O NADZIEI szukającej JEZUSA (córka Jaira i chora na krwotok)

9 lipca 2018, autor: Krzysztof Osuch SJ

 „Czasami doświadczamy w życiu duchowym takiej martwoty, że sami nie jesteśmy w stanie obudzić się z letargu grzechu. Potrzebujemy dotknięcia Jezusa – aby przyszedł i ujął nas za rękę jak zmarłą córkę Jaira. Lub aby Jego moc nas uzdrowiła jak kobietę cierpiącą na krwotok, która przedarłszy się przez tłum, dotknęła frędzli Jego płaszcza.

Dzięki darowi Eucharystii nie musimy przeciskać się przez tłumy, by ukradkiem chwycić się szaty Jezusa. Dotykamy Jego Ciała. Więcej – spożywamy je. W Jego Ciele jest nasze zdrowie”[2].

„Gdy Jezus mówił, pewien zwierzchnik synagogi przyszedł do Niego i, oddając pokłon, prosił: Panie, moja córka dopiero co skonała, lecz przyjdź i włóż na nią rękę, a żyć będzie. Jezus wstał i wraz z uczniami poszedł za nim. Wtem jakaś kobieta, która dwanaście lat cierpiała na krwotok, podeszła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza. Bo sobie mówiła: żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa. Jezus obrócił się, i widząc ją, rzekł: Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła. I od tej chwili kobieta była zdrowa. Gdy Jezus przyszedł do domu zwierzchnika i zobaczył fletnistów oraz tłum zgiełkliwy, rzekł: Usuńcie się, bo dziewczynka nie umarła, tylko śpi. A oni wyśmiewali Go. Skoro jednak usunięto tłum, wszedł i ujął ją za rękę, a dziewczynka wstała. Wieść o tym rozeszła się po całej tamtejszej okolicy” (Mt 9,18-26).

(Mk 5,21-43)
Gdy Jezus przeprawił się z powrotem w łodzi na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła. Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd na Niego napierał. A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele przecierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Słyszała ona o Jezusie, więc przyszła od tyłu, między tłumem, i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa. Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości. A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: Kto się dotknął mojego płaszcza? Odpowiedzieli Mu uczniowie: Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto się Mnie dotknął. On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta przyszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, upadła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości! Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela? Lecz Jezus słysząc, co mówiono, rzekł przełożonemu synagogi: Nie bój się, wierz tylko! I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego. Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Wobec zamieszania, płaczu i głośnego zawodzenia, wszedł i rzekł do nich: Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi. I wyśmiewali Go. Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca, matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: Talitha kum, to znaczy: Dziewczynko, mówię ci, wstań! Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym nie wiedział, i polecił, aby jej dano jeść.

 

Śmierć jak sen

Móc spotykać się z Jezusem, to jedno z naszych wielkich i pięknych pragnień. Właściwie każdy fragment Ewangelii może stać się „miejscem” spotkania. Szczególnie pomocne są te strony Ewangelii, na których pojawiają się różne osoby szukające kontaktu z Jezusem. Te osoby w pewnym sensie dzieląc się z nami swoim doświadczeniem, podprowadzają nas do Jezusa, dodają nam odwagi. Tym razem pewną usługę chce nam oddać ojciec zmarłej córki, a także kobieta nękana wieloletnią chorobą.

Ojciec tyle co zmarłej dziewczynki był zwierzchnikiem synagogi. Nie wiemy, czy było to jego pierwsze spotkanie z Rabbim z Nazaretu. W każdym bądź razie na tyle znał Jezusa i tak bardzo wierzył w Jego moc, iż spodziewał się po Nim rzeczy po ludzku absolutnie niemożliwej; wierzył, że Jezus, jeśli tylko zechce, przywróci życie jego ukochanej córeczce. Wielkie cierpienie i wielka wiara sprawiły, że przyszedł do Jezusa i, oddając pokłon, prosił: Panie, moja córka dopiero co skonała, lecz przyjdź i włóż na nią rękę, a żyć będzie. – Chciałoby się wykrzyknąć: Co za wiara, co za pewność!

Jezus odpowiedział natychmiast: wstał i wraz z uczniami poszedł za nim.

  • Chciejmy już w tym momencie wyciągnąć jakiś pożytek duchowy. Otóż Jezus także dzisiaj wobec nas reaguje w podobny sposób. Od razu wstaje i przychodzi, gdy ktoś zwraca się do Niego z prośbą! Bez ociągania śpieszy z pomocą. I wtedy, i dzisiaj ludzkie biedy i ufna wiara oraz wypowiadane prośby – poruszają Jezusa do głębi!

Daremne kuracje i zasadna nadzieja 

Jezusowi pilnie śpieszącemu do zmarłej dziewczynki weszła w drogę udręczona kobieta.

Wiemy o niej, że leczyła się dwanaście lat. Na lekarzy wydała całe mienie. A efekt był taki, że – jak dokładniej opisuje to inny Ewangelista – miała się jeszcze gorzej (por. Mk 5, 21-43). W jej zachowaniu przez te wszystkie lata chorowania i poddawania się różnym kuracjom uderza to, że wciąż ożywiała ją nadzieja. Nie poddawała się. Była gotowa walczyć do końca.

W tej cierpiącej kobiecie widać jak na dłoni właściwy człowiekowi duchowy dynamizm, który każe nie poddawać się i nie rezygnować pomimo gorzkich rozczarowań! Nie zawsze tak jest, ale tym razem widać, że pełne nadziei poszukiwania kończą się dobrze; schorowana kobieta nie dość, że odzyskuje zdrowie, to jeszcze odkrywa drogocenny skarb, jakim jest Jezus i Jego Ewangelia o wiecznym życiu i szczęściu.

  • To sam Bóg, nasz Stwórca i Budowniczy (por. Iz 62, 5), wpisał w serce człowieka pęd do życia, do trwania, do szczęścia. To dlatego wszyscy w głębi serca wiemy, że stworzeni i powołani jesteśmy do „życia niczym nie umniejszonego”! I że mamy nie tylko prawo, ale i obowiązek, żywić nadzieję na osiągnięcie wielkiego dobra. Na Pełnię Dobra.

To prawda, że atakują nas różne niszczycielskie żywioły: lęków, smutków, słabości, przygnębienia… Jest też przed nami perspektywa nieuchronnej śmierci…, ale temu wszystkiemu i tak przeciwstawia się potężnie zwycięska tęsknota za życiem w pokoju oraz nadzieja na radość i szczęście! Te nasze śmiałe tęsknoty i spodziewanie się dóbr wielkich mają swe źródło w tym, że stworzeni jesteśmy na obraz i podobieństwo samego Boga!

  • Zapytajmy retorycznie: Czy ludzkie osoby – podobne do samego Boga, przez Niego chciane i kochane – nie miałyby żywić wielkich pragnień? Czy mogłyby nie odczuwać wielkich tęsknot? Czy nasze serca mogłyby nie odczuć wewnętrznego rezonansu, gdyby Bóg zwrócił się do nas ze słowami wielkich obietnic? A przecież zwraca się. I to nieustannie, po wielekroć, od samego początku – od obietnicy danej pierwszym rodzicom zaraz po upadku (por. Rdz 3, 14-15).

Spełnieniem wszystkich obietnic danych w Starym Testamencie, a zarazem szczytową Obietnicą Boga Ojca wobec na ludzi jest Jezus Chrystus! On Sam – będąc już spełnieniem wielu obietnic Starego Testamentu, a zarazem stanowiąc Nową Obietnicę, której spełnienie dokona się w wiecznym Królestwie Ojca – na wiele sposobów zapewniał, że zdolność żywienia nadziei nie jest w człowieku daremna i bezprzedmiotowa. On nas z pasją przekonywał, w słowach i czynach, że ludzka nadzieja, widoczna w wielkich pragnieniach, nie jest urojeniem, ale ma swoją podstawę. To Sam Bóg Ojciec tak ukształtował głębię naszych serc, że są one otwarte na wielkie Dobra i przyjmują je, gdy są zaofiarowane jako Dobra Nowina o wiecznym Życiu i Szczęściu.

  • Bądźmy zatem, i to bez zahamowań i zwątpień, ludźmi wielkich pragnień i niezachwianej nadziei.
  • Nie dajmy sobie przesłonić ani odebrać wielkich dóbr, które Jezus nam obiecuje.
  • Chłońmy to, co Jezus obiecuje nam w tylu przypowieściach, a uwiarygodnia w każdym uzdrowieniu, a przede wszystkim w tym przełomowym wydarzeniu, jakim jest Jego Zmartwychwstanie.

Eucharystia – szczytowe Spełnienie i Obietnica

Sprawując Eucharystię, wierzymy i przeczuwamy, że jest to Sakrament najwspanialszy… Czy nie jest On jednak przede wszystkim właśnie jedną Wielką Obietnicą? Jezus wyraził ją w takim zapewnieniu:

„Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.  Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem.  Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim” (J 6, 54-56).

To przede wszystkim w Eucharystii, gdy w Komunii świętej przyjmujemy naszego Pana i Zbawiciela, otrzymujemy pewność życia wiecznego, pewność wskrzeszenia ze śmierci do życia; a także pewność tego, że przyjąwszy Komunię świętą, ja trwam w Jezusie, a On trwa we mnie (por. J 15, 4 n)!

  • Pewności wypływającej z Eucharystii możemy się uchwycić oburącz!
  • Ta pewność winna odmienić barwę naszego codziennego istnienia. Bo przecież mamy powody do większej radości niż osoby z dzisiejszej Ewangelii.
  • Czyż nie tak, skoro Jezusa nie tylko odnajdujemy „gdzieś” przed sobą czy obok siebie, ale On znajduje się w nas, a my w Nim?

Największe szczęście

„Ci, którzy Mnie odnajdują, – mówił Jezus do Gabrieli Bossis – posiadają największe szczęście, jakie można mieć na ziemi, moja córeczko; trzeba Mnie jednak szukać, nie raz czy dwa, ale nieustannie, bo wasza słabość nieustannie traci Mnie wskutek roztargnień życia codziennego. A oczy, które na Mnie patrzą, zaczynają patrzeć w inną stronę… i uwaga, której oczekiwałem, kieruje się na zupełnie inny przedmiot. Wtedy oddalam się… a wy powinniście poszukiwać Mnie na nowo. Szczęśliwe poszukiwanie! Bo jesteście pewni, że Mnie odnajdziecie. O, gdybyście mogli Mnie zachować tak, jak Ja was zachowuję w Sobie!”

Czy wiesz, że nie opuszczam cię ani na chwilę, moje małe stworzenie, uczynione moimi rękami? Wiesz, że pomimo twych braków jesteś moim umiłowanym dzieckiem. Czy więc za wiele wymagam, gdy oczekuję od ciebie życia wewnętrznego ze Mną we wszystkich chwilach twego dnia? Żebyś oddała Mi wszystko, nie wracając do siebie? Żebyś zakorzeniła się w moim sercu, działając tylko po to, by Mi sprawić przyjemność i pocieszyć je nie pozwalając rozdzielić naszych dwóch serc. Czy to za dużo prosić cię, byś trochę zapomniała o sprawach tego świata i żebyś już naprzód żyła życiem tamtego świata? Żebyś więcej przebywała w towarzystwie świętych i aniołów, którzy pomogą ci zbliżyć się, nauczyć się języka miłości nieba.

‚Chwała, cześć i błogosławieństwo naszemu Bogu, po trzykroć Świętemu’. Ileż może być wariacji na ten temat…

Życie w niebie! Spoglądaj na nie często, ponieważ to życie jutra, ponieważ ono tylko się liczy, bo to Ja, Ja do ciebie mówię. A wiesz, jak bardzo pragnę dać wam to niebo, ponieważ wszystkie moje cierpienia zniosłem dla tego celu. Gdybyś o tym wiedziała, stałabyś się świętą tylko po to, by zaspokoić to pragnienie. A Ja towarzyszę twym wewnętrznym poruszeniom, tak jak skąpiec uczestniczy w grze, w której może wygrać”[3].

 

Częstochowa, 4 lipca 2011


[1] Rozważanie opublikowane w mojej książce: Przyjdę niebawem, WAM 2012.

[2] Łukasz Kubiak OP, „Oremus” lipiec 2005, s. 19

[3] Gabriela Bossis, ON i ja, Rozmowy duchowe Stwórcy ze stworzeniem. Wyd. Michalineum, t. 2, nr 258. Dostępne online http://www.objawienia.pl/gabriela/gabriela-spis.html

Rozważanie pochodzi z książki o. Krzysztof Osuch SJ pt.: Przyjde niebawem. Rozważania na czas kryzysu, lęku i powrotu Jezusa

PRZYJDĘ NIEBAWEM

 

Komentarze

komentarze 4 do wpisu “O NADZIEI szukającej JEZUSA (córka Jaira i chora na krwotok)”
  1. Ewa pisze:

    Dwie refleksje związane z dzisiejszą Ewangelią…wiara i dotyk.

    1/Jak bardzo mocną trzeba mieć wiarę,aby uwierzyć,że dotknięcie szaty Jezusa uzdrowi, jak bardzo trzeba ufać,żeby prosić Jezusa o cud wskrzeszenia zmarłego już dziecka …
    Jezus spełnia pragnienia kobiety cierpiącej na krwotok i Jaira – Jego dotyk uzdrawia i ożywia.

    A co z wiarą,gdy po ludzku Jezus nie wysłuchuje naszych próśb,gdy nie spełnia naszych pragnień – jak bardzo trzeba ufać,że Jezus działa z mocą w naszym życiu również wtedy,gdy nie widzimy efektów naszych modlitw,jak bardzo trzeba wierzyć,że właśnie w ten sposób Jezus nas do czegoś przygotowuje.

    2/Dotyk …w różnych wymiarach i płaszczyznach

    Dotyk Boga uzdrawia..czy potrafię prosić i przyjmować uzdrawiający dotyk Boga?
    …Dotyk człowieka niejednokrotnie rani Boga i człowieka… który jak Tomasz pragnie dotknąć ran Jezusa,a więc Go zranić. Jezus na to zezwala, bo kocha i pragnie człowieka uzdrowić.

    Czy potrafię być podobna do Jezusa w przyjmowaniu takiego raniącego dotyku, czy sama ranię drugiego?
    Jak dotykam Boga i człowieka…czy z miłością, czy jest to dotyk raniący?

    Panie przymnóż mi wiary i naucz ufać i kochać jak TY nas kochasz,nawet wtedy,gdy inni ranią…

  2. s.Katarzyna pisze:

    W dzisiejszym Słowie Bożym” Jair i kobieta cierpiąca na krwotok podprowadzają nas do Jezusa”.

    Jair kochający ojciec pewnie oczekiwał ,że wkrótce przeżyje radosną chwilę zaręczyn swojej 12 letniej córki ,a ona mu skonała. W Izraelu w wieku 12 lat odbywały się zaręczyny dziewczyny ze swoim narzeczonym.Jair zwierzchnik synagogi kierowany miłością i wiarą w geście adoracji „oddając Jezusowi pokłon prosi Go, aby przyszedł i położył rękę, a ona będzie żyje”. Jego pokorna wiara serca zaprowadza Jezusa do córki, którą przywraca Życiu!PRZYCHODZI PAN ŻYCIA!
    .WYDARZAJĄ SIĘ PRAWDZIWE ZAŚLUBINY OBLUBIEŃCA Z OBLUBIENICĄ !

    Zastanowiło mnie, że św.Marek podkreśla” kobieta 12 lat cierpiała na krwotok i wiele wycierpiała od różnych lekarzy”. Dopiero spotkanie z JEZUSEM PRAWDZIWYM LEKARZEM w geście DOTYKU bliskości – PRZYNOSI JEJ ZYCIE.
    I my w EUCHARYSTII dotykamy samego Jezusa i możemy śmiało powiedzieć za Oblubienicą z Pieśni nad Pieśniami „MÓJ MIŁY JEST MÓJ, A JA JESTEM JEGO”

Zostaw odpowiedź