Dar bezcenny – ty i ja (talenty i miny)

18 listopada 2017, autor: Krzysztof Osuch SJ

Wbrew temu, co sobie być może spontanicznie myślimy, to nie ilość otrzymanych talentów decyduje o tym, iż jeden człowiek talenty pomnaża, a drugi je „beznamiętnie”, tępo i głupio zakopuje…

Rozstrzygające jest to, czy się rozumie, że otrzymany od Boga talent – nieważne czy jest ich pięć czy jeden – to bezcenne dobro, które „prosi”, by obejść się z nim w sposób właściwy, wielkoduszny – współmierny z tym, co się otrzymało!

 

„Kiedyś powróci Pan”, ale…

Kiedyś powróci Pan,
kiedyś powróci Pan,
Obiecał to, powróci w noc,
gdy się nie czeka Nań.
Kiedyś powróci pan,
kiedyś powróci Pan.
Obiecał to, niech twardy sen,
nie zmorzy cię w tę noc.
Do Niego wołam w tęsknocie mej.
Boże, czy przyjdziesz już nocy tej?
Kiedyś powróci Pan, niech twardy sen,
nie zmorzy cię w tę noc.

– Tak śpiewał w latach sześćdziesiątych ojciec Aimé Duval SJ[1]. Tekst całej piosenki wyrażał pewność co do powrotu Pana, a także nadzieję i tęsknotę oraz wezwanie do czuwania. Pamiętam, kiedyś ta piosenka była śpiewana chętnie. Czy dziś można by ją znów „wylansować” i śpiewać z uniesieniem? Tego nie wiem. Ale to wiemy wszyscy, że Jezus wciąż jest z nami, zgodnie z danym słowem: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 20). Dzięki wierze wiemy i to, że trwa czas oczekiwania na Jego Powtórne Przyjście. Czy staje się ono coraz bardziej intensywne? I czy jest w nim coraz więcej ufnej wiary i żarliwości?

– Nasze odpowiedzi byłyby dość zróżnicowane. Jednak wszyscy, niezmiennie i nadal, odwołujemy się do solennej obietnicy Jezusa, wyrażonej choćby w tych Jego słowach: „A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem” (J 14, 3). Jezus pragnie, nalega na to, żebyśmy byli pewni spełnienia Jego wielkiej obietnicy. Mówi przecież wyraźnie, jakby kładąc rodzaj uwierzytelniającej pieczęci: „Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą” (Łk 21, 33).

Jest jednak w temacie oczekiwania na powrót Pana pewne „ale” i rodzaj znaku zapytania. Postawił go sam Jezus. Pytany o przyjście Królestwa Bożego (por. Łk 17, 20nn), żadnej daty nie ujawnił, natomiast gorąco zalecał roztropność, żeby nie dać się zwieść:

„Powiedzą wam: Oto tam lub: Oto tu. Nie chodźcie tam i nie biegnijcie za nimi. Bo jak błyskawica, gdy zabłyśnie, świeci od jednego krańca widnokręgu aż do drugiego, tak będzie z Synem Człowieczym w dniu Jego” (Łk 17, 23-24).

I jeszcze jedno kładł na serce, mianowicie, by modlić się zawsze i nie ustawać (por. Łk 18, 1.7). Przewidując trudne doświadczenia, dawał gwarancję, że Bóg zawsze weźmie wierzących w obronę, gdy będą się modlić. Wypowiedział też wtedy, jakby mimochodem, to tajemnicze zdanie:

„Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (Łk 18, 8).

To pytanie – ufam, że nie retoryczne – niczego nie przesądza, ale pobudza do usilnej troski o ducha wiary i modlitwy. A lękać się jest o co, gdyż od dłuższego czasu u nazbyt wielu wiara słabnie i zanika. To prawda, nie w całym Kościele, ale w Europie na pewno. Nowożytni i post­chrześcijańscy prorocy postępu i kreatorzy „nowego porządku” świata znajdują w tym powód do satysfakcji. Czy mają się jednak czym cieszyć? Podobną, równie marną, satysfakcję przeżywali już m. in. budowniczowie dwóch stosunkowo niedawnych totalitaryzmów. Ale jak długo? Jak skończyli? I ile popłynęło łez? Czy to też przysparza im satysfakcji?

  • Tak, z zamknięcia człowieka w samej doczesności, choćby technicznie najwspanialszej, mogą się cieszyć tak naprawdę tylko demony, ale nie my ludzie – „o sercach nie mających miary” (K. Rahner). To przecież nie z powodu jakiejś samoczynnie rozprzestrzeniającej się psychozy społecznej, ale z głębszych i obiektywnych powodów coraz więcej osób skarży się na poczucie wewnętrznego zagubienia, pustki i smutku oraz bezsensu.
  • To prawda, wielu bawi się jeszcze w najlepsze, a wszyscy jedzą i piją, żenią się i za mąż wychodzą (por. Mt 24, 38), jeszcze inni świadomie deprawują, świetnie na tym zarabiając. Pewno przybywa też zdeprawowanych i beznadziejnie smutnych.
  • Jednak coraz więcej ludzi wyczuwa, że nadciąga coś ważnego i poważnego, co przesądzi o dalszym losie ludzi na ziemi. Oczekiwanie na pierwsze przyjście Zbawiciela trwało długo i tylko Izraelici, a właściwie jedynie jakaś „święta Reszta” spośród nich w miarę jasno wiedziała, o co chodzi w doświadczanej udręce i tęsknocie. Dziś jest podobnie, gdy chodzi o wszystkie ludzkie udręki i zapowiedziane oraz wyczekiwane Drugie Przyjście Zbawiciela w Chwale!

W samo sedno problemu trafił Benedykt XVI, gdy w dzień Objawienia Pańskiego roku 2012 stwierdził – z nutą gorzkiego realizmu, ale i z mocnym akcentem nadziei – że

„świat ze wszystkimi swymi zasobami nie jest w stanie dać ludzkości światła, aby ukierunkować jej drogę. (…) Cywilizacja zachodnia zdaje się, jakby straciła kierunek, płynie «na oko». Kościół jednak, dzięki Słowu Bożemu, spogląda przez te chmury. Nie posiada rozwiązań technicznych, ale ma wzrok utkwiony w cel i proponuje światło Ewangelii wszystkim ludziom dobrej woli, niezależnie od narodu i kultury”.

Tak, mamy powody do radości, gdyż Kościół w świecie cieszy się wyjątkowym przywilejem. Otóż zawsze możemy nawiązać kontakt z Tym, który tak mówi o sobie: „Jam jest Alfa i Omega, mówi Pan Bóg, Który jest, Który był i Który przychodzi, Wszechmogący” (Ap 1, 8). To nie my sami na zasadzie przypuszczeń i niepewnych przewidywań, ale Ktoś Wielki klaruje sytuację ludzi zanurzonych w strumieniu czasu i historii. To On daje nam słowo rozeznania i wezwanie: „Powstań! Świeć, bo przyszło twe światło, chwała Pańska rozbłyska nad tobą. Bo oto ciemność okrywa ziemię i gęsty mrok spowija ludy, a ponad tobą jaśnieje Pan i Jego chwała jawi się nad tobą” (Iz 60, 1-2).

Jeszcze obracajmy talentem

Dopóki nie przyjdzie Pan, wszyscy jesteśmy w sytuacji opisanej w przypowieści o talentach (Mt 25, 14-30). Mowa w niej o „pewnym człowieku”, który „mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden”. Na kanwie przypowieści można by snuć wiele rozważań, niejedno biorąc sobie do serca. Spróbuję wydobyć coś, co wydaje mi się szczególnie ważne.

Najpierw ważne przypomnienie. Wszystko, co Jezus czynił i mówił, służyło jednej wielkiej sprawie: rzeczywistemu otwarciu się człowieka na Boga! Na tym zależało Mu najbardziej. To była i jest Jego misja i „profesja”. Także nam dzisiaj chce dopomagać w otwieraniu się na Boga Ojca. Jezusowa pomoc – tym razem – dotrze do nas z dość nieoczekiwanej strony, gdy mianowicie (z przejęciem) odkryjemy, że jesteśmy bezcennym darem Boga.

  • Jezus pragnie, byśmy dojrzeli w sobie olśniewające dobro – olśniewający talent! Z różnych powodów nie jest to takie oczywiste ani łatwe. Życie na ziemi ma różny smak. Owszem, bywa słodkie i szeroko rozpina skrzydła. Ale bywa też gorzkie i zda się, że bez sensu. A wtedy trudno dojrzeć w życiu olśniewający cud i dar.

Chciałoby się powiedzieć, że niestety „talent życia” mieni się barwami nie tylko jasnymi, ale i mrocznymi. Stąd całożyciowe zadanie, by w każdej sytuacji starać się swoje życie rozpoznawać jako dar niezmiennie najcenniejszy. Oczywiście, jest to możliwe przy fundamentalnym założeniu, ugruntowanym w Objawieniu i wierze, iż nasze osobowe życie dopiero w wieczności, w Domu Ojca, odsłoni się w całym pięknie i bogactwie!

Aż jeden z trzech

Z Jezusowej przypowieści dowiadujemy się, że (aż) jeden z trzech obdarowanych zachował się tak, jakby w ogóle nie został obdarowany. I jakby dziwnym trafem został „wplątany” w dziwną transakcję. A ponadto, i to szokuje najbardziej, jakby został źle potraktowany przez pana. – Już w tym momencie zwróćmy uwagę na to, że (aż) jednej trzeciej obdarowanych zabrakło czegoś istotnego w usposobieniu serca, w wewnętrznej dyspozycji umysłu. Ten trzeci, zamiast rozkwitnąć i zaowocować dzięki wielkiemu obdarowaniu, uznał za właściwsze i lepsze pójść ścieżką pokrętnego myślenia i kalkulacji fatalnej. Czytamy o nim:

Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność!

– Ten człowiek najwyraźniej uznał, że jego zachowanie było właściwe, zasadne i najrozsądniejsze. Na potwierdzenie słuszności swej postawy ma to, że oto „nietknięte” oddaje to, co otrzymał. Ani przez moment nie widać u niego żadnej fascynacji otrzymanym „talentem”. A jeśli czegoś „mocnego” doświadczył, to jak łatwo się domyślić był to jedynie lęk, obawa przed panem. I ani krzty olśnienia czy wdzięczności, nie mówiąc już o twórczym uskrzydleniu. Zawładnęła nim jakaś dziwna logika. Rozumował w sposób dziwnie skomplikowany i wyrafinowany (proszę wsłuchać się w to, co powiedział, zwracając talent).

Jakże inaczej zachowuje się dziecko, które otrzymuje prezent w lśniącym opakowaniu i – jak z góry spodziewa się tego, że pod opakowaniem skrywa się cudna zawartość. Dziecko (i dorosły człowiek o dziecięcym usposobieniu) nie chowa prezentu (talentu) do szafy, ale go rozpakowuje. Swoiście puszcza go w obrót: dobrze mu się przygląda; kontempluje go; cieszy się nim. Przynajmniej w pewnym sensie żyje z otrzymanego daru. – Obdarowane dziecko na pewno przy najbliższej okazji nie odda prezentu, dołączając kilka przykrych uwag. Ten trzeci z przypowieści tak właśnie postąpił!

Jezusowa przestroga jest oczywista. Zachowanie tego trzeciego jest wysoce naganne. „Sługa nieużyteczny” dotknął darczyńcę do żywego. „Święty gniew” pana wzywa do opamiętania, do zmiany sposobu patrzenia na dar człowieczeństwa. I do odkrycia, że bycie człowiekiem jest po prostu darem najcenniejszym.

Jeden talent wystarczy

Wbrew temu, co sobie być może spontanicznie myślimy, to nie ilość otrzymanych talentów decyduje o tym, iż jeden człowiek talenty pomnaża, a drugi „beznamiętnie”, tępo i głupio je zakopuje. Rozstrzygające jest to, czy się rozumie, że otrzymany od Boga talent – nieważne czy jest ich pięć czy jeden – to bezcenne dobro, które „prosi”, by obejść się z nim w sposób właściwy, wielkoduszny – współmierny z tym, co się otrzymało!

To prawda, nierzadko narzuca się nam rażąca małoduszność w traktowaniu talentu, jakim jest „własne” osobowe istnienie. Jednak i małoduszność, i pokrętne myślenie o darze człowieczeństwa i o Dawcy można z serca wyplenić, skutecznie wyeliminować. Jak? Choćby codziennie starając się o to, by zdawać sobie sprawę z „Bożych dobrodziejstw” i by za nie szczerze dziękować. To właśnie zaleca św. Ignacy Loyola w pierwszym[2] punkcie codziennego rachunku sumienia (por. Ćwiczenia duchowne, nr 43). Oczywiście, u podstaw wszelkiego dobra, naszej pomyślności i właściwego myślenia o sobie zawsze jest Jezus Chrystus, który jasno stwierdza: „Beze Mnie nic nie możecie uczynić” (J 15, 5). To On, będąc Synem Bożym stał się człowiekiem, aby nas przekonać, że drodzy jesteśmy w oczach Boga, nabraliśmy wartości (por. Iz 43, 4) i Ojciec nas miłuje (por. J 16, 27).

My tak cenni i miłowani – nie dziwimy się, że Pan Jezus sięga po środki najbardziej ekspresywne, by nas przekonać, że jesteśmy dobrem bezcennym, właściwie z niczym z tego świata innym nieporównywalnym. A jeśli już z „czymś” porównywać, to z czymś, co ma wielką wartość, np. z talentem, a więc z wielką jednostką wagową cennego kruszcu. Bywało, że Jezus w swoich przypowieściach przywoływał drachmę (por. Łk 15, 8). Tym razem – chcąc pobudzić nas do odpowiedzialności za dar najcenniejszy, za własne człowieczeństwo – mówi o talentach. A jeden talent (w sensie materialnym) to aż 34 kg złota lub srebra (w niektórych regionach ówczesnego świata było to nawet ok. 64 kg). Bez zbędnych słów, idźmy do sedna.

Jezus jasno mówi: Jeśli człowiek otrzymuje od Boga siebie (tzn. osobowe istnienie), to niech wie, że jest to dar tak olśniewający (i nieskończenie bardziej), jakby się niespodziewanie i za darmo i bez najmniejszej zasługi otrzymało od kogoś trzydzieści kilka kilogramów złota. Czy ktoś tak obdarowany powie, że dostał za mało lub będzie się dochodził, dlaczego ten drugi obok dostał dwa razy więcej?

  • Idąc nieco na skróty, możemy powiedzieć, że z całą pewnością główny problem nas ludzi nie na tym polega, ile to dano nam talentów (jeden czy kilka), ale czy rozpoznajemy wartość owego jednego, podstawowego talentu!
  • A jeśli taki jest nasz problem, to pytajmy: Co ja dotąd czyniłem i nadal czynię z bezcennym talentem życia? Jak przyjmuję moje osobowe istnienie? Czy je cenię i doceniam? Czy przeciwnie?
  • Co dzieje się we mnie, gdy uświadamiam sobie, jaka to „skala” obdarowania kryje się w tym jednym talencie, jakim jestem ja-człowiek, osoba, dziecko Boże?
  • Jak często wzbiera w mym sercu radość?
  • Jak często świętuję drogocenny dar życia kogoś takiego jak ja – absolutnie niepowtarzalnego?

Oczywiście, warto i o to zapytać, jak postrzegam bliźnich?

Głębszy wgląd

Z przeżywaniem siebie, jako drogocennego dobra, jest może trochę tak, jak ze złotem. Można je zdeponować w banku, w skarbcu, a czasem w ziemi – w postaci monet czy sztabek. I wtedy poza poczuciem posiadania – nie ma z niego żadnego pożytku… A można też zrobić z niego piękne przedmioty: np. kielich używany w czasie Eucharystii bądź piękne ozdoby, które osobie noszącej je nie tyle wartość nadają, co są znakiem jej osobowej drogocenności …

  • Dany nam przez Boga „talent” człowieczeństwa, to wartość niepomiernie większa i drogocenniejsza niż 34 czy 64 kg złota! Niestety, nikt z nas nie ma ot spontanicznego, a zarazem dogłębnego wglądu w własną osobę czy inne osoby. Owszem, niektórym świętym, mistykom Bóg daje taki wgląd. Efektem dogłębnego wglądu i pełnego oglądu ludzkiej osoby bywa olśnienie, poczucie szczęścia i wielka wdzięczność, a także nie podlegający dyskusji szacunek względem każdej ludzkiej osoby. Własnej i każdej innej.

Co jednak mamy czynić, skoro nie jesteśmy mistykami ani nie będzie nam dane studiować antropologii filozoficznej czy biblijnej, by w sposób systematyczny i pogłębiony przyjrzeć się człowiekowi, ludzkiej osobie?  Myślę, że można posłużyć się pewnym świętym „fortelem”. Sam Bóg nam go proponuje.

  • Mam na uwadze ogrom miłosnych wyznań, którymi Bóg nas zasypuje. Wsłuchując się w nie, podobnie jak wsłuchujemy się w melodię wiatru i w piękne utwory muzyczne, będziemy odczuwać narastające przekonanie, że jesteśmy naprawdę drogocenni. I że byłoby rzeczą niestosowną, ba niemądrą i głupią, zwracać siebie dawcy w taki sposób, jak uczynił to trzeci sługa z przypowieści…

Ciężar miłości

Przypomnijmy sobie najbardziej nas poruszające wyznania miłości ze strony Boga Ojca. Może mamy je gdzieś wypisane lub zaznaczone w Piśmie Świętym. A oprócz słów-wyznań, mamy także czyny-wyznania! Bo przecież niebiosa także głoszą miłość Boga Stwórcy (por. Ps 19, 2).

Miłosne wyznania Boga w obfitości znajdziemy w dziennikach duchowych mistyków i świętych. A ja, pozostając wierny „moim” ulubionym trzem tomikom, przytoczę dłuższy cytat z ON i ja[3]. Jezus obecny w Tabernakulum, krótko zagadnięty przez Gabrielę, odpowiada. Jak cudnie odpowiada!

„Przychodzę porozmawiać z Tobą, umiłowana mała Hostio.

– „Wiesz, że lubię twoją prostotę. Wejdź… Zagłęb się we Mnie. Strać z oczu rzeczy ziemskie, z których największe są niczym. Twoje przebywanie jest w zaświatach. Wiesz jak jest z wielkimi drzewami? Trzeba by korzeniami dotykały ziemi, ale ich wierzchołki kołyszą się blisko nieba, a ptaki, jak uskrzydlone myśli, spoczywają na nich. O, niech Ja będę twoim odpoczynkiem! A moim odpoczynkiem niech będzie twoje serce!… Moje biedne dziecko, tak wątłe, spójrz na siebie. Czym jesteś! Dlaczego przykryłem cię tym ciężarem miłości? To jest potrzebą mojego ognia… Znajdź w sobie pragnienie oddania się twemu Wielkiemu Przyjacielowi: w każdej chwili wnikaj we Mnie i nigdy nie wychodź. Powiedz sobie: Jestem w Bogu. Oddycham w Bogu… Poruszam się w Bogu. Jak rybka unoszona przez głębokie wody, z Bogiem przenikającym cię w tobie. Czy może być większa zażyłość? Nie usztywniaj swej woli. Pozwól, by moja radość stała się twoją. To takie proste, życie drugiego Chrystusa w ramionach Chrystusa!… Wdychaj Mnie!… Bierz Mnie w siebie… Nie bój się… To dla ciebie… Stawaj się bogata. Odziewaj się. Pokaż się Ojcu i oddaj Mu trzy hołdy: Adorację – Wynagrodzenie – Dziękczynienie. Mów: Miłości, wyczerpuj mnie i wzmacniaj mnie. Pal i ochładzaj. Znajduj chwałę w mojej nędzy. A potem pomyśl o Kościołach – cierpiącym i walczącym. One są oczekiwane w niebie. Wspomagaj je. Miłością? Czy nie widzisz, że wszystkie moje polecenia czynione są z miłości? Należałoby je spisywać pochodniami i jeszcze nie byłoby dosyć. Nazywaj Mnie twoim Boskim Żarem. Gdybym użył mocniejszych słów, iluż by się zgorszyło… oni uznają tak wielką odległość między Stwórcą a stworzeniem, podczas gdy Ja wzywam do zażyłości w miłości największej. Ty to zrozum. Kochaj tak, jak Ja chcę być kochany: we wszystkich chwilach waszego krótkiego życia. Ja jestem waszym życiem; rozumiesz, moja Gabrielo, że to Ja jestem twoim życiem?”

 

Częstochowa, 6 stycznia 2012

(Łk 19,11-28)
Jezus opowiedział przypowieść, dlatego że był blisko Jerozolimy, a oni myśleli, że królestwo Boże zaraz się zjawi. Mówił więc: Pewien człowiek szlachetnego rodu udał się w kraj daleki, aby uzyskać dla siebie godność królewską i wrócić. Przywołał więc dziesięciu sług swoich, dał im dziesięć min i rzekł do nich: Zarabiajcie nimi, aż wrócę. Ale jego współobywatele nienawidzili go i wysłali za nim poselstwo z oświadczeniem: Nie chcemy, żeby ten królował nad nami. Gdy po otrzymaniu godności królewskiej wrócił, kazał przywołać do siebie te sługi, którym dał pieniądze, aby się dowiedzieć, co każdy zyskał. Stawił się więc pierwszy i rzekł: Panie, twoja mina przysporzyła dziesięć min. Odpowiedział mu: Dobrze, sługo dobry; ponieważ w dobrej rzeczy okazałeś się wierny, sprawuj władzę nad dziesięciu miastami. Także drugi przyszedł i rzekł: Panie, twoja mina przyniosła pięć min. Temu też powiedział: I ty miej władzę nad pięciu miastami. Następny przyszedł i rzekł: Panie, tu jest twoja mina, którą trzymałem zawiniętą w chustce. Lękałem się bowiem ciebie, bo jesteś człowiekiem surowym: chcesz brać, czegoś nie położył, i żąć, czegoś nie posiał. Odpowiedział mu: Według słów twoich sądzę cię, zły sługo. Wiedziałeś, że jestem człowiekiem surowym: chcę brać, gdzie nie położyłem, i żąć, gdziem nie posiał. Czemu więc nie dałeś moich pieniędzy do banku? A ja po powrocie byłbym je z zyskiem odebrał. Do obecnych zaś rzekł: Odbierzcie mu minę i dajcie temu, który ma dziesięć min. Odpowiedzieli mu: Panie, ma już dziesięć min. Powiadam wam: Każdemu, kto ma, będzie dodane; a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach. Po tych słowach ruszył na przedzie, zdążając do Jerozolimy.

Rozważanie z mojej książki: „PRZYJDĘ NIEBAWEM. Rozważania na czas kryzysu, lęku i powrotu Jezusa” , WAM 2012.

Zobacz szczegółowy SPIS TREŚCI


[1] Aimé Duval SJ, 1918- 1984, jezuita, znakomity francuski pieśniarz, rzec można pionier „nowej ewangelizacji”. Dał w swoim życiu 3000 koncertów w 45 krajach.

[2] Tych „rachunkowych” kątów patrzenia, aplikowanych do siebie i do wartkiego strumienia życia, św. Ignacy proponuje, w sumie, aż pięć. Można obiecać, że kto regularnie i możliwie często zdobywa się na ten paro aspektowy wgląd w otrzymany talent człowieczeństwa, ten traktuje go coraz godniej. Więcej o codziennym rachunku: Krzysztof Osuch SJ Rachunek sumienia szczegółowy i ogólny. Jak codziennie ulepszać siebie, relacje z Bogiem i drugim człowiekiem sumienia w mojej książce:, Wydawnictwo WAM

[3]Gabriela Bossis, ON i ja, Rozmowy duchowe Stwórcy ze stworzeniem. Wyd. Michalineum, t. 2, nr 111. Dostępne online http://www.objawienia.pl/gabriela/gabriela-spis.html

Komentarze

komentarzy 8 do wpisu “Dar bezcenny – ty i ja (talenty i miny)”
  1. Papież: ubodzy drogą do nieba, „paszportem do raju”

    Wszyscy bez wyjątku potrzebujemy chleba Słowa i Chleba eucharystycznego ponieważ jesteśmy żebrakami tego, co najważniejsze – miłości Boga, która daje sens życiu i życie bez końca – tymi słowami Papież rozpoczął homilię, którą wygłosił na Mszy z okazji I Światowego Dnia Ubogich. W Bazylice św. Piotra uczestniczyło w niej około 4 tys. ludzi ubogich, potrzebujących, chorych. Po Mszy 1500 z nich przeszło do Auli Pawła VI, gdzie z Franciszkiem zjedli obiad.
    W swym rozważaniu Papież nawiązał do Ewangelii, która mówi o talentach, jakie każdy otrzymuje według swoich zdolności.
    „Dlatego nikt nie może uważać siebie za bezużytecznego, nikt nie może uznać siebie za tak ubogiego, aby nie mógł dać czegoś innym. Jesteśmy wybrani i pobłogosławieni przez Boga, który pragnie napełnić nas swoimi darami, znacznie bardziej niż ojciec i matka pragną obdarować swoje dzieci. A Bóg, sprzed którego oczu żadne dziecko nie może zostać odrzucone, powierza każdemu pewną misję” – powiedział Ojciec Święty.
    Bóg obdarowując nas Swoimi darami – zaznaczył Franciszek – uczy nas odpowiedzialności. Jeden z trzech sług, który otrzymał talenty nie pomnożył ich, za co pan nazywa go złym i gnuśnym. Jego winą było zaniechanie dobra, nie zrobił bowiem nic, aby było go więcej. Franciszek przestrzegł, iż każdemu grozi taka postawa, gdy zadowalamy się tym, że jesteśmy dobrzy i nie zrobiliśmy nic złego. Ale nie czynienie zła nie wystarcza, bo Bóg nie jest kontrolerem szukającym ludzi jeżdżących na gapę, ale pragnie powierzyć nam swoje dobra. Źle się dzieje, kiedy nie otrzymuje od nas wielkodusznej odpowiedzi miłości, a jedynie przestrzeganie reguł.
    „Nie jest wierny Bogu ten, kto troszczy się jedynie o zachowanie, o utrzymanie skarbów przeszłości. Natomiast, jak mówi przypowieść, ten kto dodaje nowe talenty jest naprawdę «wierny», ponieważ ma taką samą mentalność jak Bóg i nie stoi biernie: podejmuje ryzyko ze względu na miłość, naraża swe życie dla innych, nie godzi się, by zostawić wszystko takim, jakim jest. Pomija tylko jedną rzecz: własną korzyść. To jest jedyne słuszne zaniechanie” – kontynuował Papież.
    Papież podkreślił, iż zaniechanie, które staje się obojętnością jest wielkim grzechem wobec ubogich. Nie wystarczy oburzać się z powodu istniejącej niesprawiedliwości, bo Bóg nie o tę postawę będzie nas pytał, ale o to, czy czyniliśmy dobro. Jeżeli więc pragniemy ofiarować coś Panu, to Jego upodobania znajdujemy w Ewangelii: „Wszystko co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). []
    W ubogim Jezus puka do naszego serca i spragniony prosi nas o miłość. Kiedy pokonujemy obojętność i w imieniu Jezusa poświęcamy się Jego braciom najmniejszym, to jesteśmy Jego przyjaciółmi dobrymi i wiernymi, z którymi lubi przebywać. Bóg to bardzo docenia, docenia postawę, o której słyszeliśmy w pierwszym czytaniu mówiącym o «dzielnej niewieście», która «otwiera dłoń ubogiemu, do nędzarza wyciąga swe ręce» (Prz 31,10.20). To jest prawdziwe męstwo: nie zaciśnięte pięści i założone ramiona, ale ręce pracowite i wyciągnięte ku ubogim, ku zranionemu ciału Pana” – stwierdził Franciszek.
    Mówiąc o ubogich Papież zaznaczył, iż są oni drogą do nieba, swoistym „paszportem do raju”. Stąd też troska o nich jest naszym ewangelicznym obowiązkiem, ale nie tylko dając im chleb, ale także dzieląc się z nimi wiarą, której są naturalnymi adresatami.
    „Przydałoby się nam wszystkim zbliżenie do uboższych od nas, poruszy to nasze życie. Przypomni nam, co liczy się naprawdę: kochać Boga i bliźniego. Tylko to trwa wiecznie, wszystko inne przemija. Zatem to, co inwestujemy w miłość, pozostaje, reszta zanika. Dziś możemy zadać sobie pytanie: «Co jest ważne w moim życiu, w co inwestuję?». W bogactwa, które mijają, których świat nigdy nie jest syty, czy też w bogactwo Boga, które daje życie wieczne? Ten wybór stoi przed nami: żyć, aby mieć na ziemi lub dawać, aby pozyskać niebo. Dla nieba nie liczy się bowiem to, co posiadamy, ale to co dajemy i «kto skarby gromadzi dla siebie, nie jest bogaty przed Bogiem» (Łk 12,21). Nie szukajmy zatem dla siebie tego co nadmierne, ale dobra dla innych, a niczego cennego nam nie zabraknie” – mówił Ojciec Święty.
    pp/rv

  2. … otrzymałem… przekazuję…
    Casting Crowns – Pieśń wdzięczności wśród burz (polskie napisy)

  3. J. pisze:

    Tylko te drzwi,
    które na oścież otwarliśmy drugim,
    będą otwarte i nam.

    Tylko ten chleb,
    który podaliśmy do pożywania dru­gim,
    nasyci i nas.

    Tylko ta woda,
    którą do picia podaliśmy drugim,
    ugasi i nasze pragnienia.

    Tylko ten chory,
    którego odwiedziliśmy,
    pozbawi nas naszej samotności.

    Tylko to słowo,
    które było pomocą dla drugich,
    pocieszy i nas.

    Tylko ta ręka,
    którą wyciągaliśmy do drugich,
    pojedna i nas.

    Tylko ta uczciwość,
    z którą zbliżaliśmy się do drugich,
    wyzwoli i nas.

    Tylko ta przyjaźń,
    którą żywiliśmy dla drugich,
    będzie nośnym przęsłem i naszego życia.

    Tylko ta nadzieja,
    którą wzniecaliśmy u drugich,
    pozwoli i nam uczestniczyć w ży­ciu.

    Tylko ta wolność,
    którą umożliwiliśmy drugim,
    wybawi i nas.

    /ks. Alfons Skowronek/

    ***

    Tylko tyle, wystarczy…

  4. Franciszek: nie chowajmy Bożych darów w kasie pancernej, dzielmy się naszymi talentami z drugim człowiekiem

    Nie istnieją sytuacje ani miejsca zamknięte dla chrześcijańskiego świadectwa. Papież Franciszek mówił o tym w rozważaniu na Anioł Pański. Zachęcając do zrobienia rachunku sumienia z talentów, jakie otrzymaliśmy od Boga pytał, ile osób pociągnęliśmy naszą wiarą, nadzieją, miłością. Punktem wyjścia papieskiej refleksji była ewangeliczna przypowieść o talentach. Franciszek podkreślił, że nie są one po to, by trzymać je w sejfie, ale po to, by dzielić się nimi z drugim człowiekiem, bo tylko w ten sposób wzrastają.

    „Człowiek z przypowieści przedstawia Jezusa, sługami jesteśmy my, a talenty są dziedzictwem, które Pan nam powierza. Czym jest to dziedzictwo? Jego Słowo, Eucharystia, wiara w Ojca niebieskiego, jego przebaczenie… Wiele rzeczy, to, co ma najcenniejszego. To jest dziedzictwo, które nam powierza – mówił Franciszek. – Nie tylko mamy je strzec, ale mamy je pomnażać! Podczas gdy w powszechnym użyciu termin «talent» wskazuje na wyjątkowe umiejętności indywidualne, np. talent muzyczny czy sportowy, to w przypowieści talenty oznaczają dobra Pana, które On nam powierza byśmy je pomnażali. Dół wykopany w ziemi przez «sługę złego i gnuśnego» wskazuje na lęk przed ryzykiem, który hamuje kreatywność i owocność miłości. Jezus nie prosi nas byśmy trzymali Jego łaskę w kasie pancernej, ale chce byśmy posługiwali się nią dla dobra innych”.

    Papież podkreślił, że wszystkie dary, jakie otrzymaliśmy od Boga są dla innych, bo tylko w ten sposób wzrastają. „To tak, jakby nam mówił: «Oto moje miłosierdzie, moja czułość, moje przebaczenie: weź je i zrób z nich szeroki użytek». A my, co z tym zrobiliśmy? Kogo «zaraziliśmy» naszą wiarą? Ilu osobom dodaliśmy odwagi naszą nadzieją? Ile miłości ofiarowaliśmy bliźnim?” – pytał Franciszek. „Dobrze nam zrobią te pytania. Każde środowisko, nawet to najbardziej odległe i nieosiągalne może stać się miejscem, gdzie talenty będą mogły przynieść owoc – mówił Papież. – Nie ma sytuacji ani miejsc, w których niemożliwa byłaby obecność i świadectwo chrześcijańskie”.

    Franciszek podkreślił, że ta przypowieść zachęca nas do tego byśmy nie ukrywali naszej wiary i naszej przynależności do Chrystusa oraz nie zakopywali Słowa Ewangelii. Ta przypowieść – zaznaczył Papież – jest zachętą do wprawienia w ruch tych darów w naszym życiu, w naszych relacjach i konkretnych sytuacjach życiowych, jako siły, która oczyszcza i odnawia.

    „Tak samo jest z przebaczeniem, które Pan nam daje szczególnie w Sakramencie Pojednania. Nie trzymajmy go zamkniętego w nas samych, ale pozwólmy by uwolniło swą siłę, by obaliło mury, które wzniósł nasz egoizm, by pozwoliło nam zrobić pierwszy krok w zablokowanych relacjach, by zacząć na nowo dialog, tam, gdzie nie ma już wzajemnej komunikacji – mówił Papież. – Musimy sprawić, że te talenty, prezenty, dary, które dał nam Pan będą dla innych. One wzrastają, przynoszą owoc poprzez nasze świadectwo. Pan nie daje wszystkim tych samych rzeczy i na ten sam sposób. Zna nas osobiście i powierza nam to, co jest słuszne dla nas. Jednak w każdym z nas pokłada ogromne zaufanie. Bóg nam ufa, pokłada w nas nadzieję! I to dotyczy każdego z nas. Nie zawiedźmy Go!”.

    bz/ rv

    Tekst pochodzi ze strony http://pl.radiovaticana.va/news/2014/11/16/franciszek:_nie_chowajmy_bo%C5%BCych_dar%C3%B3w_w_kasie_pancernej,_dzielmy_si%C4%99/pol-836582
    strony Radia Watykańskiego


  5. 1. Kiedyś powróci Pan,
    kiedyś powróci Pan,
    Obiecał to, powróci w noc,
    gdy się nie czeka Nań.
    Kiedyś powróci pan,
    kiedyś powróci Pan.
    Obiecał to, niech twardy sen,
    nie zmorzy cię w tę noc.
    Do Niego wołam w tęsknocie mej.
    Boże, czy przyjdziesz już nocy tej?
    Kiedyś powróci Pan, niech twardy sen,
    nie zmorzy cię w tę noc.

    2. Niech świeci lampka twa,
    niech świeci lampka twa,
    Byś drogę Mu do duszy swej
    jasno oświetlić mógł.
    Niech lampka duszy twej,
    niech lampka duszy twej,
    Wciąż jasno lśni,
    ażeby Pan odnalazł łatwo cię.
    Do Niego wołam w tęsknocie mej:
    Boże czy przyjdziesz już nocy tej?
    Niech lampka duszy twej,
    Wciąż jasno lśni, by Pan odnalazł cię.

    3. Czekaj Nań w sercu swym,
    czekaj Nań w sercu swym.
    I nie łudź się, byś szczęście swe,
    mógł znaleźć poza Nim.
    Czekaj Nań w sercu swym,
    czekaj Nań w sercu swym.
    Bo tylko z Nim dobroci
    blask rozjaśni dziś twój dom.
    Do Niego wołam w tęsknocie mej:
    Boże, czy przyjdziesz już nocy tej?
    Czekaj Nań w sercu swym,
    by jasny był i dobry dziś twój dom

Zostaw odpowiedź