Mordercza zazdrość i inne żądze

23 września 2018, autor: Krzysztof Osuch SJ

Z atakującym nas złem nie poradzimy sobie sami. Tylko otwierając się na zbawcze działanie Boga, możemy odnieść zwycięstwo nad grzesznym egocentryzmem, który zakrzywia nas ku sobie samym. Tylko Boska miłość może wyrwać nas z samolubstwa i przeprowadzić ku miłowaniu Boga i bliźnich. Podobnie rzecz się ma z upodobaniem w „woli własnej” i z nienawiścią oraz wszystkimi innymi żądzami. „Tylko Bóg może nas uratować”.

żądze Jezus

Gdzie bowiem zazdrość i żądza sporu, tam też bezład i wszelki występek. Mądrość zaś /zstępująca/ z góry jest przede wszystkim czysta, dalej, skłonna do zgody, ustępliwa, posłuszna, pełna miłosierdzia i dobrych owoców, wolna od względów ludzkich i obłudy. Owoc zaś sprawiedliwości sieją w pokoju ci, którzy zaprowadzają pokój. Skąd się biorą wojny i skąd kłótnie między wami? Nie skądinąd, tylko z waszych żądz, które walczą w członkach waszych. Pożądacie, a nie macie, żywicie morderczą zazdrość, a nie możecie osiągnąć. Prowadzicie walki i kłótnie, a nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie. Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz (Jk 3,16-4,3).

Nasz (fatalny) punkt wyjścia

Słowo Boże, czytane w liturgii mszalnej, dość często konfrontuje nas z prawdą o nas samych, o naszym wnętrzu. Także powyższe słowo z Listu św. Jakuba przypomina prawdę i o jasnej, i o mrocznej stronie naszych serc. Jasne i piękne w nas jest to, że mamy dobrą wolę. W zasadzie wszyscy chcemy być życzliwi, przyjaźni dla bliźnich i sprawiedliwi. Chcemy być dobrzy i chcemy miłować. Widzimy wartość bycia kimś, kto umie ustąpić i stara się budować zgodę i zaprowadzać pokój.

Niestety, nie jest to cała prawda o nas. Słowo Boże przypomina nam, że między ludźmi toczą się spory i wojny. Jednak najważniejsza linia frontu biegnie w sercu każdego człowieka. Naprzeciwko siebie stają w naszym wnętrzu dwa dążenia: by czynić dobro, które buduje, i by czynić zło, które niszczy. Z serca zatem pochodzą piękne i wielkie pragnienia. Ale to samo serce jest też „rezerwuarem” negatywnej energii, która znajduje upust w wadach i grzechach głównych, a także, ogólnie mówiąc, w pożądliwości i żądzach. Te ostatnie tym się charakteryzują, że skłócają człowieka z Bogiem i człowieka z człowiekiem. Narzucające się zło raz bywa ewidentne i wulgarne, kiedy indziej przybiera pozór dobra.

Apostoł Jakub twierdzi, że wystarczy przyzwolić na jakiś rodzaj zła, na przykład oddać się zazdrości czy ulec żądzy sporu, by wnet doświadczyć wszechogarniającego bezładu i by popaść we wszelki występek. „Gdzie bowiem zazdrość i żądza sporu, tam też bezład i wszelki występek” (Jk 3, 16). Św. Paweł w swym oglądzie wnętrza idzie jeszcze głębiej i wskazuje, co jest pierwszym ogniwem w łańcuchu zła i nieprawości. Twierdzi, że jeśli ktoś poznaje Boga (a każdy poznaje Go w dziele stworzenia), a nie oddaje Mu czci i nie dziękuje Mu, to fatalnym skutkiem takiego zaniechania (takiego grzechu) jest znikczemnienie myślenia i zaćmienie serca (por. Rz 1, 21-22).

  • Ludzie lekceważący Boga są nieuchronnie porywani przez wysoką falę „wszelakiej nieprawości, przewrotności, chciwości, niegodziwości”. Tak łatwo jest im oddawać się „zazdrości, zabójstwu, waśniom, podstępowi, złośliwości”. Św. Paweł mówi o nich: „potwarcy, oszczercy, nienawidzący Boga, zuchwali, pyszni, chełpliwi, w tym, co złe – pomysłowi, rodzicom nieposłuszni, bezrozumni, niestali, bez serca, bez litości” (Rz 1,29-31).

Niestety, pomysłowość ludzi w czynieniu zła jest niebywała i może przerażać. Przeraża też i poraża bezczelność w żywieniu nieprawych myśli i w przeprowadzaniu nikczemnych rozumowań i wniosków. Księga Mądrości opisuje, na jaki tok rozumowania wpadają ludzie bezbożni, gdy stykają się z człowiekiem pobożnym i autentycznie sprawiedliwym. Przede wszystkim doznają irytacji, oburzają się na człowieka pobożnego i poddają go strasznej próbie.

„Bezbożni mówili: Zróbmy zasadzkę na sprawiedliwego, bo nam niewygodny: sprzeciwia się naszym sprawom, zarzuca nam łamanie prawa, wypomina nam błędy naszych obyczajów. Zobaczmyż, czy prawdziwe są jego słowa, wybadajmy, co będzie przy jego zejściu. Bo jeśli sprawiedliwy jest synem Bożym, Bóg ujmie się za nim i wyrwie go z ręki przeciwników. Dotknijmy go obelgą i katuszą, by poznać jego łagodność i doświadczyć jego cierpliwości. Zasądźmy go na śmierć haniebną, bo – jak mówił – będzie ocalony” (Mdr 2,12.17-20).

– Aż trudno komentować ten jasny i precyzyjny tok nieprawego rozumowania! Zbyteczne wydaje się wykazywanie, jak wielka jest aberracja w myśleniu bezbożnych i do jakiego okrucieństwa potrafią się posunąć. To zdumiewające, że widok człowieka, który czci Boga i jest Mu wdzięczny, budzi w nich „uśpione demony”.

– Chyba z łatwością odkryjemy, że sytuacja opisana w Księdze Mądrości po wielekroć powtarzała się za sprawą bezbożnych ideologii XX wieku. Prześladowania wyznawców Boga dzieją się nadal; nie tylko w Chinach, ale także w Europie, choć w sposób nie tak brutalny, ale nadal bardzo dotkliwy. Benedykt XVI mówił niedawno w Bawarii (10. 09. 2006) o zagrożeniu dla współczesnego świata i dla tożsamości chrześcijańskiej, które płynie z pogardy dla Boga i z cynizmu. Bezczelni cynicy szydzą ze świętości, powołując się przy tym na prawo wolności.

„Czarne bagno”

Przywołane fragmenty Pisma Świętego ośmielają nas, by przypomnieć starą chrześcijańską tradycję, która nie waha się twierdzić, że po grzechu pierworodnym ulokowało się w ludzkiej duszy „czarne bagno”. A składa się na nie przede wszystkim samolubstwo, wola własna i nienawiść.

  1. Samolubstwo lubienie tylko siebie samego; to nierozumne pomijanie bliźniego, który jest przecież jakby częścią nas 1. Pawłowy obraz Kościoła jako Ciała, którego Głową jest Chrystus, dobrze uwydatnia to nasze wzajemne powiązanie i niemożność obchodzenia się jednych bez drugich (por. Ef 4, 15n).
  2. Drugi element „czarnego bagna” w nas to rodzaj obsesji, by pełnić jedynie wolę własną. Nie chodzi tu o bezcenny dar wolności i czynienie użytku z wolnej woli, ale o rodzaj zafiksowania na upartym (i nieraz demonstracyjnym) pełnieniu wyłącznie woli własnej. Każdemu z nas (co najmniej) zdarza się z uporem iść za jakąś własną myślą, emocją (impulsem, żądzą), nawet gdy widać, że wiedzie ona do zła. Satysfakcję czerpie się z tego, że jest to „moje”, własne, a nie czyjeś, dla czyjegoś dobra. Nie liczy się wtedy wola Boga i prawdziwe dobro własnej osoby. Wynosząc wolę własną ponad wszystko, człowiek zamyka się w swoim małym światku i karleje.
  3. Kwintesencją wszelkiej złości, do której człowiek czuje się pociągany, jest nienawiść. Skrywa się w niej demoniczna zabójcza moc (por. J 8,44). Nienawiść odrzuca drugiego, nie chce go widzieć, a nawet potrafi go zabić, złośliwymi słowami czy też dosłownie 2.

Żywioł zła, które pochodzi z ludzkiego serca (i od wrogich Zwierzchności „na wyżynach niebieskich” – por. Ef 6, 12) stanowi największe zagrożenie dla człowieka. To dlatego ludzie wszystkich kultur i religii podejmowali starania, by nie dać się pochłonąć czarnemu bagnu samolubstwa, „woli własnej” i nienawiści.

  • Człowiek, obdarowany podobieństwem do Boga i pragnieniem najwyższego Dobra, wie (wyraźnie czy jakoś), że wtedy rozkwita i staje się szczęśliwy, gdy jest miłowany i gdy miłuje. Tęskni za czystością serca i czynów. Czystość serca staje się jednak faktem wtedy, gdy wypełnia je miłość (a nie żądze, pożądania). Czystość serca – czystość płynąca z miłości – czyni człowieka zdatnym do zjednoczenia z Bogiem, który jest doskonale czysty, bo jest Miłością (por. 1 J 4, 16).

Jest na „to” sposób – rachunki sumienia

Dotychczasowe rozważanie prowadzi nas do zadania kilku praktycznych pytań. Co należy czynić, aby nie dać się zwyciężyć żywiołom zła? Jak oczyścić swoje serce z żądz i pożądań, a przynajmniej, jak skutecznie opierać się ich naporowi? Jak wypełnić swe serce Boską miłością, by żyć mądrze, w pokoju ducha, w zgodzie z innymi?

  • Najpierw to spostrzeżenie: z atakującym nas złem nie poradzimy sobie sami. Staje się to jasne w świetle refleksji nad złem, doświadczanym w własnym sercu i w świecie, a także w świetle słowa Bożego. Tylko otwierając się na zbawcze działanie Boga, możemy odnieść zwycięstwo nad grzesznym egocentryzmem, który zakrzywia nas ku sobie samym. Tylko Boska miłość może wyrwać nas z samolubstwa i przeprowadzić ku miłowaniu Boga i bliźnich. Podobnie rzecz się ma z upodobaniem w woli własnej i nienawiścią oraz z wszystkimi innymi żądzami. „Tylko Bóg może nas uratować”.

Rzeczywiście, Bóg wyciąga nas z czarnego bagna grzechu, żądz i rozpaczy, gdy daje nam Swego Syna, Jezusa Chrystusa. Wystarczy uchwycić wyciągniętą dłoń Zbawiciela. Dokonuje się to w akcie wiary w nieskończoną i miłosierną miłość Boga Ojca do nas. Nasze zbawienie pogłębia się, gdy codziennie spotykamy się z Bogiem na modlitwie, gdy rozważamy Jego Słowo, a także gdy spotykamy się z Jezusem w sakramentach świętych (zwłaszcza Chrztu, Pokuty i Pojednania oraz Eucharystii). Proces zbawienia, uświęcenia i jednoczenia z Bogiem w miłości dzieje się w czasie i wymaga określonych duchowych działań. Niektóre z nich winny być regularnie ponawiane. Szczególnie pomocne w zmaganiach z naporem zaborczych żądz są regularnie odprawiane rachunki sumienia. Jest to taka modlitwa, którą św. Jakub na pewno bardzo by pochwalił.

Św. Jakub mówi wprost i chyba z niemałą emocją:

„Prowadzicie walki i kłótnie, a nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie. Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz” (Jk 4, 3).

Tak, nie wystarczy modlić się jakkolwiek. Modlitwa może być chybiona, gdy polega na przychodzeniu do Boga z prośbą (czy nawet z żądaniem), by On zaspokajał nasze żądze. Chrześcijaninowi potrzebna jest również taka modlitwa, która na bieżąco ujawnia żądze, mające swe umiejscowienie w „czarnym bagnie” lub, jeśli kto woli, w mrocznej podświadomości. Żądz i pożądań na pewno nie należy maskować ani tym bardziej hołubić. Należy ujawniać je wobec siebie. Ale nie tylko to. Należy destrukcyjną „energię” żądz poddać Łasce, Miłości – i w tym sensie je wyeliminować.

Jeśli ktoś jest zainteresowany skuteczną walką z grzechem i oczyszczaniem sumienia z winy, to niech zechce bliżej poznać codzienny ogólny rachunek sumienia, proponowany przez św. Ignacego Loyolę. Zawiera on pięć punktów – pięć działań, które mają niebywałą skuteczność w strzeżeniu i odbudowywaniu naszego Przymierza Miłości z Bogiem 3. Jeśli zaś jesteśmy zainteresowani efektywną współpracą z Chrystusem nad oczyszczeniem swego serca z żądz, pożądań i wadliwych postaw, to poznajmy dokładniej i praktykujmy – niełatwy, ale bardzo pomocny – szczegółowy rachunek sumienia, proponowany też przez św. Ignacego 4.

 

Częstochowa, 24 września 2006      AMDG et BVMH            Krzysztof Osuch SJ

___________________________________________________

1 Tomasz Spidlik SI, U źródeł światłości, Wyd. Ks. Marianów, 1991, s. 196.
2 Por. Spidlik, tamże, s. 196 n.
3 Artykuł Georges Aschenbrenner SJ a także moje rozważanie
4 Św. Ignacy Loyola, Ćwiczenia duchowne, numery 22-32.

Oba rachunki sumienia omówione są m. in. w książce: Krzysztof Osuch SJ, Rachunek sumienia szczegółowy i ogólny. Jak codziennie ulepszać siebie, relacje z Bogiem i drugim człowiekiem

Podobne rozważanie w mojej książce BÓG tak wysoko Cię ceni… –

powiększ okładkę

Komentarze

komentarze 2 do wpisu “Mordercza zazdrość i inne żądze”

  1. Nie trzeba wiele, aby wieść życie naprawdę pobożne.
    Wystarczy wyakcentować w życiu duchowym pewne zasady i wprowadzić je w czyn.

    Pierwsza rada
    – to zdanie św. Pawła Apostoła: Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra (Rz 8,28). To prawda, że Bóg potrafi nawet zło przemienić w dobro, ale pod warunkiem, że człowiek będzie Mu oddany bez żadnych zastrzeżeń. A więc także i grzechy, od których nie zawsze cię Bóg zachowa, On w swej Opatrzności potrafi obrócić w dobro, jeśli Mu będziesz służył. I tak, gdyby król Dawid nie popełnił grzechu, to chyba nigdy by się nie zdobył na tak wielką pokorę. Także i Magdalena nie miłowałaby tak gorąco Jezusa, gdyby nie zostały jej przebaczone liczne grzechy. A Jezus nie przebaczyłby jej, gdyby ich nie popełniła.
    Rozważaj więc wielkie Boże miłosierdzie – ono przemienia nasze nędze w dzieło swojej dobroci i łaskawości. Ono z naszej złości i jadu nieprawości potrafi wysączyć zbawcze soki dla naszych dusz. Czyż więc On nie potrafi tego uczynić z naszych utrapień, trosk i doświadczeń? I dlatego nie trzeba dręczyć się utrapieniami, jakiekolwiek by one nie były, a tylko starać się z całego serca kochać Boga, a wszystko wyjdzie na dobre. Nawet nie trzeba za dużo przemyśliwać nad tym, co z tego będzie, kiedy to będzie i jakie to dobro będzie. Jeśli Bóg kładzie ci na oczy błoto niewiedzy, to nie po to, by pozbawić cię wzroku, ale byś lepiej widział i by cię uczynić wspaniałym, godnym miłości i podziwu wobec aniołów. Może Bóg chce, byś upadł, jak ongiś to uczynił ze św. Pawłem, który spadł z konia?
    Nie trać więc nadziei i odwagi z tego powodu, że upadasz, ale uczyń wielki akt pokory, ożywiając i odnawiając nadzieję. Tracić otuchę i niecierpliwić się po upadku — to sztuczka i zasadzka nieprzyjaciela, to oddanie mu broni i pozwolenie mu na odniesienie zwycięstwa. A więc nie czyń nigdy tego, gdyż łaska Pana zawsze jest gotowa, by cię podźwignąć.
    Druga rada
    Niech ona będzie wyryta w twej duszy: Bóg jest naszym Ojcem. Czy jest więc sens bać się takiego Ojca, który powiedział i zapewnił nas, że bez Jego woli i Opatrzności nawet włos z głowy nam nie spadnie? Jest to naprawdę wspaniałe, że będąc dziećmi takiego Ojca, mamy i powinniśmy spełniać kolejne zadanie: kochać Go i służyć Mu! Wypełniaj więc swoje obowiązki i nie martw się o nic więcej. Zobaczysz, że gdy tak będziesz układał swoje życie, to Jezus sam zatroszczy się o ciebie. „Myśl o Mnie, a ja będę myślał o tobie” — powiedział kiedyś Jezus do św. Katarzyny ze Sieny. A Mędrzec powiada: „Ojcze Odwieczny, Twoja Opatrzność rządzi wszystkim” (por. Mdr 14, 3).
    Trzecia rada
    Trzeba zachowywać to, o czym nauczał Boski Mistrz, gdy mówił do swoich uczniów: „Czy brak wam było czego?” (Łk 22, 35). Warto dobrze się nad tym tekstem zastanowić i rozważyć go. Bez pieniędzy, bez obuwia, bez ubrania – tylko w jednej tunice posłał Jezus swych uczniów w świat. I potem mówił do nich: „Czy brak wam było czego, kiedy was posyłałem bez trzosa, bez torby i bez sandałów?” (Łk 22, 35). A oni odpowiedzieli, że niczego im nie brakowało. Dlatego i tobie to samo powiadam, że kiedy ogarnia cię zmęczenie i zniechęcenie, i nie odczuwasz żadnej ufności względem Boga, to czy ten trud powalił cię kiedy? Odpowiesz mi z pewnością, że nie. I dlatego pragnę dodać: czemu więc nie starasz się ochoczym sercem pokonać przeciwności? Jeśli cię Bóg nie opuścił w przeszłości, to jakże mógłby cię opuścić w przyszłości? Przecież w przyszłości będziesz do Niego należał bardziej, niż w przeszłości. Nie trzeba więc trwożyć się tym, co w przyszłości ma się stać w świecie. Może ono (zło) w ogóle nie przyjdzie? A choćby przyszło, to Bóg da ci siły do wytrzymania i zniesienia go. Boski Mistrz polecił św. Piotrowi, by szedł po falach morskich. Św. Piotr uląkł się, gdy zawiał wiatr i zaczął tonąć. A Boski Mistrz podał mu rękę i rzekł z wyrzutem: „Małej wiary, czemu zwątpiłeś?” (Mt 14, 31). Jeśli Bóg każe nam chodzić po wzburzonych falach, to nie trzeba wątpić, nie trzeba się lękać. Bóg jest z tobą, a ty miej odwagę, a cieszyć się będziesz wolnością.
    Czwarta rada
    Czwarta rada dotyczy wieczności. Dla dzieci Bożych bardzo małe znaczenie ma to krótkie życie, które przemija, gdyż przez wieczność będziemy żyli w chwale Bożej. Zastanów się więc, czy idziesz właściwą drogą do wieczności, czy już stawiasz swoją stopę na tej drodze. Oby w tym kierunku szły twoje nogi i byś był szczęśliwy, bo nie ma znaczenia życie w tym przemijającym i niespokojnym świecie.
    Piąta rada

    Chciałbym, aby ona na zawsze była w twoim umyśle wyryta. Jej treścią są słowa z listu św. Pawła do Galatów: „Co do mnie, nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa” (6,14). Zachowaj w sercu Jezusa Ukrzyżowanego, a wszystkie krzyże świata wydadzą się tobie różami. Kolce korony cierniowej Zbawiciela, które raniły Jego głowę i ranią także naszą, nie spowodują w żaden sposób innych ran.
    Dopóki będzie choćby jedna kropelka krwi w naszym ciele, dopóty będzie trwała walka między dobrem a złem. Próby, jakim cię poddaje i jakimi cię doświadcza Pan, są wyróżniającym znakiem Jego szczególnego umiłowania i jakby drogocenną perłą dla twej duszy. Te wszystkie trudności przeminą bardzo szybko, jak przemija zima, a po niej nastaje wiosna. Także i po naszym życiu doczesnym, które tak szybko przemija, nastanie niekończąca się wiosna, która będzie tym bogatsza i piękniejsza, im więcej było nawałnic i burz.
    Święty Ojciec Pio z Pietlerciny

  2. góral-53 pisze:

    Ojcze! Twoje rozważanie i słowa w mim zawarte przywołują mi do serca świeżą sprawę mojego znajomego ks.Marcina SDB. Kapłana skromnego,pokornego, o wielkim sercu i charyzmacie w wychowaniu ludzi młodych.A Jego rozważania Ośmiu Błogosławieństw, przez osiem dni spływu kajakowego na rzece Drawie, które spędziłem wraz z Nim i młodzieżą z Lubina głęboko w sercu moim zakorzeniły się i wydały duchowy owoc w przeżywaniu Absolutu w przyrodzie.Jestem dumny, że Go poznałem.

Zostaw odpowiedź