Czy upomnienia są nam potrzebne?

9 października 2017, autor: Krzysztof Osuch SJ

W tych dniach czytamy w Kościele Księgę Jonasza. Dowiadujemy się z niej, z jakim oporem Jonasz podjął głoszenie upomnienia mieszkańcom Niniwy, pogrążonym w nieprawości. Do zapowiadanego zburzenia miasta nie doszło, gdyż ludzie pokutowali i zwrócili się do Boga. To prawda, upominanie jest zwykle przykre dla obu stron – dla upominającego i upominanych – ale jego owoce są znakomite. – Jak my postrzegamy dziś upominanie? Czy je cenimy? Czy wolimy raczej zginąć niż dopuścić do siebie mowę proroka, który przemawia w imię Stwórcy i Ojca narodów?

Pan przemówił do Jonasza po raz drugi tymi słowami: Wstań, idź do Niniwy, wielkiego miasta, i głoś jej upomnienie, które Ja ci zlecam. Jonasz wstał i poszedł do Niniwy, jak powiedział Pan. Niniwa była miastem bardzo rozległym – na trzy dni drogi. Począł więc Jonasz iść przez miasto jeden dzień drogi i wołał, i głosił: Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona. I uwierzyli mieszkańcy Niniwy Bogu, ogłosili post i oblekli się w wory od największego do najmniejszego. (…)Zobaczył Bóg czyny ich, że odwrócili się od swojego złego postępowania. I ulitował się Bóg nad niedolą, którą postanowił na nich sprowadzić, i nie zesłał jej (Jon 3,1-10).

 

Upominani tyle razy

 Z osobistego doświadczenia wiemy, co znaczy upominać i być upominanym. Na dźwięk słowa upomnienie budzą się w nas różne uczucia: od niechęci po szczerą wdzięczność. Zapewne upominano nas w domu rodzinnym, w szkole, w takiej czy innej wspólnocie, w pracy… Niektóre upomnienia pamiętamy do dziś. Jedne wspominamy z wdzięcznością, inne ze smutkiem i być może ze (słuszną lub nie) odrazą… Upomnienia miały uczynić nas lepszymi i ustrzec przed złem.

 Bywa jednak i tak, że od upomnień (źle zaaplikowanych lub źle przyjmowanych) czasem brzydnie komuś życie. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy upominającemu brakuje życzliwości i szacunku, a motywem napominania jest żądza władzy, górowania i poniżania. Problem może być też po stronie upominanego. Będzie o tym dalej.

Bóg nas upomina

 Nie tylko Księga Jonasza, ale wiele innych miejsc w Piśmie Świętym uświadamia nam, że w naszych relacjach z Bogiem trzeba być przygotowanym na upomnienia. Biblia jest pełna Bożych upomnień i wezwań do nawrócenia. Nie da się ich łatwo zneutralizować. Raczej trzeba nauczyć się je przyjmować, gdyż najwidoczniej mają one wielkie znaczenie w prostowaniu naszej drogi do Boga!

 Czytając Księgi Proroków, zauważamy, że Bóg żywo i mocno reaguje na pogrążanie się ludzi w złości grzechów. Bóg niestrudzenie napomina i upomina się o każdego człowieka. Czyni to najpierw w głębi serca błądzącego człowieka. To mocne działanie Boga walczącego o nas przejawia się jako głos sumienia, który wyraźnie i mocno napomina. Ten Głos czyni wyrzuty, a nawet „gryzie”.

 Bóg przychodzi z upomnieniem także od zewnątrz. Na przestrzeni Historii Zbawienia angażuje różnych ludzi i każe im być Jego ustami. Każe im mówić w swoim imieniu. Dla „zatrudnionych” przez Boga proroków oznacza to wielką godność, ale i wielki trud. Miło jest w imieniu Boga obwieszczać wielkie obietnice. Przykro jest napominać i wieścić nieszczęścia, które przyjdą niechybnie, jeśli napominani nie odwrócą się od złego postępowania. Prawdziwy prorok, polegając na Bogu, gotów jest przyjąć zarówno słodycz jak i gorycz, wpisane w jego misję i służbę.

Jonasz nie chce upominać

Jonasz, syna Amittaja, jest jednym z tych, który otrzymał od Boga polecenie: „Wstań, idź do Niniwy – wielkiego miasta – i upomnij ją, albowiem nieprawość jej dotarła przed moje oblicze” (Jon 1, 1). Jonasz wcale nie kwapił się, by wypełnić zleconą mu misję. Wiele uczynił, by się wywinąć: „A Jonasz wstał, aby uciec do Tarszisz przed Panem”. Reakcja Jonasza pokazuje, że niełatwo jest podjąć zadanie upominania, a następnie wiernie ją wypełnić. Jonasz mniema, że łatwiej będzie sprzeciwić się Bogu i uciec daleko od Niego.

 My dziś różnie zapatrujemy się na biblijne upomnienia i prorockie zadania. Jednak nasze zapatrywania nie są tu rozstrzygające. Najważniejsze jest to, także w naszych czasach, by zauważyć i uznać, że to sam Bóg widzi powody do napominania tych, którzy lekceważą Jego Miłość i zbawczy plan. I że to On posyła z misją upominania. I że, w istocie, jest to Jego dar dla błądzących, a nie zamach na ludzką wolność.

 Języka napomnień używał nie tylko Jonasz i wielu innych proroków, aż po Jana Chrzciciela (por. Mt 14, 4). Także Jezus niejednokrotnie upominał tych, którzy udawali pobożnych (Łk 11, 39; 20, 20), a jednocześnie czynili różne nieprawości. Jezus napominał mocno tych, którzy zamykali się na wyjątkowość i jedyność Jego Osoby i misji.

Upominanie źle widziane

Upominanie innych i przyjmowanie upomnień nigdy nie było czymś łatwym i oczywistym. Prorocy byli mocno kontestowani, a nawet zabijani. Dzisiaj jest podobnie. Wciąż trudno – a nawet coraz trudniej – jest nam uznać, że upominanie to jeden z najważniejszych elementów życia religijnego i autentycznego życia duchowego. Wielu (może tylko niektórzy) chciałoby zamknąć usta tym, którzy upominają, choć powołują się na autorytet i nakaz samego Boga. Chciano by posługę upominania napiętnować jako coś nagannego i nieprzystającego do zabsolutyzowanej wolności człowieka.

 Tymczasem, tak naprawdę, to nie posługę upominania należy wyeliminować! Wyeliminować i napiętnować należy panoszącą się (zawsze i z definicji głupią) pychę, która szerzy się jak zaraza i każe obronnie krzyczeć: «Nikt nie ma prawa mnie upominać! Wara od mojej wolności.»

 Pycha ma to do siebie, że zaślepia i fałszuje rzeczywistość. Pycha zawsze uruchamia siły, które niszczą i samego pysznego i innych wokół niego. Pycha wyniośle od-pycha upominającego i po-pycha upominanego do fałszywej i wręcz przewrotnej oceny sytuacji.

Zawsze przystoi nam pokora

 Bóg w podejściu do nas jest zawsze pokorny. Autentyczna miłość jest zawsze pokorna i delikatna. Widać to w całym uniżeniu Jezusa Chrystusa.

 Skoro tak, to i nam także przystoi pokora. A człowiek pokorny gasi w sobie odruch pychy, która odpycha i przewrotnie objaśnia rzeczywistość. Pokora każe samemu sobie perswadować łagodnie (a jak trzeba, to i z mocą): «Jestem tu na ziemi od niedawna i całe życie jestem nowicjuszem, gdy chodzi o rozumienie Tajemnicy Boga, tajemnicy człowieka, sensu życia i jego fundamentalnych praw. Właściwie wciąż jestem niedouczony. Bywam kuszony przez atrakcje grzechu i upadam!»

 Zatem jest dobrze (a nawet bardzo dobrze), gdy Bóg swoim Słowem czy także bliźni – w Kościele i w innych społecznych kontekstach – chcą mi zaofiarowywać upomnienie! Czyż nie potrzeba, bym się po wielekroć w życiu opamiętywał i porzucał różne iluzje i ułudy szczęścia? To prawdziwy dar, gdy dociera do mnie – w różnej postaci – napomnienie. To dobrze, że upominający pragnie mojego dobra, sprzyja mi i troszczy się o to, bym zwracał się do Boga całym sercem i czynił dobro»…

 Pokora w przyjmowaniu daru napomnień przystoi nam w każdym wieku i w każdym stanie życia. Także status społeczny nie ma tu znaczenia. Naszą pokorną otwartość na upomnienia zwiększa świadomość tego, że dzisiaj za sprawą potęgi mediów i globalizmu grożą nam uwiedzenia i błędy na wielką skalę! Można im ulec niemal bezwiednie. A gdy ktoś nam to wytyka, to tak łatwo jest schować się za parawan obowiązującej poprawności czy zdania sondażowo ustalonej większości.

Klarowne upomnienia bardzo potrzebne

 W ostatnich dekadach widzimy, jak wielkie błędy antropologiczne i bez-bożne stanowienie praw szerzą się tak szybko jak pożary w wysuszonych regionach Europy. „Apostołowie” nowej cybernetycznej cywilizacji i nowej (zlaicyzowanej) wizji człowieka stają przed nami pewnie i bezczelnie. Zdają się nie mieć żadnych wątpliwości i wyrzutów sumienia.

 Jak to dobrze, że wciąż – z taktem i precyzją – mówią o tym wszystkim Pasterze Kościoła, zwłaszcza papieże, Jan Paweł II i Benedykt XVI. Można by cytować wiele ich krytycznych wypowiedzi, które są Jonaszowym upomnieniem na nasze czasy. Jednak na koniec przywołam wypowiedź świeckiego człowieka, Andre Frossarda, nawróconego francuskiego żyda, w którym też widać jasną myśl i prorocki charyzmat.

 Tak pisał on przed kilkunastu laty (1994) w 55-ciu stronicowej książeczce, znamiennie zatytułowanej Słuchaj, Izraelu:

„Jeśli chodzi o stan świata, to jest on mniej więcej taki, jaki był w przeddzień potopu: gwałty, grabieże, kłamstwa, chorobliwa pycha, pogarda dla słabych, rozmaite okrucieństwa, skryta niechęć do niewinności”.

 – A skąd wzięło się to tsunami zła? Prorok ma jasną odpowiedź: z szaleństwa, jakim jest grzech odstępstwa od Boga. Autor gorzko i ironicznie stwierdza:

„Zjedliśmy nie tylko owoc zakazany, o którym jest mowa w Księdze [Rodzaju], ale połknęliśmy całe drzewo, z liśćmi, gałęziami i pniem aż po korzeń. ‘Będziecie jako bogowie znając dobro i zło’ – obiecywał wówczas diabeł, by zachęcić nas do spożycia tego owocu. I oto spójrzcie: jakimi pięknymi staliśmy się bożkami! Jesteśmy zamrażani, instrumentalizowani, niszczeni zależnie od prawa podaży i popytu. Jutro za matkę i ojca będziemy mieli próbówkę i strzykawkę; uprawia się nas w roztworze molekuł zielonej małpy, klonuje w laboratoriach, co dotychczas praktykowano tylko z myślą o bydłu i rzeźni. Mamy korzystnych zastępców w postaci elektronicznych pastylek, tak, że zamiast »bogów« pewnego dnia będziemy wołami lub pchłami” (A. Frossard, Słuchaj, Izraelu, Wyd. Palabra, Warszawa 1995, ss. 54 i 53).

 Rekolekcje Ignacjańskie, które jezuici wszystkim proponują jako najcenniejsze dobro, dotykają różnych obszarów ludzkiego serca i życia we współczesnym świecie. Stanowią one wieloraki dar. Jednym z nich jest otwarcie się na upomnienie, które kieruje do nas Bóg Ojciec w swoim Synu Jezusie Chrystusie. Jest ono zazwyczaj łagodne i dostosowane do duszy, do osoby, która pragnie, by Bóg wyprostował drogi, ogarnął swą Miłością i usposobił do lepszej służby Jemu.

Komentarze

komentarzy 6 do wpisu “Czy upomnienia są nam potrzebne?”
  1. Marek pisze:

    Napominać można kolegialnie?

    Moja siostra, powołując się na ten tekst, nawołuje rodzeństwo do spotkania się rodzeństwa w celu omówienia zachowania mojego brata i podjecia wspólnych kroków. Kiedyś już doprowadziła do podobnego spotkania a efektem buła decyzja o mojej wyprowadzce od rodzicow obwieszczonna mojej matce. Motywowana byla zlymi pomiedzy mna a ojcem. Jestem ciekaw co Ojciec myśli o takim kolegialnym naradzaniu się i napominaniu?

  2. Papież – w czasie porannej homilii – przekonywał, że chrześcijanin musi być zawsze szczególnie ostrożny w rozpoznawaniu tego, co pochodzi od Boga, a co od Złego:

    Chrześcijanin nie może być spokojny, że wszystko jest w porządku, tylko musi umieć rozeznać, co skąd pochodzi, co jakie ma korzenie” – mówił Franciszek.

    Ojciec Święty jako największą broń diabła wskazał uciszenie ludzkiego sumienia:

    „Uspokoić sumienie. Znieczulić sumienie. A to jest wielkie zło. Kiedy złemu duchowi uda się znieczulić sumienie, można mówić, że naprawdę zwyciężył. Staje się on wtedy panem takiego sumienia. Powie mi ktoś: «Ależ to przecież dzieje się wszędzie! Tak, wszyscy, naprawdę wszyscy mamy problemy, wszyscy jesteśmy grzesznikami, wszyscy…». Tylko, że mówiąc: «wszyscy», myślimy: «nikt», albo: «Wszyscy, ale nie ja». I tak żyje się tą światowością, która jest córką złego ducha” – przekonywał papież.

    MW/radiovaticana.va

  3. Franciszek na Mszy: nie opierajmy się Bożemu miłosierdziu

    ◊ Przed zatwardziałością serca, która nie wpuszcza Bożego miłosierdzia, przestrzegł Papież podczas porannej Mszy, którą odprawił w kaplicy św. Marty, zanim udał się na obrady Synodu Biskupów. W homilii nawiązał do historii Jonasza, z którego księgi zostało zaczerpnięte pierwsze czytanie dzisiejszej Mszy. Prorok ten opierał się woli Bożej, ale w końcu nauczył się być posłusznym Panu. Dzięki głoszonemu przez niego słowu nawróciło się wielkie miasto Niniwa – zauważył Ojciec Święty.

    „Naprawdę czyni cud, bo w tym przypadku wyzbył się swojego uporu. Okazał posłuszeństwo woli Bożej i zrobił to, co Pan mu już wcześniej nakazał” – powiedział Papież.

    Jednak wobec nawrócenia Niniwy Jonasz, który „nie jest uległy Duchowi Świętemu, oburzył się” – przypomniał Franciszek. Prorokowi nie podobało się to nawrócenie i czynił wręcz wyrzuty Bogu. Papież zwrócił uwagę, że historia Jonasza ma trzy części. W pierwszej stawia on opór misji, którą powierzył mu Pan. W drugiej okazuje „posłuszeństwo, a kiedy jest się posłusznym, czyni się cuda – powiedział Ojciec Święty. – Kiedy było posłuszeństwo woli Bożej, Niniwa się nawróciła”. Natomiast w trzeciej części historii Jonasz stawia opór Bożemu miłosierdzia.

    „Te słowa: «Panie, czy nie to właśnie miałem na myśli, będąc jeszcze w moim kraju? Bo Ty jesteś Bóg miłosierny i łagodny» (por. Jon 4, 2), a ja wykonałem dobrze moją pracę kaznodziei i Ty teraz im przebaczasz? To serce jest tak twarde, że nie wpuszcza miłosierdzia Bożego. Ważniejsze jest moje kazanie, ważniejsze są moje myśli, ważniejsza jest ta cała lista przykazań, które muszę wypełniać, ważniejsze jest to wszystko, niż miłosierdzie Boże”.

    „Tam, gdzie jest Pan Bóg – powiedział Franciszek – tam jest miłosierdzie. I św. Ambroży dodawał: «A tam, gdzie jest surowość, tam są jej słudzy». To upór, który stawia wyzwanie misji, stawia wyzwanie miłosierdziu” – zauważył Papież.

    „Kiedy jesteśmy już blisko rozpoczęcia Roku Miłosierdzia, módlmy się, aby Pan pozwolił nam zrozumieć, jakie jest Jego serce, co znaczy «miłosierdzie», co znaczy to, co On powiedział: «Miłosierdzia chcę, a nie ofiary!». I dlatego w kolekcie dzisiejszej Mszy modliliśmy się tym pięknym wyrażeniem: «Okaż nam swoje miłosierdzie», bo miłosierdzie Boże rozumie się tylko wówczas, kiedy zostało nam okazane, kiedy zostało wylane na nasze grzechy, na nasze nędze”.

    ak/ rv

  4. rafi pisze:

    To, co Jonasz głosił w Niniwie właściwie trudno nazwać upomnieniem. To była zapowiedź kary. „Jeszcze czterdzieści dni, i Niniwa będzie zburzona”. Jonasz nie chciał iść do Niniwy wcale nie dlatego że było to jakieś trudne czy nieprzyjemne przedsięwzięcie. On myślał że jak nie pójdzie to mieszkańcy Niniwy na pewno się nie nawrócą i Bóg zniszczy Niniwę. I tego właśnie Jonasz pragnął z całego serca. Bo mieszkańcy Niniwy to byli jacyś poganie od których Izraelici doświadczyli wiele zła. Jonasz jest w tej księdze czarnym charakterem, i raczej to jest kiepski wzór. Pozytywnym bohaterem jest Bóg, który okazał miłosierdzie mieszkańcom Niniwy, i do tego jeszcze niesamowitą cierpliwość wobec Jonasza…

  5. s.ludmila Rozumek pisze:

    Ojcze Krzysztofie, dziękuję za piękne i wyczerpujące rozważanie tak ważnego tematu. Owocem mojej refleksji jest prośba skierowana do Jezusa o dar pokory w przyjmowaniu upomnień, prawdy o sobie… a wszystko dla głębszego zjednoczenia z JEZUSEM, OJCEM I DUCHEM ŚWIĘTYM. Tylko Kochający Bóg może to sprawić, On pragnie tego bardziej niż ja. Ufam Mu jak tylko potrafię. Wciąż na nowo opuszczać siebie, aby być przy NIM i w NIM…MIŁUJĄC GO całym sercem. I to tak ważne o czym kiedyś Ojciec pisał, że nie ma miłości do Boga i Zjednoczenia z NIM bez miłowania Człowieka, zawsze, każdego i tak jak nas miłuje BÓG… bez osadzeń, krytyki. Bardzo mi wciąż tego brakuje, ale niemniej tego pragnę, co jest darem JEZUSOWEJ MIŁOŚCI, działającej i przemieniającej. Doświadczyć tego możemy zawsze, kiedy trwamy w JEGO czułej i szalonej Miłości do nas. Życzę zdrowia i sił DUCHA ŚWIĘTEGO do obdarowywania nas SŁOWEM o BOŻEJ MIŁOŚCI i napomnienia. ludmila

  6. Wieści z Synodu na blogu abpa Gądeckiego
    Abp Gądecki jest być może jedynym ojcem synodalnym, który prowadzi codziennego bloga poświęconego obradom biskupów. Opisuje w nim wszystkie przed- i popołudniowe sesje – poinformował KAI ks. Paweł Rytel-Andrianik, rzecznik Episkopatu Polski.

Zostaw odpowiedź