Mrok NIENAWIŚCI ustępuje przed światłem MIŁOŚCI (29.XII)

29 grudnia 2017, autor: Krzysztof Osuch SJ

Czy znamy Jezusa? Odpowiedź ma szczególne znaczenie teraz, gdy w kolejnym roku liturgicznym zamierzamy Jezusa bardziej poznać i głębiej wejść w Jego świat…

Święty Jan podsuwa nam klarowne kryterium „stopnia” poznania Jezusa. Rzecz jasna nie chodzi mu o znajomość zewnętrzną, faktograficzną, ale dogłębną, serdeczną. Dzięki niej dochodzi do takiego upodobnienia ucznia do Mistrza, które eliminuje z naszego życia wszelką nienawiść. Dokładniej mówiąc, nienawiść do brata, do osoby! Bo przecież nienawiść do grzechu, do samej nieprawości – może być zasadnie żywiona. Niech nawet … wzrośnie, by tym skuteczniej odwrócić się od zła.

Po tym zaś poznajemy, że znamy Jezusa, jeżeli zachowujemy Jego przykazania.

Kto mówi: Znam Go, a nie zachowuje Jego przykazań, ten jest kłamcą i nie ma w nim prawdy. Kto zaś zachowuje Jego naukę, w tym naprawdę miłość Boża jest doskonała. Po tym właśnie poznajemy, że jesteśmy w Nim. Kto twierdzi, że w Nim trwa, powinien również sam postępować tak, jak On postępował. Umiłowani, nie piszę do was o nowym przykazaniu, ale o przykazaniu istniejącym od dawna, które mieliście od samego początku; tym dawnym przykazaniem jest nauka, którąście słyszeli. A jednak piszę wam o nowym przykazaniu, które prawdziwe jest w Nim i w was, ponieważ ciemności ustępują, a świeci już prawdziwa światłość.

Kto twierdzi, że żyje w światłości, a nienawidzi brata swego, dotąd jeszcze jest w ciemności. Kto miłuje swego brata, ten trwa w światłości i nie może się potknąć. Kto zaś swojego brata nienawidzi, żyje w ciemności i działa w ciemności, i nie wie, dokąd dąży, ponieważ ciemności dotknęły ślepotą jego oczy (1 J 2,3-11).

Test na to, czy znam Jezusa

Kryterium pozwalające rozeznać, czy znamy Jezusa, brzmi tak: Po tym zaś poznajemy, że znamy Jezusa, jeżeli zachowujemy Jego przykazania.zatem trzymanie się (wypełnianie) Jezusowych przykazań i Jego nauki – świadczy o tym, że znamy Jezusa. Jest jasne, że nauka Jezusa jest rzeczywistością dość rozległą. Pouczeń Jezusa zawartych w czterech Ewangeliach nie da się skwitować jednym czy paroma zdaniami. To prawda.

  • Ale we wszystkim, czego Jezus naucza i co przykazuje, da się uchwycić pewną esencję, czyli to, co jest najważniejsze. Dobrze wiemy, że esencją Jezusowej nauki jest miłowanie Boga całym sercem, a bliźniego swego jak siebie samego (por. Mt 22, 37-39).
  • Oczywiście, w domyśle jest nam „przykazana” także miłość do siebie samego. My bowiem (każdy z osobna) też zasługujemy na miłość. Gdybyśmy nie miłowali samych siebie (będących arcydziełem Stwórcy), to grzeszylibyśmy, a ponadto nie mielibyśmy „miary” dla miłowania naszych bliźnich!

Św. Jan doskonale wie, że te trzy najważniejsze miłości: do siebie samego, do bliźniego i do Boga – udadzą nam się tylko wtedy, gdy dobrze poznamy Jezusa! Gdy poznamy Go dogłębnie, bardzo osobiście i serdecznie. Kontaktując się z Jezusem – na modlitwie i w sakramentach (by określić to najkrócej i zasadniczo) – przyswajamy sobie wszystkie dobra obecne w Jego Osobie i wszystkie skarby ukryte w Jego Sercu! Największym i najcenniejszym skarbem Jezusowego Serca jest oczywiście agape – Jego Boska Miłość!

Różnie sobie myślimy

O naszej relacji i więzi z Jezusem myślimy sobie różne rzeczy. Czasem wydaje się nam, że uczyniliśmy już wszystko dla poznania Go i miłowania. Czasem zdajemy sobie sprawę z tego, że jest przed nami jeszcze długa droga poznawania Jezusa i wzrastania w zażyłej przyjaźni z Nim. Bywa i tak, że nie wiemy, co i jak powinniśmy uczynić, by pogłębić poznanie i zażyłość z Nim. Na początku najważniejsze jest jednak to, żeby stanąć w prawdzie. Do tego zmierza św. Jan, gdy swoimi mocnymi i przejrzystymi stwierdzeniami próbuje obudzić nas z duchowego letargu; gdy próbuje odebrać nam (być może) fałszywe samozadowolenie.

– Jak on to czyni? Po prostu podłącza nas do czegoś w rodzaju „wykrywacza kłamstwa”. Przy czym nie chodzi mu o drobne kwestie i maleńkie kłamstewka. Janowi chodzi aż o to, byśmy rzetelnie i zgodnie z prawdą odpowiedzieli sobie na pytanie, czy znamy Jezusa czy też Go nie znamy!

  • Wykrywacz iluzji i samooszukiwania jest prosty i (dość) precyzyjny. Wystarczy postawić siebie w świetle tego zdania: Po tym poznajemy, że znamy Jezusa, jeżeli zachowujemy Jego przykazania.
  • żeby nie było wątpliwości, to Ewangelista od razu dopowiada: Kto mówi: Znam Go, a nie zachowuje Jego przykazań, ten jest kłamcą i nie ma w nim prawdy. Kto zaś zachowuje Jego naukę, w tym naprawdę miłość Boża jest doskonała.

Po zastanowieniu się i udzieleniu szczerej odpowiedzi przeżyjemy pewno twórcze zaniepokojenie albo ogarnie nas pokój, którego świat dać nie może. Jedno jest wszelako pewne, że w naszym chrześcijaństwie (czy stawaniu się Chrystusowymi) nie powinniśmy przedwcześnie spocząć na laurach. Raczej winniśmy zdawać sobie sprawę z tego, że bezkres (i głębia) Jezusowej nauki stoi przed nami otworem. Najprawdopodobniej sam Jezus wciąż czeka (jak mówi o tym w 3. rozdziale  Apokalipsy), kiedy podejmiemy naprawdę poważne i serdeczne studium Jego Osoby, Jego Misji, Jego miłości do Ojca i do nas; a także Jego wielkich obietnic i spełnień, które w Nim stały się dla nas żywo obecne!

  • Św. Jan doskonale wie, że wierzący w Jezusa nierzadko wierzą połowicznie.
  • I że dość łatwo zadowalają się różnymi iluzjami oraz zadowalają się Jezusem „przykrojonym” do swoich wyobrażeń.
  • Jan – człowiek o oczach orła i stale zachwycony wspaniałością i ogromem Osoby Jezusa – chce nas odwieść od redukowania Jezusa do „czegoś” tam małego, zideologizowanego, wkomponowanego w czyjeś doczesne tylko wizje zbawiania ludzkości…

Owszem, to prawda, że Boży Syn stał się naprawdę człowiekiem. Naprawdę przyjął wszystkie właściwe nam ograniczenia. Ale prawdą jest i to, że uczynił to nie po, by razem z nami na zawsze „ugrzęznąć” w historii, w samej tylko doczesności.

  • On chce nas – zgodnie ze zbawczą wolą Ojca – wyprowadzić „z domu niewoli”. Pragnie wyzwolić nas z narzucającej się nam logiki „starego człowieka”!
  • Jako wyzwolonych prowadzi nas w świat Boskich Osób. W świat Boskiej Miłości.
  • Istotnym elementem świata Boskiej Miłości jest także boski sposób traktowania tych, co traktują nas źle, nieprzyjaźnie, krzywdząco. (A ileż „tego” bycia traktowanym niesprawiedliwie i krzywdząco jest we współczesnym świecie! Może się wydawać, że bywa tak gdzieś…, ale okazuje się, że i coraz bliżej, najbliżej nas; w miejscu pracy, w przestrzeni życia społecznego).

Nienawiść wykluczyć zdecydowanie

Jeśli realnie znamy Jezusa, to już wiemy, jak powinniśmy traktować tych, którzy czynią nam źle. Wiemy też dobrze, że na okazaną nam choćby tylko niechęć tak łatwo, spontanicznie, odpowiadamy też niechęcią. Zaś na nienawiść skłonni jesteśmy (odruchowo) odpowiedzieć również nienawiścią. Krzywdę chętnie powetowalibyśmy sobie oddaniem pięknym za nadobne. Stary człowiek w nas (podjudzany przez demony) chętnie oddałby nie tylko ząb za ząb, ale i kilka zębów za jeden… Jednak prawdziwy uczeń Chrystusa – czyli ktoś, kto Go coraz dogłębniej poznaje i co dzień od nowa napełnia się Jego Miłością – reaguje inaczej.

  • Chce zło dobrem zwyciężyć!
  • Nie tylko na czyjąś niechęć, ale i na samą nienawiść zdecydowany jest odpowiadać życzeniem dobra
  • i modlitwą
  • oraz przebaczeniem trzymanym w zanadrzu (czyli chętnie udzielanym w odpowiedzi na najmniejszą oznakę czyjegoś nawrócenia, skruchy, przeproszenia)!

Św. Jan dobrze zna Jezusa i Jego świętą naukę. Ma też w sobie Jego Ducha. Nic zatem dziwnego, że w swoim życiu i nauczaniu jest Mistrzowi wierny aż do bólu. Widać to także w tym zdaniu: Kto twierdzi, że żyje w światłości, a nienawidzi brata swego, dotąd jeszcze jest w ciemności. To zdanie można by tak sparafrazować:

  • Jeśli nienawidzisz swego bliźniego, to nie łudź się, żeś poznał Jezusa i żeś się napełnił Jego Boskim światłem. Wiedz, że nienawiść żywiona – choćby tylko do jednego człowieka – dobitnie świadczy o tym, że jeszcze nie wniknąłeś wraz z Jezusem w Objawienie Boże; jeszcze wystarczająco nie poznałeś Serca Boga Ojca. Boży Syn przyszedł objawić to właśnie, że Ojciec miłuje zawszewszystkich (por. Mt 5, 44 n).

Kto tę prawdę bierze sobie do serca, kto się nią napełnia i nasyca, ten czyni podobnie jak Ojciec: miłuje zawsze i wszystkich! Miłuje osoby – czyli arcydzieła Boga, stwarzane na Jego obraz i podobieństwo.

Miłość rozciągnąć na wszystkich

A zatem czy ja miłuję wszystkich, czy tylko tych, którzy mnie miłują? Inaczej mówiąc:

  • czy dostrzegam, że każda osoba jest bezcenna, dobra i piękna?
  • Czy sprzyjam każdemu człowiekowi?
  • Czy także o tym, który wyrządził mi krzywdę, potrafię powiedzieć: «Dobrze, że jesteś! Ty też jesteś dobry, choć w tej chwili, czynisz (jeszcze) zło! Tak, jest mi przykro z powodu zła przez ciebie uczynionego, ale i tak sprzyjam tobie. Dobrze ci życzę. Gotów jestem troszczyć się o twoje dobro. Modlę się za ciebie. Pragnę dla ciebie Bożego błogosławieństwa. Ofiaruję ci moje przebaczenie, choć ty jeszcze o nie nie prosisz, a może nawet nim (na razie) gardzisz. Pragnę, byś doświadczył Bożego Miłosierdzia».

Dopiero ten, kto tak odnosi się do swoich bliźnich (zło-czyńców), ten naprawdę poznał Jezusa i już chodzi w świetle Boskiej Miłości. Kto miłuje swego brata, ten trwa w światłości i nie może się potknąć.

  • Tak, taki się nie potknie i nie zatrzyma się w drodze do Nieba.

Taki człowiek jest współpracownikiem Jezusa i wraz z Nim przemienia świat, dziś tak bardzo terroryzowany i niszczony przez demoniczną nienawiść czy przez jej „łagodniejsze” odmiany – takie jak niechęć, zazdrość czy poniżanie innych itd.

Kto zaś swojego brata nienawidzi, żyje w ciemności i działa w ciemności, i nie wie, dokąd dąży, ponieważ ciemności dotknęły ślepotą jego oczy.

To słowo Boże jest jasne i proste. Jest też ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny. Potrafi osądzić pragnienia i myśli naszych serc, oddzielając miłość od nienawiści, światło od ciemności, życie od śmierci (por. Hbr 4, 12).

  • Jeśli stwierdzam u siebie nienawiść (do osoby!, a nie: do zła, do grzechu), to winienem w zapadającej wokół mnie ciemności dojrzeć zapalającą się „czerwoną lampkę”. Ta lampka ostrzega, że jestem właśnie w duchowej ciemności!
  • I że główną przyczyną tej ciemności jest to, że nie znam Boga, nie znam Jezusa, który potrafi Miłością rozświetlić ciemność nienawiści i zniweczyć ją.
  • To jedynie Miłość sprawia, że wiemy, dokąd podążamy i kim tak naprawdę jesteśmy. I kim jest każdy człowiek.

Co winienem uczynić, gdy (czasem, znów) dostaję się w strefę ciemności? Jest to ulubione pytanie św. Ignacego Loyoli: quid agendum?, co należy czynić?

Odpowiedzi mogą być różne. Kreatywne. I podobne co do istoty. Ja, na koniec ograniczę się do prostego stwierdzenia, że całe Ćwiczenia duchowne św. Ignacego są praktyczną odpowiedzią (i podpowiedzią): co należy czynić, by z rosnącą pasją poznawać Jezusa, miłować Go i mocą Miłości z góry zstępującej kształtować wszystkie podstawowe relacje.

o. Krzysztof Osuch SJ

Ps. Cenny aneks – akurat dzisiaj to przeczytałem!

Z rozmowy z podróżnikiem Markiem Kamińskim: Możesz przekroczyć próg

„Wiele zawdzięczam ćwiczeniom duchowym św. Ignacego Loyoli i  rekolekcjom ignacjańskim. To właśnie doświadczenia wypraw doprowadziły mnie do tych rekolekcji – a dzięki temu do lepszego rozumienia Ewangelii. Podczas tych rekolekcji usłyszałem takie słynne zdanie, które w pewnym sensie rekapituluje też mój rozwój duchowy: Otóż z rozmową z Panem Bogiem jest tak, że najpierw to my mówimy, a Pan Bóg słucha – a więc to są te wszystkie modlitwy, które zanosimy do Niego z prośbą o coś – a na następnym etapie to my słuchamy, a Pan Bóg mówi. I dopiero ostatnio zrozumiałem, że to jest w ogóle możliwe. Wcześniej myślałem, że to tylko my mówimy, a On, jeśli chce, to odzywa się tylko do proroków i przez proroków. Teraz wiem, że to doświadczenie może być doświadczeniem każdego człowieka, trzeba tylko pozostawić Bogu jakieś miejsce, dać Mu możliwość, żeby Go usłyszeć. Być w jakiejś ciszy i nastawić uszu”. (…)

***
Bardzo podobne rozważanie jest w mojej książce: PRZYJDĘ NIEBAWEM. Rozważania na czas kryzysu, leku i powrotu Jezusa, Wydawnictwo WAM 2012.
Zob. tu: http://osuch.sj.deon.pl/2012/09/04/krzysztof-osuch-sj-przyjde-niebawem/

Komentarze

komentarzy 5 do wpisu “Mrok NIENAWIŚCI ustępuje przed światłem MIŁOŚCI (29.XII)”
  1. Zofia pisze:

    „Nie trać czasu. Módl się i kochaj. Nie możesz sobie wyobrazić jak potężny jest Bóg.”
    Medugorje, 29.12.1986

    Z modlitwy przy żłóbku: „Pielęgnuj swoje myśli, nasączaj je Mną, bo są stworzone na służbę Miłości. Kiedy przychodzą myśli złe, wołaj do Mnie jak Piotr (burza). Nie trwóż się i nie lękaj, kiedy uświadamiasz sobie swoją słabość i nędzę, lecz właśnie wtedy biegnij szybko do Mnie po Moje Miłosierdzie, które jest szczytem, rodzajem Mojej Miłości, zarezerwowanym dla grzeszników. Kocham ich bardziej niż najlepszy ojciec, który kocha i wypatruje swoje zagubione dzieci. Szczęściem Mnie napawają, kiedy przychodzą po przebaczenie i pomoc.”

  2. Ekipa FAUSTYNA 2016 rusza z nowym projektem na ROK MIŁOSIERDZIA! Q&A – pytania i odpowiedzi. Jesteśmy przekonane, że wszystkie pytania znajdą swoją odpowiedź w MIŁOSIERDZIU BOŻYM.

  3. O zasadniczym źródle „stylu” FRANCISZKA. Z wypowiedzi ks. Andrzeja Koprowskiego SJ, dyrektora programowego Radia Watykańskiego

    (…) „Kluczem do pełniejszego i głębszego zrozumienia Franciszka jest Biblia. Zdaniem Papieża istotny jest sposób bycia chrześcijaninem, przyjęcie tego, co mówi Ewangelia, z prostotą, z całym radykalizmem i z zaufaniem. Myślę, że tu jest zauważany czasem „punkt konfliktu” między teologami a Franciszkiem. Teologowie, czasem też księża i księża biskupi, są zaskoczeni homiliami i innymi wypowiedziami Papieża, którym brak „opracowania intelektualnego i teologicznego”. Franciszek – poza dokumentami mającymi rangę magisterium – wydaje się unikać cytatów. Myślę, że robi to świadomie. Zostawia miejsce na siłę oddziaływania słowa Ewangelii z całym jej radykalizmem. Radykalizmem, który niepokoi, ale i fascynuje. Tego radykalizmu nie da się zamknąć w „pokrzykiwaniu na zły świat” i wszystkie jego „-izmy”. Jest to radykalizm, który konfrontuje się z egocentryzmem, postawą odrzucenia innych, kalumnią, krzywdą społeczną, nędzą. Z epidemiami współczesności, które można leczyć roztropnym światłem Ewangelii. Papież opiera się na radykalizmie Biblii bez zbędnych pośredników kulturowych czy strukturalnych. Jest pełen zaufania do rzeczywistości tego, co Kościół wyznaje od wieków i co jest związane z jego nauczaniem i z tym, co określamy jako sensus fidei, zmysł wiary. Jest przekonany, że w ten sposób przekracza dzielące ludzi bariery ideologiczne, a przede wszystkim wyzwala w ludziach „poczucie pragnienia”. Pragnienia, które zaspokoić może tylko Słowo, jakim jest Jezus Chrystus, i oparcie we wspólnocie, którą jest Kościół jako wspólnota wiary, szpital polowy, matka zdolna rodzić dzieci. Gdy ludzkość jest wycieńczona, niezdolna, by iść dalej, przychodzi Syn, przychodzi zbawienie, otwiera się rola i odpowiedzialność Kościoła jako matki – wychodzącej na opłotki w poszukiwaniu dzieci, nie zamkniętej w sobie, nie skupionej tylko na dobrej organizacji, ale radosnej, gdy znajdzie pogubionych, radosnej, gdy daje i przywraca życie, gdy opatruje rany”.

    Za Serwis Radia Watykańskiego 29.12.2014

  4. Cenne przyczynki w ROKU ŻYCIA KONSEKROWANEGO:
    Franciszek:

    „My osoby konsekrowane jesteśmy konsekrowani, aby służyć Bogu i służyć innym Słowem Pana. Proszę powiedzcie nowym członkom, że modlitwa nie jest marnowaniem czasu, adorowanie Boga, nie jest traceniem czasu, uwielbianie Boga nie jest marnowaniem czasu. Jeśli my, konsekrowani codziennie nie zatrzymamy się przez Bogiem w bezinteresowności modlitwy, to wino zamieni się w ocet!”przestrzegł papież”.

  5. Trafiłem na recenzję książki, z której pochodzi powyższe rozważanie:

    Bożena Rytel „Magazyn Literacki KSIĄŻKI” »
    recenzja tytułu

    Bożena Rytel
    Bardzo ciekawa książka, której autor, dostrzegając we współczesnym świecie rozmaite zagrożenia dla Kościoła, przyrody, rodziny i w ogóle człowieka, próbuje obudzić czytelników z letargu, zachęcając do krytycznego dystansu m.in. do środków masowego przekazu, które promują laicyzm, sterowane mody, trendy i poprawności w tym celu, aby zdaniem autora: „w ludzkim umyśle i sercu, w kulturze i mediach – nie było miejsca dla Boga”. Krzysztof Osuch SJ apeluje przy tym do świadomej modlitwy, zadośćuczynienia, czytania Ewangelii, życia bliskością Boga. Wielokrotnie odwołuje się do zapowiedzi Chrystusa (Mt. 24), które przez nasze pokolenie zdają się być wybitnie ignorowane.
    Książka składa się z czterech rozdziałów: „Czas zagrożeń kryzysu i upomnień”, „Od grzechu większa jest Miłość”, „Wolni i ubodzy – zawierzamy Wielkiemu Bogu”, „Zatroskani o wiarę, nadzieję i modlitwę”. Każda z tych części zawiera refleksje – przemyślenia nad kondycją współczesnego człowieka. Autor zachęca także do rozważań lektur pomocnych w rozumieniu i prowadzeniu życia duchowego. Ma również cichą nadzieję, że i jego rozważania, zapisane w tej książce „przyporządkowane” słowu Jezusowej obietnicy z Apokalipsy: „Przyjdę niebawem” (Ap 3,11) – okażą się przydatne, właśnie teraz.
    „Magazyn Lietarcki KSIĄŻKI” nr 3/2013

Zostaw odpowiedź