Miłujmy naszych nieprzyjaciół

21 czerwca 2017, autor: Krzysztof Osuch SJ

Tytuł rozważania sam się narzuca. Czy jednak inny nie byłby trafniejszy? Zapytuję o to, bo olśniło mnie „proste” spostrzeżenie, że w wypowiedzi Jezusa najważniejsze jest Jego niezrównane świadectwo o Bogu OJCU.

 

Obraz znaleziony dla: Miłujcie waszych nieprzyjaciół przebaczenie

Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski (Mt 5,43-48).

 

 Właśnie, czy inny tytuł nie byłby trafniejszy? Czyż w wypowiedzi Jezusa nie jest najważniejsze Jego niezrównane świadectwo o Bogu OJCU – a dokładniej o miłości Ojca do WSZYSTKICH, także do Jego … nieprzyjaciół. Przyzwyczailiśmy się do tej prawdy, jest ona jednak niezwykła, zachwycająca!

On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.

Czy można usłyszeć coś bardziej wzniosłego i poruszającego? A zarazem coś równie dla nas trudnego, skoro bezwarunkową miłość Ojca mamy przyjąć także jako wzór i normę w naszym odnoszeniu się zarówno wobec „sprawiedliwych” jak i … „niesprawiedliwych”?!

  • Jeśli dotarło do nas to, co Jezus powiedział o … Ojcu, to właściwie nic już nie trzeba mówić…
  • Pozostaje przestawić się na tryb intensywnego asymilowania świadectwa Syna o Ojcu, by cała „reszta” Jezusowego pouczenia stała się (niejako samoczynnie) jasna, oczywista i zobowiązująca. Normatywna.
  • Tak, najbardziej potrzebujemy (to bywa często, i to całe lata, najsłabsze ogniwo w naszej wierze i religijności) przestawania z Dobrym Ojcem, który by nas rozczulił, porwał i sprawił, że z głębi serca, z przekonaniem, podzielimy Jezusowy – i oczywiście Ojcowy – sposób patrzenia na tych, co mienią się być naszymi nieprzyjaciółmi, wrogami.

Jeszcze jedna myśl. Choć zabrzmi ona nieco prowokacyjnie, to jednak uwydatni to, co wyżej powiedziałem.

Otóż to nie nakaz i autorytet Jezusa są tu najbardziej znaczące. Inaczej, to nie one – same tylko – wywołują w nas zadumę i skuteczną przemianę (choć oczywiście też), lecz nade wszystko kontemplacja Twarzy Ojca, Serca Ojca! To dopiero częsta i wytrwała kontemplacja licznych czynów Boga Stwórcy i OJCA – czynów pełnych dobroci i życzliwości względem nas wszystkichprzyciąga naszą uwagę, wzrusza nas, porusza, zobowiązuje i uzdalnia do nowej jakości naszych myśli i działań…

  • Nasz Ojciec w Niebie ma (wciąż) nadzieję, że zauważymy – z pomocą Jego Syna i Ducha Świętego – w jakiej to Boskiej „aurze” jesteśmy wciąż i wszyscy zanurzeni…

Akurat dzisiaj poruszyły mnie słowa Jezusa (zawsze doskonale tożsame ze słowami Ojca i Jego wolę wyrażające), że właściwie nie jesteśmy w stanie „przekroczyć kręgu miłości”.

„Gdziekolwiek jesteś, jesteś we Mnie. Jesteś we Mnie. Nic nie może nas rozłączyć prócz winy. Nie przekroczysz kręgu mojej miłości, która cię otacza” (Gabriela Bossis, ON i ja, tom 2, nr 242).

To jest trochę tak jak z powietrzem.Z daru Stwórcy zewsząd nas ono otacza… Dzięki niemu (powietrzu z tlenem) toczą się wszystkie procesy życiowe. Chodząc po ziemi, nie jesteśmy w stanie przekroczyć „kręgu powietrza”; owszem, możemy sobie zatkać nos i nie oddychać, ale i tak wciąż otoczeni jesteśmy dobroczynnym powietrzem. Wystarczy chcieć (znów) nim oddychać…

  • Tak samo jest z Miłością zaofiarowaną nam przez Ojca. Dokładnie tak samo jest z Miłością naszego Zbawiciela i Ducha Świętego. Z tą Miłością można „się rozłączyć”. Tę rozłąkę wywołuje świadome i dobrowolne wyjście ze sfery Miłości Boga i wejście w „beztlenową” (bo pozbawioną miłości) strefę grzechu. A jak pisze jeden ze znakomitych teologów (zresztą nie on jeden), koniec końców jest tylko jeden grzech: nie wierzyć w Miłość, nie wierzyć w Miłość Boga!

A w „blogowym tonie” – dopuszczającym jak mniemam bardziej osobiste dzielenie i wymianę duchowych dóbr, zachęcam do korzystania – oprócz stale dla nas otwartej Księgi Biblii i Księgi Stworzeń – z dwóch wspaniałych i wyjątkowych lektur. Obie bardzo pomagają nasycać się Miłością, oddychać nią jak powietrzem… A także odnawiać w sobie, jak najczęściej, podstawę do rozumienia i praktykowania Jezusowego przykazania miłowania wszystkich, także nieprzyjaciół!     

Oto te lektury: 1. i 2.

***

Zapraszam też do nieco dłuższego rozważania:  Miłość nieprzyjaciół (Mt 5,43-48)

Częstochowa, czwartek, 13 marca 2014 – 27 lutego 2015   AMDG et BVMH   o. Krzysztof Osuch SJ

***

Komentarze

Jedna odpowiedź do wpisu “Miłujmy naszych nieprzyjaciół”
  1. Podpisz:
    OKAŻ SOLIDARNOŚĆ NASZYM KOPTYJSKIM BRACIOM
    SOLIDARNOŚĆ ZE WSPÓLNOTĄ CHRZEŚCIJAŃSKICH KOPTÓW

    Do Patriarchy Tawadrosa II oraz Biskupa Karasa:

    Jesteśmy wstrząśnięci barbarzyńskim mordem dokonanym przez terrorystów ISIS na członkach wspólnoty chrześcijańskich Koptów za ich wiarę. Pragniemy okazać Wam naszą solidarność i wsparcie wobec tego dramatu.

    Jesteśmy z Wami całym sercem i łączymy się w modlitwie z rodzinami ofiar oraz całą wspólnotą pogrążonych w żałobie naszych sióstr i braci.

Zostaw odpowiedź