EUCHARYSTIA. „Panie, do kogóż pójdziemy?”

30 maja 2018, autor: Krzysztof Osuch SJ

Wprowadzaniu ludzi w wielki świat Boga towarzyszy niedowierzanie, zwątpienie i wręcz odejście wielu! To zdumiewa i dziwi. Wydawałoby się, że Jezusowa propozycja w pełni zasługuje na to, żeby być przyjętą radośnie i wielkodusznie. Czyż nie w podskokach winien każdy wchodzić w stojący otworem świat Boga i Jego trynitarnej Miłości?

Zamiast tego widać, jak człowiek, wtedy i dzisiaj, opiera się, zapiera się i wręcz wpiera się w swoją biedną ziemię. Pierwsze odruchy bywają niestety takie, że my ludzie chowamy się w urządzonym po swojemu zaścianku samej tylko doczesności…

Znalezione obrazy dla zapytania «Czyż i wy chcecie odejść?

W synagodze w Kafarnaum Jezus powiedział: Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem.

(…) A spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli, wielu mówiło: «Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?» Jezus jednak świadom tego, że uczniowie Jego na to szemrali, rzekł do nich: «To was gorszy? A gdy ujrzycie Syna Człowieczego, jak będzie wstępował tam, gdzie był przedtem? Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem. Lecz pośród was są tacy, którzy nie wierzą». Jezus bowiem na początku wiedział, którzy to są, co nie wierzą, i kto miał Go wydać.

Rzekł więc: «Oto dlaczego wam powiedziałem: Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli mu to nie zostało dane przez Ojca».

Odtąd wielu uczniów Jego odeszło i już z Nim nie chodziło. Rzekł więc Jezus do Dwunastu: «Czyż i wy chcecie odejść?» Odpowiedział Mu Szymon Piotr: «Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga» (J 6,55; 60-69).

Ewangelia opowiada o poważnym kryzysie, który dotknął uczniów Jezusa. W ewangelii zostało wyraźnie wskazane, co ten kryzys wywołało. Rzecz sama w sobie jest szokująca i chciałoby się zawołać: o zgrozo! Oto poważny kryzys został wywołany jasną zapowiedzią wielkiego i tajemniczego Daru, który dzisiaj oznaczamy słowem: Eucharystia!

Niebotyczny Dar

Wybiła jedna z wielkich godzin (będzie ich więcej)! Jezus uznał, że już może odsłonić jedną z największych tajemnic. Czyżby się jednak się pomylił, wybierając właśnie ten moment, by powiedzieć, że Ciało Jego jest prawdziwym pokarmem, a Krew Jego jest prawdziwym napojem? Czy należało jeszcze poczekać i jeszcze lepiej przygotować uczniów na tak wielki Dar? Istotnie, jest On „niebotyczny”, bo z Nieba pochodzi i Nieba (w nim) nie tylko dotykamy, lecz w siebie je bierzemy. Jako duchowy – od Ducha Bożego dla ducha ludzkiego – Pokarm i Napój!

W Sakramencie Eucharystii Jezus daje śmiały przystęp do Siebie ludziom wszystkich wieków. W Niej sprawowana będzie zbawcza Ofiara. Jej świadkowie stawać się będą uczestnikami Świętej Uczty (sacrum convivium). W języku osobowych relacji taki Dar oznacza (mówi), że Jezus Chrystus swych uczniów bardzo miłuje, do końca. Oto niepojęta i zda się szalona forma wyrażenia nieskończonej Miłości Boga do człowieka! – A co na to obdarowani? W pierwszym odruchu zdobyli się tylko na tyle, by stwierdzić: Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać? Za trochę wielu odejdzie, ale znajdzie się i taki, który w imieniu pozostających i pozostałych powie: Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga.

  • Tak, wprowadzaniu ludzi w wielki świat Boga towarzyszy niedowierzanie, zwątpienie i wręcz odejście wielu! To zdumiewa i dziwi. Wydawałoby się, że Jezusowa propozycja w pełni zasługuje na to, żeby być przyjętą radośnie i wielkodusznie. Czyż nie w podskokach winien każdy wchodzić w stojący otworem świat Boga i Jego trynitarnej Miłości? Zamiast tego widać, jak człowiek, wtedy i dzisiaj, opiera się, zapiera się i wręcz wpiera się w swoją biedną ziemię. Pierwsze odruchy bywają niestety takie, że my ludzie chowamy się w urządzonym po swojemu zaścianku samej tylko doczesności…
  • Owszem, można by takie zachowanie ludzi uznać za rodzaj miłości do Ziemi – do tego, co uchwytne i konkretne, a przy tym fascynujące i piękne. No i dane przecież przez samego Stwórcę.
  • Czy mamy jednak prawo stawiać granice wielkoduszności Boskiego Dawcy? A ponadto, czy nasze pragnienia – byle tylko dokopać się do ich oryginalnego brzmienia – nie tęsknią do czegoś o wiele lepszego niż to, co dać nam może sama doczesność i ziemia?
  • A gdyby te ostatnie stwierdzenia wydały się nam nieco sztuczne i nie dość przekonujące, to pomyślmy, co tak naprawdę czujemy w nieuchronnym zderzeniu z faktem przemijania i co dzień doświadczanej radykalnej kruchości naszego bytu!
  • Kto z nas – przyskrzyniony podobnie jak św. Piotr – nie wyzna z nim razem: Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga.

Uradujmy się tym, że w Jezusie Chrystusie zstępuje do nas sam Bóg. W Jego Świetle widać „rzeczy” stare i nowe, które przerastają nasze wyobrażenia i najśmielsze wizje… Otwierając Księgę Jezusowej Ewangelii, naprawdę wkraczamy w świat Boskich myśli, dróg i planów. A styl życia Emanuela, Boga pośród nas, jawi się z jednej strony jako bardzo zwyczajny i ludzki, zaś z drugiej strony stanowi on rodzaj dobroczynnej prowokacji. Pan wzywa nas do nieustannego transcendowania ograniczeń właściwych doczesności i pójścia znacznie dalej – w Boską Dal (por. Hi 36, 16).

– Czy powyższe stwierdzenia miałyby bulwersować nas i oburzać? Czy to źle, że Ktoś od nas nieskończenie Większy, a jednocześnie będący na tym świecie, choć nie z tego świata (por. J 8, 23) odsłania nam Boski Horyzont? Czy to źle, że nas – ledwie raczkujących w istnieniu (i pod każdym innym względem) – bierze On za rękę i prowadzi, jak pasterz swe owce? I uczy patrzeć ku temu, „co w górze” (por. Kol 3, 1)! Cóż zrobilibyśmy sami, poddani ziemskiemu ciążeniu i przytłoczeni ciężarem grzechów?

Nieskończona Miłość

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że Jezus bardzo miłuje swoich uczniów. To Jego niewyczerpalna miłość sprawia, że wtedy i dzisiaj z wielką cierpliwością objaśnia, jaki jest Ojciec, Jego i nasz. I jak wielkimi darami pragnie On nas obdarować! Z podobną cierpliwością poucza, jak żyć warto i należy…

Zauważmy jednak, że Jezus w swojej Boskiej „taktyce” zbawiania nie zachowuje się jak polityk, zwłaszcza dzisiejszy. W morzu osaczającego nas relatywizmu i super pragmatyzmu oraz kultu skuteczności warto podkreślić, że Jezus nie przejawia niczego z takiego podejścia, które „sprzedaje” wyższe wartości i cele, byle tylko dostosować się do upodobań swoich wyznawców. To nie oni są miarą rzeczy, lecz niezmiennie On! Jezus nie szuka poklasku i ludzkiej chwały. Tę ma od Ojca (por. J 5, 44; 17, 5). Najwyższym Jego celem i pragnieniem jest to, aby objawić ludziom wspaniały Zamysł Ojca. A ten sprowadza się do tego, żeby doprowadzić nas – drogą możliwie prostą i pewną – do wiecznego zbawienia i szczęścia.

  • Jezus nigdy nie wycofa się z Misji Zbawienia „wielu” (co oznacza wszystkich). Tę misję otrzymał od Ojca. Żadna okoliczność nie skłoni Go do tego, żeby (pod każdym względem) najwspanialszą Wolę Ojca przykroić do ludzkich upodobań, żądz czy choćby i pojemności naszego rozumu, często dodatkowo osłabionego pychą… Raczej pójdzie na Mękę i na Krzyż, byle tylko tym skuteczniej dać świadectwo Prawdzie  o Boskiej woli i stylu ocalania nas na wieczność…
  • A gdy będziemy marudzić, mówiąc: Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?, to On – bądźmy tego pewni – (i tak) niczego nie zmieni! Może opowie jeszcze jedną przypowieść, by oswoić nas z Niepojętym, ale ani jednej „kreski” nie odwoła. Ani o „jedną jotę” niczego nie „złagodzi” (por. Mt 5, 18), lecz (raczej) zdecydowanie i otrzeźwiająco zapyta: Czyż i wy chcecie odejść?

Obyśmy mieli wiarę Piotra i jego miłość, by – nawet nie pojmując – powiedzieć: Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga.

Wszystko zależy od Ojca

Jest w wypowiedzi Jezusa jeszcze jedno zdanie, trudne do zgłębienia, ale stanowi ono ważny drogowskaz, co winniśmy czynić, by nie rozminąć się z Jezusem i z darem zbawienia. To zdanie brzmi: Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli mu to nie zostało dane przez Ojca. Jeden z komentatorów tak odczytuje te (jednak) twarde i zaskakujące słowa Jezusa: „Nie lubimy takich słów, ponieważ rodzą w nas niepewność. Gdyby kazano nam jakoś zareagować, coś zrobić! Ale co czynić, jeśli mówi się nam o jakimś tajemniczym darze, o którym nie możemy decydować? W którym momencie i w jaki sposób Ojciec pociąga nas do Jezusa, dając nam łaskę prawdziwej wiary w Niego? Komu ofiarowuje ten dar?

  • Na próżno chcielibyśmy zobaczyć rzeczywistość od strony Boga, próbując wślizgnąć się w Jego myśli, Jego decyzje… i w Jego upodobania! Tym, co do nas należy, nie jest jednak zastanawianie się nad Jego wyborami, lecz przyjęcie – najlepiej jak umiemy – tego, co On wybrał dla nas, co postanowił nam dać.
  • Najlepszym sposobem, aby stać się bardziej otwartym na dar, jest uświadomienie sobie, czego wymaga z naszej strony sama logika darów Bożych. Zamiast wyobrażać sobie zbyt prędko, że przyszliśmy do Chrystusa, że chcemy do Niego iść i że dla tego celu uczynimy wszystko, zacznijmy od pokornego pogodzenia się z myślą, że wszystko zależy od Ojca. To zachęci nas do tego, ażeby najpierw prosić Go o wiele żarliwiej o łaskę bycia pociągniętym do Jego Syna. A wówczas będziemy bardziej zdecydowani, aby wykorzystać tę łaskę w stopniu najwyższym – święty Jan nazywa to «wierzyć», w sensie maksymalnego przylgnięcia całym sobą” (A. Seve).

 

Rozważanie pochodzi z książki:

powiększ okładkęhttp://katalog.wydawnictwowam.pl/?Page=opis&Id=71339

 

Komentarze

komentarze 4 do wpisu “EUCHARYSTIA. „Panie, do kogóż pójdziemy?””
  1. Papież na Anioł Pański: tylko Chrystus może zaspokoić nasz głód

    ◊ Nic na tym świecie nie zdoła zaspokoić naszego głodu nieskończoności. Potrzebujemy Jezusa, trwać w Jego obecności i karmić się Jego słowami – mówił Ojciec Święty w rozważaniu przed modlitwą Anioł Pański. Franciszek nawiązał do dzisiejszej Ewangelii, a zatem do końcowego fragmentu mowy Jezusa o Chlebie Życia, wygłoszonej nazajutrz po rozmnożeniu chleba i ryb.

    „Na zakończenie tej mowy gaśnie wielki entuzjazm z poprzedniego dnia ponieważ Jezus powiedział, że jest chlebem, który zstąpił z nieba i ma dać swoje ciało jako pokarm, a swoją Krew jako napój, odnosząc się w jasny sposób do ofiary ze swego życia – mówił Franciszek. – Te słowa wywołują rozczarowanie wśród ludzi, wydają się być nie godne Mesjasza, mało tryumfalne. Niektórzy bowiem widzieli w Jezusie Mesjasza, który miałby mówić i działać w sposób zapewniający sukces swej misji. Ale na tym właśnie polegał ich błąd w rozumieniu misji Mesjasza. Nawet uczniowie nie byli w stanie zaakceptować tego niepokojącego języka Mistrza i dzisiejszy fragment wspomina o ich trudnościach: «trudna jest ta mowa – mówili – kto jej może słuchać?»”

    Zdaniem Papieża uczniowie bardzo dobrze rozumieli słowa Jezusa i dlatego nie chcieli ich słuchać. Oni ze swą mentalnością znaleźli się w kryzysowej sytuacji. Franciszek zauważył, że słowa Jezusa zawsze mają taki efekt, również względem nas, kiedy wypominają nam na przykład światowość czy mentalność tego świata.

    „Jezus daje klucz do pokonania tej trudności – stwierdził Franciszek. – Składa się on z trzech elementów. Po pierwsze, Jego boskie pochodzenie: On zstąpił z nieba i wejdzie «tam, gdzie był przedtem». Po drugie, Jego słowa można zrozumieć tylko dzięki pomocy Ducha Świętego, Tego który «daje życie». To właśnie Duch Święty pozwala nam dobrze zrozumieć Jezusa. Po trzecie, prawdziwa przyczyna niezrozumienia jego słów to brak wiary: «Wśród was są tacy, którzy nie wierzą» (w 64.). Od tego czasu «wielu uczniów odeszło od niego» (w. 66). W obliczu tych dezercji, Jezus nie odwołuje i nie łagodzi swoich słów, lecz przeciwnie zmusza do podjęcia wyboru: być z Nim albo odejść od Niego. Mówi do Dwunastu: «Czyż i wy chcecie odejść»”.

    Papież zauważył, że dla Piotra była to jednak okazja do wyznania wiary w imieniu apostołów: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego”.

    „Nie mówi: gdzie pójdziemy?, ale: do kogóż pójdziemy? Podstawowym problemem nie jest odejść lub opuścić podjęte dzieło, ale, do kogo pójść. Na podstawie tego pytania Piotra możemy zrozumieć, że wierność Bogu to wierność osobie, z którą decydujemy się iść tą samą drogą. Tą drogą jest Jezus. Nic na tym świecie nie zaspokoi naszego głodu nieskończoności. Potrzebujemy Jezusa, trwać w Jego obecności i karmić się z Jego stołu, Jego słowami życia wiecznego. Wierzyć w Jezusa oznacza uważać Go za centrum swego życia, za Tego, kto nadaje sens memu życiu. Chrystus nie jest jakimś dodatkiem, lecz chlebem żywym, niezbędnym pokarmem” – powiedział Ojciec Święty.

    Na zakończenie rozważania Franciszek zachęcił zebranych, by w chwili ciszy, zastanowili się, kim jest Chrystus dla nich, czy starają się Nim przebywać i czytać codziennie fragment Ewangelii, aby poznać Jezusa.

    kb/ rv

  2. Zofia pisze:

    Orędzie dla Mirjany z 2 sierpnia 2015 r, Medugorje

    „Drogie dzieci, jako Matka, która kocha swoje dzieci, widzę jak trudny jest okres, który przeżywacie. Widzę wasze cierpienie, ale musicie wiedzieć, że nie jesteście sami: mój Syn jest z wami! On jest wszędzie, jest niewidzialny, ale możecie Go ujrzeć, jeśli będziecie Nim żyli. On jest światłością, która oświeca waszą duszę i daje wam pokój. On jest Kościołem, który powinniście kochać, modlić się i zawsze o niego walczyć – ale nie tylko słowami, lecz także uczynkami miłości. Dzieci moje, postępujcie tak, aby wszyscy poznali mojego Syna; postępujcie tak, aby był kochany, bo prawda jest w moim Synu, zrodzonym z Boga, Synu Bożym. Nie traćcie czasu i nie zastanawiajcie się zbyt wiele, oddalilibyście się od prawdy. Przyjmijcie Jego Słowo prostym sercem i żyjcie nim. Jeśli będziecie żyć Jego Słowem, będziecie się modlić. Jeśli będziecie żyć Jego Słowem, będziecie kochali miłością miłosierną, będziecie miłowali się nawzajem. Im więcej będziecie miłować, tym dalej będziecie od śmierci. Dla tych, którzy będą żyli Słowem mojego Syna i będą miłowali, śmierć będzie życiem. Dziękuję wam. Módlcie się, abyście mogli zobaczyć mojego Syna w waszych pasterzach. Módlcie się, byście mogli Go spotkać w nich”.

  3. Cud Eucharystyczny w Naju. Hostia zamieniła się w bijące serce!

    Jednym z najbardziej niezwykłych Cudów religijnych, jaki codziennie dokonuje się na każdym ołtarzu świata – podczas każdej Mszy Świętej – jest Najświętsza Eucharystia. Urzeczywistnia się Ona szczególnie w formie niewidzialnej dla ludzkiego wzroku (patrz: dział Królestwo Trójcy Świętej; Najświętsza Eucharystia), jednocześnie niebywale realnej.

    Czymś nadzwyczajnym jest, gdy podczas danej Mszy Świętej cząstka wymiaru niewidzialnego przenika do naszego, widzialnego świata. Wówczas możemy mówić o tzw. Cudzie Eucharystycznym. Dotychczas na świecie wydarzyło się Ich wiele. Jednym ze współczesnych jest Ten, który wydarzył się w Naju (Korea). Cud Ten został miarodajnie opisany przez biskupa z Nyssy (Romana Danylaka), który miał przyjemność uczestniczyć w tej Mszy Świętej. Oto co napisał:

    „Wyglądało to jak serce, gdy po raz pierwszy śledziliśmy fotografię zrobioną 22 września 1995 roku w czasie Mszy Świętej celebrowanej w dolinie pośród gór Naju w Korei. Mniej więcej w listopadzie 1995 roku, pokazałem fotografię pediatrze, dr.Helen Owen. Po uważnym prześledzeniu, powiedziała, że serce na zdięciu przypomina wielkością i kształtem serce niemowlęcia”
    […]

    Jednym z najbardziej niezwykłych Cudów religijnych, jaki codziennie dokonuje się na każdym ołtarzu świata – podczas każdej Mszy Świętej – jest Najświętsza Eucharystia. Urzeczywistnia się Ona szczególnie w formie niewidzialnej dla ludzkiego wzroku (patrz: dział Królestwo Trójcy Świętej; Najświętsza Eucharystia), jednocześnie niebywale realnej.

    Czymś nadzwyczajnym jest, gdy podczas danej Mszy Świętej cząstka wymiaru niewidzialnego przenika do naszego, widzialnego świata. Wówczas możemy mówić o tzw. Cudzie Eucharystycznym. Dotychczas na świecie wydarzyło się Ich wiele. Jednym ze współczesnych jest Ten, który wydarzył się w Naju (Korea). Cud Ten został miarodajnie opisany przez biskupa z Nyssy (Romana Danylaka), który miał przyjemność uczestniczyć w tej Mszy Świętej. Oto co napisał:

    „Wyglądało to jak serce, gdy po raz pierwszy śledziliśmy fotografię zrobioną 22 września 1995 roku w czasie Mszy Świętej celebrowanej w dolinie pośród gór Naju w Korei. Mniej więcej w listopadzie 1995 roku, pokazałem fotografię pediatrze, dr.Helen Owen. Po uważnym prześledzeniu, powiedziała, że serce na zdięciu przypomina wielkością i kształtem serce niemowlęcia”

    Tutaj cd opisu CUDU Eucharystycznego

Zostaw odpowiedź