KRZYŻ – zbawcza miłość Jezusa

8 kwietnia 2017, autor: Krzysztof Osuch SJ

Będzie dość nietypowo, ale „coś” ważnego powinno zaświtać…

Doświadczyliśmy już trochę krzyży. Może nawet dużo i w bardzo bolesnym wydaniu. Jedne dźwigaliśmy my sami, inne spoczęły na ramionach naszych bliskich, znajomych i bardzo wielu osób na ziemi. Ten „wątek” można osobiście rozwinąć i pokosztować, posiłkując się pamięcią, wspomnieniami… Warto to uczynić, by w punkcie wyjścia mieć żywe odczucie, że mówimy o czymś dojmująco ważnym.

  1. Najpierw jednak sięgnijmy po „detektor”, który wskaże błędne przekonanie (zwykle jest ich w nas nie tak mało), że oto ja, człowiek, jestem lepszy i mądrzejszy od samego Boga! Czy nie jest tak, że w obliczu ogromu cierpienia w świecie, myślimy sobie czasem: Gdybym tak mógł doradzić Panu Bogu w paru ważnych kwestiach, zwłaszcza w temacie skutecznego wyeliminowania … Krzyża – dźwiganego przez Jezusa i przez każdego! Oczywiście, u podstaw takiej „szczerej” i zda się szlachetnej chęci leży nasze (ciche bądź głośno manifestowane) przekonanie, że (przynajmniej) w tym jednym temacie okazalibyśmy się lepsi i mądrzejsi (niż Bóg)! Może – mając do dyspozycji Boską Wszechmoc i nieskończoną Miłość – zechciałby skorzystać z naszej większej… dobroci i wrażliwości?

Można wyobrazić sobie jeszcze inną sytuację (choć ona nigdy się nie zdarzy), że oto Przedwieczny Bóg Ojciec czyni nas (mnie) uczestnikiem na-rady na temat losu wcielonego Syna Bożego na ziemi (i losu miliardów ludzkich istnień). Wzmocnijmy wydźwięk tego doproszenia nas (mnie) do Boskiej narady. Pomyślmy, że Bóg chce – jeszcze raz, być może pragnąc nanieść poprawki – zaplanować bieg historii, a więc lepsze dzieje nas wszystkich, naszych bliskich i samego Pana Jezusa… I że mnie (nas) pyta o radę! Czy od razu skorzystałbym z takiej sposobności? Czy niemal natychmiast byłbym gotów udzielić… Stwórcy paru dobrych rad, dzięki którym bieg historii przybrałby inny, lepszy kształt? Bez tego ogromu zła moralnego i fizycznego! A może raczej, jak Hiob – przyłożyłbym palec do ust, pozostawiając te trudne kwestie jednak w gestii Boga Ojca, doskonale Dobrego i Wszechmocnego: Jam mały, cóż Ci odpowiem? – Rękę przyłożę do ust (Hi 40,4).

 

  1. A teraz stańmy wobec faktycznego Krzyża Jezusa Chrystusa (i naszych życiowych krzyży). Jego Krzyż jest! Wydarzył się niebywale realistycznie. Krzyż „twardo” czy raczej mocno wbity w naszą ziemię stoi jako niezmienny punkt odniesienia, gdy tymczasem wszystko inne obraca się wokół niego. Krzyż, a dokładniej Jezus Chrystus na nim, staje naprzeciwko każdego pokolenia, każdej ludzkiej osoby (nawet gdy poważna część ludzkości nie jest go jeszcze świadoma). Ukrzyżowany Pan prowokuje do zadawania pytań i do myślenia! Być może niektórym z nas – z różnych powodów – wyda się on jakąś, o zgrozo, zbanalizowaną oczywistością (w krajobrazie wnętrz i kultury); inni się nim zgorszą (potkną się o niego), a jeszcze innym wyda się głupstwem, jak religijnym Żydom mającym jasną koncepcję Boga, i jak mądrze filozofującym Grekom.

Tymczasem Kościół katolicki na niemal dwa tygodnie od V Niedzieli W. Postu zwykł Krzyż zakrywać! Po co? Zapewne po to, żebyśmy mogli w Wielki Piątek na nowo zapytać i z nową świeżością odkryć przejmującą i olśniewającą wymowę tego, że Przedwieczny Syn Ojca Wszechmocnego (i najdoskonalej Dobrego) zechciał ku pełni Życia kroczyć Krzyżową Drogą i oddać swego ducha Ojcu na Golgocie – właśnie na drzewie w kształcie skrzyżowanych belek (czy może litery T)! Taka droga i taka śmierć miały Go ukarać, pohańbić i na zawsze wymazać z pamięci ludzi religijnych!

  1. Zapewne wszyscy odczuwamy wielką trudność w dotarciu do sedna wymowy Jezusowej śmierci na Krzyżu. I to nawet jeśli już dobrze wiemy, że ten bardzo bolesny „epizod” w życiu Zbawiciela zakończył się tryumfem Zmartwychwstania i otoczeniem na zawsze Chwałą Ojca, uwielbieniem. – Jak i gdzie mamy szukać pomocy w obliczu tak zasadniczej trudności? Trudności w pojmowaniu umysłem i sercem najważniejszych prawd, które zwiastują, że oto jesteśmy zbawieni. Za darmo, z nadmiaru Boskiej Miłości darmo nam danej. Nieodwołalnie.

Odpowiedź na zadane pytanie i skuteczną pomoc w obliczu trudności znajdujemy w Chrześcijaństwie, czyli w poznawanym i miłowanym Jezusie Chrystusie, w Piśmie Świętym, w Kościele, w Jego żywym przepowiadaniu, w całej kulturze chrześcijańskiej, w wielkich dziełach sztuki, w książkach. Jest ich dużo. Kiedyś sięgnąłem do jednej z nich; jej tytuł brzmi Słownik Teologii Biblijnej (stron 1163). Setki biblijnych haseł opracowało ponad 70 autorów, biblistów. Jedno z haseł dotyczy Krzyża. Przybliżenie tej tajemniczej rzeczywistości – jawiącej się jako… głupstwo lub zgorszenie – zajęło autorowi (tylko) trzy strony (bitego) tekstu. Ale ma on strukturę dość złożoną: dwa punkty rzymskie (I, II) i siedem szczegółowych tematów; to nie koniec, tekst upstrzony jest ok. 48 gwiazdkami, które odsyłają do innych ważnych haseł. Na końcu są jeszcze dodatkowe odsyłacze (23). W sumie trzeba by przeczytać ponad 70 innych haseł (ile to znowu stron!), by rozświetlić sobie tajemnicę Krzyża – zbawczego Krzyża Jezusa Chrystusa.

Na początku ostrzegłem, że będzie dość nietypowo; miałem na myśli właśnie parę ostatnich zdań i zastanawiającą wymowę prostych „liczbowych” spostrzeżeń… Może ktoś zechce sięgnąć do w/w Słownika: Słownik Teologii Biblijnej. Dzieło zbiorowe. Redaktor naczelny Xavier Leon-Dufour SJ, tł. i oprac. bp Kazimierz Romaniuk, Pallottinum, Poznań – Warszawa 1985.    

  1. To wszystko powiedziawszy, jesteśmy jeszcze dość daleko od zdumienia Miłością Pana Ukrzyżowanego. Ale warto – niejako od strony metodycznej – uświadomić sobie, że do poznania Pana Jezusa i do przeżycia Jego zbawiającej nas Miłości trzeba „wydreptywać” sobie ścieżki i ścieżyny. I że warto wydreptywać sobie osobistą drożynę do adoracji Pana na Krzyżu. Inaczej mówiąc, potrzebne jest tu osobiste zaangażowanie i trud. Nikt nie da nam zbawczej wiary ot tak na tacy. Dużo mniej poważne rzeczy wymagają niemałego zaangażowania i trudu, a ta Najważniejsza – choć skądinąd najzupełniej gratis data – miałaby nic nie kosztować (naszego poznawczego otwarcia, trudu, pamięci i rozpamiętywania)!

Duch Święty, będący duszą naszych dusz i ożywiający wszelką aktywność w Kościele, też na pewno zachęca nas, by iść ku Źródłu (jakim jest Krzyż Pana) – choćby i pod prąd wielu przeciwności… A docierając do niego, po wielekroć zresztą, trzeba mieć dość pokory, by uklęknąć, pochylić się nisko i zaczerpnąć parę łyków źródlanej wody zbawczej Łaski…

Kiedyś w tym miejscu – w podobnym rozważaniu – odesłałem do wspomnianego tekstu ze Słownika… I wyrażałem nadzieję, że już w czasie lectio uderzy nas „coś”, wokół czego zechcemy krążyć, przypatrywać się… – aż kontemplowane drzewo Krzyża zapali się od Miłości Jezusa i naszej – ubogiej bo ubogiej, ale jednak – miłości!

  Częstochowa, czwartek, 17 marca 2016     AMDG et BVMH   o. Krzysztof Osuch SJ

 

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

Aneks

Rozważanie znalezione kiedyś w sieci. Bardzo cenne. Główną myśl autor zapożyczył od Tad. Żychiewicza, a w punkcie wyjścia pojawia się pytanie – zadane w innym kontekście – jednak nieraz my zadajemy je Bogu w związku z naszym cierpieniem.

„Jakim prawem to czynisz?” pytali Jezusa arcykapłani i starsi ludu.

Podobne pytanie zadaje dzisiaj wielu ludzi – w szkole na katechezach, w rozmowach między sobą i z Bogiem, na forach internetowych. Zwłaszcza wówczas, kiedy Bóg wymyka się ludzkiemu pojmowaniu świata i porządku rzeczy, gdy wymyka się ludzkiemu rozumowi, pragnieniom, oczekiwaniom… Zwłaszcza wówczas, gdy spotykamy się z cierpieniem fizycznym, duchowym, śmiercią, zawaleniem się planów życiowych, utratą pracy… Wtedy przychodzi ta straszna pokusa, by wołać do Boga – jakie masz prawo, by tak kierować moim życiem, czemu i za co właśnie to spotyka mnie lub moich bliskich? W takich chwilach warto, jak myślę, przypomnieć sobie poniższy fragment książki Tadeusza Żychiewicza, Stare Przymierze:

Oto po odwiedzinach kolejnych przyjaciół oskarżających Hioba i szukających w nim winy – rozmowa z Bogiem. I wydawać by się mogło, że teraz już wszystko będzie jasne, że Bóg powie: „Hiobie, sługo wierny, niezasłużone cierpienie i cały niezmierzony ocean krzywd potrzebne są bo…”. Nic takiego jednak Bóg nie czyni. Przede wszystkim ukazuje Hiobowi obiektywną miarę rzeczy. Mówi mu: Hiobie, jeśli dotknie człowieka wielkie nieszczęście i wielkie cierpienie – cały człowiek staje się bólem i cierpieniem. Wydaje mu się, że cały wszechświat wypełniło cierpienie i nie ma już nic poza nim.

Lecz spójrz – wszechświat jest bez granic. Popatrz – ziemia jest tylko pyłem we wszechświecie, a człowiek na ziemi mniejszy od pyłu. Hiobie istnieje wiele ogromnych spraw poza twoim cierpieniem. Nie potrafisz o nich myśleć, ponieważ boli cię życie. Lecz one nic nie wiedzą o twoim cierpieniu, a są ogromne. Hiobie poznaj swoją miarę, gdyż i to stanowi mądrość. To jest prawda. Prawda twarda i niemiłosierna, lecz na pewno pożyteczna, gdyż rozbijająca skorupę egotycznego cierpienia wołającego ciągle: ja, ja, ja, we mnie, dla mnie przy mnie, obok mnie, beze mnie. I mówi dalej Bóg do Hioba: Mówiłeś o śmierci, jak wszyscy ogarnięci cierpieniem i byłeś smutny. Popatrz drzewa gotujące się na śmierć, stroją się w złoto i purpurę jak królowie na gody. I chociaż jest rzeczywistością wielki smutek umierania, może nie jest próżne ani głupie tamto złoto i czerwień? A chociaż cały jesteś cierpieniem, może w ciemności twego porzucenia wyrasta coś pięknego, o czym wiedzieć nie możesz? Czemużby nie? Przecież kryształy rosną w ciemności, przygniecione ciężarem gór. Lecz nie tylko w ciemności. Także w milczeniu. A ty swój krzyk podnosisz do gwiazd. Popatrz: nawet człowiek powstał z błota, a może być taki piękny. Dlaczego podejrzewasz, że twój ból jest rzeczą ostatnią? Jeśli nie możesz inaczej – krzycz. Kiedy zaś ucichniesz, zrozumiesz bodaj to jedno: nikt nie rozerwie ładu gwiazdozbiorów, ani też nie sprawi, by ukośny promień nie zbudził tęczy w kropli wody. Nikt. Przeto stanie się do końca, co zamierzyłem. Hiobie, jest jakiś ład we wszechświecie. I w twoim cierpieniu też. A Hiob uwierzył.

„A Hiob uwierzył” … Czy my, chrześcijanie, bogatsi od Hioba o znajomość Chrystusa i tego, czego dokonał, też potrafimy tak uwierzyć, albo lepiej – zawierzyć Bogu?

Komentarze

komentarze 4 do wpisu “KRZYŻ – zbawcza miłość Jezusa”
  1. Kazanie św. Teodora Studyty
    (Kazanie na cześć krzyża św.)

    Drogocenny i życiodajny krzyż Chrystusowy

    O najcenniejszy darze krzyża! Podziwiajmy jego wspaniałość! Nie jest on jak drzewo rajskie, w którym zmieszane było dobro i zło, ale cały jest przepiękny i miły dla oczu i smaku.
    Bo drzewo krzyża przynosi nie śmierć, lecz życie; nie mrok, ale światłość; nie wyrzuca z raju, lecz do niego wprowadza. Chrystus wstąpił na to drzewo jak na rydwan królewski, obalił diabła i jego moc śmiercionośną i wyzwolił ludzkość z okrutnej niewoli.
    Na tym drzewie Pan się ukazał jako najznakomitszy wojownik; Jego ręce, nogi i bok zostały zranione w boju, lecz przez nie uleczył rany grzechów, zadane naszej naturze przez przewrotnego węża.
    Niegdyś drzewo przyniosło nam śmierć, teraz dzięki drzewu odzyskaliśmy życie; niegdyś przez drzewo zostaliśmy zwiedzeni, teraz na drzewie odtrąciliśmy starodawnego węża. Zaiste, nowa to i niesłychana zamiana: życie dane w miejsce śmierci, nieskazitelność zamiast skazitelności, chwała przyznana zamiast hańby.
    Jakże słusznie woła święty Apostoł: „Co do mnie, nie daj, Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża naszego Pana Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata”. Bo owa najwyższa mądrość, która niby kwiat rozkwitła na krzyżu, ujawniła próżne przechwałki mądrości tego świata i głupią pychę. A różnorakie dobra, biorące swój początek z krzyża, zniszczyły zarodki zła i przewrotności.
    Od początku świata tylko obrazy i zapowiedzi tego drzewa krzyża oznaczały i wskazywały na przyszłe wielkie cuda. Niech więc patrzy każdy, którego ogarnia pragnienie wiedzy! Czyż nie za sprawą Bożą uniknął Noe zagłady w wodach potopu, gdy schronił się w arce z kruchego drzewa razem ze swoimi synami, z żoną i żonami swoich synów oraz ze zwierzętami wszystkich gatunków?
    A cóż powiemy o lasce Mojżesza? Czyż i ona nie była obrazem krzyża? Na jej skinienie wody zamieniły się w krew; owa laska pożarła węże wróżbitów egipskich; to znowu uderzeniem jej rozdzielił morze, a następnie zwrócił fale na swoje miejsce i zatopiły wrogów, ocalając lud wybrany.
    Także laska Aarona była obrazem krzyża; w jeden dzień zakwitła i wskazała prawowitego kapłana. Również Abraham wskazywał na drzewo krzyża, gdy swojego związanego syna położył na stosie drzewa. Na krzyżu śmierć została zniweczona, Adam zaś przywrócony życiu. Krzyżem się chlubi każdy Apostoł, krzyż przynosi wieniec chwały każdemu męczennikowi, krzyżem jest uświęcony każdy sprawiedliwy. Dzięki krzyżowi przyoblekamy się w Chrystusa i porzucamy starego człowieka. Przez krzyż zostaliśmy zgromadzeni w jedną owczarnię jako owce Chrystusa i przeznaczeni do niebiańskiej owczarni.

  2. 1 Sław, języku, bój chwalebny,
    Dzieje walki niezrównanej,
    I opiewaj triumf krzyża
    Hymnem pełnym uwielbienia,
    Na nim bowiem Odkupiciel
    Był zabity, lecz zwyciężył.

    2 Gdy praojciec zbuntowany
    Wziął w swe usta zgubny owoc,
    Uległ śmierci w nim ukrytej;
    Wtedy Stwórca się zmiłował
    Wybierając nowe drzewo,
    By dawnego zniszczyć skutki.

    3 Postanowił Bóg wszechmocny
    Dla ratunku wszystkich ludzi,
    Aby szatan, ojciec kłamstwa,
    Był zwiedziony swym podstępem;
    To zaś, czym nas wróg poraził,
    Było naszym uzdrowieniem.

    4 Kiedy czas już się wypełnił
    I nastała pora święta,
    Ojciec posłał swego Syna,
    Stworzyciela całej ziemi,
    Który z łona dziewiczego
    W ludzkiej zrodził się postaci.

    5 On, przeżywszy między nami
    Jako człowiek lat trzydzieści,
    Z własnej woli przyjął mękę;
    Wypełniając zbawcze dzieło
    Na krzyżowej zawisł belce
    Jak baranek przebłagalny.

    6 Cześć niech będzie Bogu Ojcu
    I Synowi Jedynemu
    Razem z Duchem równym Obu;
    Chwała Bogu w Trójcy Świętej,
    Który darzy nas i chroni
    Swoją łaską miłosierną. Amen.

  3. 1 Sztandary Króla się wznoszą,
    Już krzyż chwalebny jaśnieje,
    Na którym Stwórca człowieka
    W człowieczym ciele zawisnął.

    2 To na nim Jezus, zraniony
    Okrutnej włóczni żelazem,
    Oczyścił z winy grzeszników
    Strumieniem krwi oraz wody.

    3 Wspaniałe drzewo, ozdobne
    Purpurą krwi Chrystusowej,
    Wybrane, aby na sobie
    Unosić ciało najświętsze.

    4 Ramiona drzewa szczęśliwe
    Dźwigają okup wszechświata;
    Szalami wagi się stając,
    Wydarły zdobycz Otchłani.

    5 Oddajmy pokłon krzyżowi,
    Co był ołtarzem ofiary,
    Bo na nim Życie umarło,
    By śmiercią życie przywrócić.

    6 O krzyżu, bądź pozdrowiony,
    Jedyna nasza nadziejo!
    Zachowaj wiernych od złego
    I zniwecz zbrodnie ludzkości.

    7 O Trójco, źródło zbawienia,
    Niech każdy duch Cię wysławia,
    A Ty, przez krzyż odkupionych
    Umacniaj łaską na wieki. Amen.

  4. Światło z ON i ja:
    – 13 listopada 1941. Wieczorem. – „Któż mógłby ci przeszkodzić, byś trwała przy Mnie podczas mojego konania? Któż, jeśli nie ty sama… Jesteś wolna. Czy chcesz Mi dać tę twoją wolność? Powiedz Mi: Nie mam już wolności, ponieważ Tobie ją oddałam”.
    – Tak, Panie. Czyż nie posiadasz wszystkich kluczy do mej duszy?
    – „Lubię, gdy Mi to mówisz. Nie obawiaj się tego powtarzać. Widzisz, jeśli przykujesz się łańcuchem do miłości, nie odczujesz zimna owych kajdan. Miłość czyni wszystko łatwym. Podążaj więc z radością ku temu, co najwięcej kosztuje, bo miłość cię poniesie.
    Czas już, żebyśmy się ściślej zjednoczyli. Nadszedł wieczór życia… Niech niczego nie zabraknie w przygotowaniach do tego święta. A jeśli się miłujemy, jakże możemy się nie jednoczyć?
    Ale wszystko ma się dokonywać w radości, która jest wyrazem miłości. Z jakąż wewnętrzną radością uścisnąłem mój Krzyż, gdy Mi go przyniesiono. Mój Krzyż! Od tak dawna go pragnąłem… ze względu na was i aby być posłusznym memu Ojcu. Ten Krzyż był waszym zbawieniem. Zbawić świat! Czy wiesz, czym to było dla Mnie?
    O, dziękuj, moja córeczko. Czy myślisz, że wielu pamiętało o tym, żeby Mi podziękować? A przecież niczego nie brakowało w dopełnieniu korony cierpień. Ale oni nie myślą o tym. Oni w to nie wierzą. Ty, która tu jesteś tego wieczoru w tej naszej samotności, mów Mi słowa przepełnione współczuciem twego serca, aby Mnie pocieszyć za innych. To będzie jak balsam. Słuchając ciebie zapomnę o niewdzięcznych…
    Macie nade Mną władzę, która by was zadziwiła, gdybyście ją znali. Moje drogie dzieci… Jakże bardzo was kocham!…”

    – Gabriela Bossis, ON i ja. Rozmowy Stwórcy…, tom 2 nr 110.

Zostaw odpowiedź