Czy rozpoznajemy Jezusa w obecnym czasie?

26 października 2018, autor: Krzysztof Osuch SJ

Tytułowe pytanie jest bardzo ważne, a odpowiedź na nie nie jest tylko jedna. Jezus o wielu sobie współczesnych stwierdził, że niestety w danym im czasie nie potrafili rozpoznać najważniejszego wydarzenia dziejów, które dokonywało się na ich oczach. Tym wydarzeniem było – i nadal jest –absolutnie wyjątkowe przyjście do nas ludzi samego Boga w Osobie Jezusa Chrystusa.

Jezus doskonale świadomy swej wyjątkowej tożsamości i zbawczego znaczenia Jego Osoby dla każdego człowieka i każdego pokolenia próbował wtedy i próbuje także dzisiaj pobudzić ludzi do wysiłku poznawczego, do namysłu i odkrycia w Nim szczytowego punktu dziejów zbawienia.

Poniższe słowa Jezusa to jeszcze jedna Jego próba przemówienia do wyobraźni, rozumu i ludzkich sumień.

Znalezione obrazy dla zapytania osuch blog  umiecie rozpoznawać wygląd ziemi i nieba, a jakże chwili obecnej nie rozpoznajecie

 

 „Jezus mówił do tłumów: Gdy ujrzycie chmurę podnoszącą się na zachodzie, zaraz mówicie: Deszcze idzie. I tak bywa. A gdy wiatr wieje z południa, powiadacie: Będzie upał. I bywa. Obłudnicy, umiecie rozpoznawać wygląd ziemi i nieba, a jakże obecnego czasu nie rozpoznajecie?” (Łk 12,54-59).  

„Obłudnicy” – to mocne słowo, które ma wywołać wstrząs i niejako zmusić do otwarcia oczu na zbawczy czyn Boga, dokonujący się w Chrystusie. Różne są znaczenia słowa obłudnik. Jedno ze znaczeń wskazuje na zaślepienie, które sprawia, że człowiek nie widzi Rzeczywistości taką, jaką ona jest naprawdę. Obłudnik zachowuje się w życiu jak aktor teatralny, który wyuczył się swej roli i stale ją odgrywa, nie bacząc na to, że trzeba dojrzeć „rzeczy nowe”. Że trzeba z maksymalną uwagą dojrzeć objawiającego się Boga i dać mu własną odpowiedź!

  • Jezus z różnych powodów przemawiał demaskatorskim tonem do sobie współczesnych.
  • Jednym z nich była fałszywa pobożność i wątpliwej jakości dobroć – taka na pokaz, od oka, dla zyskania poklasku i uznania u ludzi.
  • Tym razem jednak Jezus ma na uwadze sprawę najwyższej wagi, a mianowicie to, że ludzie skądinąd spostrzegawczy i inteligentni nie potrafią rozpoznać, z Kim oto mają do czynienia w Jego Osobie, w Jego słowach i czynionych znakach.

Ludzie wykształceni w znajomości dotychczasowego Objawienia Bożego mieli wszystkie dane, by wielkie prorockie zapowiedzi i mesjańskie obietnice z łatwością powiązać z Jezusem z Nazaretu. A jednak – i to w przypadku tych najbardziej do tego przygotowanych (uczonych w Piśmie i licznych faryzeuszy) – tak się nie stało.

  • To prawdziwy dramat – nie móc rozpoznać „obecnego czasu” i nie móc być rozpoznanym jako wytęskniony i „wymarzony” Mesjasz – Boski Pomazaniec, jednoczący w Sobie naturę Boską i ludzką!
  • Dramat Jezusa i ludzi wciąż trwa i ponawia się – choć w różnym stopniu – w każdym pokoleniu. Ludzie zda się najbardziej do tego dysponowani – bo tak inteligentni, trzeźwi i logicznie myślący oraz tak skutecznie działający w różnych dziedzinach życia – okazują się niebywale tępi i zaślepieni, gdy chodzi o dogłębne poznanie Jezusa Chrystusa i przyjęcie Go jako swego Pana i Zbawiciela. Jako wielkiego Objawiciela Boga i człowieka!
  • Także dzisiaj Jezus pyta wiele osób z obecnego pokolenia, dlaczego nie jest przez nie rozpoznany i dogłębnie rozumiany. A trud szukania odpowiedzi na zadane pytanie przynależy do nas.
  • To my, zwłaszcza jeśli czujemy się dalecy i obojętni wobec Osoby Jezusa, winniśmy dogłębnie zastanawiać się, dlaczego to sami z siebie nie rozróżniamy tego, co jest słuszne. Dlaczego obecnego czasu – wciąż przecież upływającego pod znakiem obecności Jezusa Chrystusa w ludzkich dziejach, zwłaszcza dzięki misji Kościoła – nie rozpoznajemy w ogóle czy nie dość głęboko, poważnie i z poczuciem olśnienia, fascynacji?

Pytania kiedyś formułowane przez Jezusa są wciąż aktualne i dotyczą wielu współczesnych. Winny więc zaintrygować liczne rzesze ochrzczonych (albo już nie chrzczonych wskutek apostazji tych pierwszych) w dechrystianizującej się Europie.

  • Niestety, (jakkolwiek gorsząco by to zabrzmiało) naglące pytania Jezusa dotyczą także niemałej liczby teologów, egzegetów i moralistów, którzy  w ostatnich dziesięcioleciach przestali rozpoznawać w Jezusie Chrystusie Boga-Człowieka. Niektórzy z nich zdradzili Jezusa w ordynarny sposób.
  • Przejmująco mówił kiedyś o tym, w roku 1996 do Episkopatów Ameryki, kard. J. Ratzinger, zarzucając niektórym teologom-egzegetom, że w swoich uczonych (ale oderwanych od depozytu wiary) wywodach odmówili Chrystusowi – Bóstwa! Na tym tle podkreślił jednocześnie, że pełna wiara w Jezusa Chrystusa, zwłaszcza w Jego Bóstwo, ma się dobrze i trwa w najlepsze w pielgrzymującym Ludzie, który doskonale pojmuje, że tylko Jezus Chrystus jako jedyny, będąc Bogiem-Człowiekiem, potrafi wyprowadzić nas ludzi z tego więzienia, jakim jest zamknięta w sobie i na siebie skazana doczesność.

***

Pewnym dopełnieniem Jezusowej i naszej refleksji nad dramatem nierozpoznawania obecnego czasu, także nad konsekwencjami tego zaniechania, niech będą przytoczone poniżej myśli wybitnego żydowskiego teologa, człowieka żywej wiary starotestamentalnej – Abrahama J. Heschla (+ 1972). Pisał on te słowa w roku 1953, odnosząc się do straszliwych doświadczeń drugiej wojny światowej, a także do tego, co te doświadczenia poprzedziło.

Ostrzegam, spotkamy się z przejmującą diagnozą i wstrząsającym oskarżeniem obłudników, którzy nadawali kierunek cywilizacji w paru ostatnich wiekach.   

„Wzywaliśmy Pana. Pan przyszedł. I został zignorowany. Głosiliśmy, co należy czynić, a równocześnie unikaliśmy Go. Wznosiliśmy pieśni pochwalne, buntując się przeciw Niemu. Teraz zbieramy owoce naszych zaniedbań. Przez wieki Jego głos był wołaniem na puszczy. Jak zręcznie udało się nam pochwycić Go i uwięzić w świątyniach! Ileż razy Go zagłuszaliśmy i wypaczaliśmy. Teraz widzimy, jak stopniowo milknie, porzucając jeden po drugim kolejne ludy, opuszczając ich dusze, pogardzając ich mądrością. Umiłowanie dobra zniknęło całkowicie ze świata. Mnożą się okrucieństwo, nienawiść i zbrodnia.

Przerażające rzeczy, których jesteśmy dzisiaj świadkami, rodzą wyrzuty sumienia i nieustający wstyd. Sprofanowaliśmy imię Boga, a bogactwo naszej ziemi, pomysłowość ludzkiego umysłu i bezcenne życie naszych synów i córek wydaliśmy na zatracenie. Nigdy przedtem ludzkość nie miała tylu powodów do wstydu, co obecnie.

Nad ogromnymi obszarami ziemi zalega bezlitosna cisza. Dzień Pański jest dniem bez Pana. (…) 

Nie składaliśmy ofiar na ołtarzu pokoju i dlatego złożyliśmy ofiary na ołtarzu wojny. Czy słyszeliście kiedyś opowieść o grupie niedoświadczonych turystów, którzy wybrali się na wycieczkę w dzikie, górskie okolice bez przewodnika? W czasie wspinaczki urwała się nagle półka skalna, na której stali, i wszyscy wpadli do głębokiej i ciemnej jaskini. Kiedy ocknęli się w ciemnościach, ujrzeli przerażeni, że wokół kłębi się pełno rozwścieczonych żmij. W miejsce każdej, którą udało im się zabić, pojawiało się natychmiast dziesięć nowych. Wszyscy desperacko walczyli z niebezpieczeństwem z wyjątkiem jednego mężczyzny, który stał z boku i patrzył. Kiedy zatrwożeni i oburzeni towarzysze zaczęli go strofować za bezczynność, odkrzyknął im: „Jeżeli tu zostaniemy, zginiemy szybciej niż żmije. Ja szukam wyjścia z jaskini dla nas wszystkich”.

Nasz świat niewiele się różni od jaskini, w której jest kłębowisko żmij. Nie wpadliśmy do niej w 1939 roku ani nawet w 1933. Osunęliśmy się w jej czeluście wiele pokoleń temu, a żmije wstrzyknęły swój jad w krwiobieg ludzkości, stopniowo nas paraliżując, uśmiercając nerw po nerwie, otępiając umysł, zaciemniając widzenie. Granica między dobrem i złem, kiedyś różnymi od siebie jak dzień i noc, zatarła się i rozmyła. W codziennym życiu czciliśmy siłę, mieliśmy w pogardzie współczucie i nie byliśmy posłuszni żadnemu prawu, a jedynie naszym niezaspokojonym żądzom. Idea tego, co święte, umarła całkowicie w duszy człowieka. Kiedy już dojrzały w nas chciwość, zawiść i niczym nieskrępowane pragnienie władzy, żmije wyhodowane na łonie naszej cywilizacji wypełzły z jaskiń i rzuciły się na bezbronne narody.

Wybuch wojny nie był wcale niespodzianką. Było to długo oczekiwane następstwo katastrofy duchowej (…)

Sumienie świata zostało uśmiercone przez tych, którzy mieli w zwyczaju obwiniać innych zamiast siebie. Nie zapominajmy o tym. Czciliśmy instynkty, a nie ufaliśmy prorokom. Pracowaliśmy niestrudzenie nad udoskonaleniem silników samochodów i samolotów, a tymczasem nasze wnętrze stało się wysypiskiem śmieci. Śmialiśmy się z przesądów, aż utraciliśmy zdolność wiary. Pomogliśmy zagasić światło, które zapalili nasi ojcowie. Przehandlowaliśmy świętość za wygodę, wierność za sukces, miłość za władzę, mądrość za informację, tradycję za modę. (…)

Zabijanie żmij uratuje nas, ale tylko na chwilę, nie na zawsze. (…) Największe zadanie naszych czasów to wydobyć dusze ludzi z jaskini pełnej żmij. Świat przekonał się, że chodzi w tym wszystkim o Boga. Nie wolno nam nigdy zapomnieć, że poczucie tego, co święte, jest nam równie niezbędne, jak światło słońca. Nie ma przyrody bez ducha, świata bez Tory, braterstwa bez ojca, ludzkości bez przywiązania do Boga.

Bóg powróci do nas, kiedy będziemy chcieli przyjąć Go do siebie – do naszych banków i fabryk, do Kongresu i do klubów, do sal sądowych i komisji parlamentarnych, do domów i teatrów. (…)

Tylko w Jego obecności nauczymy się, że chwałą człowieka nie jest jego pragnienie mocy, ale moc współczucia. Człowiek jest albo obrazem Jego obecności, albo uosobieniem bestii.

(…) świat nie jest próżnią. Od nas zależy, czy uczynimy go ołtarzem Boga, czy też zaludnią go demony. Nie ma w nim miejsca na neutralność. Jesteśmy albo sługami tego, co święte, albo niewolnikami zła. Oby bluźnierstwo naszych czasów nie stało się skandalem na wieki. Oby przyszłe pokolenia nie znienawidziły nas za to, że nie ustrzegliśmy i nie przechowaliśmy tego, co prorocy, święci, męczennicy i studiujący Pismo stworzyli przez tysiące lat. Apostołowie siły i przemocy pokazali, że są doskonali w czynieniu zła. Pokażmy, że potrafimy być równie doskonali w dobru. (…)

Jest takie Boże marzenie, które pielęgnowali w sobie prorocy i rabini, które wypełnia nasze modlitwy i przenika wszystkie akty autentycznej pobożności. Jest to marzenie o świecie uwolnionym od zła dzięki łasce Boga i staraniom człowieka poświęcającego wszystkie siły na to, by ugruntować w świecie Boże królowanie.

Bóg czeka na nas, abyśmy odkupili świat. Nie powinniśmy spędzać naszego życia na gonitwie za trywialnymi przyjemnościami, gdy niecierpliwy Bóg nieustannie czeka na nasze wysiłki i poświęcenie.

Wszechmocny nie stworzył świata po to, byśmy mogli zaspokoić naszą chciwość, zazdrość i ambicje. Nie po to przeżyliśmy, by marnować lata na rzeczy wulgarne i puste. Męczeństwo milionów wymaga od nas, byśmy poświęcili nasze życie wypełnianiu Bożego marzenia o zbawieniu świata. Izrael nie przyjął Prawa ze swej własnej woli. Gdy Izrael przybliżył się do góry Synaj, Bóg uniósł ją i trzymając nad głowami ludu, powiedział: „Albo przyjmiecie Torę, albo zmiażdży was ta góra”. Góra historii znowu wisi nad naszą głową. Może powinniśmy odnowić przymierze z Bogiem?” [1].

Zadajmy sobie pytanie: Czy my rozpoznaliśmy Jezusa jako naszego Pana i Zbawiciela?

Czy jest On dla mnie najwspanialszym Darem Boga – naszego Stwórcy i Ojca?

Czy z Nim współpracujemy nad zbawieniem wszystkich ludzi?

 Częstochowa, piątek, 25 października 2013      AMDG et BVMH   o. Krzysztof Osuch SJ

__________________

[1] ABRAHAM JOSHUA HESCHEL ur. 1907 w Warszawie, potomek rodu chasydzkich cadyków, studiował w Wilnie i Berlinie, uciekł przed Zagładą do USA, teolog, poeta, mistyk, reformator społeczny i historyk, pisał o Biblii, Talmudzie, myśli średniowiecznej, filozofii, teologii, chasydyzmie i problemach moralnych, zmarł w 1972 roku.

Komentarze

komentarze 3 do wpisu “Czy rozpoznajemy Jezusa w obecnym czasie?”
  1. Krzysztof Osuch SJ pisze:

    Nieoczekiwany efekt „Kleru”. Nykiel w „Sieci”: Ten film przemawia zupełnie inaczej, niż życzyliby sobie tego twórcy

    Pył po premierze „Kleru” powoli opada. Film w pierwszym tygodniu obejrzało prawie milion widzów, a produkcja zarobiła już niemal 19 mln zł. Antyklerykalne media wieszczą bliski koniec Kościoła katolickiego w Polsce i przekonują, że obraz nakreślony przez Smarzowskiego musi przemówić do ludzi. I przemawia. Ale zupełnie inaczej, niż życzyliby sobie tego twórcy filmu – pisze na łamach nowego wydania tygodnika „Sieci” Marzena Nykiel.

    Redaktor naczelna wPolityce.pl opowiada o, odwrotnym niż przewidywany, skutku promocji filmu ,,Kler”:

    Tłumy na seansach uznano za wyraz identyfikacji widzów z przekazem filmu. Spodziewano się trzęsienia ziemi i masowych odejść z Kościoła. Okazuje się jednak, że duża część widzów poszła do kina, by móc podjąć rzeczową dyskusję ze zwolennikami „Kleru”. Część katolików, po obejrzeniu zwiastuna i lekturze wywiadów z reżyserem, zbojkotowała film. Były apele i protesty, surowe oceny i lawina krytyki pod adresem twórców. Było też oburzenie i nagonka na księży – głównie w kręgach antyklerykalnych. Ale było też mocne świadectwo wiary i uczciwości kapłanów rozsiane przez świeckich ludzi Kościoła w mediach społecznościowych. Tytuł „Kler” wybrzmiał na nowo. [Internauci] przypominali, że w najtrudniejszym dla Polski i Polaków czasie to Kościół i rzesza kapłanów byli wsparciem i przyczółkiem zmian w drodze do wolności. Spontanicznie powstała akcja #KochamKościół. Internauci,dając odpór antyklerykalnej nagonce, dzielili się własnym doświadczeniem Kościoła

    — opisuje autorka.

    Nykiel przytacza również wypowiedzi internautów:

    Byłem walczącym ateistą. Ale nigdy żaden ksiądz nie zrobił mi ani nikomu z moich znajomych krzywdy. Nawróciłem się prawie ćwierć wieku temu. Poznałem Chrystusa kochającego i żyjącego w swoim Kościele. Czuję się jego częścią.

    Publicystka zauważa również, że:

    Im większa nagonka na Kościół, tym większe zaangażowanie wiernych w modlitwę i budowanie wspólnoty. Tak samo było i tym razem. Wielu katolików stanęło w obronie kapłanów, nie godząc się na zbiorową odpowiedzialność,poniżanie księży i zohydzanie Kościoła […]. I choć oczywiście zdarzają się sytuacje nieprzyjemne i nacechowane agresją, choć część księży doświadcza tej niechęci w szkole czy na ulicy, antyklerykalna zaraza rozprzestrzenia się głównie wśród ludzi niewierzących, tych, którzy nie mają żadnych relacji z osobami duchownymi. Jeśli więc „Kler”Smarzowskiego kogokolwiek odsunął od Kościoła, to głównie tych,których w tym Kościele i tak nie było […]. Ludzi na mszach świętych jest tyle samo. Powstały nowe inicjatywy modlitewne za kapłanów. Katolicy dają świadectwo wiary. Księża weryfikują własne postawy i gorliwiej pełnią swoje obowiązki. Jeśli efektem „Kleru” będą nawrócenie i duchowa odnowa, to dobry znak.

    Marzena Nykiel tłumaczy także, dlaczego „Kler” przyniósł odwrotny skutek:

    Błąd Wojciecha Smarzowskiego i innych walczących antyklerykałów polega na tym, że nie biorą pod uwagę płaszczyzny duchowej. Nie rozumieją, że wspólnota powołana przez Chrystusa istnieje nieprzerwanie 2000 lat nie dlatego, że składa się wyłącznie z aniołów i superbohaterów, ale dlatego, że grzeszni ludzie zawierzają swoją słabe serca wszechmogącemu Bogu.

  2. Zofia pisze:

    Pozostanie tajemnicą, dlaczego tak wielu jeszcze nie dostrzega tej wstrząsającej prawdy o czasach obecnych. Nasze wielkie cierpienie, którzy to widzimy, ofiarujmy za tych, ‚którzy nie widzą’, zwłaszcza w kontekście zbliżających się wyborów do parlamentu. Niech to cierpienie (szczególnie w rodzinach) nie załamuje nas, ale przeciwnie, niech nas uzdalnia do przekraczania naszych ludzkich granic, a przede wszystkim do nadziei wbrew nadziei oraz wiary i ufności na miarę Hioba.

    Bóg Ojciec powiedział mistykowi: „Krzyż Jezusa jest krzyżem człowieka. Jest to krzyż bólu, cierpienia, przebaczenia, zbawienia i miłości”. Temu samemu mistykowi powiedział Pan Jezus: „Ciernie, gwoździe i włócznia nie były w stanie powstrzymać Mojego Miłosierdzia, lecz je spotęgowały. Ból, cierpienie i upokorzenia nie mogą wstrzymać waszej pracy, lecz ją dodatkowo wzbogacają. Wiara, nadzieja i miłość mogą wzmocnić wasze plecy, aby poradziły sobie z krzyżem, który przyszło wam nieść.”(z Carver Alan Ames, ‚Różaniec Eucharystyczny’).

    Kościół uczy, że Pan Bóg dopuszcza zło tylko po to, aby wysługiwało się dobru i rozlewa jeszcze większą łaskę tam, gdzie pojawił się grzech. Choćby po ludzku wydawało się inaczej, nasz Bóg ma wszystkie wydarzenia pod kontrolą, ale potrzebuje naszej współpracy. Jest wierny Swoim obietnicom, wszystko to mamy w Biblii i w całej nauce Kościoła, a na dowód tego, że jest wierny, daje nam dodatkowo niezwykłe, cudowne znaki, których także nie wolno nie dostrzegać i czytać. Przykład tych ostatnich możemy obejrzeć pod poniższym linkiem (jest to filmowa rejestracja świadectwa, które pozwoliłam sobie zamieścić we wpisie z dnia 3-go października) :

    /www.youtube.com/watch?v=I8f66ioK9mE

    Przepraszam za niniejsze ‚kazanie’. Wygłosiłam je przede wszystkim dla siebie, aby nie ulec paraliżowi (tak by chciał przeciwnik) wobec tego, co się dzieje wokół, także wśród moich najbliższych. Paraliżowi nie ulegam tylko dlatego, że zawierzyłam wszystkich Maryi. Nasza Ojczyzna też jest Jej zawierzona, już dawno. I choćby wydawać się mogło, że w większości obszarów zniszczona, poniżona i cierpiąca (jak nasz Pan..) to przecież tylko jeszcze w Polsce budują się nowe świątynie (i to jakie!), podczas gdy wszędzie indziej, a nawet w katolickiej Irlandii (może poza Afryką?..) chrześcijańskie kościoły są zamykane i z reguły ( widziałam to osobiście) zamieniane na dyskoteki i gorzej.
    Kontemplujmy te nowopowstające w naszej Ojczyźnie świątynie oraz zbliżający się nowy rok liturgiczny, który Ojciec Św. ogłosi rokiem Miłosierdzia, jako wielkie znaki czasu. Matka Najświętsza powiedziała w orędziu medugorskim, że modlitwą i postem możemy zatrzymać wojny (także w sercach) i odwrócić siły przyrody. Jezu ufam Tobie!

Zostaw odpowiedź