Rozłamy i jedność

15 maja 2017, autor: Krzysztof Osuch SJ

Znalezione obrazy dla zapytania bobola

Św. Andrzej Bobola – męczennik, Patron Polski, Apostoł Jedności

Prawdą jest, że Jezusowi najbardziej zależy na budowaniu jedności między ludźmi. Dał temu wyraz w Wieczerniku:

W czasie ostatniej wieczerzy Jezus podniósłszy oczy ku niebu, modlił się tymi słowami: Ojcze Święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My stanowili jedno (J 17, 11). Ojcze Święty, nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał (J 17, 20-21).

Cała misja Zbawiciela była i wciąż jest na to nastawiona, żeby nas wszystkich pojednać – z samymi sobą (w sobie), z naszymi bliźnimi, a także z Boskimi Osobami. Bóg Ojciec wyznaczył swemu Wcielonemu Synowi „strategiczny” cel: by wszystkich zgromadzić w Jedno! Jezus ze swej strony czyni wszystko, by zjednoczyć nas w jedną rodzinę dzieci Bożych, które naprawdę wzajemnie się miłują i bardzo cenią. Jezus dał się zawiesić na krzyżu (na drzewie hańby), byle tylko przekonać nas ludzi o tym, że Miłość Boga do nas jest odwieczna, nieskończona i nieodwołalna. I że jest ona przyczyną i źródłem wszelkiego pojednania i pokoju; pokoju, który rozlewa się jak wielka rzeka.

Przyznajmy, że (na tym tle) szokująco brzmią inne słowa Pana Jezusa: Przyszedłem dać ziemi nie pokój, lecz rozłam (por. Łk 12,49-53). Jest pewne, że Jezus nie uprawia słownej gry. To, o czym mówi, jest na pewno prawdziwe. Naszym zadaniem jest dotrzeć do sensu zdań, które mówią i o jedności, i o rozłamie Z góry przygotujmy się na to, że gdy naprawdę słuchamy Jezusa i staramy się Go zrozumieć, to dość często doświadczamy, jak On zbija nas z tropu. Nierzadko – w niektórych Jego wypowiedziach niemal „co zdanie” – okazuje się, że naprawdę myśli Boga, obecne w słowach Jezusa, nie są naszymi myślami (por. Iz 55,8).

Po tych wstępnych uwagach – pytajmy, jak to jest, że Bóg wchodzący w nasz świat – jako Wcielony Boży Syn – wydaje nam nieustanną wojnę. A Błażej Pascal nawet dopowie, że bylibyśmy bardzo biedni, gdyby Bóg nie wydał nam tej wojny. Jest to wojna bardzo poważna, ale też wspaniała, gdyż jest ona wojną miłosną. Wojną, w której Boska Miłość do nas zdecydowana jest walczyć i zwyciężyć.

Bóg przychodzący w Jezusie mówi nam, że On – Trójjedyny – jest Miłością i że nie ma w Nim żadnej niechęci, żadnej nienawiści, ani jakiejkolwiek złości. On uświadamia nam też, że nasza człowiecza natura cała utkana jest z miłości Stwórcy i jako taka jest powołana do miłowania. Jedynie do miłowania! Stwórca nie godzi się też na to, żeby w Jego umiłowanym stworzeniu panowały zaborcze żądze i jakakolwiek złość! Bóg ubolewa, że wdarły się w nasze serca demoniczne żywioły. W imię swej wspaniałej odwiecznej Miłości wydaje demonom i temu, co jest w nas demoniczne (dzielące), swoistą wojnę! Bóg wchodzi z nami w spór. Tłumaczy nam cierpliwie, że nigdy i pod jakimkolwiek pozorem nie wolno nam przystać na to, co nie jest Miłością! Nic bowiem, co nie jest z Miłości, nie może wejść do Nieba i w zjednoczenie z Bogiem.

Wiemy o tym wszystkim od Jezusa – Syna Bożego. To On stopniowo zmienia naszą mentalność. On oświeca nas i uświadamia nam, że całe nasze życie winno być nieustanną walką duchową. Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka? (Hi 7, 1). Dojrzały chrześcijan wie, że nie zazna spokoju, dopóki w nim samym i wokół niego nie zapanuje Boskie Prawo Miłowania!

 1-o: A zatem dojrzały chrześcijanin godzi się najpierw na całożyciową wojnę w sobie samym. – Taka zachodzi konieczność, ponieważ jesteśmy w sobie podzieleni.  Niestety, z naszego serca wychodzą nie tylko dobroć i życzliwość, ale także dość liczne złe dążenia (do zła). Św. Marek Ewangelista opisuje destrukcyjne dążenia w nas aż dwunastoma słowami; nazywa je „złymi myślami ”, które pochodzą z wnętrza, z serca ludzkiego (por. Mk 7, 21 n).

– Dajmy się zatem pouczyć Jezusowi i jasno wiedzmy, że to w nas samych jest rozłam; zaś wszelkie inne rozłamy są pochodnymi tego bodaj najważniejszego rozłamu w nas samych. Z jednej strony linii frontu staje nasz egocentryzm i wszelkie odmiany żądz oraz wadliwych postaw…, a z drugiej strony staje agape, czyli ta Miłość, która jest w Bogu. Ta, którą sam Duch Święty rozlewa w naszych sercach!

W tę walkę duchową wpisują się (powinny) pozytywnie i twórczo wszystkie nasze medytacje, modlitwy, rachunki sumienia, spowiedzi, nawrócenia, akty strzeliste itd. Raz tę walkę wygrywamy razem z Chrystusem i w Jego Duchu, a kiedy indziej wygrywa w nas szatan i dążenia starego człowieka w nas.

2-o: Kto poznaje Jezusa i idzie za Nim naprawdę, ten godzi się na dość częste konflikty także ze swoim otoczeniem. Mam być przygotowany na to,że jeśli ja żyję Jezusowym Prawem Miłości, a inni żyją wg swoich pożądań i po światowemu, to na pewno wcześniej czy później dojdzie do starcia! Ujawni się ostry konflikt.

Trzeba być jednak bardzo ostrożnym w rozeznawaniu i mówieniu: oto ja wiodę spór i wojnę z moim otoczeniem, ponieważ ja miłuję miłością, która z Góry zstępuje, a oni – nie! Łatwo jest tutaj o pomyłkę! Bodaj najczęściej tak bywa, że różne walki między sobą toczymy jako ludzie starzy, cieleśni i, mniej lub bardziej, poddani mocy Złego!

Kiedy w rodzinie lub wspólnocie pojawia się konflikt, to trzeba sobie zadać pytanie: co i kogo ja reprezentuję w tym konflikcie, w tej walce? Jednak sam fakt walki nie powinien nas dziwić. Jezus najwyraźniej przewiduje spory, rozłamy i walkę! Ważne jest to jedynie, czy w tej walce duchowej jestem po stronie Jezusa i czy toczę naprawdę miłosną walkę czy raczej nienawistną? Czy walczę z miłością i o miłość? Czy przeciwnie?

Kiedy czytamy Ewangelię i ją rozważamy, a także wglądamy rzetelnie w siebie, to na pewno rozeznamy, jaki charakter mają przeżywane przez nas rozłamy. Mogą to być rozłamy „jedynie” między dwoma cielesnymi osobami, które – gdzieś głębiej patrząc – dają się manipulować demonom, którym miłość, szacunek i życzliwość są obce najzupełniej! Możemy mieć do czynienia także z typowo ewangelicznym rozłamem, który wynika z opowiedzenia się jednej osoby za Miłością Bożą, a drugiej – przeciw niej!

Sądzę, że w zakonnych wspólnotach jest tak najczęściej, że wszyscy opowiadamy się za Jezusem i za Prawem Boskiej Miłości, ale gnębią nas różne demony, które manipulują naszą ludzką złożonością i naszym brakiem rzetelnego i uczciwego wglądu w siebie. To diabeł z upodobaniem stosuje taktykę: Dziel i rządź… Dość łatwo przychodzi mu dzielić nas i w jakimś stopniu rządzić nami, gdyż każdy z nas już sam w sobie jest podzielony, niespójny. Tacy pozostajemy – po grzechu pierworodnym – właściwie przez całe nasze życie. A tę sytuację wewnętrznego podziału w nas komplikują jeszcze bardziej doświadczone przez nas różne zranienia, wielkie głody miłości, a także poczucie nędzy i małej wartości, lęki przed zlekceważeniem i odrzuceniem.

Jeśli nie chcemy się pogubić w gąszczu naszych dążeń, zranień i lęków, to winniśmy mocno uchwycić się Jezusa i trzymać się Go oburącz! Codziennie napełniajmy się Jego miłością! Toczmy też bardzo świadomie zadane nam i nieuchronne walki duchowe! Niech będą to jednak zawsze miłosne walki! Czyli walki o Miłość. Walki toczone w Duchu Jezusa i mocą Jego Świętego Ducha. Niech będą to walki w duchu Jezusowego kazania na Górze; a to znaczy m. in. w duchu miłowania wszystkich, nawet nieprzyjaciół i zdeklarowanych wrogów.

Pozyskujmy wszystkich – wraz Jezusem i Jego Mocą – dla Miłości! Zawsze zaczynajmy od przezwyciężenia rozłamu w własnym sercu. A potem wchodźmy w rozłamy zewnętrzne i wychodźmy z nich zwycięsko, tzn. poddając wszystko w sobie i w innych Boskiej Miłości, która ceni, chroni, buduje, jednoczy, dowartościowuje – drugą osobę, bliźniego!

 ● Jeszcze taka przestroga – zachęta (wyczytana na okładce pewnej książki):

„Dopiero kiedy miłość umiera, odkrywamy, że te wszystkie sprawy, które ją niszczyły, były bez porównania mniej ważne, niż ona sama. Że nie ma takiej różnicy charakteru, poglądów, zachowań, która usprawiedliwiałaby wystawienie miłości na niebezpieczeństwo.

Niewiele jest rzeczy tak ważnych, a zarazem tak kruchych, jak ludzka miłość. Tylko naiwni mogą sądzić, że miłość jest z cementu i wystarczy raz ją zdobyć, a będzie trwała wiecznie. Wprost przeciwnie: miłość jest tak delikatna jak chińska porcelana. Potrzebuje, żeby ją pielęgnować i rozpieszczać. Najmniejsza rysa, pęknięcie, z czasem boleśnie się powiększa…

Kiedy tracimy miłość, w rzeczywistości tracimy o wiele więcej. Jeśli miłość zdolna jest rozświetlić nasze życie, to co może się zdarzyć, kiedy zgaśnie? Z pewnością nasze życie stanie się ciemne, ponure. Dbajcie o nią dobrze, przyjaciele, którzy macie szczęście ją posiadać… ” [1].

 Częstochowa, sobota, 16 maja 2014-2015 AMDG    o. Krzysztof Osuch SJ

Znalezione obrazy dla zapytania bobolaProcesja z relikwiami św. Andrzeja Boboli w Warszawie

 


[1] Jose Luis Martin Descalzo, Dlaczego warto żyć?, espe. Kraków 2000

Komentarze

komentarze 4 do wpisu “Rozłamy i jedność”
  1. PATRON DNIA
    Św. Andrzej Bobola (16 maja)
    Andrzej Bobola – dziś jeden z patronów Polski – był człowiekiem mało znanym za życia, który swą sławę zawdzięcza nie tylko męczeńskiej śmierci w 1657 r., ale i późniejszym objawieniom. Nie wiemy nawet, gdzie i kiedy dokładnie się urodził. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa w Strachocinie koło Sanoka w 1591 r. Uczeń szkoły jezuickiej w Braniewie do Towarzystwa Jezusowego wstąpił w 1611, a jedenaście lat później otrzymał święcenia kapłańskie. Zyskał jednak sławę kaznodziei i dlatego chciano go mieć w stolicy, aby tamtejszej elicie zapewnić dobrego mówcę. Jednak został skierowany do Wilna i pracował w kościele św. Kazimierza. Okazał tam wyjątkowe oddanie bliźnim. Gdy w czerwcu 1625 r. nawiedziła Wilno epidemia i kto mógł ratował się ucieczką, on z kilku innymi, nie zważając na niebezpieczeństwo, pośpieszył do posługi chorym. Sześciu jego współbraci poniosło śmierć na skutek epidemii. W 1630 złożył uroczystą profesję zakonną i posługiwał w różnych miastach. W ostatnim okresie życia Andrzej Bobola pracował jako misjonarz na Polesiu, na pograniczu katolicyzmu i prawosławia, gdzie ludzie żyli w bardzo prymitywnych warunkach. Do największych osiągnięć Boboli należało przyjęcie na łono Kościoła katolickiego wiosek: Bałandycze i Udrożyn. Owocność jego pracy ewangelizacyjnej drażniła jednak prawosławnych. Śmierć poniósł z rąk jednego z kozackich zagonów, którzy – w panującej wówczas zawierusze – dotarli w okolice Pińska. Uciekając, został schwytany 16 maja 1657, w pobliżu folwarku Predyła. Kozacy obnażyli go i skatowali, a następnie skrępowali mu ręce i przywiązali do pary koni, które popędzili w kierunku Janowa. W Janowie wprowadzili go do szopy na rynku służącej za rzeźnię, gdzie poddali go okrutnym torturom.
    Niedługo po śmierci Andrzej Bobola został zapomniany, a odkryto go na nowo dzięki osobistej interwencji „zza grobu”. W 1702 r. ukazał się o. Marcinowi Godebskiemu SI. Duch Andrzeja nakazał mu wydobycie trumny, a gdy to uczyniono, okazało się, że ciało zachowało się w stanie nienaruszonym. Zabiegi polskich biskupów sprawiły, że Benedykt XIV, 9 lutego 1755, wpisał Bobolę na listę męczenników. W 1764 r. na sejmie w Warszawie sprawa wypłynęła na nowo. W konstytucjach, które zaprzysiągł Stanisław August, zamieszczono zobowiązanie: „Starać się będziemy wnieść instancję do Stolicy Apostolskiej o beatyfikację Andrzeja Boboli SI”. Upadek Polski uniemożliwił dalsze o to starania. W 1808 r. otaczane czcią ciało przewieziono do Połocka, gdzie relikwie wydawały się bardziej bezpieczne pod opieką jezuitów działających tam pomimo kasaty zakonu. W 1819 r. Andrzej Bobola ukazał się powtórnie dominikaninowi z Wilna o. Alojzemu Korzeniewskiemu, zapowiadając wyzwolenie Polski. Jego beatyfikacja nastąpiła w 1853 roku, a dokonał jej – mimo sprzeciwu zaborców – papież Pius IX. Gdy w 1863 r. przybyła do Połocka komisja władz carskich, aby przeciwdziałać kultowi, na głowę jednego z urzędników spadła cegła, co zostało zinterpretowane jako widomy znak niebios. Kult św. Andrzeja w Połocku stał się także wyzwaniem dla bolszewików. 23 czerwca 1922 kościół otoczyło wojsko. Po otwarciu trumny ciało rzucono na posadzkę. Zwłoki nie rozsypały się. 20 lipca zabrano je do Moskwy, umieszczając na wystawie higienicznej, jako eksponat. Wystawa ta stała się miejscem pielgrzymek katolików. Ciało ukryto więc w magazynie, a następnie pozwolono na jego wywiezienie do Rzymu. Nieco wcześniej w Polsce, kiedy w 1920 roku wojska sowieckie dotarły do wrót Warszawy, z polecenia kard. Aleksandra Kakowskiego w oblężonej stolicy między 6 a 15 sierpnia odbyły się nowenny i procesje z modlitwami za pośrednictwem m.in. św. Andrzeja Boboli, mające na celu uproszenie zwycięstwa nad bolszewikami. W ostatnim dniu nowenny 15 sierpnia miał miejsce „cud nad Wisłą”. Relikwie świętego, w tryumfalnym pochodzie – po uroczystej kanonizacji dokonanej w Rzymie przez papieża Piusa XI 17 kwietnia 1938 r. – w czerwcu tego roku powróciły do kraju i zostały zdeponowane w warszawskim domu jezuitów przy ul. Rakowieckiej 61.
    mp, bł (KAI)

  2. Relikwie św. Andrzeja Boboli w Pałacu Prezydenckim


    Relikwie św. Andrzeja Boboli w Pałacu Prezydenckim (fot. Krzysztof Sitkowski / KPRP) (1 / 9)

    Prezydent Andrzej Duda odebrał z rąk prowincjała ojca Tomasza Ortmanna SJ relikwie św. Andrzeja Boboli, dziękując za dar dla Kaplicy Pałacu Prezydenckiego.

    W uroczystej Mszy św. wzięli udział: Małżonka Prezydenta, Agata Kornhauser-Duda oraz Sekretarze Stanu w Kancelarii Prezydenta RP: Andrzej Dera i Krzysztof Szczerski. Obecny był także Kapelan Prezydenta, ksiądz prałat Zbigniew Kras.

    Po Mszy św. Stowarzyszenie Krzewienia Kultu św. Andrzeja Boboli, które od 1992 roku krzewi kult świętego w Polsce i za granicą, przekazało Prezydentowi portret Patrona Polski autorstwa Fabiana Jałochy.

    Św. Andrzej Bobola był jezuitą, żyjącym na przełomie XVI i XVII wieku, opiekunem chorych, misjonarzem i wybitnym kaznodzieją. Zginął męczeńską śmiercią w Janowie Poleskim z rąk Kozaków. W 2002 roku został ogłoszony patronem Polski.
    Poleć znajomemu
    Narodowa Rada Rozwoju

    http://www.prezydent.pl/aktualnosci/wydarzenia/art,224,relikwie-sw-andrzeja-boboli-w-palacu-prezydenckim.html
    http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/292135-prezydent-andrzej-duda-otrzymal-dzis-relikwiarz-sw-andrzeja-boboli-swojego-i-polski-patronahttp://www.fronda.pl/a/prezydent-duda-odebral-relikwie-sw-andrzeja-boboli-swojego-patrona,71259.html

  3. Andrzej Bobola urodził się 30 listopada 1591 roku w Strachocinie koło Sanoka. W wieku 20 lat wstąpił do jezuitów w Wilnie, gdzie odbył studia. Pracował jako kaznodzieja, spowiednik, wychowawca młodzieży. Podejmował szczególne wysiłki na rzecz pojednania prawosławnych z katolikami. Uwieńczeniem jego życia było męczeństwo za wiarę, którą poniósł 16 maja 1657 r. w Janowie Poleskim. W 1755 r. papież Benedykt XIV orzekł, że Sługa Boży Andrzej Bobola poniósł śmierć za wiarę i zaliczył go w poczet Męczenników Kościoła. Jego beatyfikacji dokonał w 1853 r. Pius IX. Pius XI kanonizował go w Rzymie 17 kwietnia 1938 r.

Zostaw odpowiedź