Tylu chorych Go potrzebuje !

21 września 2017, autor: Krzysztof Osuch SJ

Spojrze­nie Jezusa nie jest jakimkolwiek spojrzeniem. Jest spojrzeniem Boga-Człowieka. Zarówno spojrzenia jak i słowa Jezusa miały niezwykłą moc. Jego spojrzenia i słowa nie przymuszały, nie zniewalały, jednak skutecznie przenikały przez różne warstwy „ochronne” i docierały do samego centrum osoby.

Za sprawą spojrzenia Jezusa i dzięki Jego słowom – napotkany człowiek, choć nie każdy, odradzał się, stawał się kimś nowym. Na pewno doświadczył tego celnik imieniem Lewi – Mateusz.

Odchodząc stamtąd, Jezus ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego w komorze celnej, i rzekł do niego: «Pójdź za Mną!» On wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: «Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?» On usłyszawszy to, rzekł: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników» (Mt 9, 9-13).

Jezus zobaczył celnika, imieniem Lewi, siedzącego w komorze celnej. Rzekł do niego: Pójdź za Mną. On zostawił wszystko, wstał i chodził za Nim. Potem Lewi wyprawił dla Niego wielkie przyjęcie u siebie w domu; a była spora liczba celników oraz innych, którzy zasiadali z nimi do stołu. Na to szemrali faryzeusze i uczeni ich w Piśmie i mówili do Jego uczniów: Dlaczego jecie i pijecie z celnikami i grzesznikami? Lecz Jezus im odpowiedział: Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem wezwać do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników (Łk 5,27-32).

Jezus jest wciąż w drodze

 Jezus, którego spotykamy na kartach Ewangelii, jest wciąż w drodze – do Jerozolimy. A tam ma pokonać najtrudniejszy etap drogi do domu Ojca. Ale zanim to nastąpi, Jezus dokonuje wielu „rzeczy” wielkich i pełnych zbawczego znaczenia… Jedną z nich jest powołanie Mateusza – celnika. Zostało powiedziane: Jezus ujrzał człowieka imieniem Mateusz.

Spojrze­nie Jezusa nie jest jakimkolwiek spojrzeniem. Jest ono spojrzeniem Boga-Człowieka. Zarówno spojrzenia Jezusa jak i słowa przez Niego „wyrzeczone” miewały niezwykłą moc. Spojrzenia Jezusa i Jego słowa nie przymuszały, nie zniewalały, ale przenikały przez różne warstwy „ochronne” i docierały do samego centrum osoby. Od spojrzenia Jezusa i od Jego słów – człowiek, choć nie każdy, stawał się odrodzonym i nowym. Na pewno doświadczył tego celnik Mateusz.

Święta Brygida w swoich kontemplacjach ewangelicznych i w mistycznych wizjach otrzymała zrozumienie tego, co odczuł św. Mateusz, gdy Jezus spojrzał na niego i wezwał go do pójścia za Nim:

„W tamtej chwili odczułem silne pragnienie, by nie oszukiwać już więcej nikogo i starałem się jak gdyby wyzwolić z mojego zawodu, aby całym sercem służyć Panu. Kiedy Jezus wypowiedział słowo, które mnie wezwało, poczułem palący ogień w środku. Jego mowa była tak piękna, że nie myślałem już o bogactwie, wydało mi się ono słomą. Wzruszyłem się aż do łez, ale jednocześnie odczuwałem radość, że Bóg zechciał powołać mnie i obdarzyć łaską takiego grzesznika, jak ja. Poszedłem więc z Panem i wszystkie Jego słowa przenikały do mojego serca; rozkoszowałem się nimi, jak najsłodszym pokarmem”.

Coś podobnie odmieniającego może wydarzyć się w naszej zwykłej codzienności, gdy na modlitwie kontaktujemy się z Jezusem. Przemiany serca i życia spodziewamy się tym bardziej w czasie modlitwy rekolekcyjnej. I słusznie, gdyż w czasie czterech Tygodni (etapów) rekolekcji Ignacjańskich po wielekroć spotykamy się z Jezusem. Kontemplujemy Go na różnych etapach Jego drogi – aż po Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie oraz Wniebowstąpienie. Jezus jest jednak zawsze ten sam. Wciąż patrzą na nas te same oczy Zbawiciela. On wciąż żywi to samo pragnienie, by nas powołać do zaprzyjaźnienia się z Nim i pójścia Jego drogą.

  • W spotkaniach z Jezusem słyszymy wiele Jego słów, wymieniamy wiele spojrzeń, zapadają w nasze serca różne obrazy z Jego ziemskiego życia. A wszystko w Nim i od Niego przeniknięte jest czymś jednym, jedynym i najważniejszym.
  • Jestem przekonany, że za wielością Jego słów i czynów, spojrzeń i wielkich znaków, cudów – niezmiennie skrywa sięobjawia Miłość, jaką Bóg, będący Miłością, żywi do człowieka.
  • Potwierdza się też rzecz najdziwniejsza i najwspanialsza, że Boska Miłość w szczególniejszy sposób szuka i udziela się tym, którzy mają się źle (por. Łk 5, 31).

Zaszokowani faryzeusze

 Postawą Jezusa wobec źle się mających najbardziej zaszokowani byli „porządni” faryzeusze. Sposób obchodzenia się Jezusa z grzesznikami, także publicznymi, nie mieścił się im w głowie. Gorszyli się, że ktoś taki jak Jezus może ucztować z celnikami i grzesznikami. Zaczęli zatem przepytywać w tej sprawie najpierw uczniów Jezusa: Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?

  • Być może Jezus spostrzegł, że uczniowie nie bardzo potrafią – nie wiedzą, co odpowiedzieć. Bo i oni sami nie od razu pojęli, co właściwie znaczy takie zachowanie Jezusa… Zatem Jezus włączył się w rozmowę i sam udzielił odpowiedzi. A jest ona dziecięco prosta i zarazem bosko wspaniała. Dziecięco proste, i też po ludzku zrozumiałe, jest to stwierdzenie: Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają.
  • Chciałoby się dopowiedzieć: Czyż nie tak? Przecież zdrowi nie myślą o lekarzach, szpitalach i lekarstwach. Chorzy tak.

Ale dalej mówił Jezus o rzeczy dużo trudniejszej do pojęcia, a zarazem nieskończenie wspaniałej. Poleca faryzeuszom (i uczniom, i nam także):

Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników.

Widać zatem, że zaintrygowani i zbici z pantałyku faryzeusze otrzymali od Jezusa zadanie domowe (na wiele dni, a może nawet resztę życia): mają się zabrać za porządne studium tego, co Bóg mówił dotąd przez proroków. Jezus radzi im, by z wielości słów Starego Testamentu wydobyli to, co najważniejsze; co jest perłą skarbem ukrytym w roli Pism starotestamentalnych.

Są to choćby słowa, zapisane u proroka Ezechiela:

Ty, o synu człowieczy, mów do domu Izraela: Powiada­cie tak: «Zaprawdę nasze przestępstwa i grzechy nasze ciążą na nas, my wskutek nich marniejemy. Jak możemy się ocalić?» (Ez 33, 10).

Słowa te wyrażają bolesną prawdę o człowieku-grzeszniku; mówią o tym, że przestępstwa i grzechy bardzo przygniatają i powodują zmarnienie zarówno pojedynczego człowieka, jak i całego narodu. – Pada zatem dramatyczne pytanie: Jak możemy się ocalić? – Odpowiedź Boga jest zwięzła i tchnie nadzieją na ocalenie:

Powiedz im: Na moje życie! – wyrocznia Pana Boga. Ja nie pragnę śmierci występnego, ale jedynie tego, aby wy­stępny zawrócił ze swej drogi i żył (Ez 33, 11).

  • Tak. Nikt nie chce marnieć. Wszyscy kochamy istnienie, życie.
  • Zniechęca nas i boli jedynie to, gdy ono marnieje, gdy popadamy w stan wegetacji…

Bóg, wspaniały Dawca życia i „Miłośnik życia”, widząc nas takich udręczonych – niejako zaklina się na swoje Boskie i Nieskończone Życie i każe Prorokowi wołać (głosić Dobrą Nowinę):

Powiedz im: Na moje życie! – wyrocznia Pana Boga. Ja nie pragnę śmierci występnego, ale jedynie tego, aby wy­stępny zawrócił ze swej drogi i żył.

Jakże drogocenne jest to Słowo Pana. Trzeba się w nie wsłuchać. Trzeba usłyszeć je w całej głębi. A to, co „rozbrzmiewa” na głębi, nosi imię Miłosierdzie. Boże Miłosierdzie. A także to Miłosierdzie, które my – doświadczywszy go od Boga Ojca – okazujemy naszym bliźnim.

  • Jezus całym Sobą – całą Ewangelią i całą Biblią – to właśnie nam komunikuje.
  • Objawia nam miłosierną Miłość Boskich Osób.

 Wyjątkowe Miłosierdzie Boże

 Mateusz celnik doświadczył Bożego Miłosierdzia w sposób wyjątkowy – i rzec można – spektakularny, intrygujący. Ale przecież my wszyscy tego Miłosierdzia bardzo potrzebujemy. Cały świat bardzo potrzebuje Bożego Miłosierdzia. Rzeczywiście, w całym świecie narasta „głód słowa”, które wyraźnie i głośno powie o miłosiernej Miłości Boga Ojca.

Niech ten głód trawi nas coraz bardziej. I oby Jezus zaspokoił w nas ten głód słowa o Miłosierdziu Ojca! … Bo – uwaga! – może być i tak:

Oto nadejdą dni – wyrocznia Pana Boga – gdy ześlę głód na ziemię, nie głód chleba ani pragnienie wody, lecz głód słuchania słów Pańskich. Wtedy błąkać się będą od morza do morza, z północy na wschód będą krążyli, by znaleźć słowo Pańskie, lecz go nie znajdą (Am 8, 9-12).

My, tkwiący w sercu Kościoła czy mający z Nim choćby minimalny kontakt, nie musimy się błąkać. Wystarczy patrzeć na Jezusa. Słuchać Jego słów. Kontemplować Jego Osobę, rozumieć Jego słowa i gesty. Czyńmy to od zaraz, nie czekając na warunki szczególnie sprzyjające.

  • Nie czekajmy też na bolesne odczucie głodu słuchania słowa Pańskiego!
  • Może ten głód już odczuwamy, a jedynie nie nazywamy go właściwym imieniem; to może wystarczy przyjrzeć się swemu niedożywieniu – Słowem Bożym. I temu, że z osłabienia już się nieraz słaniamy. I trudno nam podjąć kolejny rok, kolejny dzień życia.

 

Komentarze

komentarze 3 do wpisu “Tylu chorych Go potrzebuje !”
  1. 29.09 w kinie Luna (W-wa) odbędzie się pokaz przedpremierowy filmu PROROCTWO, tego samego dnia na stronie oraz podczas pokazu ogłosimy datę premiery, która odbędzie się w internecie, na naszej stronie, gdyż film ma być ogólnodostępny za darmo.

    Zbieramy wciąż fundusze na wytłoczenie płyt DVD, tak aby każda parafia/ wspólnota, która zechce wyświetlić ten film swoim wiernym, mogła taki egzemplarz dostać od nas za darmo i zorganizować pokaz.

    Więcej o filmie już w najbliższy czwartek o 21:30 na antenie Radia Niepokalanów – kliknij

    FILM, KTÓRY PO LUDZKU NIE MIAŁ SZANS NA POWSTANIE… (…) WIĘCEJ TUTAJ

    Proroctwa o Polsce

Zostaw odpowiedź