Liczba zbawionych

31 października 2018, autor: Krzysztof Osuch SJ

W dzisiejszej ewangelii pada pytanie: Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?, zaś w czytaniu z Listu do Hebrajczyków jest mowa o karceniu. Wobec takich tematów można odczuć wielkie zainteresowanie lub lęk przed usłyszeniem Jezusowej odpowiedzi. Opór przed wchodzeniem w temat karcenia też nie byłby czymś dziwnym. Niech jednak każdy zadecyduje sam: wchodzić czy nie wchodzić. Za wejściem w każde słowo Boże, także to trudne, przemawia pewność, że wszystko, co od Boga, ma jeden zasadniczy (i niezmienny) motyw: Miłość i Dobroć. Miłujący Ojciec zawsze chce naszego dobra! Żaden inny cel nie wchodzi w grę. Skoro tak, to otworzyć się warto na dobrą nowinę, nawet jeśli jest ona ukryta pod „chropowatym” brzmieniem.

Tak, liczba zbawionych to temat intrygujący i dotykający do żywego. Nie można go jednak traktować w kategorii liczb, niezdrowej ciekawości i powiedzmy socjologiczno-teologicznych ustaleń, które dochodzą do podania jakiejś liczby z uwzględnieniem statystycznego błędu. Nie tędy droga! – Ale posłuchajmy najpierw samego Jezusa:

Jezus nauczając, szedł przez miasta i wsie i odbywał swą podróż do Jerozolimy. Raz ktoś Go zapytał: Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni? On rzekł do nich: Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: Panie, otwórz nam! lecz On wam odpowie: Nie wiem, skąd jesteście. Wtedy zaczniecie mówić: Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś. Lecz On rzecze: Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy opuszczający się niesprawiedliwości! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych. Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym. Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi” (Łk 13,22-30).

Jak widać, Jezus w zdecydowany sposób uchylił się przed udzieleniem jednoznacznej odpowiedzi. Owszem, jego odpowiedź jest jednoznaczna, ale w innym sensie. I właśnie uchwycenie tego sensu będzie dla nas najważniejsze.

To trochę tak, jakby pytać policję, ile osób zginie na drogach w ten weekend. Sądzę, że mądry policjant (czy jakiś urząd) nie „bawiłby się” w zgadywanie (choć statystycznie daje się to pewno przewidzieć), ale powiedziałby pytającemu coś do słuchu. Przypomniałby zasady bezpiecznej jazdy, chroniącej życie własne i innych. W odpowiedzi Jezusa jest podobny „duch”, tyle że waga sprawy jest niepomiernie większa!

Zanim nieco dokładniej przyjrzymy się Jezusowej odpowiedzi, zwróćmy wpierw uwagę na kontekst, w którym padła „twarda” odpowiedź Jezusa. Otóż indagowany Nauczyciel „odbywał swą podróż do Jerozolimy”. To znamienne, że Ewangelista nie omieszkał uobecnić horyzont, w którym rozgrywało się całe życie Jezusa;i w którym padło „dociekliwe” (może nawet ciekawskie) pytanie. Zdaniem Łukasza zawsze winniśmy o tym pamiętać, natomiast sam Mistrz „od zawsze” wiedział, co Go tam czeka. Wiele lat na modlitwie rozpamiętywał, że wydarzenia Wielkiego Tygodnia (mówiąc językiem Liturgii) są dla Niego wymogiem Miłości, która gorąco pragnie wszystkich ludzi odzyskać dla Ojca i razem z nimi do Niego powrócić! W paru zapowiedziach męki i śmierci oraz zmartwychwstania mocno wybrzmiewa owo „musi”:

„Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie” (Łk 9, 22; por. także Mt 16, 21).

Chciałoby się w usta Jezusa włożyć słowa piosenki religijnej: „Takie jest Prawo Miłości!” Innej drogi dla Boskiej Miłości pośród grzeszników, zatrwożonych koniecznością umierania, być nie może, a przynajmniej Bóg inną drogą nie zechciał nas poprowadzić do pełni Życia i Miłości.

Gdyby Anioł z nieba przypominał nam o trudnych warunkach zbawienia, to musielibyśmy to z pokorą przyjąć i wcielać w życie. Tu jednak te słowa: Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi – słyszymy od Jezusa, który jako pierwszy uczynił to, co nam przykazuje i zaleca! Ta kolej rzeczy budzi w nas respekt i zwiększa zaufanie do Zbawiciela, aż po ufanie Mu „na przepadłe”.  Patrząc na Jezusa codziennie przeciskającego się przez „ciasne drzwi” ubóstwa, niewygód, odrzuceń, lekceważenia Jego czynów i delikatnej miłości, wzmacniamy się. Nabieramy przekonania, że i my winniśmy czynić to samo, zachowując w sercu pewność, że staniemy się uczestnikami Jego zwycięstwa i wiecznej chwały.

****************************

Inne rozważanie do tej samej perykopy

Ponadto:

Obszerniejszy i pogłębiony komentarz znalazłem TUTAJ; oto bodaj kluczowy fragment:

23 Raz ktoś Go zapytał: «Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?» On rzekł do nich: 24 «Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli.
Ów bezimienny „ktoś” to w gruncie rzeczy każdy z nas, kto wchodzi w relację z Jezusem i stawia Mu niezwykle istotne pytanie: kto się zbawi?
 
Wszyscy chcemy być zbawieni, tzn. chcemy uniknąć tego, co nam się nie podoba: chorób, kłopotów, trudnych relacji międzyludzkich, niesprawiedliwości, a nade wszystko śmierci. Któż z ludzi nie prosił Boga o dobre zdrowie dla siebie czy dla swoich bliskich? Pragnienie zbawienia wiąże się ze strachem przed śmiercią, unicestwieniem. Człowiek jest jedynym stworzeniem świadomym własnego umierania i jego uparte, desperackie dążenie, by uciec przed śmiercią, jest motorem wszystkich kultur i religii.
 
Czy zbawienie zatem jest dla wszystkich, czy tylko dla niektórych? Jezus nie odpowiada wprost, nie mówi, ile procent ludzi może liczyć na zbawienie. Mówi natomiast o tym, czego oczekuje od swoich słuchaczy: walczcie! (gr. agōnízesthe). Podobnie pisze Paweł Apostoł: Właśnie o to trudzimy się i walczymy (gr. agōnizómetha), ponieważ złożyliśmy nadzieję w Bogu żywym, który jest Zbawcą wszystkich ludzi, zwłaszcza wierzących. (1Tm 4,10). Trzeba walczyć jak atleta na arenie, który zmaga się, by zakwalifikować się do finału, by nie zostać odrzuconym (por. 1Tm 6,12; 2Tm 4,7; 1Kor 9,25-27). Trzeba wejść do domu, bo jeśli pozostaniemy na zewnątrz, będziemy zgubieni. Wielu tzn. wszyscy pragną wejść w zbawienie, jednak aby je osiągnąć, trzeba walczyć. Rodzi się pytanie: z kim, z czym? Depcząc siebie nawzajem, niczym tłum w ciasnym wejściu na stadion? Eliminując innych, jak zapaśnik w walce o zwycięstwo? W rzeczywistości chodzi tu o inną walkę: o zmaganie z tym, co w nas samych utrudnia nam wejście w zbawienie. Co to takiego?
 
 
Odpowiedzią Boga na wielkie, dramatyczne dążenie ludzi do zbawienia jest miłość. Być zbawionym to znaczy być kochanym. Jest to dar, który oferuje nam Bóg, kochający człowieka. Doświadczyć zbawienia oznacza także kochać drugiego jako swojego brata, jak zwięźle ujął to św. Jan: My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci, kto zaś nie miłuje, trwa w śmierci (1J 3,14). Miłość Boga jest darmowa, jest darem gratis. Co przeszkadza w jej osiągnięciu? Może to być na przykład chęć zasłużenia sobie na nią, kupienia jej za dobre uczynki. Może to być również opór przed uznaniem siebie za grzesznika, który w żaden sposób nie zasługuje na miłosierdzie Boże, a może je otrzymać tylko za darmo, jako grzesznik wśród grzeszników. Przez te właśnie drzwi miłosierdzia nie chciał przejść starszy syn z przypowieści o miłosiernym Ojcu (Łk 15,28), który zbuntował się przeciw swojemu bratu – ocalonemu grzesznikowi i przeciw Ojcu, wobec którego czuł się źle traktowanym niewolnikiem (15, 29-30). Aby wejść w zbawienie, musiał przyjąć bezwarunkową miłość Ojca i zgodzić się na to, że Ojciec daje mu wszystko, choć on w żaden sposób na to nie zasługuje; musiał zgodzić się również na to, że takie samo prawo do zbawienia ma jego brat, który zrobił mu wystarczająco dużo zła, by uznać go za wroga i potępić. Oto są ciasne drzwi, przez które niełatwo przejść, trzeba się zmagać i walczyć ze sobą. Historia starszego brata pozostaje otwarta. Własne jej zakończenie musi dopisać każdy z nas.
 
 
Dlaczego brama wiodąca do zbawienia jest tak trudna do przejścia? Ponieważ akceptacja bezwarunkowej miłości Boga, poddanie się jej, zmienia głęboko naszą relację do Boga, do siebie samego i do innych ludzi: pojednany z sobą i z własną historią, zaczynam rozumieć, że zbawienie to nie sukces do osiągnięcia moimi wysiłkami, ale dar Boga. Pogodzony z innymi –grzesznikami jak i ja – nie depczę już więcej ani siebie ani innych i staje się dla mnie możliwe to, o czym mówi Pierwszy List Jana 3,14: przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci. Jedyny sposób na otwarcie drzwi zbawienia to uznanie własnej nędzy i zgoda na miłosierdzie Boże.
 
 
Jezus mówi dalej, że wielu będzie chciało wejść, lecz nie będą mieć siły (ouk ischýsousin). To kolejny paradoks: jak walczyć skoro nie ma się siły? Akceptacja naszej bezsiły i niewystarczalności jest tym właśnie, co otwiera dla nas bramy Bożego miłosierdzia. Nasza słabość i ograniczone możliwości są właśnie miejscem naszego zbawienia. Kimś takim jest Zacheusz – prototyp człowieka radykalnie niezdolnego, by się zbawić o własnych siłach. To właśnie w jego dom Jezus wnosi zbawienie – dar ocalenia od wiecznej zguby.

Komentarze

komentarze 3 do wpisu “Liczba zbawionych”
  1. Franciszek: ta wąska brama jest zawsze otwarta

    Nasze życie nie jest grą wideo ani telenowelą, dlatego trzeba brać je na poważnie, a cel do osiągnięcia jest ważny: jest nim zbawienie wieczne. Papież Franciszek mówił o tym w rozważaniu przed południową modlitwą Anioł Pański. Było ono komentarzem do niedzielnej Ewangelii, w której pada zasadnicze pytanie o to, czy tylko nieliczni będą zbawieni. Swych słuchaczy Jezusa zachęca do „wejścia przez ciasne drzwi”, starając się im uzmysłowić, że nie jest ważne, jak wielu się zbawi, tylko to, by wszyscy wiedzieli, która droga prowadzi do zbawienia. Franciszek mówił o wprawdzie wąskiej bramie, która jednak, jak podkreślił kilkakrotnie, zawsze pozostaje otwarta.

    „Ta droga przewiduje przejście przez bramę. Ale gdzie są te drzwi, jakie one są, kto nimi jest? Sam Jezus jest bramą. On nas prowadzi do komunii z Ojcem, gdzie znajdujemy miłość, zrozumienie i obronę – mówił Papież. – Ale dlaczego te drzwi są ciasne? Jest to wąska brama nie po to, by było trudno wejść, ale ponieważ wymaga od nas pomniejszenia i powstrzymania naszej pychy i lęku, by otworzyć się z pokornym i ufnym sercem na Niego, uznając się za grzeszników, potrzebujących Jego przebaczenia. Dlatego jest wąska, by ograniczyć naszą dumę, która czyni nas nadętymi. Brama Bożego miłosierdzia jest ciasna, ale jest zawsze otwarta dla wszystkich na oścież! Bóg nikogo nie wyróżnia, ale zawsze przyjmuje wszystkich, bez różnicy. Zbawienie, które On nam daje to nieustanny strumień miłosierdzia, przełamuje bariery i otwiera zaskakujące perspektywy światła i pokoju. Ciasna brama, ale zawsze otwarta. Pamiętajcie o tym”.

    Franciszek zachęcił pielgrzymów przybyłych na plac św. Piotra, by w swym sercu zastanowili się nad tym, co nie pozwala im przejść prze tę bramę: pycha, duma, grzechy. A następnie, by pomyśleli o zawsze otwartej bramie miłosierdzia, gdzie Bóg czeka ze swym przebaczeniem. Ojciec Święty podkreślił, że Jezus czeka na każdego, niezależnie od tego, jaki popełnił grzech. Wskazał, że tylko On może przemienić nasze serca i nadać pełen sens naszej egzystencji.

    „Wchodząc przez bramę Jezusa, bramę wiary i Ewangelii, możemy porzucić światowe postawy, złe przyzwyczajenia, egoizm i zamknięcia. Gdy istnieje kontakt z miłością i miłosierdziem Boga następuje autentyczna przemiana. A nasze życie jest rozjaśnione światłem Ducha Świętego: światłem niegasnącym! – mówił Franciszek. – Pan daje nam wiele możliwości, by nas zbawić i dać nam wejść przez bramę zbawienia. Ta brama jest szansą, której ​​nie można zmarnować: nie chodzi o to, by prowadzić akademickie dyskusje na temat zbawienia, jak ów człowiek, który zwrócił się do Jezusa, ale o to, by wykorzystać okazje do zbawienia. Bo w pewnym momencie „Pan domu wstanie i drzwi zamknie”, jak nam przypomniała Ewangelia. Ale jeśli Bóg jest dobry i nas kocha, to dlaczego zamyka drzwi? Ponieważ nasze życie nie jest grą wideo lub telenowelą; nasze życie jest poważną sprawą, a cel do osiągnięcia jest ważny: to jest zbawienie wieczne”.

  2. A ks. Mariusz Pohl tak objaśnia dzisiejszą perykopę:

    Ks. Mariusz Pohl Kto będzie zbawiony?

    Czy tylko nieliczni będą zbawieni? To pełne obawy pytanie było prawdopodobnie spowodowane zbyt ciasnym i jednostronnym zrozumieniem nauki Chrystusa: w duchu prawa Starego Testamentu. Faktycznie, jeśli nauczanie Chrystusa pojmiemy tylko w kategoriach sztywnych przepisów, które człowiek ma ściśle wypełnić, okażą się one niewykonalne. Ot chociażby to słynne zdanie o odcięciu ręki czy nadstawianiu drugiego policzka. Jeśli zinterpretuje się je jako przepis prawny, będzie to najsurowsze i najokrutniejsze prawo świata.

    Ale Chrystus nie chciał tworzyć nowego kodeksu, nowego zbioru ścisłych instrukcji, które nie pozostawiłyby ludziom ani centymetra wolnej przestrzeni. Jezus sformułował pewne ogólne zasady, wytyczył pewien kierunek, dał człowiekowi mapę i kompas i powiedział: trzymaj się tego, jeśli chcesz dojść do celu. Dał nam także swego Ducha, który ma nam wszystko przypominać i uczyć nas właściwego zrozumienia Jego słów. Przy pomocy rozumu i sumienia oświeconego przez Ducha Świętego potrafimy właściwie ocenić swoją sytuację i wybrać rozwiązanie.

    Ale sama wiedza i nawet dobre chęci jeszcze nie wystarczą. Dopiero Duch Święty może uzdolnić człowieka do wypełnienia Ewangelii. Bez niego traci Ona w zasadzie swój sens, bo jest niewykonalna. W Ewangelii bowiem najważniejsze jest to, że to Bóg wziął w swoje ręce sprawę naszego zbawienia. To nie my mamy się zbawić, lecz zbawi nas Bóg. My mamy jedynie przyjąć Jego dar zbawienia i wszystkie wynikające stąd konsekwencje.

    Gdy zrozumiemy to wszystko i zaczniemy wprowadzać w życie, wtedy to początkowe pytanie straci swój sens. Człowiek, który zaufa całkowicie Chrystusowi i pozwoli się prowadzić Duchowi Świętemu, będzie miał stuprocentową pewność zbawienia. Nieraz boimy się tej pewności i uważamy ją za zuchwalstwo, ale świadczy to tylko, że źródła zbawienia upatrujemy w sobie samych. Jeśli wiemy, że zbawienie jest darem miłości Boga, wtedy raczej zwątpienie okaże się obelgą dla Boga.

    Jednakże wielu z nas, rozumiejących Ewangelię powierzchownie i prawniczo, to pytanie – może w bardziej konkretnej postaci: kto będzie zbawiony? czy ja będę zbawiony? – chciałoby postawić i usłyszeć odpowiedź. Ciekawe jednak, kto z nas potrafiłby sobie taką odpowiedź wyobrazić. Bo co by to miało znaczyć: tak, ja będę zbawiony. Czy wobec tego nie musiałbym się już o nic martwić, bo bilet do nieba miałbym w kieszeni? Albo: nie będę zbawiony. Więc nic już w moim życiu nie miałoby mieć sensu? Po prostu, takiej odpowiedzi nie ma, bo zależy ona zawsze od naszego aktualnego „kursu”: czy żyję z Bogiem, czy bez Boga.

    I właśnie tak odpowiedział wtedy Jezus i jest to jedyna, sensowna odpowiedź: Nie powiem wam, kto będzie zbawiony, ale powiem co ty masz robić, jeśli chcesz być zbawiony. Musisz trafić i dopasować się do ciasnych drzwi, to znaczy musisz zrozumieć jedno: że Bóg chce cię zbawić! Gdy to zrozumiesz i dowiesz się ze Słowa Bożego w jaki sposób chce to zrobić., reszta będzie już stosunkowo prosta. Bóg sam będzie cię prowadził.

    Jeśli natomiast będziesz chciał liczyć na jakieś formalne względy, wątpliwe zasługi czy przywileje, wtedy żadne gwarancje ci nie pomogą, bo takich gwarancji nie ma! Pozostanie ci tylko lęk i gorączkowe budowanie pozornych zabezpieczeń, które i tak na nic się nie zdadzą.

    Ks. Mariusz Pohl

  3. Ewa pisze:

    ZAUFAŁEM DRODZE

    „Zaufałem drodze
    wąskiej
    takiej na łeb na szyję
    z dziurami po kolona
    takiej nie w porę jak w listopadzie spóźnione buraki
    i wyszedłem na łąkę stała święta Agnieszka
    -nareszcie powiedziała – martwiłam się już,
    że poszedłeś inaczej
    prościej
    po asfalcie
    autostradą do nieba – z nagrodą od ministra
    i że cię diabli wzięli”. 
    Ks.Jan Twardowski

    Tutaj jest mowa o wąskiej drodze, w dzisiejszej Ewangelii o ciasnych drzwiach…, a św. Ignacy mówi: ”Powinniśmy bardzo zwracać uwagę na przebieg myśli. Jeżeli ich początek, środek i koniec jest całkowicie dobry, zmierzający do tego, co jest w pełni dobre, jest to znak dobrego anioła.”

    Teksty różne,ale wątek ten sam: jakie jest nasze życie, taki będzie i nasz koniec. Jeżeli żyjemy blisko Jezusa wtedy ON Sam przeprowadzi nas przez każde drzwi, i te ciasne również i poprowadzi każdą drogą, która prowadzi do zjednoczenia z OJCEM, bo przecież JEZUS jest DROGĄ, PRAWDĄ, ŻYCIEM.

    Ojcze Krzysztofie – to taka moja refleksja po przeczytaniu dzisiejszej Ewangelii i tekstu Ojca.

Zostaw odpowiedź