Jarzmo i brzemię – Jezusowe!

20 lipca 2017, autor: Krzysztof Osuch SJ

Człowiek każdy i cała historia – to przede wszystkim Boża Sprawa. Sprawa Ojca i Syna oraz Ducha Świętego! To Ci Trzej – zjednoczeni jedną Boską naturą – stwarzają rzeczy piękne i dobre, a nawet „bardzo dobre” (por. Rdz 1, 31). Ziemia, Wszechświat, człowiek stworzony jako mężczyzna i niewiasta – „to wszystko” jest Ich dziełem, Ich radością, Ich brzemieniem i Ich jarzmem! A nas Jezus prosi jedynie o to: «Weźcie na siebie cząstkę Mojej Sprawy». Prosi, zwracając się indywidualnie do każdego z nas: «Pozwól, mój drogi, moja droga, obarczyć siebie cząstką Mojego brzemienia. Pomogę ci. Nie będziesz sam. Nie zostawię cię samej. Zobaczysz, że to Moje jarzmo okaże się dla ciebie słodkie, a brzemię lekkie».


W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić.

Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie (Mt 11,25-30).

Każde z powyższych zdań to prawdziwa rewelacja, a zarazem naprawdę dobra nowina dla nas! Od uważnego wsłuchania się w choćby jedno zdanie powinno się zrobić jaśniej i radośniej. Mowa Jezusa Chrystusa ma taką moc! Spróbujmy się o tym przekonać.

Jarzmo – właściwie czyje?

Zatrzymajmy się nieco przy tym zdaniu, tyle razy słyszanym: Weźcie Moje jarzmo na siebie. Czy nie jest zastanawiające, że Pan Jezus, przynajmniej tym razem, wcale nie mówi: «Niech każdy człowiek bierze na siebie swoje jarzmo»? Sądzę, że wcale by nas to nie zaskoczyło, gdyby tak powiedział. Mamy bowiem w pamięci inne Jezusowe pouczenie: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje (Mt 16, 24). Tym razem Jezus mówi wyraźnie i jednoznacznie: Weźcie Moje jarzmo na siebie. A zatem Moje, czyli Jego jarzmo!

– Odpowiedzmy sobie szczerze: czy i ile razy zwróciliśmy na to uwagę? Przypuszczam, że tylko nieliczni (mogę się oczywiście mylić) – z błyskiem w oku – spostrzegają, co Jezus powiedział i jaki w tym jest ładunek dobrej nowiny. Najczęściej słyszymy po prostu to, że trzeba się „czymś” obarczyć i dźwigać! To jest prawdą, ale jakąż różnicę czyni proste spostrzeżenie, że Jezus prosi i nalega, byśmy zechcieli obarczyć się Jego jarzmem (oczywiście, nie całym, ale jakąś cząstką). 

  • Jeśli często bywa tak, jak powiedziałem, to idąc tym tropem, warto zapytać, czy nie jest to wynik przemożnej w nas skłonności, żeby wszystko zawłaszczać i czynić swoim! Wyłącznie swoim – bez odniesienia do Dawcy, do Boga Ojca! Jest to właściwie przejaw fundamentalnie grzesznej postawy w nas, że wszystko, co jest darem Stwórcy, gotowi jesteśmy (bez zmrużenia oka – bez poczucia niestosowności i winy) zawłaszczyć.
  • I tak przywłaszczamy sobie i zawłaszczamy najpierw istnienie, będące najważniejszym darem od Tego, Który jako Jedyny JEST! Na ogół przebyć musimy dość długą drogę nawrócenia, by spokornieć i z wielką wdzięcznością przyjmować od Stwórcy dar życia doczesnego i – jak zapewnia nas wiara, szczególniej sam Zmartwychwstały Pan – wiecznego istnienia. Pozostawmy jednak ten ważny wątek, traktując go w obecnym rozważaniu jedynie pomocniczo, jako szersze tło dla wyjaśnienia odruchu zawłaszczania!

Właśnie, poczynione na początku spostrzeżenie każe zastanowić się i uznać, że nie słyszymy tego, co mówi Pan Jezus, ponieważ co prędzej wszystko zawłaszczamy, także dźwigane „jarzmo”, a więc wszelkie trudy życia, cierpienia i to wszystko, co zbiorczo nazywamy naszym krzyżem. Zanim powiemy o jarzmie czy krzyżu moje, mój – wpierw trzeba przyjąć do wiadomości (i tym się bardzo uradować!), że „jarzmo” (krzyż) przez nas w życiu dźwigane jest najpierw i przede wszystkim jarzmem (krzyżem) Jezusa Chrystusa!

Powyższe spostrzeżenia mają prawo dziwić i szokować. Mogą się komuś wydać podejrzane czy (mówiąc kolokwialnie) lekko naciągane. Gdyby tak było, trzeba by protestować… Myślę jednak, że „złagodniejemy” i bardzo się uradujemy, gdy z całą wyrazistością i mocą zdamy sobie sprawę z tego, że my ludzie – jako osoby Bogu podobne – w wyjątkowy sposób jesteśmy stworzeni przez Chrystusa, w Nim i dla Niego. Te Pawłowe przyimki: „przez”, „w”, „dla” – z upodobaniem powtarzane – nie są pustosłowiem, lecz opisują Rzeczywistość, do której on ma pełniejszy dostęp.

W tym miejscu warto by przeczytać trzy pierwsze rozdziały Listu do Efezjan, by sobie przypomnieć, jak bardzo i pod każdym względem jesteśmy owocem i dziełem miłosiernej miłości Boga Ojca, objawionej nam w Chrystusie. W Liście do Kolosan św. Paweł wyraził tę Rzeczywistość w sposób bardzo syntetyczny:

Z radością dziękujcie Ojcu, który was uzdolnił do uczestnictwa w dziale świętych w światłości. On uwolnił nas spod władzy ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna, w którym mamy odkupienie – odpuszczenie grzechów. On jest obrazem Boga niewidzialnego – Pierworodnym wobec każdego stworzenia, bo w Nim zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne, czy Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze. Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie (Kol 1, 12-17).

Z powyższych przypomnień wynika, że człowiek (każdy) i historia (cała) – to przede wszystkim Boża Sprawa. Sprawa Ojca i Syna oraz Ducha Świętego! To Ci Trzej – zjednoczeni jedną Boską naturą – stwarzają rzeczy piękne i dobre, a nawet „bardzo dobre” (por. Rdz 1, 31). Ziemia, Wszechświat, człowiek stworzony jako mężczyzna i niewiasta – „to wszystko” jest Ich dziełem, Ich radością, Ich brzemieniem i Ich jarzmem! A nas Jezus prosi jedynie o to: „Weźcie na siebie cząstkę Mojej Sprawy”. Prosi, zwracając się indywidualnie do każdego z nas: „Pozwól, mój drogi, moja droga, obarczyć się cząstką Mojego brzemienia. Pomogę ci. Nie będziesz sam. Nie zostawię cię samej. Zobaczysz, że to Moje jarzmo okaże się dla ciebie słodkie, a brzemię lekkie”.

  • I tu uwaga: jeśli jarzmo, które na co dzień mamy na sobie, jawi się nam jako (nazbyt) gorzkie i beznadziejne (pozbawione nadziei na trwałe dobro wieczne), to najprawdopodobniej, a nawet na pewno, nie jest to jarzmo przyjęte od Chrystusa i jako Chrystusowe! Owszem, to jarzmo życia, które wszyscy czujemy na barkach, zawsze Jezus Chrystus nam nakłada i On je swym autorytetem firmuje, jednak wielką różnicę czyni przyjęcie go z ręki Jezusa (albo z niewiadomej). Jarzmo samo z siebie (nigdy) nie stanie się słodkie, a brzemię – lekkie. Tę przemianę może sprawić tylko Boży Syn – Zbawiciel, a czyni to zarówno dotykając serca swą łaską, jak też cierpliwie tłumacząc, że On doskonale wie, jak (genialnie i bosko) wkomponować je i spożytkować w dziele zbawienia pojedynczej osoby i wszystkich ludzi.

Jarzma czy brzemiona przyjęte (ot tak zwyczajnie) od świata i po światowemu mają prawo okazywać się gorzkimi i nieznośnie ciężkimi. I same te odczucia to jeszcze pół biedy; najbardziej niebezpieczne i w skutkach beznadziejne jest przyzwolenie na to, by (bez)sens dźwiganych jarzem i brzemion objaśniał nam szatan – wróg ludzkiej natury. Kłamca i zabójca (por. J 8, 44) nie objaśni nam życia w sposób prawdziwy i życzliwy. Jeśli na samego Boga Stwórcę – najwyższe Dobro i źródło Miłości, od początku dziejów, rzuca kłamliwie oskarżenia, to jak będzie wyglądać jego „prawda” na temat wpisanych w ziemskie bytowanie brzemion i jarzem!

Jedynie Jezusowe jarzmo – przez Niego dane i zadane, przez Niego też objaśnione – niezawodnie okazuje się, zgodnie z Jego solenną obietnicą, jarzmem słodkim! Miłym! Pełnym sensu. Twórczym i owianym wielką nadzieją…

Wszystko w gestii Jezusa

Pewno wszystkim nam zagraża takie niebezpieczeństwo, że Jezusa Chrystusa traktujemy nie dość poważnie, jakby z przymrużeniem oka… Bywa tak, że Go wyznajemy i głosimy, a jednak nie zważamy na Jego nauczanie; nie bierzemy na poważnie Jego Obietnic i tego, co mówi On o drodze wiary i moralności, która wiedzie do Życia wiecznego i prawdziwego!

Naszą uważność i najwyższy szacunek wobec Jezusa Chrystusa niech rozbudza świadomość tego, że Ojciec przekazał Mu naprawdę wszystko! Nie potrzebując ludzkich świadków (por. J 5, 37; 8, 14) i potwierdzeń, uroczyście oświadcza i objawia: Wszystko przekazał Mi Ojciec.

  • Tak, wszystko jest w ręku Jezusa Chrystusa. Wszystko jest w Jego gestii. Ojciec dał Mu naprawdę wszystko; niczego Sobie nie zastrzegł, nie zarezerwował do wyłącznie własnej dyspozycji.
  • Wolno zatem powiedzieć, że oto … jednemu z nas ludzi – Jezusowi z Nazaretu, zjednoczonemu z Boską Osobą Syna – Bóg Ojciec przekazał wszystko. A przy tym najważniejsze jest dla nas to, że wolą i Ojca, i Syna jest wprowadzić nas ludzi w głąb życia Boskich Osób! By dać nam udział w Ich Chwale i szczęściu.

…tylko Ojciec … tylko Syn

Nie starając się podjąć wszystkich słów-skarbów zawartych w rozważanej perykopie, rozważmy jeszcze parę zdań. Są one krótkie, precyzyjne i wielkiej wagi. Dowiadujemy się z nich, na jakiej „zasadzie” dokonuje się nasze wchodzenie w głębokie poznanie Boga.

Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić.

– Bez zbędnych dywagacji powiedzmy, że Ojciec żywi wielkie pragnienie, by pociągać nas do Syna i nam Go objawiać. Także Syn – z wielką pasją i miłością – pragnie odsłaniać nam Twarz i Serce Ojca. Byleśmy tylko nie stawiali przeszkód. A przeszkody bywają różne, a zatem i rozważanie mogłoby nam się rozróść. Zamiast tego chcę powiedzieć, że warto inwestować czas i inne środki w swoje życie duchowe, czyli w swoje podstawowe relacje: z Bogiem, z bliźnimi, z sobą samym, a także z otaczającym nas światem przyrody i rzeczy wytwarzanych przez twórczą myśl ludzi…

Może tu „zareklamuję” rekolekcje w ogóle, a Rekolekcje Ignacjańskie w szczególności. Na moim blogu dzielę się różnymi rzeczami, własnymi i cudzymi. Naprowadzając na Ćwiczenia duchowne św. Ignacego Loyoli, posługuję się jego własną „recenzją”. Brzmi ona, może powie ktoś, mało pokornie (jednak pokora to prawda):

„Ćwiczenia duchowne są najlepszą rzeczą, jaką w tym życiu mogę sobie pomyśleć i w oparciu o doświadczenie zrozumieć, aby człowiek mógł i sam osobiście skorzystać, i wielu innym przynieść owocną pomoc i korzyść”.

Święci z definicji są pokorni, a to znaczy między innymi, że jeśli o czymś orzekają i brzmi to emfatycznie, to rozstrzygająca jest zgodność tego, co twierdzą, z rzeczywistością. Św. Ignacy mógł tak powiedzieć o swojej rewelacyjnej książeczce zapewne także dlatego, iż wiedział, Komu ją zawdzięcza.

  • Rekolekcje, będące czasem ciszy, skupienia, modlitwy i metodycznego wglądania w siebie i sprawy Boże, bodaj najwydatniej pomogą dość dokładnie zidentyfikować główne subiektywne przeszkody, o które się potykamy w naszej drodze zbliżania się do Boga. I więcej, w taki czas – dzięki obfitej łasce Bożej i otwarciu na nią – owe przeszkody potrafimy nie tylko dojrzeć i nazwać po imieniu, lecz także przezwyciężyć, ominąć czy z drogi usunąć …
  • Zaproszenie do rekolekcji może brzmieć jeszcze bardziej obiecująco. To objawiająca się nam w Jezusie Miłość Boga Ojca, a nam osobiście w nadmiarze zaofiarowana – sama niweczy wszelkie przeszkody, unieważnia je, odsłania ich znikomość… To Miłość Jezusowego Serca, zarazem łagodnie i z mocą, przygarnia nas, oczyszcza i przemienia… W taki też sposób maleje nasz trud, a „brzemię życia” coraz bardziej okazuje się brzemieniem lekkim, zaś jarzmo słodkim, pełnym najlepszych przeczuć – na resztę życia na ziemi i na wieczność. 

Krzysztof Osuch SJ

Uwaga – jest to powtórzenie rozważania STĄD

Komentarze

komentarzy 5 do wpisu “Jarzmo i brzemię – Jezusowe!”
  1. efer pisze:

    20 lipiec 2017r Dziś na adoracji ,
    pragnę kontynuować mój dialog z Bogiem, …… , zastanawiam się, myślę …, i pytam :
    – A jak wejść w Twoją miłość, Panie … ..?
    I jest odpowiedż : ” Spójrz na mój Krzyż . W nim jest moja miłość do was. To MIŁOŚĆ moja was zbawia . Wasze małe krzyże, waszych małych miłości są w moim Krzyżu. Złącz swoją miłość z moją Miłością , będzie ci lżej ” !

    Miłość jest królową cnót. Jak perły złączone są nitką, tak cnoty połączone są miłością. Jeżeli zerwie się nitka, to perły rozsypią się, tak też giną cnoty, jeśli słabnie miłość.
    o. Pio 19 lipiec / DOBREGO DNIA.
    o. Pio 20 lipiec . – Miłość jest miarą, według której Pan będzie sądził nas wszystkich.

  2. efer pisze:

    Kilka zdań z komentarza biblijego do dzisiejszej Ewangelii .

    Wezwanie dla utrudzonych. Ta wypowiedż odsłania tajemnicę Jezusowego serca oraz Jego wrażliwość na utrudzenie i słabość ludzi. ….. Dlatego Jezus zaprasza do podjęcia trudu życia
    wraz z Nim. Określenie : Jarzmo i ciężar odnoszą się do obowiązków, jakie nakłada prawo Boże.
    Jezus nie zwalnia z nich. Jego jarzmem jest jednak przede wszystkim miłość – jedyne przykazanie w królestwie Boga.

    23/ 4. 2014r ON i ja I tom nr. 276
    Czytam: ( Myślałam o trudnośi wejścia w Niego podczas mych podróży… )….
    Zastanowiły mnie te słowa ….. Trudność wejścia w Niego ?
    Pytam : Jak to ma być ?
    Odpowiedż : ” Wejdż w moją miłość i już jesteś w Sercu moim ! ….
    Wejdż we Mnie, moje serce jest otwarte dla ciebie. Będziemy kochać razem . ”
    Czytam dalej : – Moja miłość ……. Nie zna się mojej młości !

    !6/ 12. 2014 r. Okładka książki ON i ja.
    ” Patrz na Mnie. Wejdż we Mnie . Znasz to, wejdż w moją miłość i jesteś już w moim Sercu. Pomogę ci odzyskać twoją sprawność. We Mnie znajdziesz siłę w twojej słabości. Zjednoczenie ze Mną cię usprawni . Zjednocz się ze Mną , a będziesz zdrowa na duszy i ciele. ”
    A oto czytam co na następuje ON i ja I tom nr 605 :
    Znam naturę ludzką . Przyszedłem po to aby jej dopomóc, aby ją naprawić . Przenieś się we Mnie.
    Nie dla twoich zasług, lecz dla mojego pragnienia. Zjednocz zmęczenie twojej twarzy z moim Obliczem…..Chwytaj każdą okazję zjednoczenia. Gdybyś wiedziała, jak bardzo cieszę się ze zjednoczenia z duszami na ziemi….. Zrozumiałabyś, że wynagradzam tych , którzy ofjarują Mi częste myśli swych serc. Niech twoja dusza nosi podobieństwo do twojej Matki . ( Najśw, Panny ),
    twego Brata ( Chrystusa ) .
    Zamyśliłam się, przychodzą słowa :
    ” Twoje serce jest na tej drodze słabości ludzkiej, twoją pomocą . Serce, które szuka Boga, pragnie Boga otrzymuje Jego wsparcie .” – Maryja

  3. s.Katarzyna pisze:

    RADOŚĆ CHRZEŚCIJAŃSKA!
    Dzisiejsze Słowo i ta medytacja uświadomiły mi prawdziwe motywy RADOŚCI – radości dziecka Bożego!
    Był w moim życiu czas, kiedy potrzebowałam doświadczyć miłości Bożej…,po wielu medytacjach „dotknęłam sercem” że Jezus bardzo mnie kocha. Tak mocno,że podzielił się ze mną Swoim Ojcem ! Oszalał z miłości do mnie ,do nas – ,nic dla Siebie nie zostawił –
    nawet własnego Ojca…własnej Matki. BYĆ W TAKIEJ ŚWIĘTEJ RODZINIE TO WYSTARCZY

    Drugi motyw radości to,że „jarzmo (krzyż) przez nas w życiu dźwigane jest najpierw i przede wszystkim jarzmem (krzyżem ) Jezusa”
    W Ewangeliach Królestwo Boże jest przyrównane do roli.Ukaże nam to wyraźnie wiejski obraz:
    dwa woły idą obok siebie i orzą ziemię…Obraz tej medytacji” mówi ” JEZUS JEST ZAPRZĘGNIĘTY W JARZMO ZE MNĄ ,Z KAŻDYM CHRZEŚCIJANINEM OD CHRZTU ŚW !!! ON jest zawsze z nami,stąd jarzmo to jest słodkie i brzemię lekkie.
    Proszę Cię Jezu o łaskę bycia uczennicą w Twojej Szkole Miłości -Serca cichego i pokornego!

    do uprawiania roli

  4. Papieskie słowo z 10 grudnia 2015:

    Franciszek: zakochany w nas Bóg prosi „Oddaj mi swoje grzechy”
    ◊ Bóg zakochany jest w naszej biedzie i naszej małości, Jego miłosierdzie jest bez końca. Papież mówił o tym na porannej Mszy w kaplicy Domu św. Marty podkreślając, że Boże miłosierdzie może uczynić każdego z nas bardziej miłosiernymi wobec innych. W liturgii uczestniczyli m.in. członkowie Rady Kardynałów ds. reformy Kurii Rzymskiej, którzy dziś rozpoczynają swe dwunaste spotkanie robocze z Ojcem Świętym. Potrwa ono do soboty.

    W homilii Franciszek przypomniał, że miłosierdzie jest jak czułość rodziców, którzy obejmują swe dziecko, by je pocieszyć i przywrócić mu poczucie bezpieczeństwa.

    „Wszyscy znamy pieszczoty ojców i matek, kiedy ich dzieci są niespokojne ze strachu: «Nie bój się, jestem przy tobie»; «Ja jestem zakochany w twojej małości, w twojej nicości». A także: «Nie bój się twoich grzechów, Ja cię kocham; jestem tutaj, by ci przebaczyć». Takie jest miłosierdzie Boga” – powiedział Papież.

    Franciszek przywołał przykład jednego ze świętych, który podejmował wiele uczynków pokutnych, a Bóg wymagał od niego wciąż czegoś więcej. Kiedy ostatecznie wyznał, że nie ma już nic więcej do oddania, Bóg odpowiedział: „Daj mi swoje grzechy”.

    „Pan pragnie wziąć na siebie nasze słabości, nasze grzechy, nasze utrudzenie. Ileż razy Jezus mówił: «Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy jesteście utrudzeni, zmęczeni, a Ja was pokrzepię». Ja jestem Pan, Bóg twój, który trzyma cię za rękę; nie bój się, maleńki, nie obawiaj się. Ja dam ci siłę. Oddaj mi wszystko, a Ja ci przebaczę, napełnię cię pokojem. My, denerwujemy się, kiedy coś nie wychodzi, krzyczymy, jesteśmy zniecierpliwieni…Natomiast On [mówi nam]: «Bądź spokojny, porządnie narozrabiałeś, ale nie obawiaj się. Ja ci wybaczam. Oddaj mi wszystko». To właśnie powtarzaliśmy w Psalmie: «Pan jest miłosierny i wielki w miłości». My jesteśmy mali. On dał nam wszystko. Prosi nas jedynie o nasze biedy, małości, o nasze grzechy, po to, by nas objąć, obdarzyć czułością” – powiedział Papież.
    bz/ rv
    I
    Kard. Müller: miłosierdzie to nie pobłażliwość, lecz przynaglenie do przemiany życia
    ◊ Miłosierdzie, z jakim Jezus dotyka naszego serca, niekiedy gwałtownie, kiedy indziej delikatnie, jest falą dobra i prawdy, która przynagla nas do poprawy naszego życia – zauważa kard. Gerhard Müller. W zalewie słów o rozpoczętym właśnie Nadzwyczajnym Roku Świętym, prefekt Kongregacji Nauki Wiary przypomina prawdziwe znaczenie miłosierdzia. W wywiadzie dla agencji ACI podkreśla, że nie jest ono tanim wyznaniem miłości. Kiedy Bóg wkracza do naszego życia, to czyni to po to, aby je zmienić. To prawda, że przyjmuje On nas takich, jakimi jesteśmy, ale nigdy nie zostawia nas takich samych – mówi szef watykańskiej dykasterii.

    Podkreśla on, że miłosierdzie nie ma nic wspólnego z pobłażliwością. Nie taka jest postawa Boga względem człowieka. Wystarczy poczytać Ewangelie i zobaczyć, jak zachowuje się Jezus. Jest dobry, ale nie za cenę prawdy. Przejawem miłosierdzia jest więc również korygowanie błędów. Ojciec, który nie upominałby swych dzieci, lecz usprawiedliwiał czy lekceważył ich uchybienia, doprowadziłby ich do upadku. W miłosierdzie jest wpisana zarówno miłość, jak i prawda – podkreśla kard. Müller.
    kb/ rv, aci

  5. Audiencja ogólna Ojca świętego Franciszka:

    dlaczego potrzebujemy Roku Miłosierdzia?

    Niech każdy z nas doświadczy w tym Roku Świętym Bożego Miłosierdzia, aby sam mógł stać się świadkiem tego, że Bogu najbardziej podoba się przebaczać – życzył Papież na audiencji ogólnej. Franciszek wyjaśniał znaczenie rozpoczętego wczoraj Jubileuszu.

    Centralną tezą dzisiejszej katechezy było twierdzenie, że Pan Bóg najbardziej lubi przebaczać. Dlatego właśnie, jak zauważył Papież, odwołując się do refleksji św. Ambrożego, Pan Bóg po stworzeniu człowieka stwierdził, że jest nie tylko dobre, jak w wypadku pozostałych stworzeń, ale bardzo dobre. Nareszcie bowiem Pan Bóg miał kogoś, komu mógł przebaczać.

    Na samym wstępie swych rozważań, Franciszek podkreślił, że dla Kościoła rozpoczęty wczoraj Rok Miłosierdzia jest nie tylko pożyteczny, ale konieczny.

    „W naszych czasach głębokich przemian Kościół jest powołany do wniesienia swego szczególnego wkładu, ukazując znaki obecności i bliskości Boga. A Jubileusz jest czasem sprzyjającym dla nas wszystkich, ponieważ kontemplując miłosierdzie Boże, które przekracza wszelkie ludzkie ograniczenia i jaśnieje nad ciemnościami grzechu, możemy stać się pewniejszymi i bardziej skutecznymi świadkami. Zwrócenie spojrzenia na Boga, miłosiernego Ojca, i na braci potrzebujących miłosierdzia oznacza skupienie uwagi na istotnej treści Ewangelii: [na] Jezusie Chrystusie, Miłosierdziu, które stało się ciałem, umożliwiając naszym oczom zobaczenie wielkiej tajemnicy miłości Trójjedynego Boga. Świętować Jubileusz Miłosierdzia oznacza ponownie umieścić w centrum naszego życia osobistego oraz życia naszych wspólnot tego, co stanowi o specyfice wiary chrześcijańskiej, czyli Jezusa Chrystusa, Boga miłosiernego” – powiedział Franciszek.

    Papież powiedział, że ogłosił ten Rok Święty, byśmy mogli żyć miłosierdziem, byśmy doświadczyli w naszym życiu czułego i łagodnego dotyku przebaczenia Boga, Jego obecności obok nas i Jego bliskości w chwilach największej potrzeby. Kościół natomiast musi się nauczyć wybierać wyłącznie to, co Bogu najbardziej się podoba, czyli przebaczać swym dzieciom, aby i one mogły przebaczać braciom.

    „Jubileusz będzie «czasem sprzyjającym» dla Kościoła, jeśli nauczymy się wybierać «to, co najbardziej podoba się Bogu», nie ulegając pokusie, by myśleć, że jest coś innego, coś ważniejszego czy bardziej priorytetowego. Nie ma nic ważniejszego niż wybieranie «tego, co najbardziej podoba się Bogu», czyli Jego miłosierdzia, miłości, czułości, otwarcia, delikatności! Również konieczne dzieło odnowy instytucji i struktur Kościoła jest środkiem, który powinien nas prowadzić do żywego i życiodajnego doświadczania miłosierdzia Bożego, które jako jedyne może zapewnić, że Kościół będzie owym miastem położonym na górze, które nie może pozostać w ukryciu (por. Mt 5,14). Jaśnieć może tylko ten Kościół, który jest miłosierny. Gdybyśmy mieli choćby na chwilę zapomnieć, że miłosierdzie jest tym, «co najbardziej podoba się Bogu», wszelkie nasze wysiłki byłyby próżne, gdyż stalibyśmy się niewolnikami naszych instytucji i naszych struktur, niezależnie od tego, jak bardzo byłyby one odnowione” – powiedział Papież.

    Franciszek podkreślił, że w Roku Świętym Kościół nie może się jedynie ograniczyć do kontemplacji miłosierdzia Boga, ale również i sam musi się stać miłosierny, by pomóc potrzebującym.

    „Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że u podstaw zapomnienia o miłosierdziu jest zawsze miłość do samych siebie. W świecie przybiera ona formę poszukiwania wyłącznie własnych interesów, przyjemności i zaszczytów, z czym wiąże się też gromadzenie bogactw, natomiast w życiu chrześcijan często przybiera ona postać obłudy i światowości. To miłość własna sprawia, że miłosierdzie jest czymś obcym w świecie, a jej przejawów jest tak wiele, że często nie jesteśmy nawet w stanie rozpoznać ich jako ograniczeń i grzechu. Dlatego trzeba koniecznie uznać, że jesteśmy grzesznikami, aby umocnić w sobie pewność Bożego miłosierdzia. «Panie, jestem grzesznikiem, przyjdź do mnie ze swym miłosierdziem». To piękna i łatwa modlitwa. Powinniśmy ją odmawiać codziennie” – powiedział Franciszek.

    kb / rv

Zostaw odpowiedź