UZNAĆ Ojca i Syna – nie być… Antychrystem!

2 stycznia 2018, autor: Krzysztof Osuch SJ

Zaczynając Nowy Rok ufamy, że będzie to kolejny (pełny) rok naszego życia na ziemi. Nikt nie potrafi przewidzieć wydarzeń w skali świata czy tylko osobistej mikroskali. Nie wszystko też z czekających nas wydarzeń będzie zasługiwało na miano wydarzenia (w źródłowym znaczeniu tego słowa). Wiele rzeczy będzie sensacyjnych i nagłaśnianych, ale nie będą to „wydarzenia”, bo zbraknie im atrybutu dobroci, daru, obdarowania.

2 stycznia

Któż zaś jest kłamcą, jeśli nie ten, kto zaprzecza, że Jezus jest Mesjaszem? Ten właśnie jest Antychrystem, który nie uznaje Ojca i Syna. Każdy, kto nie uznaje Syna, nie ma też i Ojca, kto zaś uznaje Syna, ten ma i Ojca. Wy zaś zachowujecie w sobie to, co słyszeliście od początku. Jeżeli będzie trwało w was to, co słyszeliście od początku, to i wy będziecie trwać w Synu i w Ojcu. A obietnicą tą, daną przez Niego samego, jest życie wieczne. To wszystko napisałem wam o tych, którzy wprowadzają was w błąd. Co do was, to namaszczenie, które otrzymaliście od Niego, trwa w was i nie potrzebujecie pouczenia od nikogo, ponieważ Jego namaszczenie poucza was o wszystkim. Ono jest prawdziwe i nie jest kłamstwem. Toteż trwajcie w nim tak, jak was nauczył. Teraz właśnie trwajcie w Nim, dzieci, abyśmy, gdy się zjawi, mieli w Nim ufność i w dniu Jego przyjścia nie doznali wstydu (1 J 2, 22-28).

Wydarzeniem – poznanie Ojca i Syna

Autentycznym wydarzeniem w kolejnym roku naszego życia będzie na pewno to wszystko, co zaowocuje pełniejszym poznaniem Boga, szczerym oddaniem Mu czci i głębokim zaangażowaniem w realizację Jego wszechogarniającego Planu Zbawienia. Według słów św. Jana Wydarzeniem rozstrzygającym jest to, by dzięki Jezusowi Mesjaszowi poznać Boga jako Ojca, a Jego samego jako Wcielonego Syna Ojca. Poznać i uznać.

  • Poznać i umiłować Jego pojawienie się (por. 2 Tym 4, 8).
  • Uwierzyć Mu i zawierzyć Mu siebie.
  • Poznać Ojca i umiłować Go. Poznać Syna i uczcić Go.
  • Poznać Ojca i Syna oraz trwać w Ojcu i Synu, a także czerpać wszelkie dobro (zwłaszcza życie i radość) z zanurzenia w Ojcu i Synu.
  • To Wydarzenie dzieje się (czy też wydarza się) dzięki działaniu Ojca, Syna i dzięki namaszczeniu, które daje Duch Święty.

Dla św. Jana, który tak dogłębnie poznał Jezusa, jest oczywiste, że wydarzeniem największym w ludzkich dziejach jest Jezus Chrystus. Jednak poznanie Go i pełne przyjęcie jawi się nie tylko jako wielki dar, lecz także jako wielkie wyzwanie, trud, zadanie. Można nie sprostać ogromowi Daru.

Nie być kłamcą i Antychrystem

Święty Jan mówi w związku z rozpoznawaniem Jezusa jako Mesjasza i Syna Bożego, że można okazać się kłamcą i wręcz Antychrystem.

  • Każdy, kto bliżej zetknął się w Jezusie z trynitarną rzeczywistością Ojca, Syna i Ducha Świętego, a ją kwestionuje, nie uznaje jej i odrzuca, ten jest kłamcą i zasługuje na miano Antychrysta. Ten właśnie jest Antychrystem, który nie uznaje Ojca i Syna.
  • Kto zamyka się na wielkie Wydarzenie, jakim jest Jezus Chrystus, ten również grzeszy.
  • Grzeszy ciężko, grzeszy śmiertelnie, tzn. bardzo obraża Boga, a dla siebie samego (dla swego ducha) wybiera nie Pełnię Życia w Bogu, nie życie wieczne, ale śmierć, smutek, beznadzieję.

Nie być obłudnikiem

Sprawa rozpoznawania Jezusa jako Mesjasza powraca w wypowiedziach samego Jezusa. Toczył On na ten temat wielkie debaty ze swoimi ziomkami, zwłaszcza z przywódcami Izraela, z uczonymi w Piśmie i w Prawie, z faryzeuszami, z Sanhedrynem. Nie był to jednak problem elitarny. Jezus zwracał się z nim do wszystkich, do tłumów. U św. Łukasza czytamy:

Jezus mówił do tłumów: Gdy ujrzycie chmurę podnoszącą się na zachodzie, zaraz mówicie: Deszcz idzie. I tak bywa. A gdy wiatr wieje z południa, powiadacie: Będzie upał. I bywa. Obłudnicy, umiecie rozpoznawać wygląd ziemi i nieba, a jakże obecnego czasu nie rozpoznajecie? (Łk 12, 54-59).

Okazuje się, że można – nie rozpoznawszy Osoby Jezusa i Jego misji – zostać zakwalifikowanym do kategorii obłudników.

  • Obłudnik to ktoś, kto z jakichś powodów woli być zaślepiony i nie widzieć rzeczywistości taką, jaką ona jest. Ponadto obłudnik zachowuje się w życiu jak aktor teatralny, który wyuczył się swej roli i stale ją odgrywa – nie bacząc na to, że trzeba dojrzeć „rzeczy nowe”, że trzeba zobaczyć Boga dziś objawiającego się; i że trzeba dać Mu własną i osobistą odpowiedź!
  • Jest jasne, że być nazwanym obłudnikiemto sprawa poważna, a napiętnowani tym określeniem są wezwani do zmiany mentalności. Nie powinni wzbraniać się przed nawróceniem, twierdząc, że spotyka ich wielka obelga. Jezus nie może potraktować kogokolwiek obelżywie. Jezus próbuje jedynie wstrząsnąć sumieniami tych, którzy Go lekceważą i brutalnie odrzucają.

Powinni Go rozpoznać

Jezus wiele razy przynaglał swych słuchaczy (oponentów), by wykrzesali w sobie minimum rzetelności poznawczej – także w dziedzinie duchowo-religijnej! Zachęcał ich, by pokojarzyli wielkie proroctwa mesjańskie z tym, co widzą w Nim, tu i teraz. Swoimi słowami i czynionymi znakami (cudami) wyraźnie komunikował ludziom, że jest Kimś najzupełniej Wyjątkowym, a także Kimś przez całe wieki zapowiadanym i oczekiwanym. Niestety, zamiast otwarcia, uważności i zwrócenia się ku Niemu całym sercem – spotykał się z tępotą, podejrzliwością. Z jakimś wielkim zaślepieniem! Wielu korzystało z Jego mocy uzdrawiania, ale też wielu (większość) nie miało „ochoty”, by dać wiarę temu, co On zwiastował o Bogu jako Ojcu, o sobie jako Jego Synu, o ludziach jako Jego umiłowanych dzieciach i o życiu wiecznym dla nich w Bogu.

Jezus zdaje się być zdumiony tym, że ludzie – tak skądinąd trzeźwi i logiczni w różnych dziedzinach życia codziennego – są tak tępi i zaślepieni w przyjmowaniu Go jako wielkiego Objawiciela Boga i jako wspaniałego Zbawiciela ludzi. Jakby w końcu pozostało Jezusowi to jedno: zostawić swych (czynnych i biernych) przeciwników z pytaniem pełnym bólu, zdumienia i… oskarżenia: Obłudnicy, umiecie rozpoznawać wygląd ziemi i nieba, a jakże obecnego czasu nie rozpoznajecie? Jakże Mnie nie rozpoznajecie?

  • Wszelkie rozmowy i dyskusje Jezusa z oponentami świadczyły o tym, że wierzył On w człowieka, w jego zdolności poznawcze. Wierzył, że człowiek potrafi zastanowić się nad czynionymi mu wyrzutami i zarzutami. I że dokona korekty, że porzuci zaślepienie i trwanie przy kłamstwie.
  • Wtedy napotykał mur nie do przebicia. Dar został odrzucony. Język Miłości został zlekceważony. Choć On sam nie przestał być Darem – aż po krzyż. Tam też, z wysokości krzyża, nadal mówił językiem miłości, która jest miłością bez miary.

Nie da się jednak zaprzeczyć, że Jezus wypowiadał mocne słowa, które miały opamiętywać. Jedno z tych słów brzmi: obłudnicy! W „wydaniu Janowym” są to dwa mocne słowa: kłamcy! Antychryści! Dzieci, jest już ostatnia godzina, i tak, jak słyszeliście, Antychryst nadchodzi, bo oto teraz właśnie pojawiło się wielu Antychrystów; stąd poznajemy, że już jest ostatnia godzina (1 J 2, 18).

Pytania – do…

Pytania Jezusa kryją w sobie zdumienie, ból i skargę. Jego pytania są wciąż aktualne. Powinny być one usłyszane (może najpierw) przez (niektórych) teologów, przez całe narody Europy i po prostu przez nas.

Niestety, nie tak mała liczba teologów, egzegetów i moralistów przestała w ostatnich dziesięcioleciach rozpoznawać Jezusa jako Boga-człowieka, a niektórzy zdradzili Go w ordynarny sposób. Można tu przypomnieć gorzki wyrzut uczyniony przez kardynała J. Ratzingera tym teologom-egzegetom, którzy w swoich wywodach pozbawili Jezusa bóstwa. Gdyby polegać na tym, co oni o Jezusie powiedzieli, to wiary w Bóstwo Jezusa Chrystusa już być nie powinno, zauważał krytycznie kardynał w roku 1996. I dodał znamiennie: wiara jest i rozwija się w najlepsze, ponieważ ludzie widzą, że tylko Chrystus jako Jedyny potrafi wyprowadzić ich z tego więzienia, jakim jest sama tylko doczesność.

Także narody Europy winny usłyszeć pytania Jezusa i na nie odpowiedzieć. Pytania są podobne do tamtych i nieco zmodyfikowane…

  • Dlaczego Go nie rozpoznają? Dlaczego na wielką skalę wyszły z Kościoła?
  • Dlaczego (przez Chrzest święty) nie zanurzają swych dzieci w Życiu i Wieczności Ojca, Syna i Ducha Świętego?
  • Dlaczego setkami zamieniają kościoły – miejsca kultu Boga – na zupełnie inne cele?
  • I dlaczego wcześniej oddzielają Jezusa od Kościoła, choć Kościół jest Jego Ciałem, a On jest Jego Głową?
  • Dlaczego nie widzą nadciągającej katastrofy – podobnej do tych, które dosięgały nasz kontynent w minionym wieku i wcześniej?

Prorocy są w każdym pokoleniu

Jezus Chrystus to największy Prorok wszechczasów. Prorok to „usta Pana”. On jest prorokiem w wyjątkowym znaczeniu. On też na różne sposoby dzieli swą misją i posługą prorocką.

Na pewno wielką Prorokinią, także w minionym wieku i obecnym, jest Jego i nasza Matka. Wiele by o tym mówić. Powiem najkrócej. Myślę, że prorocki Głos dał się słyszeć nie tylko dawniej, np. w Fatimie, ale i w dziesiątkach innych miejsc. (Nie chcę ich wymieniać, ale jedynie wskazać na potrzebę otwartości serca na proroków, których Bóg do nas wciąż posyła).

  • Uważam, że wszyscy, którzy w dzisiejszych czasach naporu neopogaństwa i wszelkich form laicyzacji chcą wytrwać w postawie ewangelicznego czuwania (por. Mt 24, 42) i w nieustannej modlitwie do Pana (por. 1 Tes 5, 17), winni być szczerze otwarci na (oczywiście autentyczne) proroctwa i proroków, których Bóg dziś do nas posyła.
  • Myślę tu o pełnym mocy nauczaniu papieży i biskupów w łączności z Ojcem świętym, ale nie tylko. Tym bardziej że i oni sami dają nam przykład otwarcia na Maryjne orędzia i proroctwa z Fatimy, Lourdes, La Salette, z rue du Bac itd.

Wiadomo, co Jezus mówił o konsekwentnym odrzucaniu proroków w Starym Testamencie (por. Mt 5, 12; Dz 7, 52; 1 Tes 2, 15). W naszych czasach nie jest lepiej. Zaślepiająca pycha, małoduszność, dyktat racjonalizmu ciasno pojmowanego w duchu Oświecenia, praktyczna niewiara i obłuda nie są mniejsze niż w Starym Testamencie i za czasów Jezusa!

Abraham Joshua Heschel (1907-1972)

  • Sądzę, że na miano proroka niedawnych czasów zasługuje Abraham Joshua Heschel. W tekście pisanym osiem lat po II wojnie światowej tak wstrząsająco diagnozował i oskarżał (biblijnie rozumianą) obłudę kilku pokoleń (zapewne nie tylko swoich współwyznawców), które nadawały kierunek kulturze i cywilizacji w paru ostatnich wiekach. Oto kilka fragmentów.

„Wzywaliśmy Pana. Pan przyszedł. I został zignorowany. Głosiliśmy, co należy czynić, a równocześnie unikaliśmy Go. Wznosiliśmy pieśni pochwalne, buntując się przeciw Niemu. Teraz zbieramy owoce naszych zaniedbań. Przez wieki Jego głos był wołaniem na puszczy. Jak zręcznie udało się nam pochwycić Go i uwięzić w świątyniach! Ileż razy Go zagłuszaliśmy i wypaczaliśmy. Teraz widzimy, jak stopniowo milknie, porzucając jeden po drugim kolejne ludy, opuszczając ich dusze, pogardzając ich mądrością. Umiłowanie dobra zniknęło całkowicie ze świata. Mnożą się okrucieństwo, nienawiść i zbrodnia.

Przerażające rzeczy, których jesteśmy dzisiaj świadkami, rodzą wyrzuty sumienia i nieustający wstyd. Sprofanowaliśmy imię Boga, a bogactwo naszej ziemi, pomysłowość ludzkiego umysłu i bezcenne życie naszych synów i córek wydaliśmy na zatracenie. Nigdy przedtem ludzkość nie miała tylu powodów do wstydu, co obecnie.

Nad ogromnymi obszarami ziemi zalega bezlitosna cisza. Dzień Pański jest dniem bez Pana. […]

Nie składaliśmy ofiar na ołtarzu pokoju i dlatego złożyliśmy ofiary na ołtarzu wojny. Czy słyszeliście kiedyś opowieść o grupie niedoświadczonych turystów, którzy wybrali się na wycieczkę w dzikie, górskie okolice bez przewodnika? W czasie wspinaczki urwała się nagle półka skalna, na której stali, i wszyscy wpadli do głębokiej i ciemnej jaskini. Kiedy ocknęli się w ciemnościach, ujrzeli przerażeni, że wokół kłębi się pełno rozwścieczonych żmij. W miejsce każdej, którą udało im się zabić, pojawiało się natychmiast dziesięć nowych. Wszyscy desperacko walczyli z niebezpieczeństwem z wyjątkiem jednego mężczyzny, który stał z boku i patrzył. Kiedy zatrwożeni i oburzeni towarzysze zaczęli go strofować za bezczynność, odkrzyknął im: Jeżeli tu zostaniemy, zginiemy szybciej niż żmije. Ja szukam wyjścia z jaskini dla nas wszystkich.

Nasz świat niewiele się różni od jaskini, w której jest kłębowisko żmij. Nie wpadliśmy do niej w 1939 roku ani nawet
w 1933. Osunęliśmy się w jej czeluście wiele pokoleń temu, a żmije wstrzyknęły swój jad w krwiobieg ludzkości, stopniowo nas paraliżując, uśmiercając nerw po nerwie, otępiając umysł, zaciemniając widzenie. Granica między dobrem i złem, kiedyś różnymi od siebie jak dzień i noc, zatarła się i rozmyła. W codziennym życiu czciliśmy siłę, mieliśmy w pogardzie współczucie i nie byliśmy posłuszni żadnemu prawu, a jedynie naszym niezaspokojonym żądzom. Idea tego, co święte, umarła całkowicie w duszy człowieka. Kiedy już dojrzały w nas chciwość, zawiść i niczym nieskrępowane pragnienie władzy, żmije wyhodowane na łonie naszej cywilizacji wypełzły z jaskiń i rzuciły się na bezbronne narody.

Wybuch wojny nie był wcale niespodzianką. Było to długo oczekiwane następstwo katastrofy duchowej. […] Sumienie świata zostało uśmiercone przez tych, którzy mieli w zwyczaju obwiniać innych zamiast siebie. Nie zapominajmy o tym. Czciliśmy instynkty, a nie ufaliśmy prorokom. Pracowaliśmy niestrudzenie nad udoskonaleniem silników samochodów i samolotów, a tymczasem nasze wnętrze stało się wysypiskiem śmieci. Śmialiśmy się z przesądów, aż utraciliśmy zdolność wiary. Pomogliśmy zagasić światło, które zapalili nasi ojcowie. Przehandlowaliśmy świętość za wygodę, wierność za sukces, miłość za władzę, mądrość za informację, tradycję za modę. […]

Zabijanie żmij uratuje nas, ale tylko na chwilę, nie na zawsze. […] Największe zadanie naszych czasów to wydobyć dusze ludzi z jaskini pełnej żmij. Świat przekonał się, że chodzi w tym wszystkim o Boga. Nie wolno nam nigdy zapomnieć, że poczucie tego, co święte, jest nam równie niezbędne jak światło słońca. Nie ma przyrody bez ducha, świata bez Tory, braterstwa bez ojca, ludzkości bez przywiązania do Boga.

Bóg powróci do nas, kiedy będziemy chcieli przyjąć Go do siebie – do naszych banków i fabryk, do Kongresu i do klubów, do sal sądowych i komisji parlamentarnych, do domów i teatrów. […]

Tylko w Jego obecności nauczymy się, że chwałą człowieka nie jest jego pragnienie mocy, ale moc współczucia. Człowiek jest albo obrazem Jego obecności, albo uosobieniem bestii. […] świat nie jest próżnią. Od nas zależy, czy uczynimy go ołtarzem Boga, czy też zaludnią go demony. Nie ma w nim miejsca na neutralność. Jesteśmy albo sługami tego, co święte, albo niewolnikami zła. Oby bluźnierstwo naszych czasów nie stało się skandalem na wieki. Oby przyszłe pokolenia nie znienawidziły nas za to, że nie ustrzegliśmy i nie przechowaliśmy tego, co prorocy, święci, męczennicy i studiujący Pismo stworzyli przez tysiące lat. Apostołowie siły i przemocy pokazali, że są doskonali w czynieniu zła. Pokażmy, że potrafimy być równie doskonali w dobru. […]

Jest takie Boże marzenie, które pielęgnowali w sobie prorocy i rabini, które wypełnia nasze modlitwy i przenika wszystkie akty autentycznej pobożności. Jest to marzenie o świecie uwolnionym od zła dzięki łasce Boga i staraniom człowieka poświęcającego wszystkie siły na to, by ugruntować w świecie Boże królowanie. Bóg czeka na nas, abyśmy odkupili świat. Nie powinniśmy
spędzać naszego życia na gonitwie za trywialnymi przyjemnościami, gdy niecierpliwy Bóg nieustannie czeka na nasze wysiłki i poświęcenie.

Wszechmocny nie stworzył świata po to, byśmy mogli zaspokoić naszą chciwość, zazdrość i ambicje. Nie po to przeżyliśmy, by marnować lata na rzeczy wulgarne i puste. Męczeństwo milionów wymaga od nas, byśmy poświęcili nasze życie wypełnianiu Bożego marzenia o zbawieniu świata. Izrael nie przyjął Prawa ze swej własnej woli. Gdy Izrael przybliżył się do góry Synaj, Bóg uniósł ją i trzymając nad głowami ludu, powiedział: »Albo przyjmiecie Torę, albo zmiażdży was ta góra«. Góra historii znowu wisi nad naszą głową. Może powinniśmy odnowić przymierze z Bogiem?”.

Zapytajmy

Czy ja rozpoznałem Jezusa jako mojego Pana i Zbawiciela? Czy jest On dla mnie najwspanialszym Darem Boga – Stwórcy i Ojca? Czy z Nim współpracujemy nad zbawieniem wszystkich ludzi?  Każdy tam, gdzie jest i według otrzymanego charyzmatu.

*************************************************************

Abraham Joshua – Heschel ur. 1907 w Warszawie, potomek rodu chasydzkich cadyków, studiował w Wilnie i Berlinie, uciekł przed Zagładą do USA, teolog, poeta, mistyk, reformator społeczny i historyk, pisał o Biblii, Talmudzie, myśli średniowiecznej, filozofii, teologii, chasydyzmie i problemach moralnych, zmarł w 1972 roku.
Cytaty z książki A.J. Heschla Prosiłem o cud. Antologia duchowa. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa W drodze. Za: „W drodze”, z. 10 (338) 2001. Zob. online: http://www.mateusz.pl/wdrodze/nr338/01-wdr.htm.

Komentarze

komentarzy 7 do wpisu “UZNAĆ Ojca i Syna – nie być… Antychrystem!”
  1. Papież na Mszy: życie chrześcijanina walką, niech Jezus pomaga

    Życie chrześcijanina to ciągła walka; pozwólmy, aby Jezus nam w niej pomagał” – mówił Papież 19 stycznia na Mszy w Domu św. Marty. Nawiązując do dzisiejszej Ewangelii Franciszek zwrócił uwagę, że za Jezusem szło wielkie mnóstwo ludzi. Towarzyszyli Mu, bo chcieli Go słuchać, nie mówił bowiem jak uczeni w Piśmie, ale przemawiał z mocą i to poruszało ich serca.

    Papież dodał, że tłum przychodził spontanicznie, „nie był przywożony autobusami, jak niejednokrotnie się zdarza, kiedy organizuje się manifestacje i wielu ludzi musi brać w nich udział, żeby być przy sprawdzaniu obecności i nie stracić miejsca pracy”. Szli za Jezusem, bo wyczuwali w Nim coś niezwykłego.
    „Czy ten tłum szedł do Jezusa? Ależ tak! Czy odczuwał taką potrzebę? Oczywiście. Niektórzy kierowali się ciekawością, ale to była mniejszość. A ten tłum został pociągnięty przez Ojca: to Ojciec był tym, kto przyciąga ludzi do Jezusa. Do tego stopnia, że Jezus nie pozostawał obojętny, jak jakiś nauczyciel bez uczuć, który mówi, co miał powiedzieć, a potem umywa ręce. Nie! Ci ludzie poruszali serce Jezusa. Sama Ewangelia mówi o Jezusie, że wzruszył się i ulitował się nad nimi, bo byli jak owce nie mające pasterza. A Ojciec przez Ducha Świętego przyciąga ludzi do Jezusa” – mówił Franciszek.
    Następnie Papież zauważył, że po scenach mówiących o entuzjazmie ludu podążającego za Jezusem mowa jest o duchach nieczystych, które na widok Jezusa padały przed Nim i wołały: „Ty jesteś Synem Bożym”. []
    „To jest prawda; taka jest rzeczywistość, jaką odczuwa każdy z nas, kiedy zbliża się do Jezusa. Duchy nieczyste usiłują temu przeszkodzić, prowadzą wojnę przeciwko nam. «Ależ, Ojcze – powie mi ktoś – jestem dobrym katolikiem, zawsze chodzę na Mszę… Nigdy, ale to nigdy nie miałem takich pokus. Dzięki Bogu nie!». «Módl się, bo jesteś na złej drodze!». Życie bez pokus nie jest chrześcijańskie: jest ideologiczne, jest gnostyckie, ale nie chrześcijańskie. Kiedy Ojciec przyciąga ludzi do Jezusa, jest też ktoś inny, który przyciąga w sposób przeciwny i wypowiada ci wewnętrzną wojnę! I dlatego Paweł mówi o życiu chrześcijańskim jako o walce: codziennej walce”– powiedział Ojciec Święty.
    Franciszek dodał, że jest to walka, by pokonać i zniszczyć imperium zła, imperium szatana. Jezus bowiem przyszedł po to, aby zniszczyć szatana, jego wpływ na nasze serca. A o ile Ojciec przyciąga ludzi do Jezusa, to zły duch usiłuje niszczyć. Zatem życie chrześcijańskie jest walką i aby w nim postępować, trzeba walczyć, aby mógł zwyciężyć Jezus. []
    „Zastanówmy się, jakie jest nasze serce: Czy odczuwam tę walkę w moim sercu? Czy odczuwam walkę między wygodnictwem a służbą innym, między rozrywką a modlitwą i oddawaniem czci Ojcu, między jednym a drugim? Między chęcią czynienia dobra a czymś, co mnie zatrzymuje? Czy jestem przekonany, że moje życie wzrusza serce Jezusa? Jeśli nie jestem o tym przekonany, to muszę dużo się modlić, aby w to uwierzyć, abym otrzymał tę łaskę. Niech każdy z nas spojrzy w swoje serce, jak wygląda sytuacja. I prośmy Pana, byśmy byli chrześcijanami, którzy potrafią rozeznać, co się dzieje się w naszym sercu, i dobrze wybrać drogę, na której Ojciec przyciąga nas do Jezusa” – zakończył Papież.
    pp/ rv

  2. s.ludmila pisze:

    Dziękuję za przywołanie na progu Nowego ROKU tych poruszających słów Jezusa z ON I ja. Mimo wielkiego pragnienia, wciąż tak mało bycia z JEZUSEM, ufania MU całym sercem, tak mało radości we mnie,że ON CAŁY stał się moim i dla mnie. DZIĘKUJĘ ZA MODLITWĘ! Życzę Drogiemu OJCU błogosławionego NOWEGO ROKU, obfitego w ŁASKI PANA, OWOCNOŚCI POSŁUGI I CHWALE BOGA. Z codzienną modlitwą.

  3. Urocze dziecięce „definicje” – szczęścia, nieszczęścia…

    Co zrobić, by być szczęśliwym – radzą przedszkolaki

  4. Dopóki grzeszymy nie wykazując żadnego żalu, jedyną perspektywą jest wieczne potępienie, Piekło. Przywiązanie do grzechu może bowiem doprowadzić do upadku naszej egzystencji. Jest to tragiczny los człowieka, który żyje w grzechu i nie zwraca się ku Bogu. Tylko Boże przebaczenie daje nam siłę do tego, aby oprzeć się złu i więcej nie grzeszyć. Jezus przyszedł na ziemię, aby nam powiedzieć, że pragnie, abyśmy wszyscy znaleźli się w Raju i że Piekło, o którym mało się mówi w naszych czasach, istnieje i jest wieczne dla tych, którzy zamykają serce na Jego miłość” (Benedykt XVI – zob. http://www.pch24.pl/szatan-boi-sie-benedykta-xvi,1058,i.html ).

  5. Zofia pisze:

    Tak bardzo piękny prawdą (choć niełatwą) wpis. Bardzo dziękuję, bo przybliża, rozjaśnia fundamentalną prawdę sensu cierpienia, a szczególnie dusz niewinnych..

  6. Pod powiadam:

    Jacek Salij OP
    Człowieczeństwo Jezusa – w czym inne od naszego?
    jeden akapit:
    „Kto z was zarzuci Mi grzech?”

    Zauważmy najpierw, że Jezus był człowiekiem niewyobrażalnie piękniej niż my. Jego człowieczeństwo nie było bowiem w żaden sposób zdeformowane grzechem. To ze względu na Jego świętość i bezgrzeszność Jan Chrzciciel wzbraniał się spełnić Jego prośbę o chrzest: „To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?” (Mt 3,14).

    Wszedł wtedy Jezus w wody Jordanu, ażeby – sam będąc bez grzechu – wziąć na siebie grzechy świata. Apostoł Paweł napisze później: „On to [Bóg Ojciec] dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą” (2 Kor 5,21).

    W innych słowach, ale to samo powtarzali również inni apostołowie. „Wiecie, że On się objawił po to – mówił apostoł Jan – aby zgładzić grzechy, w Nim zaś nie ma grzechu” (1 J 3,5). „On grzechu nie popełnił – przywoływał Piotr proroctwo Izajasza – a w Jego ustach nie było podstępu” (1 P 2,22). Również sam Pan Jezus jednoznacznie przypisywał sobie bezgrzeszność. „Kto z was zarzuci Mi grzech?” – zapytał kiedyś wprost swoich przeciwników.

    Zresztą jakżeż ktoś, grzeszny podobnie jak inni ludzie, mógłby dokonać naszego odkupienia? W Nowym Testamencie z najwyższą starannością i wielokrotnie to się podkreśla, że Jezus, jako nasz Zbawiciel i Arcykapłan, był „doświadczony we wszystkim na nasze podobieństwo, [jednak] z wyjątkiem grzechu” (Hbr 4,15). „Wiecie bowiem, że z waszego, odziedziczonego po przodkach, złego postępowania zostaliście wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa, jako baranka niepokalanego i bez zmazy” (1 P 1,18n; por. Hbr 7,26).

    Rozumie się samo przez się, że Pan Jezus jest „Barankiem niepokalanym i bez skazy” nie tylko w tym sensie, że nigdy żadnego grzechu nie popełnił. W Nim nie było żadnej ciemności i żadnego nieuporządkowania. Był On najdosłowniej Człowiekiem Doskonałym. Przecież nie zwyciężyłby w niewyobrażalnie trudnej i straszliwej godzinie Krzyża, gdyby w swoim człowieczeństwie miał cokolwiek wypaczonego albo zamkniętego na światło płynące ze swojej Boskiej natury.

    Podsumujmy to, co powiedzieliśmy dotychczas: Chrystus Pan przyjął na siebie te wszystkie nasze słabości – takie jak potrzeba pokarmu, snu, ludzkiej życzliwości, podatność na ból itp. – dzięki którym stał się naprawdę jednym z nas.

    Zarazem nie było w Nim żadnej z tych słabości, które nas oddalają od Boga. W tych pierwszych słabościach stał się do nas podobny, bez tych drugich – był do nas niepodobny. Po to przyjął te pierwsze słabości, żeby się do nas upodobnić; po to był bez tych drugich do nas niepodobny, żebyśmy również my się ich wyzbywali i w ten sposób coraz bardziej upodabniali się do Niego.

    Najszczególniejszy udział Jezusa w Bożej wszechwiedzy (…)

  7. Poruszające słowa JEZUSA z „ON i ja”:
    – 1947 – 18 lutego. Godzina święta. – „Jestem bardziej obecny w tobie, niż ty sama, ale są chwile, w których ogrom mojej obecności daje ci się odczuć przez nadmiar miłości. A gdy mówisz sobie: ‚To On’ – wtedy raduję się, że zostałem poznany.
    Co Mi sprawia ból, to gdy pozostaję wśród was jak obcy, prawie niepożądany… niechciany! O, jak bardzo odnoszenie się moje do was jest uzależnione od waszego przyjęcia! Ja, który chciałbym być zawsze dla każdej duszy rozrzutnym Dawcą miłości… Ale jakże tego dokonam, gdy zamykacie drzwi przede Mną? Chciałem powiedzieć: gdy Mnie obrzucacie spojrzeniem wrogim, nieufnym?
    Niektórzy boją się, żebym od nich nie zażądał zbyt wiele… Nie wiedzą, jak bardzo byliby szczęśliwi, gdyby ofiarowali Mi wszystko w doskonałym akcie radosnego oddania! Wasz najpiękniejszy podarek, to radość ze służenia Mi. Nawet na myśl o śmierci nie bądźcie smutni, ponieważ Ja tę samą drogę przebyłem. Zechciała ją przebyć także moja Matka. I to bywa często wielkim zadośćuczynieniem za wasze długie życie, spędzone w beztroskim egoizmie” (t.3 nr 71).

Zostaw odpowiedź