„O, życie, dziwny czasie”

2 września 2017, autor: Krzysztof Osuch SJ

W dzisiejszej perykopie słyszymy, jak bardzo zależało Jezusowi na tym, by Jego wyjątkowa tożsamość została dobrze rozpoznana. Nie spoczął w zadawaniu pytania: za kogo ludzie Go uważają, dopóki nie padła właściwa odpowiedź, zresztą zainspirowana przez Boga Ojca. Odpowiedział Mu Piotr: Ty jesteś Mesjasz. Dopiero po usłyszeniu wyznania Piotra Jezus odsłonił całą prawdę o ostatnim etapie swego życia na Ziemi; Jezus zaczął uczniów pouczać, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. A mówił zupełnie otwarcie te słowa.

Gdy raz Jezus modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się do nich z zapytaniem: Za kogo uważają Mnie tłumy? Oni odpowiedzieli: Za Jana Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał. Zapytał ich: A wy za kogo Mnie uważacie? Piotr odpowiedział: Za Mesjasza Bożego. Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili. I dodał: Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie (Łk 9,18-22).

Potem Jezus udał się ze swoimi uczniami do wiosek pod Cezareą Filipową. W drodze pytał uczniów: Za kogo uważają Mnie ludzie? Oni Mu odpowiedzieli: Za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za jednego z proroków. On ich zapytał: A wy za kogo mnie uważacie? Odpowiedział Mu Piotr: Ty jesteś Mesjasz. Wtedy surowo im przykazał, żeby nikomu o Nim nie mówili. I zaczął ich pouczać, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. A mówił zupełnie otwarcie te słowa. Wtedy Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upominać. Lecz On obrócił się i patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra słowami: Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie. Potem przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je (Mk 8,27-35).

(Mt 16,21-27)
Jezus zaczął wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy i wiele cierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie. Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie. Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania.

Niewytłumaczalny czas życia

Zaduma nad życiem – znamy ją wszyscy. Każdy szuka słów, które oddałyby bogactwo życia. Maria Rainer Rilke pisze o nim tak:

O, życie, życie, dziwny czasie.
Ze sprzeczności w sprzeczność sięgający
w biegu, tak często zły, tak ciężki, wlokący się
i potem nagle, niewyrażalnie szeroko
rozpinający skrzydła, równy aniołowi:
o, niewytłumaczalny czasie życia.
Spośród wszystkich ogromnie śmiałych bytów
czy może być bardziej żarliwy i śmiały?
Stoimy i wpieramy się w nasze granice,
zarywając ku sobie Byt Niepoznawalny. (Maria Rainer Rilke)

Tak, czas życia jest niewytłumaczalny. I niewytłumaczalny jest człowiek sam dla siebie. Każdy jest pytaniem, na które odpowiedzi w samym sobie nie znajduje, bo znaleźć nie może. Nasze życie staje się najbardziej problematyczne i niewytłumaczalne wtedy, gdy zderzamy się z cierpieniem własnym i z cierpieniem naszych bliźnich. A spada go na ludzi ogrom: choroby, kataklizmy, głód, bieda i skrajna nędza milionów, nienawiść i przemoc, pogarda, wzajemne poniżanie i zabijanie się… W końcu zaś przychodzi śmierć, która nie czyni wyjątków. Cud życia zderza się z bezwzględną destrukcją i zdaje się jednoznacznie przegrywać. Ostatnim słowem człowieka – każdego człowieka – zdaje się być bezradność i beznadziejność.

Tylko jeden z „synów człowieczych” przeżywał to wszystko całkiem inaczej i potrafił tchnąć w nas ludzi ugruntowaną nadzieję. To Mesjasz – Jezus Chrystus. W dzisiejszej perykopie słyszeliśmy, jak bardzo zależało Jezusowi na tym, by Jego wyjątkowa tożsamość została dobrze rozpoznana. Nie spoczął w zadawaniu pytania – za kogo ludzie Go uważają, dopóki nie padła właściwa odpowiedź, zresztą zainspirowana przez samego Boga Ojca. Odpowiedział Mu Piotr: Ty jesteś Mesjasz. Dopiero po usłyszeniu wyznania Piotra Jezus odsłonił całą prawdę o ostatnim etapie swego życia na Ziemi: Jezus zaczął uczniów pouczać, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. A mówił zupełnie otwarcie te słowa.

– Stało się dokładnie tak jak Jezus zapowiedział! Przeżył On straszliwą udrękę męki i śmierci, ale też zmartwychwstał! Zrobił wyłom w murze, który aż dotąd okalał wszystkich ludzi i zamykał w kręgu śmierci i rozpaczliwego lęku. Tylko Wcielony Boży Syn potrafił przerwać krąg śmierci i utorować drogę do nowego życia.

– Przejście (Pascha) Jezusa przez dziwny czas życia na ziemi i przez śmierć ku Życiu słusznie nazwane zostało Słońcem (por Łk 1, 78), które wzeszło i nie zna zachodu. Kto chce, może chodzić w świetle Jezusa. Kto nie chce, może jedną małą dłonią przesłonić sobie to Wielkie Słońce i dalej chodzić w ciemności i smutku.

Trudna droga do przebycia

Choć świeci nam już „z wysoka Wschodzące Słońce”, to jednak wcale nie jest łatwo chodzić w jego światłości. Nie jest też łatwo dotrzymać Jezusowi kroku, na różnych etapach Jego drogi. I Piotrowi, i nam dzisiaj, trudno jest się zgodzić na to, że droga do Domu Ojca jest tak trudna. Piotr usłyszawszy, co Jezus musi wycierpieć, wziął Go na bok i zaczął Go upominać. – Jednak to Piotr, a nie Jezus, zasłużył sobie na upomnienie. Jezus obrócił się i patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra słowami: Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie. Jaka mocna reprymenda za przedłożenie myślenia o tym, co ludzkie, ponad myślenie o tym, co Boże!

Jezus dobrze wie, jaką drogę wyznaczył Mu Ojciec. Wie, że jest to droga jedyna i nieuchronna. On gotów jest przebyć ją w wielkim zaufaniu do Ojca.

Ta droga – Jezusowa i nasza – ma różne etapy: jedne są wspaniałe i miłe, inne – straszne i przykre. Jedne radują i budzą zachwyt, inne – smucą i wzbudzają trwogę. Raz bywa na tej drodze jasno, kiedy indziej trzeba wejść w mroczną dolinę, w wielki ból i smutek duszy. Miło jest być z Jezusem na Taborze, przykro oglądać Go w agonii Ogrójca.

Uczniowie idący za Jezusem weszli w sytuację krańcową. Klęska Jezusa była dla nich jak urywanie drogi i opadnięcie w mroczną otchłań śmierci. W przeciągu długich kilkudziesięciu godzin – między ucztą paschalną w Wieczernikiem a pierwszym spotkaniem ze Zmartwychwstałym – uczniowie Jezusa stwierdzali z przerażeniem, że przemoc Złego i złość ludzi w jawny sposób wzięła górę nad ich Mistrzem. Jezus okazywał się nieodwołalnie słaby i poddany przemocy wrogów. Uczniowie mieli nieprzeparte wrażenie, że Jezus definitywnie utracił swą moc, którą tyle razy okazywał wobec chorób, żywiołów i demonów. W godzinie Ogrójca i Męki wręcz narzucało się im takie rozumowanie: «cóż z tego, że nasz Mistrz był taki wspaniały, olśniewający i mocny, skoro teraz przyszła godzina, w której okazuje się On słaby i bezradny – na równi z każdym śmiertelnikiem?».

Między Jezusem i Jego uczniami jest jednak (na szczęście) zasadnicza różnica. Jezus na tym trudnym etapie drogi do Ojca wprawdzie bardzo cierpiał, gdy doznawał upokorzenia i wyniszczenia, ale mimo wszystko trwał w zaufaniu do Dobroci i Wszechmocy Ojca. Czego innego doświadczyli uczniowie Jezusa; oni widząc cierpienie i klęskę Jezusa, zwątpili, potknęli się i przewrócili. Judasz upadł tragicznie, nie powstał, nie zwrócił się do Jezusa, zaś Piotr i inni uczniowie, choć się potknęli i upadli, to jednak podźwignęli się. Dokładniej mówiąc, to Zmartwychwstały Jezus umożliwił im odzyskanie zaufania do Niego i do Boga Ojca!

Dopiero też po wielu spotkaniach z Jezusem Zmartwychwstałym i po przyjęciu Ducha Świętego uczniowie Jezusa mogli pojąć i realizować te wymagające słowa Mistrza:

Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je.

Uczyć się na cudzych błędach

Jezus – najlepszy „ekspert” w kwestii życia i szczęścia – informuje nas w powyższym zdaniu, że życie, którym cieszymy się od niedawna, nie jest nam dane po to, żeby je za wszelką cenę zachować; żeby je w jak najlepszym stanie zakonserwować i cieszyć się nim jak najdłużej tu na ziemi. Życie – i wszystko, co otrzymaliśmy od Boga – jest nam dane po to, byśmy mieli co rozdawać i czym obdarowywać naszych bliźnich.

Trzeba nam tak bardzo wejść w świat Jezusa, by stać się pewnym tego, że tracenie swego życia w służbie Jezusa i Ewangelii, jest czystym „zyskiem”. Nie chodzi tu jednak o korzystny rachunek ekonomiczny i o wysublimowany egoizm; chodzi o zgłębienie Bożej Mądrości i Boskiego prawa Miłości. Bóg, który jest Miłością i jest Pełnią wszelkiego dobra, chce i pragnie, byśmy przyswoili sobie Jego Boski styl dawania i tracenia.

W tym dziwnym czasie toczy się „gra miłości”. Bóg prowadzi ją w Boskim stylu, zaś my uczymy się jej powoli, pokonując własną ignorancję, małoduszne lęki i ciasny egoizm.

Na ile to możliwe, uczmy się na błędach wielkich postaci biblijnych. Od Piotra uczmy się pokornego i uważnego wsłuchiwania się w to, co mówi Jezus. Uczmy się czegoś ważnego także od Judasza, który nie zgadzał się z Jezusem, ale skrzętnie to ukrywał. Miał on różne problemy. Miał problem z wymarzoną wielkością, a także z podłością, która go zaskakiwała. Był blisko Jezusa, a jednak dojrzewał do zdrady i do wiadomej tragedii. – Dlaczego? Głównie pewnie dlatego, że nie prowadził z Panem Jezusem rozmowy, szczerego dialogu. Wolał gadać ze sobą samym, a z innymi tylko po to, by knuć przeciwko Jezusowi. Bycie z Jezusem w bliskości tylko zewnętrznej jest byciem z Nim na niby. Wtedy zamiast wyboru Jezusa rozwija się, i w najlepsze umacnia, wybór siebie samego; a taki wybór jest wyborem fatalnej iluzji, wyborem kłamstwa i nieszczęścia, bo nie ma czegoś takiego jak „ja sam”, „ja radykalnie samowystarczalny”, ja poza Bogiem, ja mądrzejszy od Boga, ja lepiej dbający o siebie niż mój Bóg, Stwórca i Ojciec. – Owszem, jest coś takiego, ale nie ma w tym szczęścia człowieka.

  • Jeżeli człowiek lekkomyślnie eksperymentuje ze stanowieniem o sobie bez Boga czy przeciw Bogu Stwórcy, to jego koniec jest wiadomy, fatalny.
  • Gdy wybieram siebie w Chrystusie, to na końcu „dziwnego czasu życia” stoi właśnie On z szeroko otwartymi ramionami i z Sercem pełnym miłości. U kresu mojego wyboru Jezusa będę na zawsze ja w NimOn we mnie.
  • A kogo (i co) spotkam na końcu ziemskiej drogi, gdy wybiorę tylko siebie samego? Siebie zachowanego dla siebie samego? Siebie, który dla własnej wygody i przyjemności nie umie zaprzeć w sobie i poskromić potrójnej pożądliwości, która jest na świecie? (por 1 J 2, 16). Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je.

Komentarze

komentarze 4 do wpisu “„O, życie, dziwny czasie””
  1. Zofia pisze:

    „Drogie dzieci, módlcie się, byście mogły akceptować choroby i cierpienia z miłością i cierpliwością, tak, jak Jezus akceptował je” Medugorje, 11 września 1986

  2. J. pisze:

    Poruszenia minionego tygodnia (pytałam: Boże czemu tam mam wracać, do tych ran, do tego bólu, dlaczego tak Zadecydowałeś?) – taki był kontekst przenikający: Przypowieści o odrzuceniu Jezusa: http://wch-biblijne.com/index.php/1998-1999/145-1998-1999-6 a dziś staje się jasność łącząca wiele wątków w całość..”Warto zwrócić uwagę na to, co wspominamy o cierpieniach Jezusa. Warto zwrócić uwagę na nasze własne życie i nasze własne cierpienia, a także na to, co w ostatnim czasie przeżyliśmy w tym kontekście cierpienia. I warto w tej perspektywie raz jeszcze odnowić swoją wiarę w Zmartwychwstanie. Bo w gruncie rzeczy takie jest wezwanie tamtych Jezusowych przypowieści. One miały przygotować słuchaczy Jezusa do przeżycia tego, co się miało wydarzyć. Jedni przyjęli, drudzy byli obojętni, jeszcze inni odrzucili. I tak jest dzisiaj, dokładnie tak samo. Problem tylko polega na tym, po której stronie będziemy”.

    Bądź uwielbiony Przenajświętszy Duchu Św. Boże za Twoje przedziwne ale wierne prowadzenie i natchnienia, które wlewasz w moje serce

    Z sercem pełnym wdzięczności… +

  3. Anioł Pański: niosąc własny krzyż odzyskujemy wolność

    ◊ W czasie południowego spotkania na Anioł Pański Ojciec Święty rozważał słowa dzisiejszej Ewangelii, która opowiada o tym jak Piotr w imieniu całego Kościoła wyznał, że Jezus jest Mesjaszem. Franciszek skupił się na zgorszeniu Piotra, który nie może pogodzić się z tym, że Zbawiciel będzie musiał wiele wycierpieć i umrzeć na krzyżu. Jezus ostro gani Piotra za uleganie szatańskiej pokusie i podkreśla, że Jego uczniowie powinni tak jak On sam „zaprzeć się samych siebie i nieść swój krzyż”. Jezus jest pokornym sługą posłusznym Ojcu aż do ofiary z samego siebie.

    Pójście za Jezusem oznacza wzięcie swojego krzyża, a każdy go przecież ma, aby towarzyszyć Mu w Jego drodze. Drodze niewygodnej, która nie jest drogą sukcesu lub przemijającej sławy, ale która prowadzi do prawdziwej wolności, wolności od egoizmu i grzechu. Chodzi o dokonanie wyraźnego odrzucenia mentalności światowej, która stawia w centrum egzystencji własne „ja” i swoje interesy. Nie tego chce od nas Jezus. Przeciwnie Jezus zaprasza nas, abyśmy utracili własne życia dla Niego i Ewangelii, aby je otrzymać odnowione, spełnione i autentyczne. Dzięki Jezusowi jesteśmy pewni, że ta droga prowadzi ostatecznie do zmartwychwstania, do pełnego i ostatecznego życia z Bogiem. Decyzja, aby pójść za Nim, naszym Panem i Mistrzem, który stał się sługą wszystkich, oznacza wędrowanie razem z Nim i uważne słuchania Jego Słowa. Przypomnijcie sobie o codziennym czytaniu fragmentu Ewangelii. Temu służą też sakramenty” – powiedział Papież.

    W sposób szczególny Franciszek odniósł to wezwanie Jezusa do młodzieży: „Tu na placu jest tylu młodych, chłopców i dziewcząt. Pytam się was: czy macie pragnienie naśladowania Jezusa? Pomyślcie o tym. Módlcie się. I pozwólcie, by Pan mówił do was. Niech Maryja Panna, którzy poszła za Jezusem na Kalwarię, pomoże nam stale oczyszczać naszą wiarę z fałszywych obrazów Boga, aby być w pełni posłuszni Chrystusowi i Jego Ewangelii”.
    dw / rv

  4. okrzos pisze:

    Poranna Msza papieska: trzy kroki poznania Jezusa
    ◊ By poznać Jezusa, trzeba przy Nim być na co dzień, nie stroniąc od problemów, jakie to niesie. Mówił o tym Papież podczas porannej Mszy w kaplicy Domu św. Marty. W homilii Franciszek nawiązał do dzisiejszej Ewangelii, gdzie tetrarcha Herod wyraża zainteresowanie Jezusem. Jest to jednak raczej ciekawość podszyta politycznym niepokojem bądź poczuciem winy za ścięcie Jana Chrzciciela.

    Tym niemniej nie da się – zaznaczył Ojciec Święty – poznać Jezusa „bezproblemowo”, podróżując, jak stwierdził, „w pierwszej klasie”. On bowiem sam „stwarza problemy”, o czym świadczy niepokój Heroda i innych jemu współczesnych. Owszem, teoretycznie możemy poznać Jezusa z Katechizmu, gdzie dowiemy się o Nim bardzo wiele. Ale – jak zauważył kaznodzieja – ilu przeczytało Katechizm Kościoła Katolickiego ponad 20 lat od jego wydania?

    „Tak, trzeba poznawać Jezusa w Katechizmie – mówił Franciszek. – Ale nie wystarczy poznać Go umysłem: to tylko pierwszy krok. Jezusa należy poznawać w dialogu z Nim samym, rozmawiając z Nim na modlitwie, na kolanach. Jeśli się nie modlisz, jeśli nie rozmawiasz z Jezusem, nie znasz Go. Może wiesz o Nim różne rzeczy, ale nie masz tego, co daje serce na modlitwie. Poznawać Jezusa umysłem, studium Katechizmu; poznawać Jezusa sercem, na modlitwie, w dialogu z Nim… To dosyć pomaga, ale jeszcze nie wystarczy… Jest jeszcze trzecia droga: naśladowanie. Iść z Nim, kroczyć za Nim”.

    W ten sposób, jak zaznaczył Franciszek, poznajemy Jezusa „językiem działania”, który uzupełnia dwa pozostałe języki: umysłu i serca. W ten sposób mogę się wraz z Nim zaangażować.

    „Nie można poznać Jezusa bez angażowania się wraz z Nim, bez zaryzykowania życia dla Niego – stwierdził Papież. – Gdy tak wielu, także my sami, zadaje to pytanie: «Kim On jest?», Słowo Boże odpowiada: «Czy chcesz poznać, kim On jest? Przeczytaj to, co mówi o Nim Kościół, rozmawiaj z Nim na modlitwie i wyrusz wraz z Nim w drogę. Tak poznasz, kim jest ten Człowiek». Taka jest droga! Każdy ma dokonać własnego wyboru!”.

    tc/ rv

Zostaw odpowiedź