WIARA – setnika i nasza

30 czerwca 2018, autor: Krzysztof Osuch SJ

Jak zawsze, tak i tym razem, na szczególną uwagę zasługuje Jezus Chrystus! Przypatrzmy się i podziwiajmy, jak On chętnie „się fatyguje”, odpowiadając na prośby, na potrzeby… Bez wahania trudzi się i męczy dla człowieka w potrzebie. Zawsze chętnie reaguje na najmniejszą prośbę, nawet jeśli – dla Jemu znanych racji, na pewno dla naszego dobra – każe prośbę ponawiać… W wielu mistycznych tekstach (świadectwach), oprócz Ewangelii, znajdujemy potwierdzenie Jezusowej wielkoduszności wobec człowieka w potrzebie, w cierpieniu!

Gdy Jezus wszedł do Kafarnaum, zwrócił się do Niego setnik i prosił Go, mówiąc: Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi. Rzekł mu Jezus: Przyjdę i uzdrowię go. Lecz setnik odpowiedział: Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: Idź! – a idzie; drugiemu: Chodź tu! – a przychodzi; a słudze: Zrób to! – a robi. Gdy Jezus to usłyszał, zdziwił się i rzekł do tych, którzy szli za Nim: Zaprawdę powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary. Lecz powiadam wam: Wielu przyjdzie ze Wschodu i Zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim. A synowie królestwa zostaną wyrzuceni na zewnątrz – w ciemność; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”. Do setnika zaś Jezus rzekł: „Idź, niech ci się stanie, jak uwierzyłeś”. I o tej godzinie jego sługa odzyskał zdrowie. Gdy Jezus przyszedł do domu Piotra, ujrzał jego teściową, leżącą w gorączce. Ujął ją za rękę, a gorączka ją opuściła. Potem wstała i usługiwała Mu. Z nastaniem wieczora przyprowadzono Mu wielu opętanych. On słowem wypędził złe duchy i wszystkich chorych uzdrowił. Tak oto spełniło się słowo proroka Izajasza: „On przyjął nasze słabości i dźwigał choroby” (Mt 8,5-17).

Spotykamy dzisiaj – oprócz samego Jezusa – jeszcze inne osoby… Na pierwszy plan wysuwa się rzymski urzędnik. Wcale tego nie oczekiwał. Chciał jedynie uzyskać pomoc dla swego sługi bardzo cierpiącego i bliskiego śmierci (jak czytamy w innym opisie, u św. Łukasza 7). Setnik był pewny – wierzył – że Jezus odpowie na jego prośbę. Więcej, spodziewał się, że uczyni to na odległość. Dla dwóch powodów. Po pierwsze ten wyróżniony przez Jezusa Rzymian nie czuł się godny, aby wielki Uzdrowiciel wszedł pod jego dach… A pod drugie? Właśnie! Ten trzeźwo myślący Rzymianin potrafił sprawnie odkryć i niejako wyczytać z czynów i nauki  Jezusa więcej niż Żydzi, zda się świetnie do tego przygotowani (choćby proroctwami). Choć setnik nie wyznał (wprost) Bóstwa Jezusa, to jednak jest głęboko przekonany, że ma do czynienia z kimś wyjątkowym – mającym nieziemską władzę… Nieporównanie większą niż setnik wobec podległych mu żołnierzy.

  • Czy my, którzy już tyle „napatrzyliśmy się” – dzięki czytanym Ewangeliom, medytacjom i kontemplacjom Osoby Jezusa i Jego czynów – mamy sprawność poznawczą setnika i jego zdecydowanie w okazywaniu wiary i zaufania komuś takiemu jak Jezus?
  • Czy ufnie i pokornie przychodzimy do Niego ze wszystkim, co jest trudne dla nas osobiście i dla osób nam bliskich, cierpiących?
  • Czy i kiedy w ostatnim czasie – i o co – i z jaką wiarą – prosiliśmy Pana Jezusa? Czy jesteśmy pewni, że zostaliśmy wysłuchani, nawet jeśli nie otrzymaliśmy (dokładnie) tego, o co prosiliśmy? (por. Łk 11, 13).

Jak zawsze, tak i tym razem, na szczególną uwagę zasługuje Jezus Chrystus! Przypatrzmy się i podziwiajmy, jak On chętnie „się fatyguje”, odpowiadając na prośby, na potrzeby… Bez wahania trudzi się i męczy dla człowieka w potrzebie. Zawsze chętnie reaguje na najmniejszą prośbę, nawet jeśli – dla Jemu znanych racji, na pewno dla naszego dobra – każe prośbę ponawiać… W wielu mistycznych tekstach (świadectwach), oprócz Ewangelii, znajdujemy potwierdzenie Jezusowej wielkoduszności wobec człowieka w potrzebie, w cierpieniu!

To może wydać się nam niesamowite i niebywałe, ale tak jest naprawdę, że Pan Jezus ciągle nas widzi! Jest z nami i nasłuchuje mowy naszych serc. Nic Go też w nas nie zniechęca. Żadna nasza życiowa sytuacja, choćby najtrudniejsza, nie przerasta Jego możliwości. Nic Go w nas nie gorszy ani nie dziwi. A jeśli się czemuś dziwi, to jedynie (czy najchętniej), widząc naszą… wiarę. Wzrusza Go cud wiary i odbudowanej ufności do Jego Boskich atrybutów – Wszechmocy, Miłości i Miłosierdzia! Nasza ufna wiara zadziwia Go i wywołuje uznanie – szczerą pochwałę. Wzrusza Jego Serce. Zachwyca Jezusa to, że potrafimy – po pokonaniu pokładów niedowierzania i nieufności – zwracać się do Niego w każdej sytuacji. I w trudnej, i wtedy, gdy jesteśmy szczęśliwi, a przychodzimy, by Mu o tym powiedzieć.

  • Popatrzmy, tyle spotkań z Jezusem zostało tak pięknie opisanych i i przekazanych nam w Ewangeliach tak skutecznie, poprzez wieki. Po co właściwie? – Po to, żebyśmy doskonalili „sztukę wiary”, sztukę osobistego spotykania się z naszym Panem i Zbawicielem.
  • Przyznajmy, wiara w Jezusa Chrystusa – i Jezusowi – jest czymś dziecięco prostym i najmądrzejszym. Jest też „czystym” realizmem – trzymaniem się faktów, świadczących o tym, że Bóg kocha człowieka i że dla każdego z nas angażuje swoją Wszechmoc i Dobroć!
  • Jest też prawdą, że nasza wiara (każdej osoby) ma swoją historię, nierzadko długą i burzliwą. Jedynie stopniowo jesteśmy „wyciągani” z zamknięcia w sobie i świecie. Duch Święty cierpliwie przeprowadza nas od własnych iluzji do Bożej wizji; od głupoty do mądrości; od pychy do postawy pokory, otwartej na Wszechmoc i Miłość Jezusa. 

Duch Jezusa Chrystusa różnorako wchodził w nasze życie i zapraszał do najważniejszej postawy serca: do wiary, która jest jak podanie ręki małego dziecka – Bogu Ojcu. Jakże bardzo wszystkim nam potrzeba, i to co dzień na nowo, tego najprostszego gestu: móc ufnie ująć ku nam wyciągniętą dłoń Boga Ojca. Dłoń mocną, przyjazną i tulącą do serca.

W 1675 roku Pan Jezus w kolejnej już wizji stanął przed św. Marią Małgorzatą Alacoque, wskazał na swoje Serce w płomieniach i powiedział do niej:

„Oto Serce, które tak bardzo umiłowało ludzi”.

– Wiadomo, były to płomienie symbolizujące wielką Miłość Jezusowego Serca. Jego Serce czeka na odwzajemnienie! Wiemy, że my sami nie potrafimy sprawić, by nasze serca płonęły ogniem Boskiej miłości. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy uwierzyli, że taką Miłość może nam dać Jezus. On ma taką moc. Wystarczy prosić Go o dar miłości. Prosić, jak prosi dziecko. Prosić, jak mędrzec, który wie, gdzie bije niewyczerpalne źródło miłości. Prosić wreszcie, jak realista, który wie, czego mu najbardziej brakuje i kto może mu to dać.

Częstochowa, 1 grudnia 2014     AMDG et BVMH   o. Krzysztof Osuch SJ

Zostaw odpowiedź