem nie śmierci, trwogi i rozpaczy, ale życia, radości i nadziei!

 Jezus odsłonił ludzką śmierć jako jedynie „przejściowy” (paschalny) i chwilowy element wielkiego procesu życia, życia wiecznego. To do życia wybrał nas Bóg „przed wiekami” (por. Ef 1, 4). I dlatego nie ma powodu do trwogi, zwątpienia i rozpaczy.

 Z otwartością dziecka i z powagą mędrca dowiadujmy się od Jezusa (jakby to było pierwszy raz), że nasz los bardziej „przepowiedziany” jest w kiełkujących ziarnach pszenicy niż w jesiennych liściach, które spadają i gniją. Może warto – wbrew jesieni i nadchodzącej zimie – wsiać kilka ziarenek zboża w… doniczce i zaobserwować, że ziarno wsiane w ziemię tylko pozornie kończy swój żywot. Owszem ulega dezorganizacji jego dotychczasowa struktura, ale końcowym efektem tego procesu nie jest unicestwiające zgnicie, lecz zakiełkowanie nowej rośliny, która rośnie, dojrzewa i wydaje owoc. I to obfity, piękny i cenny.

 Perswazja Jezusa jest przejrzysta, zrozumiała. Czy przyzwolimy, by była skuteczna?

 Niemądre byłoby ziarno, które za wszelką cenę chciałoby obronić się przed wsianiem go w ziemię. Niemądry byłby człowiek, który chciałby zakonserwować siebie i zachować jednie to znane sobie życie… Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Bóg Ojciec chce nam dać dużo bogatszy rodzaj życia niż ten, którym teraz się cieszymy (a czasem smucimy). Bóg Ojciec chce nas uświęcić i dać nam udział w Swoim Życiu. Pragnie dać nam oglądanie Boskiej Chwały (por. J 14, 23; 17, 24).

 – Jednak i dla Syna Bożego Jezusa Chrystusa, i dla nas, jego małych braci, jest tylko jedna droga do tak wielkich obdarowań: zgodzić się ufnie i pogodnie na proces obumierania. Zgodzić się wejść przez ciasną bramę śmierci w nowy rodzaj egzystencji – przemienionej, podniesionej do nowej jakości (por. 1 Kor 15, 35-44).

 Idąc na skróty, można by zatem powiedzieć, że właściwie wszystko, co tu na Ziemi „wykańcza” nas (w potocznym, negatywnym sensie), powinno nas właściwie cieszyć, gdyż przybliża godzinę, w której Bóg rzeczywiście do-kończy, wy-kończy, wydoskonali swoje dzieło stwarzania nas na swój obraz i podobieństwo. To, kim będziemy, widać już jakoś w Jezusie Chrystusie; zwłaszcza gdy przemienia się na górze Tabor (por. Mt 17, 2) i gdy zjawia się jako Zmartwychwstały.

„Myśl częściej o niebie”

 Bardzo pouczające, pogodne i wręcz radosne jest to, co Jezus mówi o godzinie śmierci w tekstach pozabiblijnych, a mianowicie gdy rozmawia z duszami mistycznymi, wybranymi do przekazywania Jego zaktualizowanego Orędzia 1.

 Oto kilka cytatów z „ON i ja” (Gabriela Bossis). Poniższe teksty są dostępne w książce i w Internecie: http://www.objawienia.pl/gabriela/gabriela-spis.html Każdy fragment wart jest tego, by go osobno rozważyć!

 W swoje urodziny Gabriela pisze:

Poświęciłam Mu pierwszą godzinę mego życia i prosiłam Go by ostatnia była pełna miłości. – „Przypomnij sobie: umiera się tak, jak się żyło. Jeżeli w chwilach, które dzielą cię od śmierci, twoje serce pełne jest Mnie; jeżeli pożera je gorliwość o moje Królestwo; jeżeli jesteś spragniona mojej chwały, taką zastanie cię śmierć i wydasz ostatnie tchnienie z myślą pełną miłości. Czy Ojciec, Oblubieniec, opuszcza wezgłowie tej, którą kocha?… A więc czy Ja, który tak kocham moje dzieci, mogę być daleko, gdy one ‘odchodzą’? Przejście nie jest długie: to opuszczenie świata ziemskiego, aby wejść w tamten świat. To prawdziwe narodziny: oznacza to narodzić się dla Życia, które nie skończy się nigdy. Tym Życiem jestem Ja” (nr 911. – 1941 – 26 lutego).

 „Myśl częściej o niebie, ponieważ jest ono waszym jutrzejszym mieszkaniem, ponieważ wielu tam na was czeka, ponieważ tam powiększacie moją chwałę akcydentalną. Ależ nie jest pychą myśleć, że się pójdzie do nieba i waszym obowiązkiem jest pójść tam, nie zaniedbywać żadnego sposobu, ponieważ jest to wielkim pragnieniem mojej czułości. Wiesz, kiedy budzisz się w nocy, instynktownie ofiarowujesz Mi to przyjście swojej śmierci, bo ja znam twoją śmierć taką, jaka do ciebie przyjdzie. Wybrałem ją dla ciebie z miłością, tak jak wybrałem ją dla każdego z moich apostołów. Nie lękaj się więc z góry uścisnąć ten ostatni ziemski krzyż, jednocząc go z moim Krzyżem. Uczyń z tego już teraz akt miłości doskonałej, szczęśliwa, że opuścisz swoje ciało, aby wejść w moje ramiona. Przypominasz sobie: ‘Najpiękniejszym dniem w życiu jest dzień śmierci’. Opuścić swój dom by połączyć się z Oblubieńcem. Opuścić wszystko z radością, bez żalu, aby Mu dowieść swej miłości. Przypominasz sobie to zdanie żołnierza na wojnie: ‘Kiedy myślę, że w każdej chwili mogę zobaczyć Boga!’ Pragnij tej wizji Boga. Pragnij jak najwspanialszej rzeczy, jaka może ci się zdarzyć. Wszystkie swe czyny poddaj tym ostatnim chwilom swego odejścia. Prawda, że kiedy wybierałaś się w drogę na inny kontynent, czułaś się jak gdyby inną osobą? Wierz mocno, że w owej chwili ostatniego odjazdu, będziesz miała wszelkie potrzebne łaski, nie do pojęcia teraz, ponieważ Ja nie opuszczam swoich, moje dzieciątko.

 Już naprzód ofiarowuj Mi często swoją niecierpliwość w oczekiwaniu na połączenie się ze Mną: z jak wielką radością będę słuchał twego okrzyku!” (nr 931).

„Sylabizuj już teraz alfabet miłości na chwilę twej śmierci”.

 „Sylabizuj już teraz alfabet miłości na chwilę twej śmierci. Twoje ostatnie tchnienie to twoje Consummatum est – Wykonało się! Powiedz mi je już teraz. Nie pozwól, by było coś przypadkowego w tej ważnej i pięknej chwili, jaką jest śmierć. To chwila spotkania. Spiesz się, moja umiłowana, aby ofiarować Mi myśli o śmierci. Umieraj już naprzód – czy rozumiesz? – przyjmując śmierć jak radość oczekiwaną, którą się piastuje w myśli, radość, która się zdarzy tylko raz… i którą należy przeżyć w całej pełni.

 Mów: Gdy moje powieki zaczną się zamykać na sprawy tej ziemi, oczy moje będą szukały Twego spojrzenia miłości. Gdy uszy moje się zamkną, będę nadsłuchiwać Twojego głosu miłości. Panie, przyjmiesz cierpienie mego ciała jako wynagrodzenie za grzechy mojego życia i życia grzeszników, dla uwielbienia prawdy. A jeśli moje konanie się przedłuży, niech się przedłuża także moja miłość. Niech będzie wierną odpowiedzią na Twoją miłość na Krzyżu.

 Mów tak często, moje dziecko, nie zostawiaj niczego przypadkowi. Wkraczaj radośnie w dziedzinę ostatnich chwil życia, jak gdybyś szukając ręki śmierci, chciała ją uczynić bliską towarzyszką twej drogi, aby lepiej mówić jej językiem i dostosować do niej twoje zachowanie.

 Jakże mądre i gorliwe byłoby takie życie… Jak lekkim krokiem przebiegałoby się to, co pozostało jeszcze do przebycia… Jaki uśmiech w duszy, która czeka… Oblubieniec również czeka… Jeżeli twoje gorące pragnienie wzrasta, to cóż powiedzieć o Nim? On cię stworzył. Twoje pierwsze tchnienie należało do Niego, ofiaruj Mu także ostatnie, aby je zerwał, oddasz Mu tym chwałę: On pozwala, abyś mogła w ten sposób Go uczcić.

 Dziękuj Mu za tę łaskę. Czy nie wiesz, że ‘dotknąć’ Boga to łaska niezwykła? Ponieważ jesteś Jego małym obrazem, utrwala się w tobie Jego odbicie. Być podobnym do Boga… Dziękujcie waszemu Stwórcy. Dziękujcie Mu za Jego subtelność. Jesteście z rodziny Bożej” (nr 945).

„Przeżyłem ostatnią godzinę tak jak wy”

 „Przeżyłem ostatnią godzinę tak jak wy. Jednocz już teraz twoją śmierć z moją. Bądźmy razem, zwłaszcza w chwili ostatecznej. Wiesz jak w chwili niebezpieczeństwa członkowie rodziny rzucają się sobie w objęcia. Ty będziesz się jeszcze silniej tuliła do Mnie, gdy przyjdzie koniec twego życia. Będzie to uniesienie doskonałe, ofiarowanie wszystkiego, co cię otacza, z miłości do mego serca, na którym się oprzesz. O, moja córeczko, jak krótkie jest życie ziemskie. Wszystko zatrzymuje się w połowie drogi. Czy czujesz wyraźnie, że wasze mieszkanie jest gdzie indziej. Dlaczego przywiązaniem do rzeczy ziemskich opóźniać się w drodze do życia przyszłego, które nadejdzie już jutro? Czy nie masz ochoty Mnie zobaczyć, lepiej Mnie poznać? Proś Mnie o to pragnienie. Mogę ci dać wszystko, czego ci brak, ale ty nie prosisz. Zwłaszcza nie obawiaj się znudzić Mnie, przeszkadzać Mi. Jesteś moim dzieckiem. Nic z twojej strony Mnie nie męczy. Widziałaś niedawno tę młodą matkę, która ci powiedziała: ‘Kiedy trzymam moje dziecko w ramionach, zapominam o ziemi’. Czymże jest jej miłość macierzyńska w porównaniu z moją miłością? To Ja daję jej tę miłość. Miłość, jaką żywię do was, jest miłością Boga. Wiesz, mówiliśmy: To Boskie Szaleństwo’. Nie bój się więc. Proś. Pragnij Miłości i dziękuj Jej. Sama nazywaj się dzieckiem Bożym. Przyniesie ci to nowe uczucie” (nr 1151). 

Patrząc na „tamto życie” i ceniąc je coraz bardziej, możemy z serca tak się modlić – za siebie i za innych:

Daj, Panie, każdemu jego własną śmierć
z tamtego życia płynące umieranie,
w którym jest jego miłość, głód i sens…

 I innym tłumaczeniu (które mniej mi „pasuje”): 

Każdemu daj śmierć jego własną, Panie,
daj umieranie, co wynika z życia,
gdzie miał swą miłość, cel i biedowanie… (2)

******

 1 Jeśli wszystkie charyzmaty dawane wierzącym są dla budowania całego Mistycznego Ciała Kościoła, to wyjątkowe, mistyczne dary niektórych osób tym bardziej mogą i powinny służyć zbudowaniu wielu.
2 M. R. Rilke, za: Józef Tischner, Umieranie i jego sens,  http://www.chinmed.com/zdarzenia/zda_art/umieranie_sens.htm

Podobne rozważanie jest w mojej książce:

6. K. Osuch SJ, BÓG TAK WYSOKO CIĘ CENI (mp3 – czyta Jakub Kosiniak) Człowieku, dlaczego sobie samemu uwłaczasz, skoro Bóg tak wysoko cię ceni. Dlaczego wywyższony przez Boga tak bardzo siebie poniżasz…?

Komentarze

komentarzy 5 do wpisu “Śmierć – patrzmy na ziarna, nie na liście!”
  1. Kazanie św. Bernarda, opata
    Śpieszmy ku braciom, którzy na nas czekają

    Na cóż potrzebne świętym wygłaszane przez nas pochwały, na cóż oddawana im cześć, na cóż wreszcie cała ta uroczystość? Po cóż im chwała ziemska, skoro zgodnie z wierną obietnicą Syna sam Ojciec niebieski obdarza ich chwałą? Na cóż im nasze śpiewy? Nie potrzebują święci naszych pochwał i niczego nie dodaje im nasz kult. Tak naprawdę, gdy obchodzimy ich wspomnienie, my sami odnosimy korzyść, nie oni. Co do mnie, przyznaję, że ilekroć myślę o świętych, czuję, jak się we mnie rozpala płomień wielkich pragnień.
    Pierwszym pragnieniem, które wywołuje albo pomnaża w nas wspomnienie świętych, jest chęć przebywania w ich upragnionym gronie, zasłużenie na to, aby się stać współobywatelami i współmieszkańcami błogosławionych duchów, nadzieja połączenia się z zastępem patriarchów, ze zgromadzeniem proroków, z orszakiem Apostołów, z niezmierzoną rzeszą męczenników, wspólnotą wyznawców, z chórem dziewic, wreszcie zjednoczenie się i radość we wspólnocie wszystkich świętych. „Kościół pierworodnych” chce nas przyjąć, a nas to niewiele obchodzi, pragną nas spotkać święci, my zaś nie zważamy na to, oczekują nas sprawiedliwi, a my się ociągamy.
    Obudźmy się wreszcie, bracia, powstańmy z Chrystusem. Szukajmy tego, co w górze; do tego, co w górze, podążajmy. Chciejmy ujrzeć tych, którzy za nami tęsknią, śpieszmy ku tym, którzy nas oczekują, duchowym pragnieniem ogarnijmy tych, którzy nas wyglądają. A nie tylko trzeba nam pragnąć wspólnoty ze świętymi, lecz także udziału w ich szczęściu. Gdy więc pragniemy ich obecności, z największą gorliwością zabiegajmy również o wspólną z nimi chwałę. Taka gorliwość nie jest zgubna ani też zabieganie o taką chwałę nie jest niebezpieczne.
    Drugim pragnieniem, które budzi w nas wspomnienie świętych, jest, aby Chrystus, nasze życie, ukazał się tak jak im również i nam, abyśmy i my ukazali się z Nim w chwale. Teraz bowiem nasza Głowa, Chrystus, objawia się nam, nie jakim jest, ale jakim stał się dla nas; ukoronowany nie chwałą, ale cierniami naszych grzechów. Byłoby rzeczą niegodną, aby ten, kto przynależy do Głowy ukoronowanej cierniami, szukał łatwego życia, albowiem purpura nie jest dlań oznaką chwały, ale hańby. Nadejdzie chwila pojawienia się Chrystusa i jego śmierć nie będzie już głoszona. Wówczas poznamy, że i my umarliśmy, a nasze życie ukryte jest w Chrystusie. Ukaże się Głowa w chwale, a wraz z nią zajaśnieją uwielbione członki. Wtedy to Chrystus odnowi nasze ciało poniżone upodabniając je do chwały Głowy, którą jest On sam.
    Do tej chwały podążajmy bezpiecznie i z całą usilnością. Aby zaś dane nam było pragnąć i dążyć do tak wielkiego szczęścia, powinniśmy się starać o pomoc świętych. Za ich łaskawym wstawiennictwem otrzymamy to, co przerasta nasze możliwości.

  2. Fragmenty rozmowy z o. Badenim OP:

    Jaki sens ma czyściec?

    Jak sama nazwa wskazuje, to pośmiertne oczyszczenie. Dusze w czyśćcu przeżywają męki, ale nie są to męki piekielne, tylko oczyszczające i przejściowe. Dlatego w czyśćcu jest nadzieja, w przeciwieństwie do piekła. Dante wejście do piekła słusznie opatrzył mrożącą krew w żyłach sentencją: „Porzućcie wszelką nadzieję”. Z kolei św. Jan od Krzyża uważał, że głęboko przeżyte tu na ziemi oczyszczające noce zmysłów i ducha mogą zastąpić, skrócić bądź złagodzić męki czyśćcowe. Sądzę, że ten wielki mistyk i Doktor Kościoła miał rację: cierpienie przeżywane tu na ziemi także może oczyszczać.

    Do mnie często przychodzą pomordowani pracownicy moich byłych majątków na Wschodzie. Po modlitwie bardzo często czuję ich wdzięczność. Tak jakby doświadczali jakiejś ulgi w swoich mękach. Jaki jest to rodzaj męki, tego dokładnie nikt nie wie.

    W jednej ze swoich książek Ojciec poleca… śmierć. To znaczy, że nie należy się jej bać?

    Nie wolno się śmierci bać, jeżeli się normalnie żyje. Czy ja mam się bać przejścia do najlepszego Ojca? Przypuśćmy, że ma pan bardzo dobrego ojca. Czy bałby się pan do niego pójść? Skąd! Śmierć jest przejściem do Ojca w niebie. Ale trzeba tego Ojca kochać i żyć według Jego przykazań. Wtedy nie ma lęku. Jeśli jednak pan by coś zbroił, to przypuszczam, że pojawiłby się lęk i do ojca jechałby pan niechętnie.
    […]
    Czy nadal Ojciec czuje się wolny mimo zdrowotnych dolegliwości?

    Totalnie. Nic mnie w ogóle nie obchodzi. Jak się źle czuję, wówczas z radością myślę o śmierci. Jedyna rzecz absolutnie pewna to śmierć. A śmierć otwiera perspektywę ogromnie atrakcyjną.

    Jak to?

    Mówię o atrakcyjności Boga. Jego obecność promieniuje nieskończonym urokiem. W śmierci poddajemy się temu urokowi. Przechodzimy do pełni życia, wobec której życie po tej stronie jest właściwie wegetacją.

    Dlatego śmierć pociąga. Wzbudza radość. Radość, jaka nas czeka, ma charakter substancjalny, nieutracalny, w przeciwieństwie do radości ziemskiej, która zawsze jest przypadkowa i przemijająca.

    Aby ją osiągnąć, wystarczy tu na ziemi żyć Bożą miłością. Niektórzy powinni żyć także miłością żony – być może niełatwą; w niektórych przypadkach także miłością teściowej – zapewne jeszcze trudniejszą.

    Rozmawiał Artur Sporniak
    Tygodnik Powszechny, 1 listopada 2009

  3. Ojciec święty na Anioł Pański 1 listopada 2015:
    Obchodząc dzisiaj uroczystość Wszystkich Świętych szczególnie żywo odczuwamy rzeczywistość wspólnoty świętych, naszej wielkiej rodziny, złożonej ze wszystkich członków Kościoła, zarówno tych, którzy jeszcze pielgrzymują po ziemi, jak i tych – znacznie liczniejszych – którzy już ją opuścili, aby pójść do nieba. Wszyscy jesteśmy w to włączeni i to się nazywa „obcowaniem świętych”, czyli wspólnotą wszystkich ochrzczonych.

    W liturgii Apokalipsa przypomina istotną cechę świętych i mówi w ten sposób: są to osoby, należące całkowicie do Boga. Księga przedstawia ich jako wielki tłum „wybranych”, ubranych w białe szaty i naznaczonych „pieczęcią Boga” (por. 7, 2-4.9-14). Za pośrednictwem tego ostatniego szczegółu, używając języka alegorycznego podkreślono, że święci należą do Boga w pełni i wyłącznie, stanowią Jego własność. A co oznacza niesienie pieczęci Boga w swoim życiu i w swojej osobie? Mówi o tym tenże apostoł Jan: oznacza to, że w Jezusie Chrystusie staliśmy się prawdziwie dziećmi Bożymi (por. 1 J 3,1-3).

    Czy jesteśmy świadomi tego wielkiego daru? Wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi! Czy pamiętamy, że na chrzcie otrzymaliśmy „pieczęć” naszego Ojca Niebieskiego i staliśmy się Jego dziećmi? Aby wyrazić to prościej: nosimy nazwisko Boga, naszym nazwiskiem jest Bóg, dlatego jesteśmy dziećmi Bożymi. W tym tkwi korzeń powołania do świętości! A święci, których dziś wspominamy, to właśnie ci, którzy żyli łaską swego chrztu, którzy zachowali nienaruszoną „pieczęć”, postępując jak dzieci Boże, starając się naśladować Jezusa; a teraz osiągnęli cel, gdyż w końcu „widzą Boga takim, jakim jest”.

    Drugą cechą właściwą świętym, jest to, że są oni przykładami do naśladowania. Zwróćmy uwagę, że chodzi nie tylko o tych kanonizowanych, ale też o świętych, jeśli można tak powiedzieć – „z sąsiednich drzwi”, którzy dzięki łasce Bożej, próbowali praktykować Ewangelię w zwyczajności swego życiu. Tych świętych spotkaliśmy także my; może ktoś z nich był członkiem naszej rodziny czy wśród przyjaciół i znajomych. Powinniśmy być im wdzięczni, a przede wszystkim winniśmy być wdzięczni Bogu, że nam ich dał, że postawił ich blisko nas jako żywe i zaraźliwe przykłady sposobu życia i umierania w wierności Panu Jezusowi i Jego Ewangelii. Iluż dobrych ludzi poznaliśmy i znamy i możemy powiedzieć: „Ależ ta osoba jest święta!”; mówimy to spontanicznie. Są to święci z sąsiednich drzwi, c niekanonizowani, ale którzy żyją z nami.

    Naśladowanie ich uczynków miłości i miłosierdzia jest trochę jakby przedłużaniem ich obecności na tym świecie. I w istocie te uczynki ewangeliczne są jedynymi, których nie niszczy śmierć: jakiś akt czułości, wielkodusznej pomocy, czas spędzony na słuchaniu, odwiedziny, dobre słowo, uśmiech… W naszych oczach gesty te mogą wydawać się mało ważne, ale w oczach Boga są wieczne, gdyż miłość i współczucie są silniejsze od śmierci.

    Niech Maryja Panna, Królowa Wszystkich Świętych, pomoże nam ufać coraz bardziej łasce Boga, abyśmy podążali z zapałem drogą świętości. Naszej Matce powierzmy swe codzienne zaangażowanie i módlmy się do Niej za naszych drogich zmarłych, z głęboką nadzieją, że spotkamy się pewnego dnia, wszyscy razem, w chwalebnej wspólnocie Nieba.

    • Radek pisze:

      Szczęść Boże

      Anegdotka z Bliźniakami cudowna 🙂 Nic do szczęścia więcej nie potrzeba, tylko wsłuchiwać się w ciszy w śpiew Mamy – Ojca i z tęsknotą wyczekiwać z Nim spotkania.
      Dziękuję Ojcze Krzysztofie.

Zostaw odpowiedź