Stratowana winnica!

7 października 2017, autor: Krzysztof Osuch SJ

Pierwsze zdania natchnionego tekstu brzmią naprawdę pięknie i obiecująco. Przyjaciel Przyjacielowi śpiewa pieśń. Pieśń o Jego miłości: Chcę zaśpiewać memu Przyjacielowi pieśń o Jego miłości ku swojej winnicy! Jednak w pewnym momencie pieśń „się załamuje”. Robi się arcypoważnie, dramatycznie… A my wyczuwamy, że chodzi także o nas. O nas dzisiaj. Zwłaszcza gdy Izajaszową pieśń rozważymy w świetle Jezusowej przypowieści o winnicy (Mt 21, 33-43), czytanej w 27. Niedzielę zwykłą.

Stratowana winnica

Chcę zaśpiewać memu Przyjacielowi pieśń o Jego miłości ku swojej winnicy! Przyjaciel mój miał winnicę na żyznym pagórku. Otóż okopał ją i oczyścił z kamieni i zasadził w niej szlachetną winorośl; pośrodku niej zbudował wieżę, także i tłocznię w niej wykuł. I spodziewał się, że wyda winogrona, lecz ona cierpkie wydała jagody. «Teraz więc, o mieszkańcy Jeruzalem i mężowie z Judy, rozsądźcie, proszę, między Mną a między winnicą moją. Co jeszcze miałem uczynić winnicy mojej, a nie uczyniłem w niej? Czemu, gdy czekałem, by winogrona wydała, ona cierpkie dała jagody? Więc dobrze! Pokażę wam, co uczynię winnicy mojej: rozbiorę jej żywopłot, by ją rozgrabiono; rozwalę jej ogrodzenie, by ją stratowano. Zamienię ją w pustynię, nie będzie przycinana ni plewiona, tak iż wzejdą osty i ciernie. Chmurom zakażę spuszczać na nią deszcz». Otóż winnicą Pana Zastępów jest dom Izraela, a ludzie z Judy szczepem Jego wybranym. Oczekiwał On tam sprawiedliwości, a oto rozlew krwi, i prawowierności, a oto krzyk grozy (Iz 5, 1-7). 

Bardzo zadbana i umiłowana

Gospodarz bardzo się natrudził, zakładając winnicę. Pieczołowicie zadbał, by winorośle miały wszystko, dzięki czemu wydadzą winogrona słodkie i soczyste. A jednak okazało się, że dały „cierpkie jagody”. — Czy jest powód do przejmowania się? W duchu modnej tolerancji i wszechogarniającego relatywizmu trzeba by odpowiedzieć: «A niech sobie winorośle owocują, jak chcą. Są wolne i autonomiczne. Kto może czegoś od nich oczekiwać czy żądać. I w ogóle oceniać je? Itp.».

Ze słów Jezusa i z pieśni Izajasza wynika, że zdaniem Boga Przyjaciela winorośle powinny wydać owoc szlachetny. Bóg stwarzając z Miłości, zadaje sobie tyle trudu nie po to, żeby winorośle — z własnej winy — wyradzając się, dawały „cierpkie jagody”. Bóg stwarza je (człowieka) z miłości i dla miłości. On też wie, że człowiek nie „spełni się” — nie odkryje sensu życia i nie zazna szczęścia, jeśli nie przyjmie upajającego „wina Bożej Miłości” i jeśli sam nie zaowocuje miłością…

  • Święty Ignacy Loyola pisze w Ćwiczeniach duchownych, że „Miłość winno się zakładać więcej na czynach niż na słowach” (Ćd 230). Rzeczywiście, Miłość Boga do nas (do winnicy) wyraża się w niezliczonych czynach.
  • Bóg Stwórca zadbał o każdy szczegół: podzielił się istnieniem i podobieństwem do Niego Samego; dał powietrze, wodę, chleb, gwiazdy i słońce na bezkresnym firmamencie…
  • Nade wszystko przyobiecał dać nam życie wieczne i udział w Jego Boskim życiu i szczęściu!

Ludzie Biblii, patrząc na czyny i dzieła Boga, wołali w zachwycie: Jak liczne są dzieła Twoje, Panie! Ty wszystko mądrze uczyniłeś: ziemia jest pełna Twych stworzeń (Ps 104, 24). Jakże godne ukochania są wszystkie Jego dzieła, i zaledwie iskierką są te, które poznajemy (Syr 42, 22). Także psalm 80 mówi o wielkiej trosce Boga: Przeniosłeś z Egiptu winorośl i zasadziłeś ją wygnawszy pogan. Rozpostarła swe pędy aż do Morza, aż do Rzeki swe latorośle.

  • Gdyby Izajasz stanął dziś pośród nas, to na pewno (jako przyjaciel Boga) wołałby tak: «Izraelu, czy są jeszcze jakieś słowa miłości, których Bóg nie wypowiedział? Kościele, człowieku, czy są czyny miłości, których by Bóg nie wykonał?».
  • A sam Bóg mógłby z wyrzutem przypomnieć nam, że tak łatwo zapominamy o Jego solennych zapewnieniach i je lekceważymy: Bo góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać, ale miłość moja nie odstąpi od ciebie i nie zachwieje się moje przymierze pokoju, mówi Pan, który ma litość nad tobą (Iz 54, 10). Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie. Oto wyryłem cię na obu dłoniach (Iz 49, 15).

Skąd te „cierpkie jagody”?

Dramatem pokoleń idących przez ziemię jest to, że choć są Bożą winnicą — bardzo miłowaną i zadbaną, to jednak jagody wydają cierpkie! Tych cierpkich jagód w niektórych pokoleniach bywa stanowczo za dużo, dramatycznie za dużo. Powiedziano: Bóg spodziewał się, że [winnica] wyda winogrona, lecz ona cierpkie wydała jagody. Nic dziwnego, że Bóg dopytuje się: Czemu, gdy czekałem, by winogrona wydała, ona cierpkie dała jagody?

Odpowiedzi na pytanie Boga trzeba szukać „na początku”. Otóż już w raju człowiek okazał się podejrzliwy wobec swego Stwórcy! Nieufności, po mistrzowsku przez szatana zasugerowanej, ulegli pierwsi rodzice w raju. Ich dramat polegał na tym, że „odstawili na bok” prawdziwy obraz Boga (wynikający z czynów Boga) i zasłuchali się w kłamliwe podszepty kusiciela, „wyssane z palca”, urojone w chorej wyobraźni Węża. Obraz Boga wygenerowany w umyśle upadłego anioła uznali za godny uwagi. Demoniczny obraz Boga, będący w istocie insynuacją fatalną i bezczelną, zaczął podkopywać ich zaufanie do Stwórcy: «A może rzeczywiście nie jest On taki do końca dobry, bez zarzutu i godny bezwarunkowego zaufania?».

  • Szatan i jego słudzy specjalizują się w wygadywaniu na temat Boga „rzeczy” szalonych i okropnych.
  • A naszym ludzkim dramatem, zwłaszcza po grzechu pierworodnym, jest to, że trawi nas chorobliwa podejrzliwość, gorsza od szerzących się nowotworów.
  • Straciliśmy pierwotną ufność, widzianą jeszcze w „czystej” postaci u maleńkiego dziecka, które ufa swej matce i bez wątpliwości powierza się mocnym ramionom ojca.
  • Skażeni nieufnością i podejrzliwością — nazbyt łatwo nadstawiamy ucha na kłamliwą gadaninę duchów skłóconych ze swym Stwórcą! Jakbyśmy gdzieś w skrytości serca myśleli sobie: «A nuż jest w demonicznej perswazji jakaś tajemna prawda. No i jak się jej zawierzy, to można będzie zdystansować się wobec Boga i powiedzieć Mu: Nie będę Ci ufał i Tobie służył! Wreszcie będę mógł robić (bez wyrzutów sumienia i lęków), co mi się spodoba. Poza dobrem i złem. Ponad jednym i drugim!».

Powiedzmy to jeszcze tak. Człowiek, traktując na poważnie demoniczny obraz Boga jako rzekomo prawdziwy i wiarygodny, widzi (no, może nie od razu), że nieuchronnie traci stan rajskiego bytowania, ale za to — zdaje mu się — zdobywa, jakby w zamian, zwolnienie z obowiązku właśnie szlachetnego owocowania i dawania Gospodarzowi smacznych winogron. „Odtąd” winogrona mogą być jakiekolwiek — cierpkie, zwyrodniałe, brzydkie. I nic nikomu do tego. Żadnej odpowiedzialności.

  • Idąc za demonicznym kuszeniem i uwiedzeniem, człowiek (a szerzej, bezbożna cywilizacja) swoiście delektuje się tym, że (wreszcie) bez wyrzutów sumienia może „budować” siebie ze zła, z ewidentnej nieprawości i grzechów.
  • Wszelka złość i szpetota stają się równoprawne z dobrem i pięknem. A grzechu, zła, brzydoty nie trzeba się już wstydzić, bo „teraz” wszyscy (gdy tylko oderwie się ich od Boga) mają się poczuć zobowiązani do akceptacji, a nawet pochwalania tego, co zwyrodniałe i sprzeczne z wolą Stwórcy.

Nasuwa się pytanie, czy Bóg Stwórca, tak pięknie nazwany przez Izajasza Przyjacielem, też się okaże tolerancyjny. Czy będzie Mu wszystko jedno? Czy okaże „szczytową” tolerancję wobec ludu wydającego „cierpkie jagody”? — Nie. Zdecydowanie nie! On na pewno przypomni, kto tu jest Właścicielem, Gospodarzem i „Inwestorem”! I dlaczego Miłość tak bardzo angażuje się w człowieka!

Straszne skutki

Zarówno Izajasz w natchnionej pieśni, jak i Pan Jezus w przypowieści o winnicy (por. Mt 21, 33-43) zapowiadają bardzo poważne konsekwencje grzechu nieufania miłości Boga i lekceważenia Go. Owszem, jest więcej niż pewne (na mocy Objawienia), że Bóg zawsze będzie miłosierny wobec nawracającego się grzesznika, ale człowieczej samowoli nie pozostawi bezkarną, gdy ta generuje zło wszelkiego rodzaju i w nim się pogrąża.

Więc dobrze! Pokażę wam, co uczynię winnicy mojej: rozbiorę jej żywopłot, by ją rozgrabiono; rozwalę jej ogrodzenie, by ją stratowano. Zamienię ją w pustynię, nie będzie przycinana ni plewiona, tak iż wzejdą osty i ciernie. Chmurom zakażę spuszczać na nią deszcz.

W tym momencie oddam głos Tadeuszowi Żychiewiczowi. Jego mocnym słowom trudno będzie zaprzeczyć… Nawiązując do Bożej groźby, tak pisze:

„Sceptycyzm trzeba zostawić u progu, gdyż spełniły się najdokładniej Izajaszowe wizje: nie było pod niebem innego ludu, nad którym zawisłyby dotkliwsze spełnienia. Widziała, zburzona do korzeni, Jerozolima całą zapowiedzianą obrzydliwość spustoszenia i las rzymskich krzyży dookoła ruin świątyni… Mijający czas widział rozproszenie ludu i całą gehennę jego poniżenia…. Płonęły stosy Hiszpanii i Niemiec, getta płonęły także, a synagogi w rojach iskier padały w proch. Tyle wieków a gniew niegasnący. Lecz zanim wpadnie nam do głowy myśl, aby Bogu wystawić rachunki, pomyślmy: może dlatego gniew mocny i niegasnący, że podobna była i miłość? Może dlatego gniew tak głęboki, że podobnie wielkie było zawierzenie i zawód odrzucenia?

… Może dlatego gniew tak straszliwy, że bliskość tak wielka? — I może także niewygasła. Gdy i to mówi Prorok: że omyje Pan córkę Syjonu, a wielu zapisanych jest w Księdze Żywota. Gdy wpadnie nam do głowy myśl głupia i gnuśna i tchórzliwa, że wszystko to nas nie dotyczy — zechciejmy zrozumieć, że to przecież nieprawda”. „Nic się nie zmieniło. Chrześcijanie są ludem lirycznym. Marzą o wielkiej i niegasnącej miłości Boga. Strofy bardzo piękne układają o wielkiej Jego bliskości. I po cichutku agrest podsuwają Panu zamiast winnych jagód. Nawet podobne. I tylko o tym jednym zapominamy chętnie: że gniew bywa podobny miłości i równie straszny, jak wielka może być bliskość. Izajaszu spraw: abyśmy cię usłyszeli”4.

„Zwrot wprost do Miłości”

Nasuwa się pytanie: czy nasze pokolenie ma biernie czekać na nieuchronne i bolesne konsekwencje odstępstwa od Boga i zlekceważenia Jego istnienia, Jego Miłości i Jego ładu? A może raczej, prowadząc swoiście podwójne życie, mamy ukryć się w liryzmie, „bezkonsekwentnie” opiewającym wielką Miłość Boga? — Nie. Jedno i drugie nie miałoby sensu, nie powodując odwrotu od grzechu i zwrócenia się całym sercem do Boga.

Co zatem może nas uratować przed wiszącymi nad naszymi głowami fatalnymi skutkami (mówi o nich Izajasz i Jezus) wielkich grzechów świata, globalizującego się także co do skali i powszechności zła? Czy jest ratunek dla winnicy, jaką jest Kościół, Ziemia i każda osoba?

  • Kto stara się być uważny na prorocką mowę Boga, rozbrzmiewającą w przepowiadaniu Piotra naszych czasów, a także w orędziach Matki Bożej, ten zna podstawowe i trafne odpowiedzi. Nawet w wielkim skrócie nie będę ich teraz przytaczał.
  • Chcę jednak tym wyraziściej podkreślić „starą” receptę na całe zło świata, daną w połowie minionego wieku przez Piusa XII. Papież twierdził wtedy, że złu i wielkim zagrożeniom możemy zaradzić i zapobiec, zwracając się wprost do Miłości Boga, tej kontemplowanej w Sercu Jezusa!
  • Ukonkretnieniem papieskiej (a właściwie Chrystusowej) recepty na ocalenie świata, Europy, Polski są poważnie potraktowane — osobiste, wspólnotowe, narodowe — poświęcenia zagrożonej Winnicy Sercu Jezusa, Chrystusowi Królowi, Niepokalanemu Sercu Najśw. Maryi Panny. A przy sposobności chciałoby się zapytać, skąd w temacie poświęceń tyle nieporozumień, dziwnych oporów, zwłoki… Czy zdążymy?

Á propos, poruszył mnie film Dominika Tarczyńskiego o Kolumbii, emitowany w telewizji Trwam (inne polskie sieci telewizyjne odmówiły emisji tego dokumentu, nagrodzonego grand prix w Niepokalanowie. Nie chodziło o pieniądze. Reżyser nie chciał zapłaty! Film mówi o degrengoladzie Kolumbii, gdy w roku 1991 „konstytucyjnie” desakralizowano naród kolumbijski. Następnie w efekcie intensywnych działań mistyków (właściwie Matki Bożej), grup modlitewnych i władz państwowych Kolumbia ponownie została poświęcona Najśw. Sercu Pana Jezusa i odtąd kraj ten doświadcza coraz pełniejszego odrodzenia, rozkwitu, zwyciężania dobra.

Drzwi są otwarte

Na koniec przytoczę słowa Jezusa, które usłyszała Gabriela Bossis:

„Moje serce kocha cię nieustannie. Prawda, że nie zdajesz sobie z tego sprawy? Prawda, że dziwi cię ta miłość twego Boga? Chociaż znasz Go mało, staraj się myśleć o Nim więcej i niech to będzie dla ciebie słodkie. Będę tym uszczęśliwiony. Można powiedzieć, że wasz Bóg kocha was tylko po to, by wam dać radość. A jednak tak wielu nie chce w to uwierzyć!… I to było moją troską w Ogrodzie Oliwnym: «Cierpię aż do śmierci, ponieważ ich kocham. Ale oni nie będą mogli nawet znieść tego, by im to powiedziano…» O, moja córko, wierz po prostu w Miłość. Dziękuj Miłości. Kochaj Miłość. Zajmuj się tylko Nią. Prawda, że to jest skarb twego serca? Prawda, że to ożywicielka twojej samotności? Towarzyszka twych nocy? Czym byłabyś na ziemi beze Mnie? Czy miałabyś odwagę żyć? I umrzeć? O, jakież to dla Ciebie schronienie! Chcę być twoim Schronieniem. Gdybyś znała moją uczuciowość; oczekuje was ona w niebie wszystkimi cnotami Boskimi: delikatnością twego Wielkiego Przyjaciela, pięknem, dobrocią, doskonałością, których poszukujesz tu na ziemi, a które znajdziesz w Nieskończonym… Nie obawiaj się wejść… drzwi są otwarte: powiesz Mi z prostotą swoje czułe słówko, spojrzysz na Mnie, uśmiechniesz się do Mnie i wrócisz do swoich zajęć, wiedząc, że dokądkolwiek się udajesz, zabierasz Mnie z sobą, gotowa złożyć Mi w drodze jakąś ofiarę, z której będę dumny jak z kosztownego prezentu. Myśl częściej o niebie: czymże jest wszelkie piękno, które cię zachwyca na ziemi, w porównaniu z pięknem zza świata?… Jakże was tam wszystkich oczekuję!… Tak starannie przygotowałem Ucztę!… Twoje miejsce czeka… Zrozum moje wielkie pragnienie, by jak najprędzej przyjąć współbiesiadników, by ucieszyć się ich zdumieniem, ich zachwytem. To Ja, Chrystus, za wszystko zapłaciłem, bardzo drogo zapłaciłem za wasze szczęście. A jednak wydaje Mi się, że to wy Mi je ofiarowujecie, tak bardzo wasza radość jest moją radością, moje biedne dziatki, tak bardzo moje!…” (ON i ja, tom II, nr 314).

Częstochowa, 1 października 2011

 4 Tadeusz Żychiewicz, Stare Przymierze, Wyd. Znak 1986, s. 672.

Rozważanie pochodzi z mojej książki: PRZYJDĘ NIEBAWEM. Rozważania na czas kryzysu, lęku i powrotu Jezusa.

SPIS TREŚCI tu: http://www.katechizmy.pl/sites/katecheza/files/64248_st.pdf

Komentarze

komentarzy 7 do wpisu “Stratowana winnica!”
  1. s.Katarzyna pisze:

    „Chcę zaśpiewać menu Przyjacielowi pieśń o Jego miłosci do swojej winnicy.”

    Dotknęły mnie te słowa
    W mojej medytacji Winnicy miałam dwa obrazy :

    I DOBREGO PASTERZA, KTÓRY NAS CIĄGLE SZUKA.
    II MIŁOSIERNEGO OJCA,KTÓRY CZEKA – NA NASZE POWROTY!

    Chodzę nadal z pytaniem w sobie, JAK JA MAM CI DZIĘKOWAĆ, PANIE… ZA TWOJE OBDAROWANIE… umiłowanie winnicy, jaką jestem, jesteśmy?

  2. Papież: bez Boga kapłan staje się pasywny, przygaszony

    „Jakim pragnę być kapłanem? Czy «salonowym», spokojnym i uporządkowanym, a może uczniem-misjonarzem, którego serce płonie ku Mistrzowi i Ludowi Bożemu? Takim, który rozpływa się w swoim dobrobycie, czy może uczniem w drodze? Letnim, który woli ciche życie, albo też prorokiem, który rozbudza serce człowieka do pragnienia Boga?” – mówił Papież do uczestników międzynarodowej konferencji o formacji kapłańskiej, zorganizowanej przez Kongregację ds. Duchowieństwa.
    W skierowanym do nich przemówieniu Franciszek nawiązał do słów z księgi proroka Jeremiasza o garncarzu, który lepi naczynie. Jeżeli ulegało ono zniekształceniu, rzemieślnik formował nowe. Papież stwierdził, iż ten obraz pozwala zrozumieć, że to Bóg jest cierpliwym i miłosiernym garncarzem formacji kapłańskiej. []
    „Musimy powiedzieć z całą mocą: jeżeli ktoś nie pozwala każdego dnia formować się Panu, staje się księdzem przygaszonym, pasywnym w swoim posługiwaniu, bez entuzjazmu dla Ewangelii i Ludu Bożego. Natomiast kapłan, który dzień po dniu powierza się umiejętnym rękom Garncarza pisanego dużą literą, ciągle zachowuje entuzjazm w sercu, z radością przyjmuje nowość Ewangelii, używa słów, które są zdolne dotknąć życia człowieka, a jego ręce, namaszczone przez biskupa w dniu święceń, potrafią ze swej strony namaszczać rany, oczekiwania i nadzieje Ludu Bożego” – powiedział Ojciec Święty.
    W tym kontekście Franciszek zwrócił uwagę na trzy ważne sprawy związane z formacją kapłańską. Pierwszą z nich jest potrzeba autoformacji. Przede wszystkim bowiem sam kapłan odpowiada za swoją stałą formację. []
    „Aby być czynnym uczestnikiem własnej formacji, seminarzysta czy ksiądz musi umieć mówić «tak» i «nie»: bardziej niż hałas ludzkich ambicji, będzie wybierał ciszę i modlitwę; bardziej niż ufając własnym dziełom, będzie powierzał się rękom Garncarza i Jego opatrznościowej kreatywności; bardziej niż ustalonym schematom, pozwoli się kierować ozdrowieńczemu niepokojowi serca, aby kierować własną niedoskonałość ku radosnemu spotkaniu z Bogiem i z braćmi. Bardziej niż izolowania się, będzie szukał przyjaźni z braćmi w kapłaństwie i z powierzonymi mu ludźmi wiedząc, że jego powołanie rodzi się ze spotkania miłości: tego z Jezusem i tego z Ludem Bożym” – kontynuował Franciszek.
    Papież podkreślił także bardzo ważną rolę formatorów i biskupów, gdyż powołanie rodzi się, wzrasta i rozwija się w Kościele. Dlatego Boży Garncarz potrzebuje rąk tych, którzy w Kościele są powołani, by być formatorami.
    Jako trzeci bardzo ważny aspekt formacji kapłańskiej Franciszek wymienił rolę Ludu Bożego, który ze znojem dnia codziennego, ze swoimi wątpliwościami i potrzebami jest ważnym elementem kapłańskiego życia. []
    „Kiedy wychodzimy do ludzi, pozwalamy, aby kształtowały nas jego oczekiwania; dotykając jego ran spostrzegamy, że to Pan przemienia nasze życie. Jeżeli pasterzowi jest powierzona część ludu, to także jest prawdą, że ludowi jest powierzony kapłan. I pomimo oporów i nieporozumień, jeżeli kroczymy wraz z ludem i z hojnością się mu oddajemy, to orientujemy się, że lud jest zdolny do nieoczekiwanych gestów uwagi i delikatności względem swoich kapłanów. To prawdziwa i właściwa szkoła formacji ludzkiej, duchowej, intelektualnej i duszpasterskiej” – stwierdził Ojciec Święty.
    pp/rv

  3. Maria pisze:

    Tak, Problem zufania Panu Bogu, co wiecej zaufania bezgranicznego jest najwazniejszy w zyciu czlowieka.
    Jest to jednak psychologicznie wprost niemozliwe, jesli czlowiek jest ciagle zawiedziony, co wiecej, jego najwazniejsze w zyciu calkiem podstawowe blagania sa odrzucane.
    Jest na to mnostwo odpowiedzi teologicznych, najogolniej mowic, lakonicznie: „Pan Bog wie najlepiej co robi”
    To jest prawdopodobne, musimy w to wierzyc, ale wlasnie dlatego, ze musimy, nie mozemy tu i teraz
    zaufac na tyle, aby pozbyc sie wszelkiego leku, odpoczac w ramionach kochajacego Ojca.

  4. Już tu było o tym filmie. Teraz dobra wiadomość dla Częstochowy: film będzie pokazany:
    25 października godz. 19.00

    Częstochowa – Kościół Akademicki, ul. Kilińskiego 132

    MARY’S LAND. ZIEMIA MARYI

    Film oparty jest na faktach. Agent M.J. otrzymuje nową misję: odnaleźć kobietę, która wywiera wpływ na kolejne osoby i przez to dokonuje wielkich zmian w świecie. Czy możliwe jest oszustwo na skalę globalną? Czy jesteśmy elementami układanki, którą M.J. rozwiązuje?

    Ten film to śledztwo – poszukiwanie kobiety, która ma władzę.

    Adwokat Diabła (Agent M.J.) jeździ po całym świecie i rozmawia ze specjalnie wybranymi ludźmi. Początkowo nie wierzy im, gdy opowiadają, co przeżyli. To samo mówi top modelka i prostytutka, polityk i człowiek z marginesu. Wszystkich palił ogień w sercu. Wszyscy chcieli porzucić swoje dotychczasowe życie i zacząć na nowo. Ale zacząć na nowo nie jest tak łatwo. Nie mieli siły. Wołali o pomoc. Coś skierowało ich do domu kobiety mającej moc, by zmieniać życie. Weszli.

    Rozpoczęła się lawina zmian. Jedna kobieta wywierała wpływ na pojedyncze osoby, a te na kolejne. Ludzie wyszli na ulice. W końcu były ich miliony. Świat nie był już taki sam.

    A co, jeśli to nie bajka?

    Mary’s Land to fabularna historia najskromniejszej z córek. Tej, która przewodzi w niewidzialnej wojnie toczącej się dzisiaj.

    25 października godz. 19.00

    Częstochowa – Kościół Akademicki, ul. Kilińskiego 132
    Świadectwa o filmie: http://marysland.pl/juz-widziales-film/
    Jedno z nich: Beata pisze:

    Film bardzo mi się podobał. Początek był trochę dziwny, ale w miarę jak różni ludzie przedstawiali swoje świadectwa… poczułam, jak bardzo potrzebuję nawrócenia.. i jak bardzo Bóg mnie kocha.
    Uważam, że każdy powinien obejrzeć ten film. Warto!
    Warto zobaczyć, czym jest miłośc Boga…
    dowiedzieć się, jak inni ludzie poznawali Boża miłość i jak zmienia ona życie…
    i poznać wartość pokoju w sercu każdego czlowieka, a potem dążyć do tego, bym i ja miał/a pokój w swym sercu:)

  5. Świetliki to nie tylko owady 😉 To także okna dachowe jak i całe zestawy takich okien zwane pasmami świetlnymi.

  6. Papież Franciszek: Synod nie jest po to, by dyskutować o oryginalnych ideach, ale byśmy prawdziwie zatroszczyli się o rodzinę

    „Pan prosi nas, byśmy zatroszczyli się o rodzinę, która od samych początków należy integralnie do Jego planu miłości do rodzaju ludzkiego. Marzenie Boga zawsze ściera się z hipokryzją niektórych Jego sług. Możemy «zniweczyć» marzenie Boga, jeśli nie pozwalamy się prowadzić Duchowi Świętemu”. Papież Franciszek mówił o tym podczas Mszy inaugurującej Synod Biskupów o rodzinie. W uroczystej liturgii w bazylice watykańskiej uczestniczyli ojcowie synodalni, audytorzy, eksperci, a także rodziny. Przez najbliższe dwa tygodnie zgromadzenie synodalne obradować będzie pod hasłem: „Wyzwania duszpasterskie dla rodziny w kontekście nowej ewangelizacji”.

    Swą refleksję Franciszek osnuł wokół obrazu winnicy Pańskiej, który pojawia się w niedzielnych czytaniach mszalnych. Przypomniał, że „winnica Pana jest Jego «marzeniem», projektem, któremu oddaje się On z całą miłością, jak rolnik dba o swoją winnicę. Winorośl jest rośliną, która wymaga wielkiej troski! «Marzeniem» Boga jest jego lud: On go zasadził i uprawia z miłością cierpliwą i wierną, aby stał się ludem świętym, ludem przynoszącym wiele dobrych owoców sprawiedliwości”. Niestety, podkreślił Ojciec Święty, marzenie Boga ulega zniweczeniu. Izajasz mówi, że tak bardzo umiłowana i otoczona troską winnica „cierpkie wydała jagody”, podczas gdy Bóg „oczekiwał sprawiedliwości, a oto rozlew krwi, i prawowierności, a oto krzyk grozy”. Natomiast w Ewangelii to rolnicy zniszczyli plan Boga: nie wykonywali swojej pracy, myśląc o własnych korzyściach.

    „Jezus w przypowieści zwraca się do arcykapłanów i starszych ludu, czyli do «mędrców», do klasy rządzącej – mówił Franciszek. – To zwłaszcza im Bóg powierzył swoje «marzenie», to znaczy swój lud, aby go doskonalili, troszczyli się o niego, strzegli go przed dzikimi zwierzętami. Zadanie przywódców ludu jest następujące: uprawianie winnicy z wolnością, kreatywnością i pracowitością. Ale Jezus mówi, że owi rolnicy zawłaszczyli winnicę. Ze względu na swą chciwość i pychę chcieli z niej uczynić to, co im się podoba, a tym samym pozbawić Boga możliwości zrealizowania swojego marzenia o ludzie, który sobie wybrał”.

    Franciszek podkreślił, że pokusa chciwości istnieje zawsze. Nawiązał tu do proroctwa Ezechiela o pasterzach, które niedawno czytane było w Liturgii Godzin. „Żądza pieniędzy i władzy. A żeby zaspokoić tę chciwość, źli pasterze nakładają na barki ludzi ciężary nie do uniesienia, których «palcem ruszyć nie chcą»” – mówił Franciszek.

    „Także i my podczas Synodu Biskupów jesteśmy wezwani do pracy w winnicy Pańskiej – mówił Ojciec Święty. – Zgromadzenia synodalne nie są po to, aby dyskutować o pięknych i oryginalnych ideach, czy też, by zobaczyć, kto jest bardziej inteligentny… Służą doskonaleniu i lepszemu strzeżeniu winnicy Pana, współpracy z Jego marzeniem, Jego planem miłości co do swego ludu. W tym przypadku Pan prosi nas, byśmy zatroszczyli się o rodzinę, która od samych początków należy integralnie do Jego planu miłości do rodzaju ludzkiego”.

    Papież przypomniał, że także i my możemy przeżywać pokusę „zawłaszczenia” winnicy z powodu chciwości, której w nas, ludzkich istotach, nigdy nie brakuje.

    „Marzenie Boga zawsze ściera się z hipokryzją niektórych Jego sług. Możemy «zniweczyć» marzenie Boga, jeśli nie pozwalamy się prowadzić Duchowi Świętemu. Duch daje nam mądrość, która wykracza poza naukę, abyśmy wielkodusznie pracowali z prawdziwą wolnością i pokorną kreatywnością” – podkreślił Franciszek.

    Liturgia otwierająca Synod sprawowana była przy ikonie Świętej Rodziny, a także przy relikwiach błogosławionych małżonków Zélii i Louisa Martin i ich córki św. św. Teresy od Dzieciątka Jezus oraz włoskiego małżeństwa błogosławionych Luigiego i Marii Beltrame Quattrocchich. Relikwie zostaną przeniesione do bazyliki Matki Bożej Większej, gdzie codziennie wieczorem ojcowie synodalni będą odprawiać Mszę w intencji Synodu.

    bz/ rv

    Tekst pochodzi ze strony http://pl.radiovaticana.va/news/2014/10/05/papie%C5%BC_franciszek:_synod_nie_jest_po_to,_by_dyskutowa%C4%87_o_oryginalnych/pol-829313
    strony Radia Watykańskiego

Zostaw odpowiedź