Ujęci PIĘKNEM!

22 sierpnia 2017, autor: Krzysztof Osuch SJ

MARYJA z Nazaretu przebyła wszystkie etapy ludzkiej drogi… Jej ziemskie życie pod wieloma względami było takie jak nasze, a jednocześnie – tak bardzo inne. Święta Boża Rodzicielka ukazana jest jako wyjątkowa zarówno w Księdze Rodzaju, jak i w Apokalipsie. Serce Matki Zbawiciela jest pełne DOBROCI, a Jej osoba – wyjątkowo PIĘKNA, pełna wdzięku! Widać to już w Zwiastowaniu, gdy archanioł Gabriel oznajmia Dziewicy Maryi, że w oczach Boga i z Jego daru jest „pełna łaski”.

W ostatnich „scenach” z życia Matki Zbawiciela – we Wniebowzięciu i ukoronowaniu na Królową – widać Jej ponadziemskie piękno w wielkim natężeniu. Piękno „Niewiasty obleczonej w słońce” przyciąga, wytrąca z tkwienia tylko w sobie samym; odsyła do swego Źródła, otwiera na nieskończone Piękno Boskich Osób.

 

Oblicze Matki Bożej Różanostockiej

Ujęci Pięknem

 Niebywałe piękno jednej z córek ludzkiego rodu ujrzymy za chwilę oczyma św. Jana. Ewangelista – dzięki nadprzyrodzonej wizji – z całym realizmem zestawi dwie rzeczywistości, radykalnie przeciwstawne: Piękno i brzydotę, Dobroć i złość, łagodność Niewiasty-Matki i złowrogie zamiary Smoka, czyhającego na Dziecko – na Zbawiciela ludzkości. Musi uderzyć nas ogromna różnica w wyglądzie. I we wszystkim innym. Styl Boga – obecnego w Niewieście mającej porodzić – jest taki, że stawia nas wobec alternatywy (możliwie jak najostrzej zarysowanej); Bóg zawsze apeluje do naszej rozumnej wolności, bardzo też wrażliwej na dobroć i piękno.

Cechą wyróżniającą „Smoka barwy ognia” jest to, że w sposób bezalternatywny proponuje siebie i swój demoniczny sposób potraktowania daru istnienia. Chcąc być bardziej skutecznym, wręcz zaciemnia obraz rzeczywistości, zaskakuje i ponagla; aplikuje człowiekowi czarowne iluzje szczęścia i „piętrowe” kłamstwa (np. to: sami, własną mocą, staniecie się jak Bóg). A wszystkie te zabiegi podejmuje po to, by „poczęstować” człowieka swoim nieszczęściem! No i żeby oczy człowieka otwarły się (dopiero) na końcu, gdy odwrót będzie już niemożliwy!

– Wniosek jest oczywisty. Mając świadomość dwóch różnych „stylów” (i duchów za nimi stojących), szybciej i chętniej przytomniejemy, aby w jasnym świetle Prawdy i Piękna decydować, z kim chcemy przestawać i jak wolimy być traktowani oraz kim chcemy się stać!  

Świątynia Boga w niebie się otwarła, i Arka Jego Przymierza ukazała się w Jego Świątyni. Potem ukazał się wielki znak na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu.

I inny znak się ukazał na niebie: Oto wielki Smok barwy ognia, mający siedem głów i dziesięć rogów – a na głowach jego siedem diademów – i ogon jego zmiata trzecią część gwiazd nieba: i rzucił je na ziemię. I stanął Smok przed mającą rodzić Niewiastą, ażeby skoro porodzi, pożreć jej dziecię. I porodziła syna – mężczyznę, który wszystkie narody będzie pasł rózgą żelazną. I zostało porwane jej Dziecię do Boga i do Jego tronu. A Niewiasta zbiegła na pustynię, gdzie miejsce ma przygotowane przez Boga. I usłyszałem donośny głos mówiący w niebie: Teraz nastało zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego i władza Jego Pomazańca (Ap 11 i 12).

Patrząc oczyma św. Jana, nie możemy przeoczyć Smoka, ale przecież nie on ma być w centrum naszej uwagi, choćby dlatego tylko, że jest szpetny (i na nic wszelkie dzisiejsze zabiegi, by oswoić się z brzydotą Złego, by go jakoś udomowić; ale po co?). A zatem patrzmy w stronę Piękna. Patrzmy na piękną Niewiastę obleczoną w słońce.

  • Wszelkie piękno ma to do siebie, że przyciąga naszą uwagę i jest znakiem, który odsyła ku Stwórcy. Im w czymś, a zwłaszcza w Kimś, jest więcej piękna, tym mocniej czujemy się ku niemu przyciągnięci, a zarazem tym intensywniej odsyła nas ono poza siebie – do Źródła piękna.
  • A dzieje się tak dlatego, że gdzieś w najgłębszych pokładach osoby mamy przeczucie Piękna doskonałego (że jest).
  • Więcej, czujemy się ku niemu z całą mocą skierowani.
  • Nie możemy go nie pragnąć i ku niemu nie podążać, nawet jeśli drogi doń wiodące bardzo się nieraz wydłużają i nierzadko biegną przez manowce.

Wiem, zabrzmi to jak truizm (ale i tak powiem). Na razie wszystko, z czym mamy do czynienia – na co dzień i w szczytowych doświadczeniach piękna, w sztuce czy miłości – jest jedynie odblaskiem, przedsmakiem, zapowiedzią piękna doskonałego. To doskonałe ujrzymy dopiero w samym Bogu! Na razie można je oglądać jedynie w wydaniu mniej lub bardziej zachwycającym, np. w … Świętych Pańskich – takich jak Matka Teresa z Kalkuty, św. Teresa od Dzieciątka Jezus, bł. Jan Paweł II i tylu, tylu innych świętych (może nawet napotykanych w naszych rodzinach, wspólnotach, parafiach).

  • Nie muszę specjalnie przekonywać, że my katolicy (a Polacy może szczególniej; podobnie i wschodnie Prawosławie) mamy bodaj bardziej wyostrzony nadprzyrodzony zmysł dostrzegania wyjątkowego piękna w Maryi. I nie mamy wątpliwości, że Jej Piękno bierze się z bycia Matką Wcielonego Syna Bożego (i tylko można się niebotycznie dziwić, że niektórzy bracia odłączeni nie pojmują „rzeczy” tak oczywistej, jak Jej godność, wielkość i właśnie wyjątkowe Piękno! Jakiż duch im to uniemożliwia? Na pewno nie … Święty!).

A więc wcale nie dziwimy się, że we wszystkie święta i uroczystości Maryjne – a we Wniebowzięcie pewno najbardziej – odczuwamy, jak Piękno naszej Matki i Królowej potrąca w nas jedną z najwrażliwszych strun.

„Światowe” piękności

 „Świat” – w swojej dramatycznej dwuznaczności (por. J 3, 17; 12, 47, J 15, 18; 16, 8) – (pewno dość dobrze) znając jedną z najczulszych „strun” ludzkiej duszy, dwoi się i troi, by zaspokoić głód piękna! Niestety, czyni to często z nieczystą (wrogą wobec Boga i człowieka) intencją. Nikt jednak nie może pracować na innych „danych” (darach) niż te podarowane przez Stwórcę. Więc bierze się (te Pańskie) dźwięki i kolory; czasem przydaje się różne „ekstrakty” i odpowiednio miksuje. Powstają obrazy, całe ciągi obrazów, które oferują „odlot” za sprawą wyprodukowanego (podrasowanego) piękna, które i tak nie dorównuje (choćby czystemu) pięknu przyrody. To normalne (jakoś zrozumiałe), że medialni nadawcy i odbiorcy działają zgodnie z prawem popytu i podaży. Ci pierwsi wiedzą, że statystyczny obywatel świata – złakniony Piękna – poświęci sporo swego czasu, by szukać go w przestrzeni medialnej. A czyni to tym namiętniej – popadając w różne uzależnienia – im mniejszy ma dostęp do głębszego życia duchowego, religijnego.

  • Są w bogatym świecie mediów rzeczy pożyteczne, a także ładne. Dzieła utalentowanych twórców ubogacają i dają wytchnienie. Nie brakuje jednak nadużyć. Niektóre z nich są aż nazbyt oczywiste, inne są bardziej subtelne.
  • Na pewno nie jest dobrze, gdy „artystyczna” produkcja – już w punkcie wyjścia, z założenia – ma służyć głównie podporządkowywaniu ludzi czyimś interesom. Pomijam interesy (zwykle otwarcie/skrycie) lucyferyczne („smocze”).
  • Żeby jednak działo się zło, wystarczy, że bożkiem (głównym celem) dla właścicieli mediów staje się wielka kasa. Czegóż to nie są zdolni umieścić w ramówce, by przykuć uwagę widza między jedną a drugą (bogato) opłacaną reklamą!

Nadużyciem „świata” wobec godności ludzkiej osoby jest zatem instrumentalne wykorzystanie wielkich (w istocie transcendentnych – od Stwórcy pochodzących i do Niego kierujących) pragnień człowieka. Tak dzieje się, kiedy człowiekowi tęskniącemu za Pięknem doskonałym, „wciska się” samo piękno skończone i sugeruje się (w taki czy inny sposób), że to jest już wszystko, czego człowiek pragnie i co może go spotkać. (I w efekcie siedzą zniewoleni biedacy – często stanu rzeczy nieświadomi – po parę godzin przed takim czy innym ekranem, a nie znajdują pół godziny na modlitwę i kontemplację Piękna w Bogu, w Maryi, w Świętych…).

  • My chrześcijanie wiemy, że tak naprawdę tylko w religii, w wierze, w modlitwie, w mistyce – w kontakcie z Bogiem znajdujemy wiarygodną obietnicę oglądania Piękna doskonałego. Dążąc do Niego całe życie, potrafimy uznać i docenić wartość piękna skończonego. Potrafimy, patrząc na nie, widzieć w nim (jedynie i aż) znak „czegoś” nieskończenie Dobrego i Pięknego. Z dostępnego nam piękna odbijamy się, jak z trampoliny, ku samemu Pięknu.

Sekret szczęścia: pochłaniać słowa Pana

Jeśli chcemy być w pełni SZCZĘŚLIWI – a to dążenie w nas jest równie silne, jak pragnienie obcowania z doskonałym Pięknem – to winniśmy dobrze poznać także „sekret szczęścia”. Doskonale zna ten sekret Dziewica z Nazaretu, Maryja.

Została Ona słusznie i trafnie rozpoznana jako błogosławiona, a więc szczęśliwa. Sama swe szczęście po prostu przeżywała, wielbiąc Boga, jak w Magnificat. Na pewno też jasno zdawała sobie sprawę z tego, co i Kto uczynił ją szczęśliwą. My natomiast Jej sekret szczęścia poznajemy dzięki Jej krewnej. To Elżbieta najcelniej odsłoniła sekret szczęścia młodziutkiej Matki, wydając ten pełen emfazy okrzyk:

«Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana» (Łk 1, 42-45).  

W spotkaniu dwóch świętych niewiast wszystko jest wyjątkowe, święte, zachwycające i uszczęśliwiające. To dość oczywiste. Rzecz jednak w tym, żebyśmy i my zechcieli świadomie wchodzić w piękny świat Maryi i Jej Syna, Boga Ojca i Ducha Świętego. W ten świat piękna i szczęścia wejść można tylko w jeden sposób. Po prostu, należy obdarzyć mówiącego do człowieka Boga wiarą, ufną wiarą, wiarą bez żadnego „ale”. Jak Maryja: Uwierzyłaś, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana! To niby takie proste.

Maryjny sekret stania się szczęśliwym chciałbym jeszcze skojarzyć z Jeremiaszową „taktyką” stawania się szczęśliwym. Prorok dzieli się swoim sekretem w tym zaledwie jednym (złożonym) zdaniu:

„Ilekroć otrzymywałem Twoje słowa, pochłaniałem je, a Twoje słowo stawało się dla mnie rozkoszą i radością serca mego” (Jr 15, 16).

– Jak wyraźnie widać, jest w Jeremiaszowym wkraczaniu i chadzaniu drogą szczęścia określona kolejność działań: otrzymać słowa Boga, czyli usłyszeć je – pochłonąć – i na końcu doświadczyć rozkoszy i radości. Tyle niech nam wystarczy. Owszem, każde wyodrębnione przez Proroka działanie można by objaśniać, ale nie pora czynić to teraz (znajdziemy to w podręcznikach wdrażających w modlitwę). Nie odmówię sobie jednak pewnej… prowokacji (myślowej).

  • Czasem długo zastanawiamy się nad swoim stanem serca, zwłaszcza gdy jest nam ciężko. Zastanawiamy się i wciąż nie wiemy, dlaczego jest nam tak źle.
  • Czy jednak diagnoza nie jest dziecięco prosta: Gdy brakuje nam radości i już nie pamiętamy, co to takiego duchowa rozkosz, to czyż przyczyną przykrego stanu duszy (strapienia) nie jest zapomnienie o Jeremiaszowym i Maryjnym sekrecie szczęścia i zażywania rozkoszy!
  • Czy nie jest tak, że – niepostrzeżenie albo i dość świadomie – przestaliśmy przyjmować słowa Boga! Zaprzestaliśmy wsłuchiwać się w nie z należytą wiarą i uważnością. I już ich nie pochłaniamy (pewno w zamian z pasją chłoniemy i pochłaniamy co innego, bo pustki nikt łatwo nie znosi)!

Oczywiście, także pamięć – wypełniona wieloma obrazami, komunikatami, wiedzą – zachowuje się tak, jakby dla słów Pana nie było już miejsca! Bezrefleksyjnie powracamy do tego, co mamy w podręcznej pamięci, czyli do tego, co parę razy na dzień przypominają nam usłużne i wszędobylskie media.

  • Jeśli Bóg i Jego słowa – Jego wielkie obietnice, On sam udzielający Siebie nam poprzez „pochłaniane słowa” – stają się „Wielkim Nieobecnym”, to cóż miałoby nam smakować, radować, budzić rozkosz i cudnie barwić naszą „szarą codzienność”?

Takiego smutnego stanu rzeczy jest jeszcze jedna konsekwencja: Brak  Boga i Jego słów w naszej pamięci, myśli i przeżyciu – nieuchronnie wpływa na jakość procesów decyzyjnych, na styl życia. I na system immunologiczny naszego ducha, atakowanego przez tyle (przepraszam za słowo) badziewia, miernoty, brzydoty, złości i woli szkodzenia.

  • – Ale jest na to sposób (całe rozważanie było o tym). Jest nim stosowanie Jeremiaszowej reguły wchodzenia w radość i rozkosz; jest nim Maryi „sekret szczęścia”.

Tak, nasze życie też może wypowiedzieć się w Pieśni Maryi:

Wielbi dusza moja Pana,
i raduje się duch mój w Bogu, Zbawcy moim.
Bo wejrzał na uniżenie swojej służebnicy.
Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą
wszystkie pokolenia.
Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny,
święte jest imię Jego.
A Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie
nad tymi, którzy się Go boją.
Okazał moc swego ramienia,
rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich.
Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych.
Głodnych nasycił dobrami, a bogatych z niczym odprawił.
Ujął się za swoim sługą, Izraelem,
pomny na swe miłosierdzie.
Jak obiecał naszym ojcom,
Abrahamowi i jego potomstwu na wieki.

 *************************************************************************

Powyższe rozważanie – redakcyjnie ulepszone i pod nieco innym tytułem – znajduje się w książce:

 

Drogocenni w oczach BOGA.

Wszystko jest grą miłości

Zobacz poszerzony spis treści TU:

http://osuch.sj.deon.pl/2014/08/28/drogocenni-w-oczach-boga-krzysztof-osuch-sj-nowa-ksiazka/

 ***********************************************************************************

 

Komentarze

komentarzy 7 do wpisu “Ujęci PIĘKNEM!”
  1. Elżbieta pisze:

    Mateczko módl się za mnie i wnuczki miej nas w opiece

  2. Elżbieta pisze:

    Mateczko proszę o łaski której mi brakuje i o pomoc twoją wiesz w jakiej sprawie by twój Syn Jezus zajął tym co zrobili

  3. Maryja sama wybrała Polskę za kraj swojego królowania

    Matka Boża sama wybrała Polskę za kraj swojego królowania. Dokonało się to w objawieniu, jakiego dostąpił w 1608 roku włoski jezuita Giulio Mancinelli. Niepokalana powtórzyła to jeszcze na Wawelu.

    Odpowiedzi na to pytanie udzielili wrocławscy paulini podczas nowenny przed uroczystością NMP Częstochowskiej. O. Waldemar przypomniał nieco zapomnianą historię, która świadczy o tym, że to sama Matka Boża wybrała Polskę za kraj swojego królowania. Stało to się jeszcze przed 1656 rokiem, gdy król Jan Kazimierz uznał Ją oficjalnie za władczynię naszego państwa.

    O. Władysław mówił o historii, która rozpoczęła się w 1608 roku w Neapolu. Włoski jezuita Giulio Mancinelli modlił się do Maryi o objawienie, jaki jeszcze tytuł chciałaby mieć w Litanii Loretańskiej.

    W wigilię uroczystości NMP, 14 sierpnia, zobaczył Niepokalaną i klęczącego u Jej stóp swojego współbrata z nowicjatu, św. Stanisława Kostkę. Zawołał: „Królowo Wniebowzięta, módl się za nami!”. „Dlaczego nie nazywasz mnie Królową Polski? – usłyszał. – Ja to królestwo bardzo umiłowałam i wielkie rzeczy dla niego zamierzam, ponieważ osobliwą miłością do Mnie płoną jego synowie”.

    Władze kościelne potwierdziły następnie prawdziwość tego objawienia. O. Mancinelli udał się z kolei w pieszą pielgrzymkę do Polski i przybył do Krakowa 8 maja 1610 roku. W katedrze wawelskiej, obok grobu św. Stanisława, przeżył kolejne objawienie. Matka Boża powtórzyła, że jest Królową Polski. Prosiła o widzialny symbol Jej panowania. Mieszkańcy Krakowa odpowiedzieli na to w 1628 roku, umieszczając królewską koronę na wieży bazyliki Mariackiej. W 1666 roku zastąpiła ją jeszcze większa korona.

    bjad/gosc.pl
    22.08.2014, 20:33

  4. Pochodzenie zdjęcia opisane na samym zdjęciu (TU pełna jego wersja):

  5. okrzos pisze:

    św. Teresa z Avila:

    WOBEC PIĘKNOŚCI BOŻEJ

    Piękno Najwyższe, Piękno Nieskończone,
    Jakże przewyższasz blaskami swoimi
    Wszystko, co tutaj istnieje stworzone!
    Odrywasz serce bez bólu żadnego
    Od przywiązania do wygnańczej ziemi.

    Piękno Najwyższe, cudne blaski Twoje
    Łączą mnie z Tobą, jak więzów spojenie.
    Czemu zamykasz te Boże podwoje,
    Kiedy Twa światłość tak mi wzmacnia duszę,
    Że ponad wszystko miłuję cierpienie?

    Piękno Najwyższe, jakaż Twoja siła,
    Jeśli Istotę Twą nieogarnioną
    Skłania, by z nędzą moją się złączyła,
    I byś ukochał i tak uwielmożnił
    Mnie w swej nicości, w nędzy pogrążoną.

    z: http://www.voxdomini.com.pl/duch/mistyka/tw/poez/poezje1.htm

  6. okrzos pisze:

    Obraz Matki Bożej Różanostockiej z modlitwą:

    Niestety, modlitwę „obcięło”; trzeba zaglądnąć tutaj:

  7. mendoza2 pisze:

    na kanwie jeremiaszowego i maryjnego ,,sekretu szczęścia” dobitnie brzmią słowa dzisiejszego Psalmu:
    /ze wspomnienia św. Jacka/ śpiewałem je z iście boskim smakiem:
    nie chciałeś ofiary krwawej ani z płodów ziemi
    lecz OTWORZYŁEŚ MI USZY nie żądałeś całopaleń i ofiar za grzechy
    – wtedy powiedziałem oto przychodzę. pociągnięty zmysłem ,,ucha chłonącego Słowo” świadomy bezgranicznej słabości i grzeszności odkryłem w śpiewie , iż Bóg ,,nie chce ode mnie ofiar(było niełatwo – 4 msze św.) jednego pragnie -właściwie ON SAM MI TO DAŁ – ucho otwarte.
    dziękuję Ojcze i mam nadzieję że jutro też coś napiszesz, Twoje dziecko w Chrystusie- Roman, wiejski organista.

Zostaw odpowiedź