UMIŁOWAŁ NAS DO KOŃCA!

12 kwietnia 2017, autor: Krzysztof Osuch SJ

Jezusowy gest umycia nóg uczniom – to pierwszoplanowe wydarzenie utrwalone w Janowej Ewangelii czytanej w Wielki Czwartek.

Tak, można śmiało stwierdzić, że nigdy dotąd w historii Izraela nie zdarzyło się, żeby w czasie posiłku paschalnego ojciec rodziny (bądź mistrz jakiejś grupy uczniów) umywał nogi uczestnikom uczty. Owszem, obmywano ręce, może także nogi, ale czynił to niewolnik (jeśli był taki w rodzinie), bądź czynił to najmłodszy członek rodziny czy też najmłodszy członek grupy uczniów.

Natomiast w tej uroczystej Passze Jezusa zdarzyło się coś zupełnie nieoczekiwanego…

Znalezione obrazy dla zapytania do końca ich umiłował Jan paweł II w polsce

Jezus wiedząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował. W czasie wieczerzy, gdy diabeł już nakłonił serce Judasza Iskarioty syna Szymona, aby Go wydać, wiedząc, że Ojciec dał Mu wszystko w ręce oraz że od Boga wyszedł i do Boga idzie, wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło nim się przepasał. Potem nalał wody do miednicy. I zaczął umywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany ( J 13,1-5).

Jezus ma jasną świadomość tego, Kim jest i że Ojciec dał Mu wszystko. Ma też świadomość bliskiego odejścia, i to tak dramatycznego. To w takim momencie Pan Jezus wykonuje gest umycia nóg swoim uczniom.

– Znamy Jezusową interpretację tego znaku. Jezus pyta:

Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Wy Mnie nazywacie Nauczycielem i Panem i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem.

Dzisiaj wypada zapytać siebie, czy poważnie traktujemy Jezusowe pouczenie i polecenie; czy wcielamy je w życie? Być może w dosłownym sensie nie zdarzyło się nam umyć komuś nogi. Nie było też potrzeby – poza niemowlęctwem i wczesnym dzieciństwem – by ktoś mył nam nogi. Łatwo domyślamy się, że Jezusowy gest – tak konkretny i domagający się wielkiej pokory i miłości wobec uczniów – ma głównie znaczenie symboliczne. Oznacza między innymi wielką pokorę, szacunek i postawę służby wobec bliźnich. Nie trzeba szczególnego badania siebie, by stwierdzić, że pewno mniej lub bardziej nie dociągamy do zaleconej nam miary pokornej i służebnej miłości wobec naszych bliźnich. Jednocześnie zdajemy sobie sprawę z tego, że przykład i nauka Jezusa są w tym względzie jednoznaczne. Nasuwa się zatem pytanie, co należy czynić, by uczynić realny postęp w naśladowaniu Jezusa i wypełnieniu Jego polecenia.

  • Moja odpowiedź i podpowiedź jest bardzo krótka. Otóż nic nam tak bardzo i skutecznie nie pomoże w upodobnieniu się do Jezusa, jak skoncentrowanie uwagi na wielkiej miłości Jezusa do nas ludzi! Wszystkie czyny i słowa Jezusa mają jedną zasadniczą inspirację, a jest nią Miłość. Wszystkie niezliczone dobre słowa i czyny Jezusa wypływają z motywu Miłości, która nieustannie i odwiecznie „przepływa” między Boskimi Osobami.

Święty Jan Ewangelista, uwieczniając gest umycia nóg uczniom, czuł się w obowiązku, by jednocześnie wskazać i ujawnić główny motyw takiego czynu Mistrza. Ten motyw został wskazany w stwierdzeniu: umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował.

  • Wszystko, co wydarzyło się w całym życiu Jezusa, a szczególniej w Wieczerniku i w Męce, daje się fundamentalnie wyjaśnić tym właśnie zwięzłym stwierdzeniem Jana: umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował!

Zapewne jesteśmy otwarci na dokładniejsze objaśnienie, co znaczy to ostatnie zdanie, będące kluczem do Osoby Jezusa i Jego dzieła Zbawienia. Cieszę się, że mogą nas wspomóc słowa Matki Jezusa. To Ona, jako troskliwa Matka Kościoła – tak bardzo miłująca swego Syna i nas – pomaga pielęgnować fascynację Miłością Zbawiciela. Gdy, na przestrzeni wieków, słabnie gdzieś wiara pielgrzymującego ludu, a Jezus traktowany jest, jakby już nie zasługiwał na zachwyt, to Matka – Jezusa i nasza – reaguje. Zjawia się, by osobiście napominać, wychowywać i kierować wzrok ludu ku miłości Ojca, Syna i Ducha Świętego.

 

W jednym z orędzi – przez 25 lat kierowanych głównie do kapłanów poprzez niedawno zmarłego ks. Stefano Gobbi – MATKA JEZUSA objaśnia, co znaczy umiłowanie nas do końca przez Jej Boskiego SYNA!

Znalezione obrazy dla zapytania do końca ich umiłował trzecia wizyta duszpasterska w polsce Ks. S. Gobbi u Jana Pawła II

„«Jezus umiłowawszy swoich, którzy byli na świecie, do końca ich umiłował». Tymi słowami Jan, umiłowany Apostoł, poprzedził w Ewangelii opis wydarzeń towarzyszących ustanowieniu Eucharystii, nowej ofiary i nowego kapłaństwa.     

Do końca ich umiłował, to znaczy aż do zakończenia Swojego życia, ponieważ Ostatnia Wieczerza była ostatnim posiłkiem w Jego ludzkim życiu, przeżytym wśród was: «Gorąco pragnąłem spożyć tę Paschę z wami, zanim będę cierpiał».     

Do końca ich umiłował, to znaczy aż do szczytu wszelkiej możliwości kochania, ponieważ teraz Jezus ustawicznie uobecnia Ofiarę złożoną jeden jedyny raz na Kalwarii dla zbawienia wszystkich: «Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za tych, których kocha».

Do końca ich umiłował, to znaczy aż do najwyższego wymagania miłości, którym jest pragnienie przebywania z ukochaną osobą. Dlatego w Eucharystii Jezus zawsze pozostaje z wami. Jest rzeczywiście obecny ze Swoim chwalebnym Ciałem i ze Swoim Bóstwem – tak jak w Raju – choć ukrywa się pod osłoną postaci eucharystycznych: «A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata».

Do końca ich umiłował, to znaczy aż do zbliżenia się do waszej nędzy i waszego ubóstwa. W sakramencie Eucharystii Jezus jednoczy się z wami. Staje się Ciałem dla waszego ciała, Krwią dla waszej krwi, aby udzielić wam – ziemskim stworzeniom – drogocennego Daru Swego Boskiego Życia: «Ja jestem Chlebem Żywym, który zstąpił z Nieba. Kto spożywa ten chleb będzie żył, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym».

Do końca ich umiłował, to znaczy aż do końca czasów. Obecność Chrystusa jako Ofiary wśród was – we wszystkich Tabernakulach świata – daje wam poczucie bezpieczeństwa i rodzi ufność, radość i nadzieję na Jego powrót w chwale: «Głosimy śmierć Twoją, Panie, wyznajemy Twoje Zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia».

To właśnie dziś jest dzień nowej ofiary i nowego kapłaństwa. Dziś jest wielki dzień miłości. Boskie Serce Jezusa otwiera się, aby wam dać nowe przykazanie: «Daję wam nowe przykazanie: miłujcie się wzajemnie, jak Ja was umiłowałem».

W tym dniu, synowie najmilsi, proszę was o odnowienie waszego przyrzeczenia miłości do Jezusa obecnego w Eucharystii. Uczyńcie Mszę Świętą centrum całej waszej pobożności, szczytem waszego kapłańskiego dnia, sercem waszej apostolskiej działalności. Odprawiajcie ją z miłością, zachowując ściśle przepisy liturgiczne. Przeżywajcie ją, uczestnicząc osobiście w Ofierze, którą Jezus odnawia za waszym (kapłanów) pośrednictwem.

Otaczajcie światłami i kwiatami Tabernakulum, w którym przechowywany jest Jezus Eucharystyczny. Przychodźcie często przed Tabernakulum na wasze osobiste, pełne miłości spotkania z czekającym na was Jezusem. Niech On stanie się dla was jedynym i najcenniejszym skarbem, który jak magnes przyciągnie wasze kapłańskie serca. Wystawiajcie Jezusa Eucharystycznego na ołtarzu w czasie uroczystych, publicznych godzin adoracji i wynagrodzenia. Nadejście nowej epoki spowoduje rozkwit kultu eucharystycznego w całym Kościele.

Nadejście chwalebnego Królestwa Chrystusa zbiegnie się z największą wspaniałością Jego Eucharystycznego Królowania pomiędzy wami. Jezus Eucharystyczny ujawni całą Swoją moc miłości, która przemieni dusze, Kościół i całą ludzkość.

Eucharystia jest znakiem Jezusa, który również dziś miłuje was aż do końca. On prowadzi was do końca czasów, w których żyjecie, aby was wprowadzić w nową epokę świętości i łaski. Ku tej epoce właśnie kroczycie, a rozpocznie się ona, gdy Jezus ustanowi Swoje Chwalebne Królestwo pośród was” (nr 421) .

(za: „Do Kapłanów Umiłowanych Synów Matki Bożej” – Ks. Stefano Gobbi http://www.voxdomini.com.pl/gobbi/gobbi.htm http://www.voxdomini.com.pl/gobbi/introd01.htm )

Częstochowa, 17 kwietnia 2014

o. Krzysztof Osuch SJ

Komentarze

komentarzy 6 do wpisu “UMIŁOWAŁ NAS DO KOŃCA!”
  1. Niełatwo być księdzem w czasach antyklerykałów. Doceńmy trud kapłanów, bo „biada społeczeństwu, którego obywatele nie rządzą się męstwem!

    opublikowano: 21 minut temu · aktualizacja: 3 minuty temu
    Fot. PAP/Obara

    Czas sporadycznego ataku na księży minął. Nastał czas programowej nagonki na kapłanów za to, że są. Agenci społecznej inżynierii nie mogą znieść, że sfera ducha nadal jest siłą polskiego narodu. Stąd ten histeryczny atak na Kościół. Przypomniał dziś o tym abp Andrzej Dzięga podczas Mszy Świętej Krzyżma.

    Tylko dlatego, że są, że ciągle są kapłani Jezusa Chrystusa, prezbiterzy świętego Kościoła. Agresja dlatego, że będąc pośród ludu Bożego czynią to, co do nich należy

    — mówił abp metropolita Szczecińsko-Kamieński.

    Niełatwo być księdzem w czasach antykleryalnych mediów, zdeprawowanych elit, zdegenerowanej polityki i silnych nacisków rozmaitych grup interesów. Tym, którzy wybrali tę trudną drogę, należy się ciągłe wsparcie, modlitwa i wdzięczność. Zwłaszcza w Wielki Czwartek.

    Arcybiskup Michalik został postawiony przed sądem przez feministkę za mówienie prawdy o zdeprawowanych ideologiach, które rząd narzuca siłą wszystkim obywatelom, wbrew ich woli. To symboliczny i niezwykle ważny znak, pokazujący dokąd zmierzamy.

    Katecheta, który pokazał licealistom, jak wygląda współczesne męczeństwo, został zlinczowany przez media, które kilka tygodni wcześniej emitowały to samo nagranie całymi dniami, narażając dzieci na jego obejrzenie.

    W całej tej nagonce nie chodzi ani o prawdę, ani o dobro. Celem jest masowa demoralizacja, odarcie społeczeństwa z autorytetów, zdyskredytowanie Kościoła, oderwanie kapłanów od wiernych, zniszczenie duszpasterzy i zniechęcenie młodych ludzi do pójścia chrystusową drogą. Rozbijanie rodzin to de facto także cios w kapłanów. Bo przecież tacy będą przyszli księża, jakie są rodziny, w których rosną. A takie będą rodziny, jacy będą kapłani, których zadaniem jest wzmacnianie całego Kościoła.

    Co powiedziałby dziś św. Jan Paweł II, którego żegnaliśmy dekadę temu? Prosiłby o wierność, niezłomność i jednoznaczność.

    Zanim stąd odejdę, proszę was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię «Polska», raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością – taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym, abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili, abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy

    — mówił na progu swojego pontyfikatu w Krakowie.

    Jak ich nie podciąć? Jak się nie zniechęcić? Trzeba iść ku prawdzie. Jak podkreślał bł. ks. Jerzy Popiełuszko, oznaką chrześcijańskiego męstwa jest walka o prawdę.

    Cnota męstwa jest przezwyciężeniem ludzkiej słabości, zwłaszcza lęku i strachu. Bo bać się w życiu trzeba tylko zdrady Chrystusa za parę srebrników jałowego spokoju

    — przypomniał w jednym z kazań. Kardynał Stefan Wyszyński mówił jeszcze mocniej:

    Biada społeczeństwu, którego obywatele nie rządzą się męstwem! Przestaje być wtedy obywatelami, stają, się zwykłymi niewolnikami. (…) Jeżeli obywatel rezygnuje z cnoty męstwa, staje się niewolnikiem i wyrządza największa krzywdę sobie, swej ludzkiej osobowości, rodzinie, grupie zawodowej, narodowi, państwu i Kościołowi, chociaż byłby łatwo pozyskany dla lęku i bojaźni, dla chluby i względów ubocznych…”. Ale i „Biada władcom, którzy chcą pozyskać obywatela za cenę zastraszenia i niewolniczego lęku! (…) Jeżeli władza rządzi zastraszonymi obywatelami, obniża swój autorytet, zuboża życie narodowe, kulturalne i wartość życia zawodowego…

    — mówił prymas Wyszyński.

    Tajemnica Wielkiego Czwartku, odczytana w realiach współczesności, rzuca światło na to jaki byłby świat bez kapłanów, bez sakramentów. Dziękujmy więc tym, którzy trwają na straży naszego trwania. Których nie przestrasza szyderstwo i kpina, którzy rozumiejąc rzeczywistość, pomagają ją porządkować, wprowadzają ład. Którzy mężnie bronią życia, wskazując jego prawdziwy cel. Ci, którzy nieustannie niosą nam wsparcie, potrzebują go także od nas.

    CZYTAJ TAKŻE: Wątpliwości rozwiane! Platforma musi przestać się podszywać pod katolików. Kościół nie akceptuje in vitro
    autor: Marzena Nykiel – Redaktor naczelna portalu wPolityce.pl, publicystka tygodnika „wSieci”, autorka książki „Pułapka gender”. Była wydawcą i producentem programów tv i kierownikiem produkcji filmowej. Absolwentka filozofii i dziennikarstwa KUL oraz podyplomowego studium produkcji filmowej i TV w Łódzkiej Szkole Filmowej.

  2. 1949 – 14 kwietnia. Wielki Czwartek. – „Bądź blisko Mnie. To dzień mojej wielkiej miłości. Obchodź jego rocznicę na swój najprostszy i najserdeczniejszy sposób. Dostrzegaj przede wszystkim miłość. Dawaj przede wszystkim miłość. Szukaj przede wszystkim miłości, a będziesz taką, jaką cię pragnę. Moja biedna córeczko, wszystko inne jest niczym! Czy tego nie czujesz? Daj to odczuć innym, a będziesz postępować naprzód po swej drodze apostolstwa. Jakaż to byłaby dla Mnie radość, gdyby wszystkie wasze chwile były chwilami miłości! Byłaby to bardzo pobożna odpowiedź na moje życie ziemskie. Widzisz, nie mogę ci dziś mówić o niczym innym. Czy myślałaś czasem o ciężarze miłości, który doprowadził Mnie do ustanowienia Sakramentu Eucharystii: tego ścisłego zjednoczenia wewnętrznego i zewnętrznego? Płonąłem chęcią przebywania z wami, pozostania w waszym posiadaniu aż do ostatniego dnia, bycia jakby waszą rzeczą braną, spożywaną i pitą. Chciałem być zamknięty w waszych kościołach, oczekiwać was tam, słuchać was tam, pocieszać was tam w najściślejszym zjednoczeniu. Czy nie powinniście kochać Mnie za to odrobinę więcej? Jakiego języka mam użyć by dać się wam zrozumieć? Jeżeli twoja wiara nie jest dość silna, by znaleźć gorące słowa, proś Mnie bym to Ja mówił o tobie, Ja sam do Siebie samego. Umieść swoje serce pomiędzy moimi palcami jak nastrojoną i napiętą harfę. Wydobędę z niej dźwięki, których harmonia zachwyci ziemię i niebo. Czy chcesz być tym instrumentem?”

    – Tak, Panie mój, z jakąż radością!

    – „I razem będziemy śpiewać na ten sam ton: ‚Ojcze składamy Ci dzięki za to, że dzień ten się narodził’. Będziesz powtarzała, jak biedne dziecko, które uczy się alfabetu miłości” (G. Bossis, ON i ja, t.III,nr 228).
    Parę wypisów z ON i ja – tu: http://osuch.sj.deon.pl/eucharystia/

  3. Dziś, m. in. do mnie dotarły życzenia, związane z W. Czwartkiem i Kapłaństwem.
    Mottem są słowa Tomasza Mertona. Każdemu mogą się przydać…

    Dam Ci wszystko, czego pragniesz.
    Poprowadzę Cię w samotność,
    poprowadzę Cię drogą,
    której nie potrafisz absolutnie zrozumieć,
    bo chcę żeby to była droga najkrótsza.

    Wszystko co Cię dotknie będzie Cię palić z bólu,
    będziesz cofał Twoją rękę,
    aż oddalisz się od wszystkich rzeczy stworzonych.
    Wtedy znajdziesz się zupełnie sam.

    Nie pytaj, kiedy ani gdzie, ani jak to się stanie.
    Czy na jakiejś górze, czy w więzieniu,
    czy na pustyni, czy w obozie koncentracyjnym,
    czy w szpitalu, czy też w Getsemani. To nie ma znaczenia.
    Nie pytaj mnie więc,
    bo Ci i tak nie odpowiem.
    Nie będziesz wiedział,
    dopóki się tam nie znajdziesz.

    Zakosztujesz prawdziwej samotności,
    mojej męki i mojego ubóstwa:
    poprowadzę Cię na wyżyny mojej radości;
    umrzesz we mnie
    i odnajdziesz wszystkie rzeczy w głębi mojego Miłosierdzia,
    które stworzyło Cię w tym celu…

    T. Merton

Zostaw odpowiedź